Witajcie. Pragnę podzielić się z Wami swoją historią i nabytym doświadczeniem, ponieważ sama przed procesem korzystałam z forum, żeby dowiedzieć się czegoś więcej, więc wiem jak jest to cenne.
Pobraliśmy się po roku narzeczeństwa i dwóch latach znajomości. Dopiero kiedy zamieszkaliśmy razem po ślubie okazało się, że mój wybranek jest tak silnie uzależniony od komputera i gier (!), że jest całkowicie niezdolny do wypełniania obowiązków domowych, małżeńskich, w ogóle normalnego życia. Całe dnie a nawet noce spędzał przed monitorem, poza pracą tylko to go interesowało. Byłam przez niego zupełnie ignorowana. Sytuacja była dramatyczna - miałam męża tylko teoretycznie - faktycznie w ogóle nie był zainteresowany moją osobą, domem, spędzaniem razem czasu.
Dodam, że swoje prawdziwe oblicze mężczyzna ten pokazał dopiero po ślubie, w czasie narzeczeństwa ukrywał swój problem, ograniczał nasze spotkania do jednego na tydzień. Wtedy tego nie wiedziałam, wierzyłam mu, że ma nadgodziny w pracy, pomaga babci, siostrze, a potem jest bardzo zmęczony. Przedstawiał się jako pracowity, rodzinny człowiek. Oszukał mnie celowo, wiedząc, że nie zgodziłabym się na taki związek i myślał, że po ślubie już nic nie jestem w stanie zrobić.
Próbowałam. Walczyłam o małżeństwo, ale kiedy prosiłam go nawet o zwykłą rozmowę twierdził, że mu przeszkadzam, na moje prośby o przerwie w graniu reagował agresją. O terapii nie chciał w ogóle słyszeć.
Zrezygnowana zgłosiłam się do [spam] z prośbą o reprezentację w sprawie tzw. rozwodu kościelnego. Adwokat kościelny pomógł mi sporządzić pozew. Wskazał kogo mogę powołać na świadka. Po niespełna dwóch latach sędziowie wydali wyrok pozytywny jako powód wskazując niezdolność natury psychicznej do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich. On zareagowął obojętnością, po prostu mu nie zależało na mnie. Ciągle mam nadzieję, że uda mi się stworzyć prawdziwą rodzinę. W tym celu rozpoczęłam ten proces.
Ufam, że moja historia zainspiruje inne kobiety, które są w podobnej sytuacji do podjęcia działania. Szczególnie jeśli chodzi o uzależnienie, które rujnuje nie tylko życie małżonka ale i nasze własne...