Poznałam faceta kilka lat temu, przedstawiał się w jak najlepszym świetle. Był biedny, na zasiłku. Nie przeszkadzało mi to, bo mam świetną pracę, uważałam, że nie jest to problemem - w końcu każdy może stracić zatrudnienie. On ciągle słał wizje zarobkowania. W końcu wymyślił własną firmę, ta - pogrążyła go do końca. Od roku nic już nie płaci, zalega z urzędami. Wielokrotnie ratowałam go z opresji finansowych. Falę goryczy przelał incydent ze sprzętem fotograficznym, wstawionym do lombardu, oczywiście wykupiłam go za 2500 PLN, wtedy obiecał mi, że nigdy więcej go nie wstawi, bo nie chce go stracić tego co najcenniejsze (lubi fotografować), po jakimś czasie zauważyłam jednak ponowny brak lustrzanki z akcesoriami. Znowu prosił mnie o wykupienie. Pojawiały się słowa, że "jak kocham, to...". Byłam uparta, przypomniałam mu naszą rozmowę. Sprzęt przepadł. Teraz usilnie mnie błaga o pożyczkę 5 000 PLN, która jego zdaniem uratuje mu życie (jest zadłużony w każdym banku, korzystał z ich łatwowierności i udzielania kredytu każdemu). Czuje, że to koniec naszej znajomości. Powiedziałam stanowcze - NIE. Dodam, że te wyłudzania pieniędzy zawsze mają podłoże szantażu emocjonalnego, fakt mogę kupić chleb i środki czystościowe, ale tak bez końca utrzymywać nieudacznika i naciągacza? Mam dylemat. Jak to widzicie?
1 2010-05-21 19:15:31 Ostatnio edytowany przez modliszqa (2010-05-21 19:18:08)
Boze,on Cie ewidentnie wykorzystuje ,wyciagnełas go z opresji raz..bedzie tak chciał zawsze....
Tez bym tak chciała,zyc na czyjs rachunek ,ale ma sie ten honor i szacunek do bliznich...
Postaw mu ultimatum ,niech sam cos wymysli by ratowac siebie i zwiazek..poprostu nie finansuj,nie pomagaj..
Zreszta chyba sama juz sobie dałas odpowiedz,i sie tego trzymaj..
PozDRaWiam
Zastanów się czy takiego właśnie chcesz życia, czy taki miał byc ten twój wymarzony książe z bajki. Ten facet to niekończące sie pasmo niepowodzeń, ile razy można do kogoś wyciągać rękę pomoc ma tylko wtedy sęs jak ktoś potrafi z niej skorzystać tzn. pomagasz mu on staje na nogi, a nie ty płacisz jego dług a on robi nowy bo wie ze i tak go spłacisz, zastanów sie.
Nie nie i jeszcze raz nie!
jesteś jak bankomat bo skoro kochasz to dasz kasę- wrrrrrr!!!!!
Jeśli w dalszym ciągu bedziesz się tak zachowywała nie bedziesz miała ani prawdziwego faceta u boku, ani środków do życia.
Wyjście jest 1- ostro mu zakomunikować że pomylił instytucje. Jesli to nie pomoże- cóż każdy kowalem swojego losu jest!
(warczy wściekle) Dla szantażu emocjonalnego jestem bezlitosna. Reaguję wręcz, jak nieczuły morderca.
Zostaw, go. Albo jeszcze uwiń mu stryczek - bo ręczę, że usłyszysz coś o targaniu się na własne życie.
NIGDY ale to PRZENIGDY nie daj się naciągnąć na "bo coś sobie zrobię".
W tej materii jestem bardzo okrutnym człowiekiem, ale uwierzcie mi - ludzie dla których byłam w ten sposób okrutna - pozbierali się, i żyją. Jedni zaczęli w końcu żyć, jakby się obudzili - inni żerują na kimś innym.
I niestety - uważam, że nie warto w ogóle kontynuować tej znajomości.
Ktoś kto traktuje Cie, jak bankomat (dobre porównanie alaclaudie) nie jest wart marnego "cześć".