Czy zdarza Wam się w tzw. dobrej wierze skłamać? Jakie są to sytuacje? Czy czujecie wtedy wyrzuty sumienia czy raczej macie poczucie, że zrobiłyście coś dobrego, co drugiej osobie zaoszczędziło przykrości czy wręcz bólu? Kiedy jednak Waszym zdaniem bezwzględnie należy mówić prawdę?
Wszystko zależy od sytuacji. Ale jeżeli narzeczony o coś się mnie spytał i wiedziałam, że to może go zaboleć to i tak powiedziałam prawdę. Nie można budować związku na kłamstwie.
Mojej Myszy nigdy nie okłamałam, zresztą kłąmstwo to bardzo ryzykowna sprawa, zawsze może się wydać. Myślę, że bardziej boli poczucie, że ktoś skłamał, niż ta zatajona rzecz. Jeśli chodzi o inne sfery życia, to tak, zdarzyło mi się. Czasem świadomie, a czasem nie zastanawiając się palnełam jakieś głupstwo. Częściej jednak zatajałam prawdę, niż kłamałam wprost. Na pytania mamy, kiedy płaczę odpowiadam: "bo boli mnie głowa". Nie chce jej martwić, i tak ma dużo swoich problemów. Wolę iść do chłopaka, czy siostry.
W "dobrej wierze" kłamię wtedy, kiedy nie chcę komuś sprawić przykrości, bólu czy zmartwienia. Zazwyczaj nie mam wtedy wyrzutów sumienia, chyba, że kłamię mojemu facetowi - wtedy pomimo, że kłamstwo jest w "dobrej wierze", to czuję się jakoś głupio.
A kiedy należy bezwzględnie mówić prawdę? Wtedy, kiedy zatajenie prawdy/kłamstwo, jeśli wyjdzie na jaw, może wiele napsuć i ryzyko jest niewspółmiernie duże w stosunku do korzyści.
Ogólnie jestem takiego samego zdania jak dr House: everybody lies ![]()
Należy mówić prawdę, mój chlopak ma do mnie masę pretensji kiedy wychodzę ze znajomymi na dlużej, czy na jakaś imprezę, potem się klócimy, uczestniczą w tym moi znajomi, którzy mnie pocieszają itd, i mówią żebym go oklamala ciągle to slyszę, żebym powiedziala że jestem w domu i że śpie, a że on się przecież nie dowie. Problem jest taki że ja nie chcę tego robić, nie chcę go klamywać. Ale jak mi dalej bedzie robil takie wojny to boje się że dojdzie do tego...
A i w takich mniejszych sprawach nie lubie klamać, mam wyrzuty sumienia. Wole mówić prawde;)
Mówienie prawdy jest wielką sztuką
Kiedy decydujesz się powiedzieć prawdę, która jest niewygodna dla odbiorcy, musisz być przygotowany na krytykę, złość, a nawet ból i smutek drugiej osoby. Odbieganie od prawdy w stronę fałszu, kiedy musimy powiedzieć o swoich porażkach i niedoskonałościach lub przyznać się do winy uchodzi za zachowanie bardzo nieeleganckie. Takie kłamstwo ma zupełnie inny charakter niż koloryzowanie i ubarwianie własnego życia. Czym innym jest powiedzenie ?Spędziłem wakacje w nadmorskim kurorcie? choć tak naprawdę wyjechałeś do pracy do nadmorskiej miejscowości, niż wyprzeć się własnych błędów i obarczyć winą za źle wykonane zadanie koleżankę z pracy. Druga sytuacja jest niedopuszczalna, jeśli zamierzasz uchodzić za człowieka kulturalnego.
Jestem zdania, że nie zawsze należy mówić prawdę, chociaż oczywiście tam, gdzie jest to możliwe lepiej jest przemilczać bolesne sprawy mogące wyrządzić bardzo dużą szkodę niż kłamać w żywe oczy.
I fakt faktem, wielu ludzi mówi, że kłamie dla czyjegoś dobra, choć w gruncie rzeczy chronią tylko własne cztery litery - tak jest z osobami, które nie umieją formułować krytyki stojąc naprzeciwko osoby krytykowanej, "co by nikogo nie urazić", ale za plecami nagle robią się podejrzanie odważne.
Tak więc dla mnie można kłamać, bo się kogoś chroni, a można zrobić z tej ochrony przykrywkę dla tchórzostwa i własnego braku charakteru. I tak, jak mogę wybaczyć kłamstwo, o wiele trudniej przychodzi mi choćby zrozumienie tchórzostwa.
mojemu chłopakowi na razie nigdy nie skłamałam i nie zamierzam... wcześniej, przy mniej poważnych znajomościach, byłam okłamywana i dlatego w tym związku stawiam na szczerość i tego samego oczekuję od mojego partnera. na szczęście w tej kwestii się zgadzamy ![]()
a co do kłamstwa ogólnie... wydaje mi się, że takie sytuacje są dopuszczalne, ale ciężko podać przykład. warto jednak kierować się dobrem tej drugiej osoby niż własnej.. wtedy dopuszczam do siebie myśl o "nie mówieniu całej prawdy" ![]()
lepsza jest najgorsza prawda...niż najlepsze kłamstwo...
lepsza jest najgorsza prawda...niż najlepsze kłamstwo...
Tego właśnie nigdy nie rozumiałam... naprawdę wolałabyś usłyszeć "wyglądasz dziś okropnie" albo "moja ex była lepsza w łóżku" czy coś w tym stylu, jeśli ktoś tak myśli? Temat jest między innymi o kłamstwie mówionym po to, by nie sprawić komuś przykrości i ja jestem za tym, że czasem lepiej skłamać, niż powiedzieć coś, co sprawi komuś ból.
osobiście stawiam na szczerość w związkach.. bo prawda ma krótkie nogi i zawsze wyjdzie i to w najmniej odpowiednim momencie... obecnie mówię nawet najgorsza prawdę.... choć też nie okłamuję mojego ukochanego bo i po co i nie ma takich powodów.. od początku naszej znajomości tak wyszło że naturalnym jest dla nas mówienie prawdy... a wszelkie wątpliwości wyjaśniamy sobie także w rozmowach o naszej przeszłości bo jednak już jakis czas żyjemy na tym świecie i każde z nas ma przeszłość mniej lub bardziej skomplikowaną...
jeśli chodzi o sytuacje i relacje z innymi, rodziną itp to mówię wprost, a jeśli mam kogoś nie urazić prawdą to milczę chyba ze ta wiadomość dotyczy mnie bezpośrednio... niestety z konieczności czasem zranić kogoś trzeba, ale najlepiej jest postępować tak żeby właśnie kłamstw nie powodować....
A ja uwazam,ze nie nalezy klamac,ale nie trzeba mowic wszystkiego.
Trzeba umiec wybrac mniejsze zlo.
W związku nie kłamię, natomiast w innych sferach życia, rożnie bywa.. czasem kłamię, bo mam dość niektórych ludzi.
generalnie, to jestem osobą, która wali prawdę prosto z mostu.
w sumie to nie okłamuję tylko mojego partnera.Kilka razy powtarzałam mu np jaka jest jego rodzina,że nie
podoba mi się zachowanie jego matki itp.Z nim jestem szczera do bólu.Teraz myślę,że na pewne tematy(np jego
kochanej rodzinki nie powinam się wypowiadać w taki a taki sposób).
jeżeli chodzi o resztę świata to kłamię w dobrej sprawie,aby nie sprawić komuś przykrości itd.
ale to raczej drobne kłamstwa.
A czy uważacie, że tzw. niedopowiedzenia (czyli mówię na dany temat tylko tyle ile jest mi wygodnie, a całą resztę pomijam) to również kłamstwo, czy tylko przemilczenie prawdy? Czy jest to bardziej w porządku niż, dajmy na to, zupełnie nie wypowiadanie się na dany temat, czy też zupełne przemilczenie danej sytuacji?
16 2010-05-04 16:12:31 Ostatnio edytowany przez mylenne (2010-05-04 16:13:32)
Przemilczanie to też nie najlepsze wyjście. Wlaśnie dziś, dowiedzialam się, że mój chlopak jedną sprawę przemilczal, ja uważam że mnie oklamal, on utrzymuje że to bylo w dobrzej wierze żeby mnie nie denerwować. Jednak wolalabym wtedy uslyszeć wszystkood razu, dostac szalu,a teraz już dawno by mi przeszlo, a nie teraz kiedy mamy jeszcze inne problemy, a on sie po prostu wygadal, sam swoje klamstwo wydal. a ja czuje się tak oszukana, oklamana,jeśli powiedzial by mi to od razu teraz bym nie byla na niego zla. i nie wiem jak mu dalej wierzyć...
Tak czy inaczej klamstwo, niedopowiedzenia, przemilczenia potem powodują konflikty i problemy. Lepiej tego unikać.
Chyba że to male nic nie znaczące sprawy...
Szczerą prawdę, zawsze wyznaje mojemu ukochanemu. Nie potrafię przy nim kłamać, boli mnie to, więc gdy cos przeskrobie zaraz mu o tym mówię. Gdy cos mi się nie podoba też, wyznaje mu wprost zamiast na siłę coś ubarwiać... Zawsze to lepsze, niż kłócić się, gdy cosik by się wydało.
W kontaktach z innymi zdarzają mi sie drobne kłamstewka, aby kogoś nie urazić, nie zrobić przykrości, bądź proszona- nie wydać tajemnicy ![]()
Trudne pytanie.Myślę,że nie zawsze należy mówić prawdę,np.jeżeli ktoś ma ciężko,wręcz nieuleczalnie chorą matkę,i dostaje taką wiadomość,to raczej nie powinien jej tego mówić,bo mogłoby to wpłynąć na pogorszenie się jej i tak nieciekawego stanu...Osobiście uważam,że kłamstwo zawsze wyjdzie na jaw i wszystko można ukryć,ale tylko na jakiś czas.A potem można stracić czyjeś zaufanie.
Wszystko zależy od sytuacji. Ale jeżeli narzeczony o coś się mnie spytał i wiedziałam, że to może go zaboleć to i tak powiedziałam prawdę. Nie można budować związku na kłamstwie.
Zgadza się.