Historia życia tej osoby jest niezwykła. Żyła w latach 1902 - 1981, należała do franciszkańskiego zakonu świeckich. Była stygmatyczką, prawdopodobnie miała też objawienia Matki Boskiej (jednak nie są one potwierdzone przez KK). Jednak najbardziej fascynująca a zarazem trudna do bólu była jej codzienność.
W 1918r. gwałtownie podupadła na zdrowiu, zaczęło się od bóli głowy i omdleń, później stwierdzono u niej paraliż kończyn, jednak jej stan na pewien czas uległ poprawie. W roku 1926 ogólny stan zdrowia 24-letniej Marty pogorszył się do tego stopnia, że sądziła, że nastąpi nieuchronna śmierć. Marta była w śpiączce, która trwała 3 tygodnie. Gdy się obudziła powiedziała: "Sądzę, że nie umrę", potem dodała: "Widziałam świętą Teresę". Św. Tereska od Dzieciątka Jezus miała dać jej wybór: mogła od razu pójść do nieba albo przyjąć cierpienie w intencji odrodzenia Kościoła i życia chrześcijańskiego we Francji. Postanowiła złożyć ofiarę ze swego cierpienia.
W 1927 roku cierpienia Marty zwiększają się, teraz obejmują bóle głowy, nóg, ramion i pleców, a w 1928 roku dotyka ją całkowita blokada krążenia w kończynach, co oznacza że odtąd po kres swojego życia będzie leżeć w łóżku (47 lat) jakby tego było mało Marta leży na zgiętych kolanach, można jakoś sobie wyobrazić godzinne leżenie na zgiętych kolanach, ale trudno wyobrazić sobie, że ktoś tak przeleżał 47 lat. Już samo leżenie w łóżku w całkowitej bezczynności jest cierpieniem, Marta jednak nie mogła nawet przechylic się na bok. Każdy dotyk zadawał jej ból. Tak więc ta kobieta przeleżała 47 lat w jednej pozycji, na plecach, ze zgiętymi kolanami. Jeśli przeliczyć okres od kiedy ma całkowity paraliż, (trzeba zauważyć że Marta już wcześniej była przykuta do łóżka) da nam to ponad 50 lat w łóżku.
Marta Robin cierpiała dodatkowo na wiele innych sposobów. Najbardziej w tym wszystkim zadziwiający jest fakt że Marta w ogóle nie śpi, nie je i nie pije! Nie została podłączona do kroplówki i nikt jej nie dawał po kryjomu pożywienia, była obserwowana przez sceptyków. Jakiekolwiek podjadanie zostało całkowicie wykluczone! Marta nie mogła nic pić, wlewano jej na siłę do ust wodę, lecz woda spływała na tackę. Wiadomo, że przeciętny człowiek bez pożywienia przeżyje około 40 dni, bez wody znacznie krócej, gdy odbierze mu się sen nie jest w stanie przeżyć tygodnia ale jak można kompletnie nic nie jeść, nic nie pić, nie spać i przeżyć w tym stanie 52 lata, nikt nie miał i do tej pory nie ma jakiegokolwiek wytłumaczenia. Marta ciągle odczuwała pragnienie picia, lecz niestety nie była w stanie przełknąć nawet kropli, co potęgowało jej i tak bardzo duży ogrom cierpień.
Marta nie była w stanie nic przełknąć, a jednak jakimś cudem wchłaniała konsekrowaną hostię, to był jej jedyny pokarm przez 52 lata.
W każdy czwartek o. Finet przynosił jej Ciało Jezusa, Marta tylko wtedy była w stanie przełknąć i to był jej jedyny pokarm.
Kolejnym zadziwiającym zjawiskiem było to że hostia sama wędrowała do ust Marty. Wystarczyło, że kapłan zbliżył jej hostię do ust, a ta sama jakimś cudem jakby wyrywała się z palców i wędrowała prosto do jej ust. Nieraz nawet hostia przemierzała odległość 20 cm zanim trafiła do ust.
Czy waszym zdaniem można to jakoś logicznie wytłumaczyć? Co sądzicie na temat takich historii?