Moi rodzice są w separacji, tata nie obchodzi świąt, nie mam chłopaka, wiec niestety zostają mi święta spędzane TYLKO z moją mamą. Brat jest za granicą, w pracy pedzi i sylwetra i święta, a ja mu zazdroszcze! Chodzi o to, ze moja mama jet furiatką, uważa ie za pepek wiata, najwieksza ofiare na kuli ziemskiej i cały czas gada o moim tacie "bo ten sku*wiel" itd... robi to w posob bardzo agresywny, a jesli wyrazisz swoije zdanie, bo po prostu nie masz ochoty słuchac o swoim ojcu (ktory nota bene bardzo duzo dla mnie robi i wcale nie uwazam go za złego człowieka) to dostaje ataku i moze nawet udarzyc (na szczescie nie zrobiła tego jesczze na nikim procz mnie, mojego taty i brata). mam do dzisiaj slad na rece po jej ugryzieniu... no zwyczajnie duzo z nią przeszliśmy.
Ale do rzeczy... myslałam, ze chociaz jak juz mam z nią pedzac swieta to zrobimy to w gronie rodziny (ciocia, kuzynki itp.) wiec jest mniejsza zana na jej furie. Ale nie! wczoraj dowiedziałam ie, ze ona chce spedzic wieta tylko we dwie... Dostałam ataku paniki, bo nie mam na to ochoty, wrecz ie tego boje... pamietam zeszłe swieta - dostała ataku agresji, bo okazało sie, ze lapmki na choince ie przepaliły... a gdy zaczelimy ie tego z bratem i ojcem smiac - ona zaczeła płakac, połozyła sie na ziemie jak dziecko i krzyczała, ze zepsulismy jej swieta..no wyobrazcie to sobie.
Rozmawiam z nia, bo jestem osobą, ktora uwaza, ze pomimo wszystko jest to moja rodzicielka i nie powinnam jej całkowicie usuwac ze wojego zycia. Ale no swiat to juz bym wolała spedzac na podczas rozmowy na skypie z moim bratem! tylko ona nie ma ochoty nawet o tym słyszec... bo oczywiscie "co?! chcesz isc do ojca?! do tego kota?!" (tak, moj tata zmienił wyznanie, ale to jest jego prywatna sprawa...on mnie do niczego nie namawia, wiec na to leje). ja nie jestem zczegolnie wierząca, wrecz nie czuje sie katoliczką, ale nie mam gdzie isc, a ten czas mimo wszytko zawsze pedzalismy rodzinnie... wiec ie przyzwyczaiłam.
Wiec doradzcie mi - co ja mam robić?! czuje, ze to bedą najgorsze swieta w moim zyciu...