Może mam wielu znajomych raczej nie przyjaciół ale nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać o tym w co wierzę , co myślę , o czym marzę , o Bogu , o tamtym świecie . Jestem normalną kobietą po 30 wychowującą 3 dzieci , w koło mnie jest pełno ludzi uważających się za moich przyjaciół (chociaż wiem że szczerzy to oni nie są) ale dlaczego czuję się taka samotna . Może jest ktoś mający takie same dylematy i poglądy co ja . Tylko proszę nie oceniajcie mnie zbyt pochopnie i jeżeli kogoś uraziłam to przepraszam.
Cześć marlenka. Wyczuwam, ze jesteś osobą wycofaną, zamkniętą w sobie. Czy aby życie nie przytłoczyło Ciebie i nie potrafisz czerpać z niego przyjemności? Z nie szczerymi przyjaciółmi jest tak, że zwykle są w pobliżu bo czerpią jakieś korzyści z tej fałszywej przyjaźni. Oceniając ludzi wokół siebie zadaj sobie pytanie co mają z Ciebie. Czy ojciec Twoich dzieci nie jest tym z kim możesz porozmawiać o wszystkim?
Myślę, że czujesz się samotna bo nie znajdujesz czasu dla siebie.
Napisz coś więcej o sobie to pogadamy.
Malerinka, tutaj jest właśnie takie miejsce, gdzie można o tym ''porozmawiać''
I zapraszamy tutaj, do takich luźniejszych pogawędek:
http://www.netkobiety.pl/p1537760.html#p1537760
Witaj Malerinka, ja też wchodzę na to forum, żeby pogadać na tematy duchowe, bo w moim otoczeni o to trudno. Wygaduję się więc na forum (a jest tu wielu ciekawych i fajnych ludzi) i to mi wystarcza.
Piszesz o poczuciu osamotnienia. Pracujesz zawodowo, czy zajmujesz się domem? Ja miałam takie poczucie osamotnienia, gdy byłam na macierzyńskim i wychowawczym. Mąż cały dzień w pracy, znajomi i przyjaciele też, a ja 5 dni w tygodniu tylko z małymi dziećmi. Jak wróciłam do pracy, to mi przeszło.
Może jest ktoś jeszcze oprócz autorki wątku, kto się czuje duchowo samotny? A może taki tymczasowy etap w życiu wam się zdarzył?
Myślę, że w ogóle to ciekawy temat, dlaczego rozmowy na temat wiary i Boga w tzw. "towarzystwie" są passe.
Niby nikt nie chce o tym rozmawiać i rozpocząć tematu, ale jak już wątek powstaje, to nikt nie ma ochoty kończyć.
Pamiętacie jeszcze studenckie rozmowy przy ognisku? O czym najczęściej? O sensie życia
A jak dorastamy to już nie wypada?
No, jak się już jest dorosłym to nie wypada ![]()
Myślę, że w ogóle to ciekawy temat, dlaczego rozmowy na temat wiary i Boga w tzw. "towarzystwie" są passe.
Niby nikt nie chce o tym rozmawiać i rozpocząć tematu, ale jak już wątek powstaje, to nikt nie ma ochoty kończyć.
Pamiętacie jeszcze studenckie rozmowy przy ognisku? O czym najczęściej? O sensie życiaA jak dorastamy to już nie wypada?
To chyba zależy od towarzystwa
Ja co prawda zaliczam się jeszcze do tych studentów, ale mam sporą grupę znajomych, z którymi rozmawiam o Bogu i wierze bez skrępowania.
[...]
To chyba zależy od towarzystwaJa co prawda zaliczam się jeszcze do tych studentów, ale mam sporą grupę znajomych, z którymi rozmawiam o Bogu i wierze bez skrępowania.
Ciekawi mnie jak przebiega taka rozmowa. Jeśli osoby się zgadzają to chyba musi być nudnawo
Nigdy nie miałem okazji uczestniczyć w czymś takim.
Jeśli założymy, że Bóg jest nudny, to będzie nudno.
allegra90 napisał/a:[...]
To chyba zależy od towarzystwaJa co prawda zaliczam się jeszcze do tych studentów, ale mam sporą grupę znajomych, z którymi rozmawiam o Bogu i wierze bez skrępowania.
Ciekawi mnie jak przebiega taka rozmowa. Jeśli osoby się zgadzają to chyba musi być nudnawo
Nigdy nie miałem okazji uczestniczyć w czymś takim.
Na pewno nie jest to na zasadzie: a teraz porozmawiajmy o Bogu. To wychodzi jakoś tak spontanicznie, bo np. coś ciekawego się wydarzyło, ktoś był na jakiś rekolekcjach czy pielgrzymce albo słyszał fajne kazanie. Zdarza nam się w czymś nie zgadzać, bo nawet jak wszyscy jesteśmy wyznawcami tej samej religii, to każdy nieco inaczej do niej podchodzi. A jak już się trafią ateiści to dopiero jest ciekawie
Na pewno nie nazwałabym tych rozmów nudnymi ![]()
Tak jak Allegra90 też nie uważam takich rozmów za nudne. Owszem nie z każdym da się porozmawiać o Bogu, ale ja akurat spotkałam kilka takich osób. Np. mam przyjaciółkę z którą często rozmawiam na ten temat. Miałam też drugą przyjaciółkę, z którą niestety miałyśmy konflikt i nie utrzymujemy już kontaktów, ale i z nią dużo rozmawiałam o Bogu, a nawet bardzo dużo. Czasem podejmuję ten temat z moim facetem, ale on pod tym względem jest bardzo drażliwy i nie ma z nim konstruktywnej wymiany zdań. On wie swoje. Ogólnie jest pewien rodzaj ludzi, którzy chcą rozmawiać, ale są i tacy, dla których jest to temat tabu.
No i muszę przyznać, że nie jest to łatwy temat. Przynajmniej dla mnie, bo często jestem odbierana dziwnie. Ludzie jak słyszą, że ktoś wierzy w Boga, to musi być od razu katolik.
Trudno trafić na prawdziwego chrześcijanina, dużo jest takich co się tak tylko nazywają. Dużo jest też nazywających się wierzącymi, a wierzą w dobre wróżki, w boga tzw. przyjaciela, który nie ma kompletnie żadnego wpływu na ich życie. Sam nie nazywam siebie katolikiem, bo daleko mi do tego żeby tak się nazwać.
[...]
Na pewno nie jest to na zasadzie: a teraz porozmawiajmy o Bogu. To wychodzi jakoś tak spontanicznie, bo np. coś ciekawego się wydarzyło, ktoś był na jakiś rekolekcjach czy pielgrzymce albo słyszał fajne kazanie. Zdarza nam się w czymś nie zgadzać, bo nawet jak wszyscy jesteśmy wyznawcami tej samej religii, to każdy nieco inaczej do niej podchodzi. A jak już się trafią ateiści to dopiero jest ciekawieNa pewno nie nazwałabym tych rozmów nudnymi
Fajnie! W odpowiednim środowisku takie rozmowy mają sens. Ale pewnie nie ma jakichś poważnych sporów o podejście do religii? A z ateistami zawsze jest ubaw po pachy ![]()
@Szpileczka: W ogólnej populacji człowiek, który przeczytał więcej niż kilka wyrwanych z kontekstu wersetów jest uważany za dziwacznego. Nie pozostaje nic jak przywyknąć.
allegra90 napisał/a:[...]
Na pewno nie jest to na zasadzie: a teraz porozmawiajmy o Bogu. To wychodzi jakoś tak spontanicznie, bo np. coś ciekawego się wydarzyło, ktoś był na jakiś rekolekcjach czy pielgrzymce albo słyszał fajne kazanie. Zdarza nam się w czymś nie zgadzać, bo nawet jak wszyscy jesteśmy wyznawcami tej samej religii, to każdy nieco inaczej do niej podchodzi. A jak już się trafią ateiści to dopiero jest ciekawieNa pewno nie nazwałabym tych rozmów nudnymi
Fajnie! W odpowiednim środowisku takie rozmowy mają sens. Ale pewnie nie ma jakichś poważnych sporów o podejście do religii? A z ateistami zawsze jest ubaw po pachy
Co do podejścia, to różnie bywa. Tak naprawdę jeśli chodzi o takie szczegóły, to i wśród duchownych słyszy się różne opinie, a co dopiero wśród młodych świeckich
Przykładowo jakiś czas temu rozmawialiśmy o przeżywaniu Mszy i rekolekcji w dużej grupie ludzi i tu mieliśmy różne zdania. Ja z moją przyjaciółką jesteśmy jak najbardziej za, ja wtedy aż czuję jak ta modlitwa unosi się w powietrzu. Natomiast 2 inne osoby znacznie lepiej czują się wśród kilku-kilkunastu osób, w małym kościele czy nawet sami przy Adoracji. Choć oczywiście najlepiej czerpać z tego i tego, ale każdy co innego preferuje. Niektórzy więcej modlą się słowami, formułkami, inni mniej. Mimo że jesteśmy w tym samym Kościele, to każdy przeżywa wiarę inaczej ![]()