Niedawno zmarł mój mąż. Czasem czuje jego obecnosc w mieszkaniu, choc zadnych znaków nie widze. Gdy zmarł oraz dzien przed smiercia mialam dziwne odczucie, ze go nie ma juz tam, ze jest tam tylko jego cialo. Czy to znaczy, że duszy juz tam nie bylo?? Mieliscie podobne odczucia?
2 2010-02-13 12:19:32 Ostatnio edytowany przez Tunek (2010-02-13 15:36:20)
Tak, też tak czułem.
Jej ciałko to nie była Ona. Ona była już z Panem Bogiem.
Nigdy tak tego nie czułem w przypadku zmarłych sąsiadów, znajomych, nawet mojego Taty.
Możliwe że jeśli czujesz że on jest w mieszkaniu, to dlatego, że Twój mąż bardzo Cię kocha i jest przy Tobie w ciężkich chwilach. To że ludzie umierają tak naprawdę nic nie zmienia w ich uczuciach. Po prostu ciało umiera, a dusza żyje nadal. Dusza = nasza świadomość, świadomość siebie. Wszystkie uczucia, miłość itp. zostają w nas. Oczywiście te pozytywne
.
Polecam ewangelia Łukasza 16/19-31. Jest tam opisana (wierzę), że prawdziwa historia z której można się wiele nauczyć. Oglądałem parę dokumentalnych filmów na temat zmartwychwstania. Ludzie wypowiadali się, że zanim znależli się przed Bogiem mogli poruszać się poza ciałem i opisywali co widzieli.
Ja gdy zmarła bliska mi osoba byłam strasznie niespokojna przed snem. Nie potrafię tego wyjaśnić, bo w ciągu dnia czułam się normalnie i byłam już pogodzona w miarę z tą sytuacją. Za to po pogrzebie wszystko natychmiast wróciło do normy.
A wam się zdarzają takie doświadczenia?
6 2013-06-27 09:43:44 Ostatnio edytowany przez mwdowa81 (2013-06-27 09:45:42)
Na początku gdy zmarł mój mąż czułam jego obecność niestety teraz nie wiem czemu go przy mnie nie ma albo ja przestałm już go czuć.
Przychodził do mnie jak i do córki ja to wiem.
Raz nawet poczułam chłód na twarzy-jakby ręka położona na policzku-dzięki temu nie spóźniłam się do pracy.
ja czułam obecność bratanka, który zmarł mając miesiąc. Wszyscy go czuliśmy jakby nas wspierał w ciężkiej chwili, pokazując, że będzie dobrze
Witam Wszystkich.
Założyłam konto, żeby podzielić się z Wami refleksją. Od rana szukam informacji w necie na poruszany temat i trafiłam na to forum.
Czy można przeczuć śmierć bliskiej osoby? Czy po śmierci daje nam ona jakieś znaki? Próbuje się z nami pożegnać lub ostrzec przed czymś? Nie wiem. Zawsze byłam bardzo racjonalną osobą, ateistką, wszelkie takie opowieści traktowałam z dużym dystansem, próbując je logicznie wytłumaczyć. Ale w moim życiu zaszły 2 sytuacje, które mimo moich przekonań zmuszają mnie do refleksji i poszukiwania prawdy.
4 lata temu zmarła moja babcia. Nigdy nie byłam z Nią w zażyłych stosunkach, nie utrzymywałyśmy zbytnio kontaktu, nie lubiłyśmy się. To było na wakacjach, ja w tym czasie pracowałam w Niemczech. Wiadomo, kontakt z rodziną ograniczony, mój Tato powiadomił mnie, że z babcią jest kiepsko i naprawdę nie wygląda to dobrze, ale przyznam szczerze nie przejmowałam się tym aż tak bardzo, bo jak wyżej wspomniałam, nie byłyśmy blisko. W przedostatnią noc mojej umowy, we śnie, babcia do mnie przyszła. Ale nie był to zwykły sen, jakich wiele, to było coś innego, czułam, że to nie jest sen, to było tak silne i realne, że mogę określić to jedynie czymś między jawą a snem. I powiedziała mi, że odchodzi, żebym o siebie dbała, powiedziała co mnie spotka w najbliższej przyszłości, że za kilkanaście miesięcy wyjdę za mąż, że będę w ciąży, ale poronię, kazała mi uważać na dziąsła... Wstałam rano i już wiedziałam. Poszłam do pokoju kuzyna, z którym pracowałam i powiedziałam tylko, że babcia zmarła. Po 5 minutach zadzwonił Tata...Chociaż wydaje mi się to nieprawdopodobne i wątpię, że ktoś w to uwierzy, bo sama wypieram to ze swojej świadomości, babcia miała rację. Po dwóch dniach dostałam strasznego zapalenia dziąseł, szczękościsku i nie mogłam ruszyć buzią. Po 18 miesiącach wyszłam za mąż, chociaż nie miałam nawet wtedy chłopaka. Co do poronienia, cóż...w styczniu poroniłam swoją pierwszą ciążę...
Dwa tygodnie temu zmarł mój Tato. Chorował długo na raka płuc. Przez całą Jego chorobę chodziłam załamana, płakałam, nie wierzyłam. Tata zmarł w czwartek rano. W niedzielę przed Jego śmiercią byłam strasznie niespokojna, nie mogłam zasnąć, patrzyłam przez okno całą noc. Coś nie dawało mi spokoju, czułam, że zwariuję jeśli zaraz czegoś nie zrobię, czułam się obco w swoim życiu, jakby ono nie było moje. Rano uczucie to przeszło, pęd dnia je zagłuszył. Od wtorku coś mnie strasznie ciągnęło do Taty, kazało jechać, silne pragnienie, że muszę Go zobaczyć. W środę popołudniu pojechaliśmy z mężem do rodziców, a ja patrząc na mojego Tatę czułam taką straszną pustkę, jakby już Go nie było, jakby to nie był On, jakby był nierealny. Siedział na wózku, rozmawiał ze mną, a ja czułam się jak we śnie. Mój pies, z reguły pogodny i grzeczny po prostu wariował. Chodził z kąta w kąt, nie mógł znaleźć sobie miejsca, posikiwał, chociaż nigdy wcześniej tego nie robił. I wiecie co? Ja już wiedziałam...Żegnając się z Tatą dałam Mu buziaka jak zawsze, a potem odruchowo dałam Mu drugiego w czoło...na drogę...W czwartek rano czułam się taka bezsilna, jakoś tak dziwnie, tak nierealnie, ubrałam się do pracy, ale doskonale wiedziałam, że do tej pracy nie dojadę, jak sobie pomyślałam, że czas wyjść to wewnętrzny głos mówił, że nie jadę do pracy, że mnie tam dziś nie będzie. A zaraz po tym zadzwoniła moja Siostra. Reszty dnia nie będę Wam opisywać, bo to koszmar, rozpacz i doskonale wiecie jak to wygląda. Siostra jeszcze mi powiedziała, że w czwartek rano kiedy spała, przyszła do Niej mama we śnie i powiedziała: "Chodź się pożegnać z Tatusiem, bo odchodzi". I moja Siostra obudziła się, weszła do pokoju w którym leżał Tato. Sens w tym, że od momentu śmierci Taty uspokoiłam się. Teraz po 2 tygodniach oczywiście, że jestem załamana, że zrozpaczona, że cierpię i płaczę. Ale nie wariuję. Dziś czuję Jego obecność, czuję jakby był obok mnie. Nie mam żadnych podmuchów chłodu, nie widzę obłoków. Po prostu takie silne uczucie, że jest ze mną, którego nie mogę się pozbyć. Czasami dzwoni telefon z nr zastrzeżonego, podnoszę słuchawkę, słyszę od razu sygnał rozłączenia...
Możecie powiedzieć, że dramatyzuję, że przesadzam. Owszem, sama wiele z tych rzeczy na siłę tłumaczę sobie racjonalnie. Że zbieg okoliczności, że emocje. Słusznie, też to robię. Telefon ktoś mógł pomylić, pies mógł czuć jakieś zapachy, słyszeć serce Taty, oddech, związki metaboliczne które są uwalniane z umierających tkanek, jasne, też tak sobie mówię...Ale z drugiej strony dlaczego wszystko to się skumulowało? Dlaczego mimo mojego racjonalnego podejścia i przekonań mnie to dręczy? Być może to tylko mój mózg tak reaguje, tego bym nawet chciała. Myśl, że może być inaczej napawa mnie przerażeniem i lękiem...
Uciekam dalej szukać w necie podobnych przypadków. Nie, żeby się nakręcić, ale żeby sobie to jakoś wytłumaczyć.
Zastanawia mnie sen o mojej mamie która zmarła 2 miesiące wcześniej.
Śniło mi się, ze usiadła na łóżku ( czułam to) a potem sie położyła i mnie przytuliła i poprosiła, żebym sie nie odwracała.
Jednak ja sie odwróciłam i zobaczyłam jej oczy- były dziwne i częściowo straszne - dlatego tez prosiła mnie, żebym sie nie odwracała.
Czy ktoś wie co to znaczy?
I możesz mieć rację ja wyczuwam energię, nie raz przepędzałam na druga stronę sama widzę i widziałam wiele od młodych lat ...Czuwa nad Toba, bądź nie zdążył Ci czegoś powiedzieć..