Nona - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

Temat: Nona

Proszę o uwagi, spostrzeżenia, wszelka krytyka mile widziana smile





Szła pustą ulicą szczelnie owinięta  swoim paltem a siatki z zakupami nieznośnie wpijały się jej w ręce. Deszcz zacinał zawzięcie. Parasol wyginał się złowieszczo w rytm silnego wiatru. Spojrzała w górę, w czarne niebo i wzdrygnęła się mimowolnie. Nie wiedziała czy skrzypią stare ławki, które mijała, czy latarnie niebezpiecznie pochylone blisko jej głowy, czy może czyjeś kroki albo po prostu zawodzenie drzew.
Wydawało się jej, że na ulicy jest wrogiem, kimś obcym i nieproszonym w tym istnym tornadzie wiatru, deszczu, ciemności i ciszy. Przyspieszyła kroku, czyniąc sobie w duchu pretensje o nowe cieniutkie i boleśnie obcierające stopę botki, całe teraz przemoczone.
W taką noc nikt nie chce być sam, przemknęło jej przez głowę. Gdy  była dzieckiem wyobrażała sobie, że w upiorne wieczory, takie jak te, namacalne zło czai się za każdym rogiem. Dyskretnie rozejrzała się na boki. Jej delikatnie zarysowane  brwi uniosły się w geście pobłażania nad swoim dziecinnym zachowaniem. Była sama. Tak, dosadność tej myśli aż zabolała. Była sama. Bo wraz z nim odeszło wszystko.
Weszła już do bramy i szukała kluczy od mieszkania. Torebka jak zwykle odmówiła współpracy. Czyjeś kroki za nią stały się nagle bardzo  wyraźne więc szybko odwróciła się z przestrachem, lecz nie dostrzegła nikogo. To wyobraźnia płata ci figle-pomyślała. Już po chwili była w domu. Nie bacząc na ciężkie torby Gustaw już od progu domagał się uwagi. Kocią serenadą opowiadał swój dzień, ocierając się o całkiem przemoczone  nogi swojej pani. Prychnął oburzony i dumnie powędrował do kuchni, prosząc cichym mruczeniem o nową porcję chrupek-te z rana, w tajemniczych okolicznościach błyskawicznie skończyły się. Wszedł na kuchenny blat- co pani mu wybaczyła- i cierpliwie czekał aż wypakuje zakupy. Kobieta roześmiała się i przemawiając pieszczotliwie do kotka nasypała szczodrze ulubionych chrupek.
A teraz coś dla mnie -pomyślała i zgrabnie ściągając buty wyciągnęła z lodówki swoją porcję pyszności-danie gotowe w pięć minut. Odpakowała tekturkę i zapakowała lasagne do mikrofalówki. Ściągnęła płaszcz i wraz z butami i parasolem rozłożyła w ciepłej łazience- by wyschły.
W odtwarzaczu włączyła cichutko jego ulubioną piosenkę. On nigdy nie lubił hip-hopu  ale ten kawałek traktował jako hymn swojego istnienia i wyznanie miłości. Twierdził, że piosenka napisana jest o nim i o jego miłości do niej. Często śpiewał tylko dla niej, leżąc blisko niej i dotykając delikatnie jej twarzy:
?W Twoje ręce oddałem wolność woli w podzięce,
a w jej miejsce, w szczęściu i niedoli mam Twe serce.
Weź egoizm, już nie chcę żyć dla siebie jak przedtem?? przypis
??Bądź spokojna, wykuliśmy naszą miłość w stali??
?Jesteś wszystkim,
pokazałaś chłopcu jak być.
Tylko Ty do mnie dotarłaś, nie potrafił tego nikt.
Tylko Ty i ja, niech nawet brudne ulice zapłoną,
po prostu bądź do śmierci mojego świata koroną!
Miłość daje skrzydła,
nie po to, by chmury gonić,
Miłość daje skrzydła po to, bym mógł Cię ochronić?? 

Zawsze ją tym wzruszał, w tych momentach namacalnie czuła jego duszę, otwartą ku jej własnej. Leżąc obok niego, czując zapach jego nagrzanej skóry, widząc  jego oczy zatopione  w jej sercu, świat przystawał na moment. Liczyli się tylko oni, ich miłość i wspólna przyszłość. Był jej wierny i pomocny. Ofiarował jej całe serce. Zawsze uczciwy i szarmancki, gotowy by spełnić jej każdy szept, każde skinienie. Ona wierna jemu, pomocna, mądra bo zawsze potrafiła zapewnić mu przestrzeń i intymność. Co mogło przeszkodzić tej miłości? Nic. Mogła  ograniczyć ich jedynie własna wyobraźnia. Wzdrygnęła się mimowolnie i otrząsnęła od wspomnień o nim.
Wsłuchując  się w słowa utworu i przeżuwając obojętna na smak i zapach swoją porcję myślała o tym, że piosenka która zawsze była hymnem ich miłości teraz jest jedynie dzikim, niespokojnym zawodzeniem i złudną obietnicą tego, co już się nie wydarzy. 
Gustaw ułożył się w jej ulubionym fotelu. On zawsze się śmiał, że Gustaw to pan i władca ich życia-gdy zajmuje fotel, ona musi siedzieć gdzie indziej.
On.
Wstała i zamknęła okno bo straszny ziąb za bardzo panoszył się po mieszkaniu. Dziwna, całkiem przemoczona postać przykuła jej wzrok. Na dworze, koło drogi do pętli autobusowej stał ktoś i wyraźnie patrzył w jej okno. Coś w zarysie jego ramion, jakiś znany ruch przypominał jej kogoś, kogo bezpowrotnie utraciła. Błyskawicznie doskoczyła do kontaktu by wyłączyć światło i przypatrzeć się mu bliżej. Mężczyzny już nie było. Poczuła dziwny chłód w okolicy serca. Czy ten wieczór może być jeszcze bardziej przerażający? To tylko twoja głowa toczy twoje wizje, uspokajała samą siebie. Spojrzała na puste karnisze. Wciąż nie potrafiła powiesić w oknach firan. Nawet wścibscy sąsiedzi z naprzeciwka zaglądający wieczorami w jej okna nie byli w stanie zmusić jej do tego. On nie cierpiał firan. Uważał je za staromodną formę celowego zasłonięcia funkcji okna-czyli zakrycie tego, co najciekawsze.
Zegar tykał niespokojnie. Czy nawet w domu musi być tak upiornie?  Zdecydowana odrzucić wszelkie strachy tego wieczora, wstała i poszła do łazienki. Energetyczna, gorąca kąpiel, to coś co może mi pomóc. A później może drink? Jej ulubiony, orzeźwiający Cucumber Drink , taaaakkk i jego też. Czy ma w domu kawałek ogórka? Tylko nie mogę przesadzić bo Jacek Junior  znów nie powstrzyma się od niewybrednych komentarzy. Na to wspomnienie skrzywiła się do lustra wykrzywiając swoją bladą, zmęczoną twarz.
Jacek Junior Dyktator, jak nazywali  szefa koledzy z pracy za jego plecami, był ich prawdziwym utrapieniem. Wymagający, chociaż nigdy nie potrafił określić czego potrzebuje. Teoretycznie miły- tylko czemu, w każdej jego wypowiedzi dało się wyczuć ironię, wyższość, czy śmieszność którą chciał górować nad rozmówcą? Stanowczy, mimo, że często podejmował błędne decyzje. Przekonany o własnym cudownym talencie, którego w zasadzie nie miał. Przysadzisty, łysiejący i niski, zdecydowanie mniej pociągający od własnego ojca, uważał się za lowelasa, który jest w stanie mieć każdą.
I jeszcze te sprawa Eleonory Rozz. Westchnęła, nalewając lawendowych kropli do wanny. Kompletnie wyprowadził ją tym z równowagi, przecież wiedział, że nie robi takich rzeczy, że brzydzi się tym a jednak zlecenie dostała właśnie ona.
Spółka jaką tworzył z ojcem Jacek Natan&syn zajmowała się wydawnictwem. Pod współpracą tych dwojga firma skupiała w sobie kilka praw do gazet bardzo niskich lotów. Tak zwanych brukowców, szmatławców i innych tym podobnych. Mimo, że nie dla wszystkich była to działalność godna podziwu, oboje panów cieszyło się szacunkiem wielu sławnych, bogatych i wpływowych osób. Oczywiście dzięki pajęczynie układów i układzików  o tych znajomych, w ich gazetach pisano bardzo dobrze. Wymieniano ich liczne zasługi,  filantropię, czy publikowano wzruszające zdjęcia gdy pomagają wnieść staruszce ciężkie torby do domu, głaszczących po głowach słodkie dzieci na otwarciu sali gimnastycznej ufundowanej w akcie dobroci serca czy inne.
Jacek Natan senior był starszym panem jednak wciąż bardzo energicznym i żywo zainteresowanym każdą sprawą swojej firmy. Zawsze elegancko ubrany jednak z domieszką jego nieustającej, irytującej a jakże ciepłej wady-niedbalstwa, które jednak przejawiało się tylko w kwestii ubioru.
Mogła to być koszula wystająca niezbyt elegancko ze spodni, krawat poplamiony poranną małą-czarną, czy resztki pasty do zębów na twarzy. Pracownicy po tylu latach współpracy zdawali się tego nie dostrzegać, szanowali go za ciepło, uśmiech i szacunek jakim ich darzył. Gdy codziennie przechadzał się po biurze swoim rozchwianym, niedbałym krokiem, zawsze kogoś zagadywał, dla każdego miał dobra radę, pocieszające słowo, skuteczne rozwiązanie problemu czy silną motywację. Każdego traktował na równi, nie faworyzował ani nie wywyższał nikogo. Szanował panią która sprzątała i młodego kuriera który był nieco roztrzepany, pracowników bez względu na staż czy płeć.
Gdy zaczynał kilkanaście lat temu, w Polsce magazyny plotkarskie były nowością. Wtedy pisało się o plotkach które szeptano sobie po kątach z rozbawieniem czy  zażenowaniem, nie ośmieszano nikogo, nie szykanowano. Chodliwą plotką mógł być niestosowny czy ekstrawagancki ubiór czy związek młodej aktorki z dużo starszym reżyserem. Nie było mowy o upublicznianiu zdjęć celebrytów z sali rozwodowej, porodowej, czy młodych aktorek bez majtek. Wtedy istniało jeszcze pojęcie etyki.
Jednak by stale być na topie, sprzedawać się i zadowolić kolejną okrągła wypłatą swoją znudzoną i wiecznie niezadowoloną małżonkę musiał popchnąć biznes na nowe tory. Niewątpliwie pomógł mu z tym syn. Już od kilku lat, za jego namową wydawnictwo zatrudniało kilku paparazzi, którzy śledzili gwiazdy, wykradając z ich życia nawet te najbardziej intymne momenty. Powiewem nowości był też fakt, że plotki były tworzone na podstawie zdjęć lub nawet bez nich, nie uzasadnione żadną prawdą. Bez ograniczeń, bez tabu, bez jakichkolwiek zasad moralnych, pracownicy Jacek Natan& syn codziennie usilnie próbując stworzyć jakąś niesamowitą, oburzającą czy sensacyjną plotkę, wysilali się pracując wyobraźnią w najwyższym skupieniu.
Owa wena czasem tak ponosiła redaktorów, że firma miała już kilka spraw o naruszeniu praw osobistych i intymności od ludzi z pierwszych stron tabloidów. Jacek Natan senior przeżywał to mocno i drżał patrząc na politykę syna, ten jednak uspokajał go tłumacząc, że nawet jeśli przegrają, zyski ze sprzedaży pokryją koszty rozprawy i ewentualnego odszkodowania.
Tak rzeczywiście się działo, jednak ojciec nieuspokojony wcale, próbował dzień po dniu dyskretnie wycofywać się i pozwolić rządzić firmą synowi. Nie był już taki młody a stres i ciągła praca za biurkiem powodowała nieustające  bóle głowy i kręgosłupa. Chciał odpocząć, skorzystać z życia i zarobionych pieniędzy. Wypić wino, obejrzeć mecz, może nawet zabrać tą zblazowaną złośnicę, która jednak wciąż pozostaje jego żoną, w jakąś podróż, może gdzieś daleko?
Kobieta weszła do wanny i pozwoliła by ciepła woda, kojący zapach i delikatne bąbelki pieściły jej nagie ciało. Jak ona ma to napisać , co zrobić. Nie może odmówić. Wie przecież doskonale, że Jacek Junior nie toleruje odmowy. Tym bardziej, że jak to określił swoim tonem dobroczyńcy,  to dla niej ogromna szansa i wyróżnienie. O tak, spieprzyć komuś życie, karierę i małżeństwo to dla niego szansa na wielką kasę.
Zdjęcia jakie dostała przedstawiały znaną aktorkę w bardzo złym świetle. Eleonora Rozz ikona telewizyjna i teatralna, matka czwórki dzieci, w tym dwóch niedawno adoptowanych, wierna żona swojego męża reżysera, piękna, dojrzała, sexowna kobieta. Wspierająca od kilku lat wiele fundacji czy publicznych inicjatyw, kwestująca w zbiórkach pieniędzy na chore dzieci, biorąca udział w marszach równości i wykrzykująca pod sejmem hasła z obietnic wyborczych. A jednak Eleonora miała także swoją ciemną stronę mocy. Może nie zachowała wystarczających środków ostrożności a może była zbyt naiwna?
Stos błyszczących wydruków  przedstawiał rozebraną do bielizny aktorkę, siedzącą w ogrodzie swojego domu, obok niej, trzymając jej rękę na udzie siedział mężczyzna który zdecydowanie nie był jej mężem. Eleonora rozczochrana i z wałkami na głowie, w rozdeptanych japonkach wyglądała doprawdy żałośnie. Na kolejnych zdjęciach widać, że się całują. Później jest już tylko gorzej, mimo, że zdjęcia robione  były nocą i z pewnej odległości widać wyraźnie, że para pali skręta śmiejąc się przy tym i wyszarpując go sobie wzajemnie z dłoni.
Jacek Junior Dyktator uświadomił jej, że reportaż ma mieć aż sześć stron i jest ściśle strzeżony przed innymi redakcjami które czasem odsprzedawały sobie newsy. Spoczywała więc na niej wielka odpowiedzialność. Westchnęła ponownie, dolewając sobie jeszcze odrobinę olejku.
Pomyślała, że to prawda, że kark nosi w sobie stresy z całego dnia. Był bardzo sztywny i aż prosił o masaż cichym trzeszczeniem gdy przekręcała głowę. Znów przed jej oczami stanęła scena sprzed kilku miesięcy, gdy wróciła wykończona i zdegustowana z pracy, której się brzydziła, a on, w wannie, masował jej kark.
Wciąż grzała się w wodzie rozmyślając o tym, jak spojrzy w lustro wiedząc, że niszczy życie innej osobie. Czy Eleonora weźmie rozwód? Stanie przed sądem? Odbiorą  jej dzieci które dopiero zyskały dom? Od tych myśli rozbolał ją ze stresu brzuch. Nie, ona nie ma prawa tego zrobić, po prostu nie może, nie jest w stanie? Ale musi. Musi, inaczej straci pracę, już widzi jak Jacek Junior Dyktator zaciera ręce?zresztą nie może sobie na to pozwolić- co poczęłaby z całym wolnym dniem, tyle godzin na rozmyślania, tyle wolnego czasu. Nie, musi pracować. Musi, by nie myśleć o nim.
On.
Pamięć, mimo woli, podsunęła  niczym scenę z filmu jej życia, obraz i rozmowę jaką z nim odbyła na temat znienawidzonej pracy.
-Wiesz, że stać cię na więcej! -Mówił, żywo gestykulując dłońmi i piorunując ją ostrym spojrzeniem. Nigdy nie porzucaj marzeń, walcz o siebie. Wiesz, że możesz to zrobić, że potrafisz. Dlaczego nie chcesz zaryzykować?!-Wykrzykiwał pytania na które nie znała odpowiedzi.
O tak, był zły. Był zły na nią. Zdradzało to, nawet nie tyle co wściekłe spojrzenie, co każdy napięty centymetr skóry, skrzywione  brwi, które tworzyły głęboką zmarszczkę na jego czole.
On chciał by walczyła. Ale czy ona ma siłę? Nie, teraz zdecydowanie nie. Na razie walczy o to by wstać z łózka każdego dnia. Może kiedyś to dla niego zrobi. Może będzie gotowa gdy przyjdzie wiosna?
Wyszła z wanny i masowała swoje szczupłe ciało puchatym ręcznikiem. Stanęła naga przed wielkim lustrem. Jej ciało przez te kilka miesięcy zmieniło się, dając wyraz swoim wyglądem wielu nieprzespanym nocom, łzom i rozpaczy. Piersi nieznacznie obwisły, nabierając bardziej kobiecego niż dziewczęcego kształtu. Sporo schudła i wystające obojczyki dodatkowo podkreślały delikatny zarys jej szczęki. Pod oczami przebijały delikatne sińce, zdradzając więcej niż chciałaby zdradzić. Całe jej ciało krzyczało o dotyk, ciepło, miłość i bezpieczeństwo. Niezadowolona z własnego odbicia szybko odwróciła wzrok.
Utwór skończył się a Gustaw nie zmienił  pozycji nawet o centymetr. Gdy przechodziła obok niego wyciągając z szafy piżamę spojrzał na nią obojętnie z półprzymkniętych powiek. Jutro już weekend -pomyślała ze smutkiem. Taka ilość wolnego, niespożytkowanego czasu przyprawiała ją o stany depresyjne. Teraz, bo kiedyś tylko odliczała dni do weekendu by być z nim. Może odwiedzę Mariannę- przemknęło jej przez myśl.
Wzięła szczotkę by rozczesać swoje długie, blond włosy. Nie było nikogo kto w skrytości lub zupełnie otwarcie nie zazdrościłby jej ich. Gęste, lśniące, naturalnie jasne włosy sięgające piersi były efektowną oprawą jej delikatnej, subtelnej twarzy i rysów. Gdy poruszała się towarzyszyły jej niczym aureola, okalając jej postać. Często ludzie traktowali ją z pobłażaniem, nie całkiem na serio, właśnie przez włosy, które skutecznie tuszowały lata kobiety. Nie była jak myśleli, eteryczną rozmarzoną dziewczynką, te cechy charakteru jej nie dotyczyły. Była kobietą która co nieco przeszła już w życiu, kochała i była kochana, co ukształtowało w niej nowe nieznane wcześniej cechy. Potrafiła być zaborcza, stanowcza, opiekuńcza i zaradna. Dbać i walczyć o tych których kochała. Jeśli była taka potrzeba.
W chwili obecnej nie miała ochoty na żadną walkę, może jedynie na drinka. Idąc do kuchni i zastanawiając się czy w lodówce jest jeszcze wódka, usłyszała dźwięk telefonu. Było już późno, dawno po dwudziestej i nie domyślała się kto może dzwonić. Z gracją dobiegła do telefonu, by połączenie nie urwało się. Gustaw podniósł jedno oko i przeciągnął się chyba niezadowolony z hałasu jaki spowodowała jego pani. Ułożył się w kłębek zajmując dalej jedyny fotel w domu.
-Słucham? Odebrała nieznany numer, pewna, że dzwoni bank z ofertą kredytową nie do odrzucenia, którą na pewno odrzuci.
W telefonie dało się słyszeć jakieś trzeszczenie i echo jej słów.
-Halo? Powtórzyła gotowa rozłączyć się.
-Nona?! Nona ja?
Lecz nie dokończył a połączenie zostało przerwane. Telefon bezwładnie wysunął się z jej sztywnej dłoni a ona rozpaczliwie próbując złapać łyk powietrza osunęła się na ziemię. Zdążyła jeszcze pomyśleć, że to był na pewno jego głos, jest pewna bo poznałaby go wszędzie i zawsze.
Nona. Nona.
Tylko on tak do niej mówił.
Tylko on w taki sposób zdrabniał jej imię.
W ostatnim przebłysku świadomości pomyślała, ze to niedorzeczne i niemożliwe.
On został uznany za zaginionego już kilka miesięcy temu.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nona

Pisz dalej,akcja się rozwija i jestem ciekawa dalszego ciągu pozdrawiam Iwona

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024