Oczywiście, że tak. Przede wszystkich ludzi nieszczęśliwych, zakompleksionych z żądzą władzy i włożenia wszystkiego w "zasady" ku zbawieniu.
Wiesiek niestety z przykrością muszę przyznać, że po części przez właśnie takie zachowanie, jakie tutaj reprezentujesz(między innymi usiłowanie wmówienia wszystkim, że TYLKO tak prawda jest jedyna i właściwa) zrezygnowałam z bycia Świadkiem Jehowy, a byłam nim od dzieciństwa.
Głoszenie to było coś, czego wręcz nienawidziłam. Głosiłam z braćmi, którzy byli bardzo mili i kulturalni- jak ktoś podziękował to od razu odchodzili, nie nagabywali, nie namawiali, byli grzeczni i taktowni, rozumieli słowo "nie". Ale głosiłam niestety również z takimi, którzy wręcz potrafili wsadzić nogę w zamykające się drzwi i natrętnie namawiać, pomimo wyraźnej odmowy- nigdy się tak nie wstydziłam jak wtedy.
A z dzieciństwa pamiętam głównie zakazy- nie wolno obchodzić urodzin, świąt, nie wolno czytać o magii i się nią interesować, nie wolno interesować się zjawiskami nadprzyrodzonymi, nie wolno mieć przyjaciół "ze świata"... ciężko wymienić co wolno.
Pamiętam bardzo dobrze, jak będąc dzieckiem znalazłam martwą ćmę. I jak to dziecko chciałam jej urządzić pogrzeb, zrobiłam krzyż z dwóch patyczków(widziałam krzyże na cmentarzu, więc naturalnym dla mnie było, że takowy powinien być na grobie) i pobiegłam do mamy, żeby pomogła mi go dobrze związać. Dostałam w tyłek i zostałam skrzyczana za to, że robię coś złego. Ale nie wytłumaczono mi już, co takiego złego zrobiłam.
Nawet jak nie miałam chęci, sił czy zwyczajnie ochoty iść na zebranie, to w domu rozpętywała się wojna- jakim prawem ja śmiem NIE MIEĆ OCHOTY iść na zebranie?! Tłumaczenie, że jako 7-8 letnie dziecko się zwyczajnie NUDZĘ było kwitowane tym, że jest to nie ważne- bo chodzenie na zebranie to mój obowiązek i nie może mi się nie chcieć. Tak samo tłumaczenie, że nie bardzo interesuje mnie to, co będzie działo się po śmierci i wcale nie chcę "żyć wiecznie w raju na ziemi"- bo przecież KAŻDY tego chce, a ja jestem mała, głupia i nie wiem, co dla mnie dobre.
Teraz, będąc dorosłą wiem, że nie była to do końca kwestia religii- bo przecież moje koleżanki z organizacji nie miały aż tak ściśle wytyczonych granic i miały zdecydowanie więcej swobody. To niestety była wina mojej mamy, która za bardzo zapatrzyła się w tę religię(bo nawet bracia mówili jej, żeby troszkę przystopowała np. z chodzeniem na zebrania, bo jeśli nie mam ochoty to przecież nie trzeba mnie na każde ciągnąć- ale mama niestety to olewała). Bardzo ją kocham, ale niestety muszę stwierdzić, że swoim zapałem i wręcz fanatyzmem zrobiła więcej złego niż dobrego. Do dziś potrafi narzekać i marudzić na inne religie, jednocześnie oczekując całkowitego szacunku do własnej. I chociaż mam świadomość, że jest po prostu przykładem osoby zbyt zapatrzonej w pewne rzeczy i tak jestem zniechęcona do ŚJ.
Rzeczywiscie niektorzy potrafia zrazic nawet do czegos co jest dobre, wlasciwe przez przesadne traktowanie zasad. Ja znam to niemal na kazdym kroku. W szkole, pracy... zyciu. Wiecej tolerancji i zrozumienie postaw drugiej strony. Z drugiej jednak strony nie rozumiem jak mona calkowicie sie zrazic, jesli sie zna innych ludzi, ktorzy zachowuja sie jednak inaczej, to ze mama jest taka, nie znaczy, ze wszyscy sa tez tacy. Mozna przeciez dac jej przyklad teraz, ze mozna jednak inaczej. Masz swoj rozum. Nie jestes juz dzieckiem. Jezeli cos jest sluszne, to nie mozna sie do tego zrazic tak naprawde. Wydaje mi sie, ze jednak nie czulas i nie czujesz tej religii. Nigdy nie mialas przekonania. Swiadkowie mogli by nawet powiedziec, ze "nie dane ci bylo zrozumiec". Czy nie mialas kolezanek i kolegow wsrod Swiadkow? Kontakt z innymi wspolwyznawcami daje wieksze spectrum wiedzy. Nie kazdy jest taki jak twoja mama! Po za tym, jezeli wiemy, ze w domu rodzice nie przekazuja nam w pelni wartosciowej wiedzy, nie daja recepty na zycie, czujemy ze jest jednak cos nie tak, to nie musimy podazac ta droga. Fakt, ze nieraz dzieci ucza sie dwulicowosci, oszukiwac rodzicow, a po za domem zyc po swojemu. Niestety daje sie zauwazyc, ze wiele dzieci Swiadkow wlasnie tak zyje i jest to problem zauwazony przez to ugrupowanie religijne. Ale chyba jest to problem wszystkich religii. Katolicy inni w kosciele a inni juz po za kosciolem. Nie trzeba nawet tego tlumaczyc. Mozna byc tacy jak rodzice chca lub tez nie. Prosty przyklad, drastyczny... nie wszystkie dzieci alkoholikow sa pijakami, nie wszystkie dzieci z rodzin przestepczych sa zlodziejami, nawet jesli ich to nieco pociaga za mlodu, nabieraja wrecz wstretu do tego co zle, gdy sa juz dorosle. Mozna obrac wlasciwa droge nawet majac zly przyklad w domu.
W każdej religii są naśladowcy Jezusa oraz wyznawcy religijni.
Samsungowa bo ci ludzie nie są jeszcze na etapie, by przyjąć zbawienie z łaski i PRAWDZIWĄ wolność, którą daje człowiekowi PRAWDZIWY Bóg.
Co to jest : PRAWDZIWA WOLNOSC I PRAWDZIWY BOG ? Ladnie brzmi. Moze to tylko modny slogan? Kikedys bylem wierzacy i tez tak czulem. Ale teraz wiem, ze to byla tylko chemia oddzalujaca na mozg. Euforia na pograniczu fanatyzmu. Zbiorowe pranie mozgu przez przywodcow religijnych. Religia jest bardzo niebezpieczna, nie tylko moze byc bo jest. Kazdego dnia cos odkrywam, szukam Prawdy przez duze "P". Jestem w 100% ateista, czuje sie w 99% wolny i wyzwolony! Dlaczego nie w 100% ? Bo dopoki jeszcze istnieja jakiekolwiek ugrupowania religijne na Ziemi to czuje zagrozenie! Zycze kazdemu by sie uwolnil tak jak ja. Sluze pomoca 24 godziny na dobe. To jest wrecz magiczne uczucie byc wolnym od przesadow i rozumiec niemal wszystko co nas otacza. Nie tlumaczyc tego za pomoca wyznan slepej wiary. Bo coz wyjasnia religia? Nic lub prawie nic! Jestem obecnie z kobieta od 3 lat ktora jest bardzo a bardzo religijna, jestem jej wdzieczny bo pomogla mi sie jeszcze bardziej utwierdzic w moich przekonaniach i zobaczyc jaki ja bylem sam, a nawet bardziej jeszcze religijny wtedy. Ona z kolei pod moim wplywem niestety jeszcze bardziej tonie w otchlani, jej umysl broni sie zaciekle przed uwolnieniem sie z niewiedzy. Ale powoli widze swiatelko nadzieji. Przeciez sam Jezus powiedzial, ze "poznacie prawde a prawda was wyzwoli." Tylko, ze niestety we wszechswiecie nie istnieje jedna jedyna prawda. Pozorny paradox. Ale tak juz jest i dlatego religia trzyma sie tak dobrze, bo wykorzystuje rozmaite luki we wiedzy, zjawiska, ktore trudno wyjasnic lub poprzec niezbitymi dowodami.
Dla mnie jedyną prawdą jest Jezus. I nie trzeba być ani religijnym, ani fanatykiem, ani tym bardziej religijnym fanatykiem, by poczuć czystość tego oddechu wolności.
Dla mnie jedyną prawdą jest Jezus. I nie trzeba być ani religijnym, ani fanatykiem, ani tym bardziej religijnym fanatykiem, by poczuć czystość tego oddechu wolności.
Otóż to
No cóż z szacunku do człowieka,zawsze kiedy pojawiają się
czy też pojawiali się,mówiłam dziękuje do widzenia.
Obecnie zaniechali wycieczek do naszej kamienicy.
A jeśli chodzi o Biblię,to jest mocno okrojona i wstawiane
są teksty własne tegoż Zgromadzenia... to tyle Dziękuję.