Tytułem wstępu: problematyka moich przemyśleń odnosi się do wierzących, którzy szukają prawdy w bogu, którzy chcą tłumaczyć rzeczywistość bogiem, dla których bóg jest źródłem wiedzy i poznania. Wszystkich innych wiernych nie dotyczy. Enjoy ![]()
Wszyscy ludzie wierzący tkwią w stanie który nazwałem tzw. ?pułapką boga?. Nie ulega wątpliwości że pojęcie boga jest zależne od tego w jakim stopniu rozwinięta jest nauka w danej cywilizacji, plemieniu, czy innej zbiorowości ludzkiej. Gdybyśmy się cofnęli do roku 950 na ziemie środkowej Europy ludność zamieszkująca te tereny powiedziałaby nam, że Perun, Światowid, to bogowie których wyznają i że nie ma żadnych innych bogów. Ich wyobrażenie boga wynikało ze stanu wiedzy jaki posiadali: to co było dla nich nieosiągalne, niezbadane, było ich bogami: słońce, pioruny. Chcieli jednocześnie zjednywać sobie ich przychylność ofiarami. Normalna rzecz: coś od czego zależy, czy w tym roku będzie urodzaj, warte jest zabiegania o jego łaski, pomoc. Ci ludzie pewnie nie mieli pojęcia, że ich prośby są bez sensu, bo natura rządzi się swoimi prawami. Wiara dawała im jednak siłę i oparcie w sytuacji, kiedy dobrobyt i stan posiadania stały pod znakiem zapytania. Tak było przez milenia i trwa po dziś dzień.
Gdybyśmy przenieśli się jeszcze wcześniej w czasy archaiczne, na tereny zamieszkiwane przez człekokształtnych, sytuacja byłaby jeszcze bardziej prymitywna. Ludzie skupieni w małych grupach i walczący wtedy z naturą są jak samotny żeglarz w swoim statku na środku oceanu targany sztormem. Nie może sam nic zrobić, jest zdany na łaskę natury. W takiej świadomości dość szybko pogodziłby się ze stanem faktycznym i przegrał z żywiołem w sensie psychologicznym. Przekonanie jednak o możliwości interwencji siły nadnaturalnej zmienia świadomość i daje psychice dodatkową moc, która zaburza właściwy osąd sytuacji ale zwiększa szansę przetrwania. To dobre przystosowanie ewolucyjne, ale niczego nie wyjaśnia i nie zmienia faktu, że poważny sztorm i tak zatopi statek, a razem z nim żeglarza i jego wiarę.
Wiara pomagała w podejmowaniu działań przy niedostatecznej liczbie informacji a przy okazji ukształtowała systemy wierzeń w siły nadprzyrodzone, które do dzisiaj wyznaje zdecydowana większość populacji ziemskiej.
Podsumujmy: ludy pierwotne budowały swój światopogląd, zdobywały wiedzę o otoczeniu, od zera. W tym okresie którego nie sposób dokładnie określić ani przywołać w przestrzeni zasób wiedzy był znikomy, ograniczał się do najbliższego otoczenia. Ludźmi pierwotnymi targały ich emocje, strach. Gdy nadciągała burza z piorunami było to dla nich czymś równie niesamowitym i przerażającym jak dla współczesnego człowieka byłoby lądowanie obcej cywilizacji na Ziemi. Nie byli w stanie określić czym to wszystko jest. Posiadali już jednak rozwinięty w jakimś stopniu rozum. Wierzenia musiały być tym, co ukształtowało się jako pierwsze w prymitywnych społecznościach. Na tych wierzeniach rozwijał się światopogląd, w którym znaczenia powoli nabierało doświadczenie i wiedza.
Na przestrzeni tysiącleci szeroko pojęty rozwój wiedzy, przybierający tempa w kręgach wielkich cywilizacji i przekazywany do kręgów sąsiednich, niekoniecznie zmniejszał znaczenie wiary i religii. Wydawać by się mogło, że nie było już potrzeby tłumaczenia pewnych zjawisk bogiem, skoro poznano ich naturę. Religia i wiara była jednak przydatna w manipulacji niewykształconym tłumem. Fakt, że władca wiedział czym jest zaćmienie słońca dawał mu narzędzie, dzięki któremu mógł sobie zjednać bezwzględne posłuszeństwo poddanych. W interesie władców byłoby więc, aby społeczeństwo było niewyedukowane.
Współcześni wierzący twierdzą, że bóg jest tym, co stworzyło wszechświat, życie na Ziemi. Twierdzą, że boga nie można pojąć. Niektórzy utrzymują, że się z nim kontaktują. Podobnie jak wcześniejsze systemy wierzących, nie są w stanie wyobrazić sobie, że bóg może być czymś innym niż nadnaturalną siłą, która dała początek wszystkiemu. Pojęcie boga jako siły stwórczej świata jest ograniczone ramami wiedzy i nie wybiega nigdy w przyszłość. Opiera się przecież na wierze, tej samej która ludziom pierwotnym pomagała przetrwać i spełnia swoją rolę i dzisiaj. Wiara nie niesie żadnego doświadczenia w sensie poznawczym. Tworzy jedynie wyobrażenia, w ten sam sposób jak to miało miejsce przez tysiące lat.
Współcześni wierzący nie podejrzewają nawet, że bóg którego wyznają w przyszłości może zostać np. tunelem czasoprzestrzennym, czarną dziurą, która może mieć zdolność tworzenia nowych wszechświatów, czy też komunikowania jednego wymiaru z innym. Nie myślą o tym, że ludzie przyszłości mogą spoglądać na ich wierzenia w taki sam sposób, jak oni spoglądają teraz na wierzenia politeistycznych Słowian.Ludzie przyszłości zaszufladkują współczesne cywilizacje ludzi wierzących jako kolejny prymitywniejszy etap rozwoju wierzeń na Ziemi, ograniczony pojęciem boga czyli materii, której nie mogli jeszcze zrozumieć ani poznać z racji ich ograniczonej wiedzy i możliwości technologicznych.
Potrzeba wiary w byty nadprzyrodzone tkwi w ludziach i wynika z ich potrzeb. Potrzeby te kształtowały się od momentu, kiedy ludzie zaczęli abstrakcyjnie myśleć. Gdyby nasi przodkowie poprzestali na wierze w animizm bez jednoczesnego rozwijania swojej wiedzy jakkolwiek mogło to wyglądać, pewnie nadal tkwilibyśmy w tym samym miejscu. Krzesalibyśmy ogień kamieniami i polowali z patykami na dziką zwierzynę a na widok piorunów zamierali z przerażenia.
W takim ujęciu pojęcie boga niczego nie tłumaczy, w żaden sposób nie może doprowadzić do zdobycia wiedzy ani poznania, jest po prostu uproszczeniem, na którym opierają się największe współczesne systemy religijne.To wszystko tłumaczy też, dlaczego wraz ze wzrostem wiedzy i inteligencji wśród ludzi spada odsetek osób wierzących. To normalny proces odrzucania uproszczeń powstałych na bazie animizmu na rzecz poznania i doświadczenia, na które tak ciężko zapracowali nasi przodkowie. Oczywiście wiara i religia mają w tym swój udział, dawały siłę do wytrwałości w dążeniu.
Religie powstały na bazie tych prymitywnych wierzeń animistycznych, wszak dom buduje się od fundamentów. Przykładowo bóg chrześcijański nie zesłał na Ziemie swojego syna w okresie kiedy australopiteki biegały po sawannie, aby nauczyć ich miłości bliźniego, wyjaśnić że bóg nad nimi czuwa i że dla dobrze czyniących innym czeka niebo a dla tych złych- piekło. Bóg chrześcijański musiał poczekać miliony lat, aż w jednym malutkim państwie na Bliskim Wschodzie zaistnieje sytuacja społeczno-polityczna, która umożliwi jego synowi odkupienie grzechów ludzkich. Dla umysłu racjonalnego jest całkiem jasnym, dlaczego wiara chrześcijańska pojawiła się akurat w tym czasie, kiedy się pojawiła.
Brak wiedzy na temat jakichś procesów nie jest dla mnie powodem, dla którego mielibyśmy jako ludzkość akceptować warianty bazujące na religijnych uproszczeniach, których początkiem był strach i niewiedza. Religia i wiara niczego nie wytłumaczy z uwagi na jej naturę, pochodzenie i ewolucję. Niestety dla wielu religia jest wiedzą o świecie, bo człowiek rozumny jest gatunkiem mocno zróżnicowanym, o różnych potrzebach i możliwościach. To się w przyszłości raczej nie zmieni, o ile człowiek sam nie zacznie grzebać w swoich genach.