Coraz częściej mam okazję obserwować zadeklarowanych ateistów lub osoby, które doskonały aktu apostazji (wystąpienia ze społeczności kościoła), które jednocześnie kultywują polskie tradycje religijne - na przykład dzieląc się opłatkiem zasiadają z bliskimi do wieczerzy wigilijnej czy kilka miesięcy później do wielkanocnego śniadania. Z jednej strony te święta, choć posiadające ogromny wymiar duchowy, tak bardzo wrosły w polską tradycję, że powoli zapomina się o ich religijnym znaczeniu na rzecz możliwości spędzenia budującego i miłego czasu w gronie najbliższej rodziny, a z drugiej zastanawiam się czy naprawdę można tak bardzo jedno od drugiego oddzielić?
W jaki sposób osoba niewierząca podchodzi do świąt i dlaczego w nich uczestniczy? A jeśli nie uczestniczy, to jaki jest tego główny powód? Poczucie hipokryzji, czegoś, co stoi w sprzeczności z własnymi przekonaniami i światopoglądem? A może jest to zwykłym aktem demonstracji i negacji wyznawanych przez innych ludzi wartości, religii, wiary?