Jestem straszliwie znerwicowaną osobą, mimo że wszyscy mnie mają za oazę spokoju. Staram się z tym walczyć, ale cokolwiek robię, jakkolwiek działam na co dzień, zamiast się koncentrować i cieszyć życiem, ja w środku walczę ze strachem i przewlekłym stresem, który wszelako odbija się już niestety na moim zdrowiu...:(
Najgorsze jest to, że czuję, że nie ma dla mnie już żadnego ratunku-nie pomagają mi żadne powszechnie znane metody relaksu, oddychanie, Jacobson, kąpiele, etc. co gorsza nie pomagają mi nawet leki uspokajające przepisane przez lekarza ani żadne psychotropy-one mnie tylko zwyczajnie usypiają, ale nawet wtedy czuję lęki...Czy już jestem skazana do końca życia na takie męki???:(
Przede wszystkim: jak długo masz te objawy? I w jaki sposób rzutują one na Twoje życie? Robisz coś, pracujesz, czy siedzisz zamknięta w domu? Jeśli to ostatnie to koniecznie wybierz się do psychologa - IMHO najlepsza inwestycja w nerwicę. Kąpiele, sport, diety, czy treningi relaksacji owszem są przydatne, ale jako DODATKOWE sposoby niwelowania przykrych objawów.
Nerwicy nimi nie wyleczysz, ale w połączeniu z terapią mogą dać dobre efekty.
Jeśli masz ostre napady lęku (panika, omdlenia, derealizacja) to polecam też psychiatrę. Ale nie psychotropy uzależniające i działające krótkoterminowo (nimi się nic nie leczy, co najwyżej otumania), tylko antydepresanty - nie uzależniają, trzeba je brać długo, ale są skuteczne.
Z doświadczenia powiem Ci jeszcze, że zbawienny jest czas. Nie chciej za bardzo się pozbyć przykrych uczuć, nie walcz z nimi, przyjmij je i zaakceptuj jako część siebie - nawet nie będziesz wiedziała, kiedy Ci się poprawił. Jak będziesz płakać, lamentować, narzekać i wciąż mieć poczucie, że się nie udaje - nerwica nie minie.
U mnie mija 6 lat od pierwszego ataku i prawie 7 miesięcy od odstawienia leków (od 2 miesięcy już nawet ziołowymi się nie wspomagam). Nadal uczęszczam na terapię i żałuję, że nie podjęłam jej wcześniej. Szybciej bym wyzdrowiała.
Tak więc Enigma - głowa do góry i marsz do dobrego psychologa - na pewno będzie dobrze. ![]()
Pozdrawiam
Stokrotko84, Twoje świadectwo jest cudne. Zadałaś najważniejsze pytania. Nerwica nasyca się bezczynnością i poraża negatywizmem każde działanie.
enigma_f, nerwica poddaje się leczeniu, choć jest to terapia długotrwała. Nie polega to na łykaniu psychotropów. Zmień psychiatrę i poszukaj psychologa.
Stokrotko, to, co czuję i jaka jestem na co dzień (choć wiem,że to nerwica)jest już od lat jakoś zakotwiczone we mnie, ciężko mi to nawet opisać... Takie objawy mam hmm od ok. 7 lat. Próbowałam z tym walczyć,tzn. chodziłam (i co jakiś czas zmieniałam..) psychiatrów, chodziłam też do psychologów, ale to ostatnie pomagało i uśmierzało ból tylko na parę godzin po takiej wizycie. Próbowałam już chyba wszystkich najróżniejszych z różnych grup antydepresantów, ale zwyczajnie nie czułam po niczym poprawy, w końcu sama lekarka zaczęła podchodzić do mnie sceptycznie i z dziwnym uśmiechem i nie widziała sensu zmieniania ciągle leków, które i tak nie działały...No cóż...Na co dzień żyję i działam, choć tracę na to całą swoją energię, niektórzy się dziwią, kiedy po załatwieniu jednej rzeczy jestem wykończona i padam z nóg, ale kontakt z ludźmi odbiera mi energię i szybko muszę się na nowo zresetować.. Na psychoterapię niestety mnie nie stać i szybko stać nie będzie, a psychologom na NFZ zwyczajnie już nie ufam i nie chcę znowu być kolejnym "odbębnionym" pacjentem i szybko zapomnianym....To dla mnie sytuacja bez wyjścia, choć nigdy nie sądziłam, że są takie sytuacje..
Enigma: doskonale Cię rozumiem, ale wiem też, że jeżeli nic nie zrobisz to sytuacja w magiczny sposób się nie rozwiąże.
Piszesz, że żadne tabletki na Ciebie nie działają i że ciągle zmieniasz psychiatrów. To nie jest dobre podejście. Żaden psychiatra nie jest cudotwórcą i nie sprawi, że poczujesz się lepiej. Musisz sama tego chcieć i - co najważniejsze - nabrać trochę ZAUFANIA. Leki antydepresyjne nie działają po kilku dniach, trzeba czasem naprawdę długo czekać na efekty (w moim przypadku było to 8 dni, ale słyszałam, że inni czekają nawet 2-3 miesiące).
Ja od początku miałam jednego lekarza prowadzącego (nigdy nie straciłam do niego zaufania), jeden lek antydepresyjny przez wiele lat (nazywał się Seroxat) i przede wszystkim - jedną terapeutkę, której w przypływie rozpaczy i braku pomysłu na znalezienie wyjścia - ZAUFAŁAM CAŁKOWICIE.
Miotanie się w rozpaczy i podejmowanie pochopnych decyzji to zły pomysł i co najgorsze - odbierający nadzieję.
Jeśli chcesz być zdrowa musisz się na coś zdecydować, najlepszym pomysłem byłaby terapia. Z tego co piszesz wnioskuję, że masz w sobie ogrom nierozwiązanych konfliktów wewnętrznych, które przekładają się na objawy somatyczne i odbierają chęć do życia. Psycholog nie rozwiąże Twoich problemów po kilku spotkaniach, tu potrzebna jest praca trwająca miesiące, a czasem nawet lata. Moja terapia trwa już 2 lata, kosztuje mnie wiele wysiłku i pieniędzy, ale zobacz jakie są efekty!
Życzę Ci wiele wytrwałości i pamiętaj, że nerwicę można pokonać, trzeba tylko znaleźć właściwą drogę.
Pozdrawiam
Stokrotko, na mnie naprawdę nie działają leki:) Ja je brałam wedle zaleceń lekarza bardzo długi czas, przetestowałam ich naprawdę wiele,a w sumie brałam je kilka lat.... Psychoterapia na pewno by się przydała, ale nie jestem w stanie fizycznie przeznaczyć tyle pieniędzy na to ![]()
Enigma: leki mają dwa oblicza: z jednej strony potrafią bardzo pomóc, a z drugiej odbierają motywację do szukania ratunku innymi sposobami. Mówisz, że na Ciebie nie działają, a ja Ci powiem: to nie jest zła wiadomość. Leki to chemia i nawet jeśli pomagają, to nie leczą nerwicy, poza tym bardzo ciężko je odstawić.
Ty nie będziesz miała tego problemu, ale szukaj innych metod. Jak nie stać Cię na psychologa to spróbuj kupić kilka książek na temat nerwicy i edukuj się, szukaj, testuj na sobie różne techniki, ale nade wszystko pamiętaj, że najważniejsze są trzy rzeczy: zaufanie, cierpliwość i zmiana sposobu myślenia.
Jeśli będziesz je miała, to dasz radę.
Trzymaj się ciepło!
Czyli jedynym wyjściem może być terapia, na którą obecnie mnie nie stać?;) Czy są jeszcze jakieś drogi ewakuacji z nerwicy? Stokrotko dużo czytam, ale czy mimo wszystko mogłabyś mi polecić jakieś książki, cokolwiek, bo wiem, że jest tego cała masa.
Czyli jedynym wyjściem może być terapia, na którą obecnie mnie nie stać?;) Czy są jeszcze jakieś drogi ewakuacji z nerwicy? Stokrotko dużo czytam, ale czy mimo wszystko mogłabyś mi polecić jakieś książki, cokolwiek, bo wiem, że jest tego cała masa.
Można iść na terapię na NFZ, ja dostałam skierowanie od psychiatry i chodzę raz w tygodniu na terapię indywidualną juz prawie 2 lata.
Droga enigmo_f
Trzeba dać sobie czas. Jako to zrobić - wiem, że pewnie o to byś zapytała. Jednak wiem, przeszłam przez to. Warto iść na jakąś terapię indywidualną czy grupową - ja dwukrotnie byłam na grupowej 2 razy po 3 miesiące. Jedna 5 razy w tygodniu a druga 3 razy w tg. Nic mnie to finansowo nie kosztowało. Zorientuj się czy w pobliżu twojego miejsca zamieszkania są ośrodki Poradnictwa Zdrowia Psychicznego NZOZ Feniks - ja do takiego uczęszczałam u siebie w Sosnowcu. Bardzo chwale sobie te terapie.
Co do leków - to bardzo ciężko je dobrać. U mnie wyglądało to tak, że dopiero po jakiś 4 miesiącach trafiliśmy na właściwe leki i dawkę. Usypianie to często efekt uboczny - który może minąć po jakimś czasie. W leczeniu schorzeń/zaburzeń psychicznych trzeba czasu. Trzab uzbroić się w cierpliwość, choć to nieziemsko trudne.
Tego ci właśnie życzę - masę cierpliwości, pokory i determinacji :-)
11 2012-12-10 22:17:26 Ostatnio edytowany przez Stokrotka84 (2012-12-10 22:18:33)
Czyli jedynym wyjściem może być terapia, na którą obecnie mnie nie stać?;) Czy są jeszcze jakieś drogi ewakuacji z nerwicy? Stokrotko dużo czytam, ale czy mimo wszystko mogłabyś mi polecić jakieś książki, cokolwiek, bo wiem, że jest tego cała masa.
Enigmo, być może są inne drogi, ale ja ich nie znam. Kiedyś marzyłam sobie, że spotkam na swojej drodze Mistrza ZEN, który będzie miał patent na moje bolączki i sprawi, że w magiczny sposób ból zostanie ukojony, a ja - wyzdrowieje.
Niestety tak się nie stało, dlatego w którymś momencie stwierdziłam, że biorę życie w swoje ręce i szukam odpowiedzi. Zanim jednak doszłam do tej konkluzji, czekałam na cud.
Moje doświadczenie jest takie, jak kobiety_sizeplus, czyli terapia i cierpliwość.
Jeśli masz ochotę to przeczytaj o mojej nerwicy na tym wątku:
http://www.netkobiety.pl/t43727.html
Być może rady tam zawarte w jakiś sposób Ci pomogą. Poza tym są tam też tytuły książek o które prosisz.
Pozdrawiam serdecznie.
Stety, niestety, też z tego co wiem, najlepszym rozwiązaniem jest psycholog. Ja osobiście cierpię na lęk...paniczny podobno. Zdarzają mi się napady lęku, teraz już znacznie rzadziej ale bardzo często odczuwam niepokój o różnym nasileniu. Czasem bardzo silny. Wtedy oczywiście natłok myśli itd.
Na samym początku, byłam przerażona co się ze mną dzieje i modliłam się żeby to jak najszybciej przeszło. Miałam nadzieję, że w aptece będą jakieś cudowne leki, które spowodują, że lęk minie. Wtedy bardzo pomógł mi mój lekarz rodzinny, który nawet w nocy, sms'ami starałam się mi pomóc gdy miałam napad lęku. Przepisał mi wtedy Sympramol, który łykałam przy każdym napadzie. Niestety nie pomagał mi on wcale, czasem brałam nawet dwie tabletki. Efekt był tylko taki, że robiłam się coraz bardziej skołowana, senna. Zapisałam się też do psychologa. Niestety wtedy mieszkałam w moim, nie największym mieście rodzinnym, gdzie darmowych psychologów za wielu nie było. Na wizyty chodziłam raz na miesiąc - co to w ogóle jest raz na miesiąc?
Niestety te problemy nie biorą się z powietrza. To złe doświadczenia, stres, traumy itd. Leki tu nie pomogą. Trzeba iść do psychologa i powolutku, krok po kroku rozmawiać, poznawać siebie. Trzeba odnajdywać, głęboko zakorzenione w nas mechanizmy, przekonania podstawowe, które będzie trzeba próbować zmieniać.
Obecnie mieszkam w stolicy. Tu pracuję, skończyłam studia. Dzięki temu, że byłam studentką udało mi się zapisać do psychologa do akademickiego ośrodka, gdzie prowadzą terapie, z udziałem kooterapeutów. Nie przeszkadza mi obecność dwójki studentów dodatkowo, a spotkania są tydzień w tydzień (poza przerwą wakacyjną i jakimiś świętami). Skończyłam studia, ale mimo to terapia jest dalej kontynuowana.
Pierwsze co zrobiłam to odstawiłam te przymulające leki. Zrozumiałam ich mechanizm i doszłam, że one nic nie dają i nie są mi potrzebne. Tak polegałam tylko na tym, że one załatwią problem, a ten problem po prostu trzeba przepracowywać. Nie można lęku unikać, bo to go potęguje i wraca. Teraz nie łykam niczego. Problem ciągle jest, ciągle się zmienia, ale żyję, pracuję. Napady są znacznie rzadsze.
Także przede wszystkim musisz poszukać jakiejś pomocy z zewnątrz, żeby porozmawiać. Może jednak jest jakiś bezpłatny ośrodek, który zaoferował by cotygodniową pomoc? Poza tym nie wstydzić się problemu i go nie ukrywaj, nie bój się, że ktoś się dowie. Staraj się dzielić z jakąś przyjaciółką problemami. Przede wszystkim niektóre z tych rzeczy trzeba zaakceptować, a wtedy one trochę się uspokajają.
Stokrotka i kobieta_sizeplus- dziękuję ![]()
erminia, gdzie mogę w ogóle szukać takich bezpłatnych ośrodków? Jestem z bardzo dużego miasta, w którym zdaje się, że powinno być dużo takich miejsc,a z doświadczenia wiem tylko, że wszystko jest przeładowane i jedynie udało mi się dotychczas zapisać do psychologa na NFZ...raz na miesiąc... A terapii grupowej to już w ogóle nie wiem, gdzie szukać...
No widzisz, bo jak pisałam, ja zaczęłam szukać jako studentka więc załapałam się na cotygodniową terapię do ośrodka psychoterapii należącego do wyższej uczelni. Studenci gdzieś muszą się uczyć, a zajęcia i tak prowadzą psychologowie, którzy są wykładowcami. Teraz to mogę kontynuować mimo, że już nie studiuję. Natomiast gdybym od początku nie była studentką to pewnie nie załapałabym się tam...tak mi się wydaje, choć pewna nie jestem. Powiem szczerze, że ja też nie wiedziałam, że jest tego typu pomoc, ale w kryzysie spytałam o radę moją promotorkę ze studiów, która wykłada psychologię, czy nie zna jakiś bezpłatnych ośrodków, które mogłaby polecić i właśnie ona podsunęła mi ten pomysł.
Terapię grupową można zacząć w niektórych szpitalach psychiatrycznych na oddziale dziennym, tyle że trzeba mieć skierowanie od psychiatry i pewnie trochę trzeba odczekać na miejsce w kolejce. Jednak taka terapia trwa około 3 mieisęcy i trzeba wziąść zwolnienie lekarskie, bo odbywa się zazwyczaj codziennie i w godzinach przedpołudniowych.
A czy Twoja rodzina była dysfunkcyjna? Alkohol, hazard, oziębłość? Jeśli jest choć cień takich przypuszczeń, to polecam znaleźć terapię dla DDA (przyjmują nie tylko dzieci alkoholików). Z doświadczenia wiem, że są to częste spotkania i co dla Ciebie najważniejsze - spotkania indywidualne. I nie jest to wcale tak, ze na takiej terapii rozmawia się tylko o rodzicach - mówi się przedewszystkim o swoich problemach a grupa stara się wysłuchać i pomóc.
Druga opcja - piszesz, że mieszkasz w dużym mieście. Możesz poszukać centrum pomocy rodzinie, tudzież centrum pomocy kobietom. Tam zazwyczaj jest sporo miejsc na terpię indywidualną (mnie przyjmowano raz w tygodniu).
Co do leków. Jak to określa mój lekarz - leki są jak laska na której można się podeprzeć. Nie załatwią problemu, ale pozwolą spojrzeć na niego z lekkim dystansem co, kiedy człowiek jest w skrajnej nerwicy, bardzo pomaga.