Witam. Jestem z mężem już 6 lat. Układało Nam się na prawdę wspaniale, ale do czasu... Jeśli w Naszym związku się kłócimy to ZAWSZE chodzi o jego rodzinę, a dokładnie o jego ojca. Mój mąż jak i teść są żołnierzami. Póki mieszkałam z Moimi rodzicami było wszystko w porządku. Mąż przyjeżdżał do mnie, było na prawdę wspaniale. Każdy Nam zazdrościł takiego związku. Mąż dużo mi opowiadał o swojej rodzinie i ile złego w życiu doznał. Konkretnie mówiąc jego rodzice bardzo dużo piją (praktycznie codziennie), a większe imprezy są przynajmniej raz w tygodniu. Mój mąż musiał na to wszystko patrzeć długimi latami i ma do tego taki wstręt, że alkoholu w ogóle nie tyka. Niestety mąż dostał przeniesienie na jednostkę, w której pracuje jego ojciec i teraz mieszkamy w mieście rodzinnym męża. Ja nie mogę znaleźć pracy w Moim zawodzie, a kiedy pracowałam w galerii handlowej nie byłam dość dobra dla jego syna (oficer i sprzedawczyni). Mieszkamy w tym mieście od dwóch miesięcy. Na każdej ich wizycie pytają mnie jak mi poszło u pośredniaka ;/ lub czy w końcu znalazłam pracę, bo ich wspaniała córka dostała kolejną propozycję pracy... dosłownie się o nią biją! Nie mogę tego znieść. Mało tego jego ciotki, kuzynki, rodzeństwo, gdy tylko mnie widzą pytają czy coś w końcu znalazłam! Jakbym była jakimś nieudacznikiem, a z nich wszystkich mam jako jedyna wyższe wykształcenie! Każą mi brać przykład z jego cioci, która została kierownikiem zakładu z wykształceniem niepełnym podstawowym. (została kierownikiem, bo sypia z szefem i zdradza męża), ale dla Nich to autorytet. Nie mam tu żadnych znajomych ;( nikogo z kim mogłabym porozmawiać. Męża cała rodzina żyje Naszym życiem, Mąż opowiada wszystko Ojcu, a ten na swoich libacjach opowiada to innym. Wiedzą o mnie wszystko sąsiedzi, rodzina i znajomi jego rodziców, których nigdy nie widziałam. Chcą żebym zaszła w ciążę skoro w domu siedzę. Jak im powiedziałam, że najpierw muszę znaleźć dobrą pracę to stwierdzili, że do niczego się nie nadaję. Buntują Mojego Męża i On czasem przychodzi do mnie i mówi, że mogłabym chociaż iść pracować na kebabie, albo zmywaku ;/. PRZECIEŻ JA SZUKAM PRACY DOPIERO DRUGI MIESIĄC!!! Mój teść strasznie traktuje swoją żonę, poniża, obraża przy wszystkich, krzyczy, wyżywa się, że czasami się go boję i płakać mi się chce, bo nigdy czegoś takiego nie widziałam! Najgorsze jest to, że nikt na to nie reaguje dla wszystkich jest to normalne. Mąż obiecał mi kiedyś, że nigdy nie będzie mnie tak traktował jak jego ojciec swoją żonę. Przed ślubem tylko tego się bałam i potrzebowałam jego obietnicy, żeby mieć jakąś wewnętrzną gwarancję. Poza tym teść całkowicie wykluczył mnie z męża życia... kiedy opowiada komuś o Nas to mówi, że jego syn kupił mieszkanie, samochód, motor i był za granicą jakbym Ja nie istniała... a kredyty są na 25 lat i Ja też je spłacam... W dodatku powiedział mi prosto w oczy, że chciałby aby jego syn miał inną żonę. Lepszą, ładniejszą, a mogę śmiało powiedzieć, że brzydka na prawdę nie Jestem i zawsze byłam w centrum uwagi, a teraz zostałam "zgnieciona i siedzę w śmietniku" pełnym zakłamania i sztuczności, w dodatku nachodzą mnie w domu i sprawdzają czy jest czysto i czy gotuję dla ich syna, czy go nie głodzę... (mąż ma 100 kg). Teść jest na tyle odważny, że potrafi się zapytać Męża przy świątecznym stole czy Jestem dobra w łóżku i że nie mam prawa odmówić mężowi tej przyjemności nigdy. Jednym słowem PATOLOGIA, JA do nich zupełnie nie pasuję, nie mam o czym z nimi rozmawiać, oni mnie przerażają, a Mąż twierdzi, że za bardzo biorę to do siebie i nie powinna się przejmować, a Ja po prostu Jestem ciągle zestresowana i już nie wyrabiam... Nie mogę tego powiedzieć Moim rodzicom, oni tego nie zrozumieją i nie pozwolą, żeby mnie ktoś w ten sposób traktował. Rozmawiam z mama przez telefon codziennie przynajmniej 1h i czasami mam ochotę się rozpłakać i błagać żeby mnie stąd zabrali, ale nie mogę, bo już nigdy nie pozwolą mi wrócić do męża. Swoim rodzicom zawdzięczam na prawdę dużo, bardzo ich kocham i to dzięki nim Jestem wartościowym człowiekiem, z dobrym sercem. Niestety inni to wykorzystują do swoich gierek. Jak mam się z tym uporać. Nigdy nie będę dość dobra dla niego, wg. jego rodziców i popadam w depresję. Nigdy z mężem nie kłóciłam się na innym temat jak temat jego rodziny poważnie... dla niego to jest "normalne"i to nie jest żaden problem! Jak się uwolnić? Pomocy...
2 2012-11-28 14:50:02 Ostatnio edytowany przez Stokrotka84 (2012-11-28 14:50:35)
Sytuacja nie do pozazdroszczenia, bardzo Ci współczuję. ;( Jedyne wyjście, jakie widzę to wyprowadzka i to najszybciej jak się da! Inaczej depresja na pewno Cię nie ominie.
Powinnaś poważnie porozmawiać z mężem, wyjaśnić mu jak się czujesz i co przeżywasz. Jeśli jest mądry to zrozumie i będzie działał.
Z doświadczenia jednak wiem, że rodzinne więzi to skomplikowany węzeł. Na dodatek rodzina męża jest toksyczna więc najpewniej czeka Cię niełatwy okres.
Jedno jest pewne - nie możesz tam mieszkać. Działaj więc i zaangażuj w to męża! Powodzenia i 3mam kciuki, masz moje wirtualne wsparcie. ![]()
3 2012-11-28 15:20:18 Ostatnio edytowany przez Lenne87 (2012-11-28 15:32:06)
Żeby to było takie proste. Mąż nie chce się przeprowadzić już z Nim o tym rozmawiałam. Twierdzi, że duże miasto to więcej możliwości dla Nas i dla Naszych przyszłych dzieci. A Ja mam się nie przejmować. A na domiar złego ostatnio nawet nie pozwala mi jeździć do rodziców, bo twierdzi, że to za duży wydatek. Mówi, że Jestem jego żoną i teraz Moje miejsce jest przy nim. Czuję, że zostałam sama... Niestety Jestem uzależniona od niego finansowo ;(
Wiem, że to nie jest proste, ale to najlepsze co możecie zrobić w tej sytuacji. Nie mówię, żebyście wyprowadzali się z miasta, tylko od teściów. Jeśli to duże miasto to tym bardziej nie powinno być problemów z wynajęciem, choćby kawalerki. Ciasne, ale własne. I spokój by był i samopoczucie by się poprawiło. Mogłabyś w spokoju szukać pracy i rozwijać swój związek, a tak? Masz stresy, napastliwego teścia i męża rozdartego między Tobą, a toksyczną rodzinką.
Teraz finanse: zastanów się, czy najważniejsze są pieniądze, czy Twoje dobre samopoczucie, co ja mówię: Twoje MAŁŻEŃSTWO!
Droga Lenne, jeśli czegoś nie zrobicie, to konflikty mogą się pogłębić. Teściowie się nie zmienią, a dalsza egzystencja w taki sposób może sprawić, że mąż stanie się jeszcze bardziej rozdarty, być może zacznie nawet powielać toksyczne zachowania wyniesione z domu, będzie brał stronę rodziców, a Twoje "humory" ignorował.
Czy jest inne wyjście? Trudno powiedzieć. Możesz próbować rozmawiać, albo ignorować, albo nie przejmować się i robić swoje. Tylko to będzie trudne, wszystko zależy od twojej siły i odporności. Zastanów się, czy ją masz? Lenne masz siłę, żeby to wszystko wytrzymać? I czy warto?
Musisz odpowiedzieć sobie na te pytania.
5 2012-11-28 15:58:01 Ostatnio edytowany przez Lenne87 (2012-11-28 16:03:20)
Ale My z Nimi nie mieszkamy, mamy własne mieszkanie. Tylko Oni ciągle są w Naszym życiu i teść mi już zapowiedział, że On będzie Nas kontrolował zawsze, a Mój mąż jest do tego przyzwyczajony, ponieważ tak dorastał.
6 2012-11-28 16:26:46 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-11-28 17:34:12)
Nie pasujesz do jego rodziny, nie pasujesz do niego. Przykro mi. Uciekaj póki nie masz dzieci. Kredyty na 25 lat... Kiepsko. Ale nie tragicznie, w końcu macie mieszkanie.
Jeśli on nie rozumie, jeśli mówi, że masz się nie przejmować TERAZ, to później będzie Cię bił. Jak ojciec matkę. Będzie poniżał. Przy świątecznym stole teksty czy jesteś dobra w łóżku? Szok. Co za prymityw.
Widzę jedno rozwiązanie. Powiedz mężowi, że nie zniesiesz takiego traktowania i jeśli chce być w dużym mieście, to w innym. Ale przy Twoich rodzicach, a od jego rodziców macie się odciąć.
To nie jest temat do negocjacji. Albo się odetniecie, albo Wasze dzieci będą widziały często chamstwo i buractwo, co im na dobre nie wyjdzie.
To też inna sprawa. Czasami bardzo bym chciała mieć z mężem dziecko, ale jak tylko pomyślę o jego rodzinie szybko mi ta chęć przechodzi. Ja chcę żeby Moje dziecko miało wszystko czego potrzebuje do szczęścia... natomiast nigdy nie pozwolę by ktoś się nad nim natrząsał, a tak bardzo prawdopodobnie będzie. Jego rodzina wybrała już imiona dla Naszych dzieci, Moja teściowa będzie opiekunką. Oni mają wszystko zaplanowane... a Mój mąż mówi, że powinnam się cieszyć, że chcą Nam pomóc. A im chodzi tylko o to, żeby zawładnąć nad naszym życiem i żebym pracowała, bo ich syn nie może sam łożyć na rodzinę! Jak Mój mąż może tego nie zauważać? Ja nigdy się nie zgodzę, żeby ktoś wybrał imię mojemu dziecku, albo żeby osoba, która ma problem alkoholowy pilnowała dziecka. Czy to takie dziwne? Jeszcze nie jestem w ciąży, a już się boję co to będzie...
Wybacz Lenne, nie doczytałam z tym mieszkaniem. Tak czy inaczej nie zmienia to faktu, że coś musisz zrobić. Nie masz prawa być tak traktowana, bo to zakrawa na psychiczne dręczenie.
Daleka jestem od proponowania Ci rozwodu, ale Twój mąż nie zachowuje się jak mężczyzna.
Jest mocno uwikłany w toksyczną relację z rodzicami i ciężko będzie to zmienić.
Próbuj jednak. Dużo rozmów i przekonujących argumentów. Powinien stać za Tobą murem, a wiedząc jaką ma rodzinę: ograniczyć kontakty do minimum, albo odciąć się całkowicie.
Jeśli to nie pomoże, to pozostaje jeszcze terapia (o ile się zgodzi, w co szczerze wątpię), lub twarde postawienie sprawy: albo żyjemy razem i dbamy o siebie nawzajem, albo on żyje z rodzicami, a Ty idziesz w swoją stronę.
Pozdrawiam
9 2012-11-28 17:21:47 Ostatnio edytowany przez Lenne87 (2012-11-28 17:35:52)
Często zastanawiam się nad odejściem, ale czy rodzina męża może być przyczyną rozwodu? Mąż jest dla mnie bardzo dobry, dba o mnie, kupuje kwiaty, nigdy złego słowa nie powiedział, nie krzyczy i wszystko bierze na luz, wysłucha i milczy. Nawet kiedy ojciec go wyzywa on patrzy mu prosto w oczy i milczy. I tak od zawsze. ON się go boi po prostu. Ten facet z terroryzował całą swoją rodzinę. Ja bym nie wytrzymała i chyba zaczęła bym go bić, a On słucha i milczy... Jak go o to pytam mówi, że jest przyzwyczajony i nie ma prawa się odezwać kiedy ojciec do niego mówi. Nie wiem co robić, bo pierwszy raz spotykam się z czymś takim. Czasem myślę, że to Mój mąż jest poszkodowany, bardzo mi go szkoda, bo bardzo go kocham i zastanawiam się dlaczego On musiał trafić na taką rodzinę. Kiedyś mi powiedział "musimy z tym żyć Kochanie" i chyba Jesteśmy oboje bezsilni. Kiedy mówię, że nie jest prawdziwym facetem, że prawdziwy facet się tak nie zachowuję, że powinien bronić swojej kobiety i rodziny to widzę łzy w jego oczach i czuję się jak najgorsza żona na świecie. ;(
10 2012-11-28 17:31:56 Ostatnio edytowany przez Lenne87 (2012-11-28 17:41:47)
Myślę, że w takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłaby przeprowadzka do innego miasta. Niestety przez kilka najbliższych lat musimy mieszkać w tym mieście, ponieważ mąż ma tu pracę, a o przeniesieniu nie ma mowy ... już się dowiadywał. Rozwód załamałby mojego męża, a przecież On nie jest winny, że ma taką rodzinę. Kiedyś byłam wręcz obrażona na niego dlaczego nie chce mnie przedstawić swoim rodzicom. Pokazać gdzie mieszka, jak mieszka. Dziś już wiem. Gdybym poznała jego rodzinę wcześniej nie bylibyśmy małżeństwem. Kiedy go zapytałam dlaczego studiuje 500 km od domu rodzinnego powiedział mi wprost "chciałem być jak najdalej od nich". Tak Nam się tam dobrze żyło i po 6 latach przeprowadzka i takie piekło Nam na głowę spadło.
Kiedy mówię, że nie jest prawdziwym facetem, że prawdziwy facet się tak nie zachowuję, że powinien bronić swojej kobiety i rodziny to widzę łzy w jego oczach i czuję się jak najgorsza żona na świecie. ;(
Nigdy mu tak nie mów. On ma syndrom sztokholmski. Nie sprzeciwi się. Będzie cierpiał, Ty będziesz cierpiała, a to oddala.
Widzę drogę prowadzącą wprost do tragedii i drogę, na którą możecie (jeszcze) wejść.
Pokaż mężowi ten wątek albo porozmawiaj. Przedstaw swoje stanowisko i nie ustępuj na krok. To jego rodzice. On musi z nimi żyć. Ty byś za niego nie wyszła, gdybyś to towarzystwo znała. Oszukał Cię. Więc go nie usprawiedliwiaj i nie żałuj.
Nie jest w porządku, gdy podjęłaś decyzję, bo nie znałaś danych, a on Ci uniemożliwił zdobycie tych danych. Jest Ci coś winien. Jeśli jest wierzący, podeprzyj się cytatem z Biblii, że mąż ma opuścić rodziców i być z żoną.
Nie ma tak, że przeniesienie jest niemożliwe. Może być bardzo trudne, ale bez przesady. Jakby chciał, znalazłby sposób.
I wiesz, współczuję Twojemu mężowi, ale bardziej Tobie.
Pamiętaj, że TY DECYDUJESZ. Nie jesteś bezsilna. Jeśli Ty się wyprowadzisz, a on pójdzie za Tobą, wszystko będzie jasne. Jeśli Ty się wyniesiesz, a on nie pójdzie za Tobą, też wszystko jasne. Daj mu dorosnąć. Niech wybierze.
Nie musi iść na noże z rodziną - możesz wyjechać DO PRACY. Jeśli tu szukasz 2 miesiące i nie znalazłaś, proszę bardzo znalazłaś tam - 300km od jego rodziny.
Gdy się naprawdę zdecydujesz, on to przeniesienie załatwi. Bądź spokojna.
Powiadasz, ze tesc doprowadza Cie do depresji, tak?
Twój mąż opowiada o Waszych prywatnych sprawach, aby stawały się publiczną rozrywką podpitego towarzystwa.
Twój mąż pozwala Cie poniżać i gnoić.
Twój mąż milczy kiedy Twoja prywatność jest gwałcona.
Twój mąż pozwala na kontrole nad Waszym życiem i planowanie go przez innych ludzi zgodnie z ich widzimisie.
Twój mąż nie potrafi jasno zaznaczyć granic które przebiegają pomiędzy jego domem rodzinnym, a jego nową rodziną.
Ale to tesc jest Twoim problemem? Czy aby na pewno?
Ja mam podobny problem z ojcem mojego TŻ. Nie mam pracy- jestem do niczego, kończę LO zaocznie- jestem idiotką(sam jest po ZSZ, ale twierdzi, że skończyć LO z szóstkami od góry do dołu, to nie jest wielki problem), mieszkamy razem- żeruję na jego starszym synu itp. Generalnie jestem śmieciem i po kilku piwkach, jak ma na to okazję, jestem poniżana. Całe szczęście, że dzieli nas prawie 200km, ale co z tego, skoro widzimy się raz w tygodniu jak oni są w naszym mieście. Ja się postawiłam, bo nie pozwolę sobie na takie traktowanie. I uważam, że powinnaś zrobić to samo. Nie możesz dać się stłamsić. Powiedz mu o swoich uczuciach, że jest Ci źle i nie chcesz być tak traktowana. Bo prawda jest taka, że nikt nie ma prawa gnoić Cię.
Jest takie powiedzenie:"Niedaleko pada jabłko od jabłoni", więc musisz być czujna i uważać, bo skoro mąż jest tak podporządkowany ojcu, to i kiedyś może dać się namówić na jednego "głębszego", a dalej już pójdzie gładko.
Uważam, że kochający mąż powinien murem stać za swoją żoną, a nie dolewać oliwy do ognia.
Ja nie mam męża, żyjemy (tak brzydko to nazwę) "na kocią łapę", ale nie było takiej sytuacji, żeby moja teściowa, bądź teść mogli coś złego powiedzieć pod moim adresem. No może raz się to zdarzyło, i mimo że była tam jakaś prawda, to mój facet od razu zastrzegł, że nikt nie ma do tego prawa, żeby źle o mnie mówić. Na szczęście relacje między mną i teściami się nie popsuły i szanują mnie i moje życiowe decyzje.
W nawiązaniu do tego "jabłka"-mój ojciec też pił, bił i poniżał.Mój brat również się zapierał, że nie będzie taki jak on. Początkowo tak było, ale jak to się mówi "kto z kim przystaje, takim się staje", no i przesiąkł ojcem. Razem pili, coraz więcej miał do powiedzenie na temat swojej żony i małżeństwo się rozpadło, a cierpią na tym dzieci. Aktualnie mieszka w UK, ma drugą żonę i nie pije, bo nie ma styczności z ojcem. Jest dobrym mężem i tatą i zrozumiał swój błąd, choć trochę późno.
Dlatego, jeśli kochasz męża i uważasz, że na Ciebie zasługuje, to zbuduj mur i odseparuj go od wpływowego ojca, bo Wasze małżeństwo nie przetrwa.
Życzę Ci wszystkiego najlepszego.
Muszę podjąć jakąś decyzję, bo tak dłużej być nie może. Każda z Was ma rację. Dziękuję za Wasze rady i wsparcie. Pozdrawiam.
Ja dla przyszłych żon mam tylko jedną radę. "Przed ślubem poznajcie dobrze rodzinę swoich przyszłych mężów".
)
Muszę podjąć jakąś decyzję, bo tak dłużej być nie może. Każda z Was ma rację. Dziękuję za Wasze rady i wsparcie. Pozdrawiam.
Ja dla przyszłych żon mam tylko jedną radę. "Przed ślubem poznajcie dobrze rodzinę swoich przyszłych mężów".
)
No tak, ale to nie z rodziną bierzemy ślub. Wszystko zależy od przyszłego męża, by miał głowę, tam gdzie powinien mieć. A prawda jest taka, że człowieka poznajemy całe życie, a i tak do końca nie wiemy z kim dzielimy małżeńskie łoże
Pozostaje nam ryzyko, które się opłaci bądź nie ![]()
Ja jeszcze raz w sprawie potencjalnej przeprowadzki. Ona jest możliwa. Tak jak napisała Artemida - wyjedź do innego miasta za pracą. jak będzie mądry to pojedzie za Tobą, a mieszkanie możecie wynająć i w ten sposób regulować kredyt. Przemyśl sprawę.
Pozdrawiam
Dałam mu ultimatum Ja albo oni. Mąż zgodził się na przeprowadzkę. Będzie kilka trudności, ale mamy już pierwsze rozwiązanie. Jego kolega wynajmie nasze mieszkanie. Moje życie zaczęło mieć sens!
Dałam mu ultimatum Ja albo oni. Mąż zgodził się na przeprowadzkę. Będzie kilka trudności, ale mamy już pierwsze rozwiązanie. Jego kolega wynajmie nasze mieszkanie. Moje życie zaczęło mieć sens!
i super że niektórym tak się układa
powodzenia w przeorganizowywaniu życia ![]()
Yes! Yes! Yes! ![]()
Buziaczki.
Lenne87, powiem Ci tak, ja tez mieszkam z teściami, ja na górze mamy wszystko osobne oni na dole. Dopóki nie było dzieci było nienajgorzej, nie narzekałam, jak urodziłam ta kobieta chciała zawładnąc moim dzieckiem, przychodziła 10 razy dziennie i pytała mojego męźa kiedy jadł kiedy był przewinięty, nieważne że stałam obok, wchodziła i był rozkaz daj mi go, a ja dawałm moje własne dziecko. Ona miała na dole swoje zabawki,kocyki,itd. Jak schodziliśmy do nich od razu mi go zabierała i wychodziła do innego pokoju a ja z teściem i zmężem siedzieliśmy w salonie. Czułam się okropnie myslałam, że zeświruje, ciągle płakałam, a potem było tośpioszki za krótkie spodnie zamałe itd.......sporo by pisac, gdy zaszłam wciąży z drugim, powiedziałam sobie koniec to babsko nie zabierze mi dzieci, po 2 latach była pierwsza i ostatnia afera gdzie jej wszystko wygarnęłam a ona mi powiedziała że jak pracowałam to był spokój bo przynajmniej mogła zając się dzieckiem. Naszczęście miałam męźa po swojej stronie on też jej wygarnął wiele kazał żeby mnie przeprosiła, zrobiła to od tej pory trzyma się na dystans, boi się bo powiedziałam że się wyprowadzę, niby jest ok., ale jak się spotykamy to dalej robi wszystko p oswojemu i nie liczy się z moim zdaniem. A mnie na zawsze pozostał lęk przed nia, w jej obecności nie mogę byc sobą, serce wali mi jak szalone i cała się trzęsę, i wciąz tu mieszkam.
22 2012-12-03 13:16:32 Ostatnio edytowany przez Jan Oporny (2012-12-03 13:17:07)
@Lenne87 - Dużo wskazuje na to, że twój ślubny jest ofiarą tzw. przemocy domowej. I ty już też. Poczytaj o DDA, DDP.
23 2012-12-03 13:55:08 Ostatnio edytowany przez *LoveForever* (2012-12-03 13:56:13)
@Lenne87 - Dużo wskazuje na to, że twój ślubny jest ofiarą tzw. przemocy domowej. I ty już też. Poczytaj o DDA, DDP.
Zagadzam się w stu procentach z wypowiedzią mojego poprzednika.
Forumowiczki też mają rację.
Przecież nie może tak być, mąż musi stanąć przed faktem dokonanym.
Piszesz,że wtedy, kiedy teść krzyczy na Twojego męża , to ten stoi i się nie odzywa, bo co?
Bo się boi ?
W którym świecie Wy żyjecie ?
Jesteście dorośli, Twój mąż nie powienien tak reagować, a gdzie jest w tym
wszystkim jego zdanie ? Twoje?
Nie załamuj się , a walcz, nikt nie może obrażać Ciebie , a już tym bardziej wchodzić na tematy dla Ciebie wstydliwe czyli intymne.
Dlaczego nie reagowałaś ? Nie wiem , ale ja na Twoim miejsu za to zrównała bym teścia z ziemią nie patrząc na to , że siedzi ktoś jeszcze. I uwierz mi naprawdę, bo ja mam podobną sytuacje z teściem , ale tu jeszcze wchodzi w grę mój syn ,a jego wnuk, i może to chamskie z mojej strony, ale już dziecka 3 miesiące nie widział, a mieszkamy na jeden wsi, kilka bloków dalej, to taka jego kara za słowa , które dotknęły mnie za bardzo.
Postaw się, masz przecież buzię, umiesz mówić .
A i jeszcze jedno :
Powiadasz, ze tesc doprowadza Cie do depresji, tak?
Twój mąż opowiada o Waszych prywatnych sprawach, aby stawały się publiczną rozrywką podpitego towarzystwa.
Twój mąż pozwala Cie poniżać i gnoić.
Twój mąż milczy kiedy Twoja prywatność jest gwałcona.
Twój mąż pozwala na kontrole nad Waszym życiem i planowanie go przez innych ludzi zgodnie z ich widzimisie.
Twój mąż nie potrafi jasno zaznaczyć granic które przebiegają pomiędzy jego domem rodzinnym, a jego nową rodziną.
Ale to tesc jest Twoim problemem? Czy aby na pewno?
Słusznie zauważone. Zastanawiałaś się nad tym ?
wiecie co ja miałam podobny problem.przeprowadziłam się do męża i jego rodziny.to była masakra,my mieszkamy na dole a oni na górze.zaczęło się wszystko gdy zaszłam w ciążę.ciągle tylko latali z góry na dol,szwagierka to potrafiła 10 razy do mnie przychodzić.ciągle mi narzucali swoją wolę,nie miałam nic do powiedzenia.czułam się okropnie bo bałam się odezwać bo w końcu nie byłam u siebie.już w ciąży nerwy miałam w strzępkach.jak urodziłam to było już tylko gorzej.ciągle rządzili się moim dzieckiem,szwagierka to normalnie mi małą z rąk bez pytania zabierała.mąż jak przyjeżdżał z pracy to lecieli tak szybko do nas na dół że o mało schodów nie połamali.nawet jak moja matka przyjechała to od razu lecieli i nie mogłam z nią pogadać.jak mąż zwrócił uwagę na to,to szwagierka stwierdziła że niby o czym ja mam z moją matka do gadać że chce być z nią sama.normalnie masakra.byłam tak stłamszona że szok.nawet przed urodzeniem jak kupowałam ubranka dla dziecka to szwagierka uznała że ja nie wiem co kupić i nawet w sklepie się rządziła i wybierała za mnie rzeczy dla dziecka.teraz mamy osobno wejście.z tą terrorystka się nie odzywam bo w końcu pękłam i jej wygarnelam.tyle że przez te stłumione emocje i parę innych spraw mam teraz nerwice lękową.więc dziewczyny jeżeli macie takie problemy z teściami to od razu trzeba postawić sprawę jasno i nie siedzieć cicho bo to tylko źle dla was.nie życzę nikomu czegoś takiego
klementynka22 podobna historia do mojej, to jest masakra. Ja teraz też mam więcej spokoju, bo też pękłam, a nabawiłam się nerwicy to pewne.