Depresja...? (po raz kolejny) - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Depresja...? (po raz kolejny)

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: Depresja...? (po raz kolejny)

Witam wszystkie NetKobietki.
Moja historia nie jest nawet historią, bo trwa zaledwie dwa tygodnie. Od paru dni myślałam, żeby tu napisać, ale nie mogłam się przełamać.
W tym roku poszłam na pierwszy rok studiów. Miało być pięknie i wspaniale, okazało się jednak, że wspaniale nie jest - jest tragicznie. W wyniku pewnych okoliczności trafiłam na kierunek, który w ogóle mnie nie interesuje, z ludźmi, z którymi nie da się porozmawiać.
Wiem jednak, że studia są tylko katalizatorem, więc w tym temacie nie będę się rozpisywać.
Od tych dwóch tygodni coraz bardziej tracę chęć do życia. Mam huśtwaki nastrojów, jakich nigdy nie miałam - od euforii (rzucę studia! wyjadę za granicę pracować i wrócę! jest super!) do kompletnego dna (płakanie i tarzanie się po podłodze). Cały czas płaczę, gdy tylko ktoś zapyta, co się ze mną dzieje. Nic tak naprawdę mnie już nie cieszy - nie czytam, nie oglądam filmów, muzyki słucham tylko żeby zapełnić czas w autobusie (wcześnie to była moja wielka pasja). Nie robię nic oprócz chodzenia na wykłady, z których mam ochotę uciec jak najszybciej. Prawie nic nie jem - a jeszcze 3 tygodnie temu katowałam rodzinę i znajomych kanapkami z pesto i łososiem i innymi wymyślnymi potrawami. W trakcie 2 tygodni schudłam prawie 3 kilo. Nie jestem w stanie nawet oglądać ulubionych seriali. Coraz mniej szykuję się do wyjść - wcześniej robiłam kreski, podkład, wiadomo, teraz włosów mi się nawet nie chce myć. Byłam fanką mody, chciałam nawet założyć bloga modowego - teraz ubieram cokolwiek.
Kiedy jestem ze znajomymi (z liceum) wszystko wydaje się być ok, ale gdy tylko zostaję sama, mam ochotę zniknąć. Cały czas mam myśli samobójcze, chociaż wiem, że ich nie zrealizuję (na szczęście).
Od wczoraj huśtawka nastrojów minęła. Teraz jest tylko płaska tafla - nie czuję już chyba niczego.
Najgorsze jest to, że nie mam za sobą jakichś traumatycznych przeżyć i z boku moja sytuacja wygląda normalnie - mam rok przerwy, znajomych z liceum, mogę sobie porozwijać języki, poznać inne osoby i za rok iść na wymarzony kierunek. Wiem o tym i wstyd mi za to, jak reaguję.
Moja najlepsza przyjaciółka (wręcz bratnia dusza) wyjechała na studia do innego miasta, ma nową grupę znajomych (już!) i ciekawe studia, reszta bliskich koleżanek też jest zadowolona. Cieszę się dla nich, ale też im zazdroszczę. Boję się, że jeśli to potrwa trochę dalej, kompletnie zamknę się w sobie i już nie wyjdę i je również stracę.
Boję się. Chciałam iść do psychologa lub psychiatry, ale nie mam na to pieniędzy. To niby trwa dopiero dwa tygodnie, a czuję, jakby minęła już wieczność. Poza tym boję się, że trafię na niekompetentnego terapeutę albo przepisane leki (o ile takie dostanę) mnie zmienią lub nie daj boże uzależnią.
Moi rodzice wyjechali na 2 tygodnie, więc nie zauważyli mojego stanu ( i dobrze), wracają w przyszłym tygodniu. Nie chcę im mówić, że potrzebuję terapii, bo nie chcę dokładać im zmartwień.
Nie mam pojęcia co mam robić. Chcę zniknąć i już nigdy nie wrócić.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Depresja...? (po raz kolejny)

Czuje sie, jakbym pisala o sobie sprzed 3 lat.
Kiedy to sie zaczelo? Leczylas sie juz kiedys na depresje (napisalas "po raz kolejny").. Moze to dlatego, ze jestem sama w domu? Ja w tym tygodniu tez bylam sama, bo rodzice wyjechali na tydzien do Wloch. I wtedy jakos o wiele bardziej jestem zdolowana, kiedy nie ma sie nawet do kogo odezwac..

3

Odp: Depresja...? (po raz kolejny)

Autorko kochana. Czułam się podobnie 2 lata temu jak zaczęłam studia. Nie chciałam się przyznać sama przed sobą, że coś jest nie tak, a mój stan się pogarszał. Po roku rozwinęła się u mnie nerwica lękowa - coś na wzór agorafobii. Później już tylko psychiatra i leczenie lekami. Minął rok od początku największego kryzysu, od pół roku się nie leczę. Dziś nie potrafię wsiąść do autobusu ani wyjść sama gdzieś dalej niż km od domu. O kinie z narzeczonym nie ma mowy, robi mi się niedobrze. Zapisz się do psychiatry na nfz, da Ci skierowanie do psychologa na nfz. Walcz póki jest jeszcze wcześnie. Trzymam kciuki! smile

4

Odp: Depresja...? (po raz kolejny)
deer napisał/a:

Moi rodzice wyjechali na 2 tygodnie, więc nie zauważyli mojego stanu ( i dobrze), wracają w przyszłym tygodniu. Nie chcę im mówić, że potrzebuję terapii, bo nie chcę dokładać im zmartwień.
Nie mam pojęcia co mam robić. Chcę zniknąć i już nigdy nie wrócić.

najgorsze co możesz zrobić, to nie powiedzieć rodzicom...
i mówię to z punktu widzenia rodzica dorosłych już dzieci... smile

na pewno potrzebny ci specjalista
im szybciej, tym lepiej dla ciebie
skoro nie trwa to długo, to z twoją świadomością problemu, powinnaś dość szybko przy pomocy lekarza pozbierać się do kupy...

chyba najlepszym rozwiązaniem będzie rezygnacja z tego kierunku..

pozdrawiam cię... smile

5

Odp: Depresja...? (po raz kolejny)

Dziękuję Wam wszystkim bardzo za odpowiedzi smile

loveaellie -
Nie, nie jest to spowodowane wyjazdem rodziców (przynajmniej tak mi się wydaje). Mam sie do kogo odezwać - chodzę na spotkania ze znajomymi z liceum, moja przyjaciółka wpadła do miasta w ten weekend, mój bardzo dobry znajomy też ze mną rozmawiał. Kiedy jestem z nimi, jest ok, ale jak tylko jestem sama, to wszystko wraca...
Co do depresji - w wieku 13 lat miałam depresję, ale nie jakąś strasznie ciężką, po prostu nie umiałam sobie z nią poradzić i po atrakcjach typu bulimia i cięcie się przeszłam próbę samobójczą. Z perspektywy czasu widzę, że (na szczęście) była to tylko próba zwrócenia uwagi na mój problem. Potem chodziłam do psychiatry (bo musiałam) przez 0,5 roku, ale niewiele mi to dało. Ominął mnie szpital psychiatryczny (nie wiem jakim cudem) i nie wiem, czy to dobrze, bo może warto się było wtedy przemęczyć, żeby teraz było dobrze. Nigdy nie dałam sobie wcisnąć ŻADNYCH leków.
Nawroty depresji (lekkiej) i obniżonego nastroju, a także epizody z cięciem się i bulimią (krótkie) zdażają mi się mniej więcej 2 razy w roku, ale zawsze syzbko z tego wychodzę.
Powiedz mi, jak Ty sobie z tym poradziłaś? smile

miodowyblond -
Bardzo mi przykro czytając Twoją historię. Mam nadzieję, że Twój stan się polepszy i wrócisz do normalnego życia. Mam właśnie zamiar zapisać się na NFZ (czemu wcześniej na to nie wpadłam?), tylko muszę sprawdzić co mam wziąć żeby wiedzieli, że jestem ubezpieczona.
Dziękuję smile

katbe -
Niechęć do powiedzenia rodzicom (konkretnie - mamie) jest spowodowana głównie tym, że ona już kiedyś przeszła piekło z moją depresją. Teraz ma jeszcze więcej zmartwień na głowie (m.in. choroba jej mamy, a więc mojej babci), więc to byłby za duży cios. Poza tym średnio raz na rok mówię że już nie mogę, chcę iść do psychiatry, ona mnie umawia, ale nigdy nie kontynuuję wizyt (nigdy jednak nie było tak źle jak teraz...). Uważa, że psychiatrzy namieszają mi w głowie i otumanią lekami...
Mamy też niezbyt zdrową relację - dogadujemy się świetnie, ale jestem od niej zbyt zależna jak na mój (19 lat) wiek. Ostatnio sama powiedziała mi, że lepiej by było, gdybym już się wyprowadziła... Więc tym razem wolałabym to załatwić sama.

Dzisiaj jest chyba trochę lepiej, ale boję się, że to cisza przed burzą. Czuję się, jakby coś we mnie umarło. Moje plany na przyszłość gdzieś wyparowały... Nie mogę myśleć o niczym.

6 Ostatnio edytowany przez katbe (2012-10-14 15:06:56)

Odp: Depresja...? (po raz kolejny)

Deer, zrobisz jak zechcesz...
jesteś dość świadoma swoich stanów, ale widzę, że i niekonsekwentna..
Poproś psychiatrę o skierowanie do psychoterapeuty, bo coś mi się wydaje, że leki sprawy nie załatwią.
Coś w tobie siedzi, co warto byłoby przegadać ze specjalistą.

Nawet jak przed mamą będziesz udawać, to ona i tak się zorientuje, że coś jest nie tak.
Matki tak mają smile
instynkt, intuicja, siódmy zmysł.... zwał jak zwał wink

co to znaczy, że jesteś od niej zbyt zależna?

7

Odp: Depresja...? (po raz kolejny)

Ja bralam przez kilka miesiecy Seronil, pozniej mi sie polepszylo i bez konsultacji z nikim po prostu go odstawilam. Teraz wiem, ze to byl blad bo tez co jakis czas mam epizody depresyjno nerwicowe. U lekarza nie bylam, terapii nie robilam. Sama nie wiem, czy w ogole moge powiedziec ze juz sie wyleczylam.. Raz jest dobrze, raz zle. W tym tygodniu przez 2 dni caly czas plakalam. Dzisiaj juz jest ok.

8

Odp: Depresja...? (po raz kolejny)

Hej Deer:)!
pisałaś już na moim poście, więc podejrzewam że jesteśmy w podobnej sytuacji, tyle że u mnie ciągnie się to już latami. Od euforii też wtedy góry przenoszę po kompletnego doła i czarne myśli. Ja jestem już po studiach, ale na studiach moja deprecha dała o sobie bardziej znać. Całe dnie nad książkami, brak czasu, uczelnia, praca to potrafiło wykończyć doszczętnie. Jednak ja studiowałam to, co naprawdę chciałam. I dziś jako 25 latka dalej uważam że nie było to błędem. Jednak uwierzysz, że mimo wspaniałych ludzi, którzy mnie otaczali ja dalej miałam swoje "nastroje", doły, czarne myśli itp. Teraz pracuję co prawda do lutego i mimo że jest to praca, która naprawdę lubię nie chce mi się nawet wstać żeby do niej iść. Z jednej strony kocham to co robię i wiem że byłaby to wymarzona praca a z drugiej nie potrafię się z niej cieszyć a wręcz mnie męczy. To wszystko siedzi w nas samych. Kochana dam Ci radę jeżeli rzeczywiście nie jest to to co chciałabyś robić RZUĆ TO! jak teraz już Ci się nie podoba pomyśl czy będziesz chciała pracować kolejne naście lat w tym zawodzie? jesteś młoda, nie trać czasu na studiowanie tego co Ci się nie podoba, czego masz dość bo wypalisz się kompletnie. Wybierz to co chcesz robić, w czym czujesz się dobra. Masz przyjaciół! to się liczy, uwierz mi przez moją depresję odsunęli się ode mnie wszyscy. Powtarzam wszyscy obecnie nie mam ani jednej przyjaciółki, chłopaka. Może dlatego tak kurczowo boję sie o rodziców bo wiem że mam tylko ich. Wiele razy znajomi mówili mi chodź z nami rozerwiesz się, ale oni po części nie rozumieli tego że ja nie mam na to ochoty, nie miałam ochoty na nic, nawet wyjść na piwo, żadna rozrywka mnie nie interesowała i po części jestem sama sobie winna. Jeżeli czujesz, że nie dajesz rady porozmawiaj z rodzicami, na pewno Cię kochają i ważne jest dla nich Twoje szczęście. To żaden wstyd przyznać się do błędu i powiedzieć im o tym. Nikt chyba nie jest nieomylny. Ludźmi się nie przejmuj z roku, miałam masę znajomych, każdy inny na swój sposób, z niektórymi na roku po prostu nie dało się żyć. A pomyśl nad studiami, nad tym co Cię naprawdę kręci, co kochasz i idź na to żebyś nie żałowała że zmarnowałaś 5 lat na coś w czym się nie czujesz. Tak samo jak Ty nie stać mnie kompletnie na psychologa ani psychiatrę. A z NFZ wiem jacy są. Byłam kiedyś dostałam piguły, którymi się faszerowałam, które nie pomagały a szanowna pani psycholog nawet nie chciałą słuchać co mam jej do powiedzenia. Takim lekarzom dziękuję. Po takiej wizycie człowiek wychodzi głupszy niż przyszedł. Napisz co u Ciebie. Pozdrawiam serdecznie i wytrwałości ! :-)

9

Odp: Depresja...? (po raz kolejny)
deer napisał/a:

miodowyblond -
Bardzo mi przykro czytając Twoją historię. Mam nadzieję, że Twój stan się polepszy i wrócisz do normalnego życia. Mam właśnie zamiar zapisać się na NFZ (czemu wcześniej na to nie wpadłam?), tylko muszę sprawdzić co mam wziąć żeby wiedzieli, że jestem ubezpieczona.
Dziękuję smile

katbe -
Niechęć do powiedzenia rodzicom (konkretnie - mamie) jest spowodowana głównie tym, że ona już kiedyś przeszła piekło z moją depresją. Teraz ma jeszcze więcej zmartwień na głowie (m.in. choroba jej mamy, a więc mojej babci), więc to byłby za duży cios. Poza tym średnio raz na rok mówię że już nie mogę, chcę iść do psychiatry, ona mnie umawia, ale nigdy nie kontynuuję wizyt (nigdy jednak nie było tak źle jak teraz...). Uważa, że psychiatrzy namieszają mi w głowie i otumanią lekami...
Mamy też niezbyt zdrową relację - dogadujemy się świetnie, ale jestem od niej zbyt zależna jak na mój (19 lat) wiek. Ostatnio sama powiedziała mi, że lepiej by było, gdybym już się wyprowadziła... Więc tym razem wolałabym to załatwić sama.

Dzisiaj jest chyba trochę lepiej, ale boję się, że to cisza przed burzą. Czuję się, jakby coś we mnie umarło. Moje plany na przyszłość gdzieś wyparowały... Nie mogę myśleć o niczym.

Deer, u mnie jest już troszkę lepiej. Od pół roku nie biorę leków (przez ok. 6 miesięcy brałam w najmniejszej dawce Sulpiryd i Afobam), nie uzależniłam się od nich, bo brałam dość krótko. Generalnie nic złego mi się po nich nie działo, ani nie byłam otumaniona, ani zmęczona, po prostu czułam się normalnie. Teraz wychodzę sama na zakupy, ale nie dalej niż 1km od domu. W ciągu roku tylko raz jechałam sama autobusem, bo jakoś nie potrafię się przemóc, to taka blokada psychiczna, że będę się bać i będzie mi niedobrze. Otwieram teraz swoją firmę, więc może ona sprawi, że będę bardziej pewna siebie, a i o chorobie całkiem zapomnę. Co do depresji - ona nie odpuściła. Niby minęła, ale jednak coś z niej we mnie jest, bo czasami mam ochotę płakać i płaczę, a czasami aż nie mam na to siły i nie potrafię. Cały czas jestem przygnębiona, myślę pesymistycznie, sporo rzeczy się boję (pająków, wymiotów, różnych rzeczy a nie daj Boże kiedykolwiek będę musiała zostać sama na noc w domu BRRRRRRRR!), mam nerwicę natręctw (liczę litery w słowach/zdaniach, które słyszę, gdyby były z tego zawody to chyba bym wygrała), poza tym wrażliwa ze mnie bestia.
Myślę, że im wcześniej zacznie się leczyć depresję tym lepiej. Ja chodziłam do psychiatry co miesiąc, prywatnie, bo akurat ktoś polecił panią doktor, ale na nfz też byłam, żadna różnica w leczeniu, na prawdę. smile Teraz wybieram się do psychiatry tylko po skierowanie do psychologa, przydałaby mi się taka indywidualna terapia (na nfz), bo nie byłam jeszcze, czego bardzo żałuję.
Leków się nie bój, teraz są takie leki, po których nic się nikomu nie dzieje (oczywiście nie można ich brać latami, bo uzależniają przy dużej dawce). Kiedyś myślałam, że leczenie lekami u psychiatry to coś strasznego, ale jak mnie to spotkało to się przekonałam, że to nic wielkiego. Zwykłe tabletki uspokajające nerwy i lęk, normalnie mogłam po nich myśleć, oglądać filmy, buszować w necie, uczyć się - nikt ze znajomych się nie zorientował, że coś mi jest, nikt nawet nie wie oprócz rodziców i TŻa. wink
Tobie poleciłabym właśnie udać się do psychiatry po poradę, na pewno skieruje Cię do psychologa - w Twoim przypadku pewnie to wystarczy. smile
Jak się już zapiszesz telefonicznie (powiedz, że chcesz na nfz) to weź ze sobą tylko książeczkę/dyskietkę (jeśli Twoje województwo ma elektroniczne dyskietki), ew. jeśli jesteś zarejestrowana w PUP to od nich zaświadczenie o ubezpieczeniu zdrowotnym, no albo takie zaświadczenie z pracy Twojej lub Twojego rodzica, który Cię ubezpiecza. Ja natomiast Ci powiem, że nikomu nie musiałam nic pokazywać, wystarczyła dyskietka (Śląskie), na której w sumie tak często nie aktualizuje się informacja o aktualnym ubezpieczeniu zdrowotnym, ale i tak tylko to jest potrzebne do rejestracji na nfz. smile

10

Odp: Depresja...? (po raz kolejny)

Hej NetDziewczyny! smile Jeszcze raz dziękuję za odpowiedzi smile

katbe -
To znaczy, że ona zbyt wiele rzeczy robi za mnie. To było w porządku, jak miałam 13 - 14 lat, ale teraz? Chodzi mi tu o rzeczy typu umawianie na wizyty do lekarzy, składanie papierów na studia (dobra, o to akurat ją poprosiłam wink) i generalnie wyręczanie mnie w wielu rzeczach. Mieszkam z nią sama, jest po rozwodzie i jestem jedynaczką, więc automatycznie większość jej uwagi jest skierowana na mnie. Tu nawet nie chodzi o to, że jesteśmy jakieś nierozłączne, a ja jestem 'córeczką mamusi' - bo umiem sobie radzić (przynajmniej próbuję), raz wyjeżdża ona, raz ja, czasem spędzamy wspólnie czas. Ale są momenty, kiedy naprawdę uważam, że powinnam się wyprowadzić. Ona jest cudowną osobą (nie tylko dla mnie), ale czuję, że mnie i ją już to męczy. A że się zorientuje, że coś jest nie tak...? Tego jestem pewna smile

Nola6663 -
Strasznie szkoda, że masz wymarzoną pracę i się nia nie cieszysz sad Mam nadzieję, że dasz radę i w końcu wyjdziesz z tego błędnego koła takim czy innym sposobem.
U mnie to nie jest do końca tak, że chciałam iść na kierunek na którym jestem. Ale jak już pisałam wydaje mi się że to tylko wyzwoliło ze mnie tę depresję, a nie ją spowodowało. Mam wymarzony kierunek - a nwet 2. Na 1 się nie dostałam, na 2 nie próbowałam (będę próbować za rok). W związku z tym podjęłam 'genialną' decyzję - nie złożyłam papierów na filologię (kompletnie oddalony od mojego kierunek, ale sprawiłby mi dużo frajdę przez rok) i wybrałam kierunek na tym samym wydziale co kierunek 1, niby były powiązane... ale to jakaś tragedia. Powiązane są chyba tylko budynkiem.
Teraz już kompletnie nie wiem co chcę robić, brak mi motywacji do wszystkiego...
Też wiem jacy są z NFZ, jak byłam w szpitalu po próbie samobójczej moja 'pani psycholog' kazała mi przeprosić moją mamę, że chciałam się zabić i 'bardzo ją zmartwiłam'. Dlatego jakoś mi to NFZ nie wpadło do głowy. Cóż, przykro mi, że Tobie też zdarzyło się spotkać niekompetentnych ludzi...

miodowyblond -
Fajnie, że Tobie z NFZ się z kolei udało smile Muszę poszperać o tych dyskietkach, bo zawsze chodziłam do lekarza prywatnie, więc nie mam pojęcia jak to działa...
U mnie jeśli chodzi o leki to bardziej uzależnienie psychiczne - mam dość silny organizm, ale łatwo się uzależniam psychicznie niestety.
Mam nadzieję że pójdziesz na tę indywidualną terapię i dasz sobie radę! smile

U mnie już lepiej, zaczęłam jeść, tylko teraz cały czas mam shizy, że przytyję (co jest logiczne) i znów zaczną się te bulimiczne cyrki. Nie wiem jak to będzie dalej, niby jest dobrze, ale czuję się jakby wypalona, odsunięta od życia, jakbym unosiła się w jakiejś miękkiej chmurze i miała przysłowiowe wszystko gdzieś... Niepokoi mnie to dosyć.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Depresja...? (po raz kolejny)

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024