witam, jestem nowa na forum i szukam odpowiedzi na dręczące mnie od jakiegoś czasu pytanie: co jest ze mną nie tak? Chodzi o to, że mam problem w relacjach z płcią przeciwną. Zawsze wygląda to w ten sam sposób: poznaję chłopaka, który mi się podoba, zaczynamy rozmawiać i poznawać się nawzajem i wszystko jest okey, dopóki nasza znajomość nie przekroczy granicy koleżeństwa. Chodzi o to, że gdy stajemy się dla siebie kims więcej i wyznajemy sobie uczucie, to zaczynam się dziwnie czuć. Reaguję odruchem wymiotnym za każdym razem gdy pomyśle, że miałoby między nami dojść do bliskości, więc natychmiast kończę znajomość... Nie wiem co mam robić
Reagujesz trochę jak osoba która ma złe doświadczenia z bliskością, była molestowana albo rodzice negowali jakąkolwiek formę bliskości.
myślisz, że coś mogło wpłynąć na to że tak się dzieje? skrzywdził Cię kiedyś jakiś chłopak?
Potrzebujesz tej bliskości czy totalnie Ci ona do szczęścia nie potrzebna.
Stella - albo doznałaś wcześniej jakiegoś przykrego doświadczenia o czym wspomniała- maomam-, albo Twoje zmysły są jeszcze uśpione. Jeśli tak się dzieje jak piszesz, daj sobie czas, udaj się np do psychologa, porozmawiaj z nią o tym, z pewnością udzieli Ci odpowiedniej porady. Pamiętaj, że psycholog to nie psychiatra i od tego jest,aby pomagać innym,zagubionym,nieszczęśliwym. Jest jeszcze jedno, jeśli kogoś poznajesz,staraj się być w tej przyjaźni jak najdłużej, nie zmieniaj tej ....granicy koleżeństwa....a na samym wstępie zawsze możesz wspomnieć, że póki co chodzi Ci o przyjaźń i nic więcej,że może później będzie coś innego, ale jak na razie tylko koleżeństwo.
Jeżeli jej zależy na drugiej osobie, to nich lepiej to wyjaśni drugiej osobie, bo tekstem na koleżeństwo ją straci.
Z psychologami bym tak nie szarżowała od razu, człowiek sam powinien próbować zrozumieć siebie a nie z każdym problemem gonić po specjalistach. Z doświadczenia wiem, że jeśli włoży sama w siebie trochę pracy, to psycholog ameryki nie odkryje.
Jeśli chodzi o molestowanie to nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek tego doświadczyła.
Reagowałam w ten sposób nawet na swojego pierwszego chłopaka, czyli zanim zdobyłam jakiekolwiek doświadczenie w sprawach miłosnych. Wcześniej chłopak w żaden sposób mnie nie skrzywdził.
Jeśli myślę o bliskości czysto teoretycznie, to czuje, że bardzo jej potrzebuję, ale w praktyce gdy ktoś zwraca się do mnie czule, albo stara się do mnie zbliżyć to po prostu robi mi się nie dobrze. Po każdej randce mam ogromne wyrzuty sumienia, jakby to co robie było bardzo niewłaściwe i złe.
Natomiast jeśli chodzi o przedłużenie tej fazy przyjaźni, to też kiedyś myślałam że to dobry pomysł. Uważałam, że reaguję w ten sposób na chłopaka bo zbyt krótko go znam i ta znajomość zbyt szybko się rozwija, ale myliłam się. Kilka razy zdarzyło się, że zakochali się we mnie moi bardzo dobrzy kumple, których znałam od wieków. Uwielbiałam spędzać z nimi czas, podobali mi się, ale reagowałam w ten sam sposób- odruch wymiotny na samą myśl, że możemy być sobie bliscy.
Może jesteś aseksualna.
Sa odpowiednie fora dot. aseksualności, różne typy może o tym poczytaj
Bo nie sądzę żeby gdzieś indziej leżał problem.
Nie stawiam Ci diagnozy broń boże ale tam zmagają się osoby z podobnymi problemami.
7 2012-10-16 16:02:32 Ostatnio edytowany przez enya (2012-10-16 16:08:27)
stella91 ale właściwie o jakiej bliskości mówisz? Chodzi Ci o bliskość fizyczną i perspektywę seksu? Czy chodzi Ci w ogóle o bliskość z drugą osobą?
Napisałaś, że jak ktoś jest czuły to już robi Ci się niedobrze?
Co masz dokładnie na myśli to pisząc? Czy mam rozumieć, że "odrzuca Cię" świadomość, że teraz to będzie tak na poważne? Odrzuca Cię na czułe słowa, romantyczne gesty świadczące o uczuciach? Myślisz sobie to jest miłe, ale budzi w Tobie awersje i ogólną niechcęć?
Kiedy piszesz: "robi mi się niedobrze", masz na myśli stan fizyczny - faktyczny odrych wymiotny? Czy chodzi Ci raczej o uczucia, uczucia awersji, poczucie obrzydzenia itp.
Jeśli są to odczucia i dotyczą całej tej strefy czułości, bliskości nie tylko w aspekcie fizycznym to mozliwe, że Twój poprzedni związek był dla Ciebie dość traumatyczny.
Może podświadomie bronisz się w ten sposób przed uczuciami, zaangażowaniem aby znów nie cierpieć. Może uważasz, że kiedy zaczyna się coś na poważnie to wówczas musisz się bardziej starać, być jakaś lepsza aby kogoś nie stracić i jest to na tyle stresujące, że wolisz pozostać w bezpiecznej fazie "związku", a w Twoim przypadku taki bezpieczny stan to KOLEŻEŃSTWO? W koleżeństwie nie martwisz się oceną, tym jak wypadniesz?
Może straciłaś wiarę w "uczucia i miłość" i z jednej strony tego pragniesz, a z drugiej strony w wyniku rozczarowania odrzucasz ten stan - miłości, bo uważasz, że jest żałosny, śmieszny, infantylny itp. A tak naprawdę bardzo Cię przeraża taka uczuciowa bliskość z drugim człowiekiem, koniecznośc "obnażenia" się przed kimś drugim. I obawiasz się konsekwencji pójścia na całość.
Sama przeanalizuj swoje zachowanie, swoje motywacje. Musisz sama przed sobą obnażyć swoje uczucia aby dość sedna, o co w tym chodzi...!
enya
Mam na myśli zarówno bliskość emocjonalną jak i tą fizyczną. Jeśli chodzi o bliskość emocjonalną to wydaje mi się to w jakiś sposób niestosowne i niewłaściwe, że ktoś mógł by mnie pokochać. Wygląda to w ten sposób, że jeśli ktoś wyzna mi uczucie to jakby traci w moich oczach, wydaje się być gorszy w jakiś sposób i wtedy jakby "odrzuca" mnie od niego.
Co do czułości i romantycznych gestów to jest dokładnie tak jak napisałaś- uważam, że to miłe, ale jeśli jest skierowane do mnie to kompletnie tego nie akceptuje, dosłownie przyprawia mnie to o mdłości i budzi mój psychiczny dyskomfort. Po prostu bardzo źle się z tym czuję.
Robi mi się niedobrze- oznacza to, że naprawde mam odruch wymiotny i w związku z tym nie mogę jeść. Odczuwam też jednocześnie tak jak napisałaś coś w rodzaju obrzydzenia i awersję.