Nie potrafiłem wierzyć i dalej nie potrafię wierzyć w Boga na modłę katolickich nauk. Teizm agnostyczny jest najbliższy moim poglądom. Jeśli chodzi zaś o Kościół Katolicki to jestem....zagorzałym antyklerykałem. Trochę to skomplikowane, prawda?
Ci, którzy czytali moje posty (i moje wątki) wiedzą, że mam za sobą nieudany, siedmioletni związek. Związek, który wypaczył mnie w wielu aspektach postrzegania rzeczy prawidłowych i nieprawidłowych, jakie są w związku. Udało mi się go zakończyć i żyję względnie normalnie. Nie tak dawno temu poznałem fantastyczną kobietę. Kobietę, która w ciągu kilku tygodni znajomości pokazała mi czym naprawdę jest akceptacja i partnerstwo. Niestety miała chłopaka. Zerwała z nim i chciała związać się ze mną. Ów manipulant i złodziej (tak, okradł ją) włamał się na jej konto na fb i po przeczytaniu naszej korespondencji zaczął ją przepraszać, obiecywać poprawę i takie tam. Wiadomo o co chodzi. Ona zgłupiała - po bardzo trudnej rozmowie, wylaniu morzu łez poprosiła o czas, aby to sobie wszystko poukładać. I ja ją rozumiem, bo takie przeskoczenie z jednego związku w drugi nie zawsze jest możliwe, nie zawsze jest dobre. W efekcie tego wszystkiego od kilku dni nie rozmawiałem z nią, nie odzywałem się, bo takie dałem jej słowo. Niech sama zdecyduje, co jest między nami (z jej strony), bo ja jej nie mogę zmusić do miłości, ani do związku.
Oczywiście nie jest to łatwa sytuacja. Któregoś razu wyszedłem z domu przemyśleć sobie to wszystko i uspokoić się nieco. Chodząc i rozmyślając....trawiłem do kościoła. Akurat mszy nie było to sobie siadłem i tak prawie przez godzinę siedziałem i rozmyślałem...
Szczerze mówiąc.....w kościele nie byłem od około 10 lat (nawet na bierzmowaniu siostry, a i nie pamiętam czy na jej komunii byłem). Zawsze prosiłem o jakiś znak, o cokolwiek, bo nie potrafiłem zrozumieć kwestii wiary i Boga/Siły Wyższej, a większość życia szukałem odpowiedzi. Do tej pory, w tego typu sytuacjach chodziłem sobie do parku na papierosa, czy do pubu na piwko....i nie wiem jak to interpretować? Bo w takie przypadki (ona jest osoba wierzącą i religijną, ale bez przesadyzmu) to ja nie wierzę....
Przyznam szczerze, że nie daje mi to spokoju....