netkobietyWszystkie działy
Prawdziwe historieZdrada · Przyjaźń

Przyjaciółka napisała jej, że od pięciu lat ma romans z jej mężem

Przez dwadzieścia lat była pewna swojego małżeństwa. Aż przyjaciółka, której matkowała, napisała jej, jak wyglądało ich „wspólne życie” – za jej plecami.

8 min czytaniainspirowane historiami z forum

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet

Przyjaciółka napisała jej, że od pięciu lat ma romans z jej mężem

Historia inspirowana opowieściami z forum netkobiety.pl i fabularyzowana.

Mail przyszedł o świcie, kiedy kawa jeszcze parzyła usta. Iwona otworzyła go odruchowo, między fakturą a przypomnieniem o spotkaniu z klientem – i po trzecim zdaniu przestała oddychać.

Twoje nowe mebelki też nie zostały pominięte. Brąz z pomarańczem, ładnie dobrałaś.

Rozpoznała ten podpis od razu. Edyta. Przyjaciółka, z którą przez lata rozmawiała o wszystkim. Kobieta, która wypłakiwała się na jej ramieniu, kiedy zostawił ją mąż. Matka chłopca, którego Iwona trzymała do chrztu.

Pięć lat, pisała Edyta. Pięć lat z Markiem. To nie był przelotny romans. Mieliśmy fajne wspólne życie, a ty z tego czerpałaś, bo on był szczęśliwy.

Kubek stuknął o blat. Za ścianą Marek nucił coś pod nosem, goląc się przed pracą. Mężczyzna, z którym była od dwudziestu lat. Jej pierwszy i – jak sądziła – jedyny.

Czerwona róża

Marek zawsze się wszystkiego bał. Kredytów, zmiany pracy, inwestycji, rozmów z urzędnikami. To Iwona ciągnęła ich wspólny pociąg – ona awansowała, ona więcej zarabiała, ona podejmowała decyzje. Myślała, że jest z niej dumny.

Bał się wszystkiego. Tylko nie tego.

Kiedy położyła przed nim wydruk, pobladł. Nie zaprzeczał długo. Plątał się, szukał słów, w końcu wydusił zdanie, które miało ją uspokoić, a przecięło ją na pół:

– Chciałem to oddzielić. Jak byłem z tobą, to byłem tylko twój.

Jego ojciec, człowiek stary i prosty, kazał mu uklęknąć przed żoną i przysiąc na krzyż, że to koniec. Marek przysięgał. Na krzyż, na życie ich córki. Iwona chciała mu wierzyć tak bardzo, że aż bolało ją w piersi.

A potem przyszedł kolejny mail. Krótki, niemal czuły w swoim okrucieństwie: Zapytaj go o Dzień Kobiet. Czerwona róża. Ty też taką dostałaś?

Dostała. Stała w wazonie na parapecie, z rozchylonymi płatkami. Iwona patrzyła na nią długo i nagle zrozumiała, że jej mąż kupił tego dnia dwie identyczne róże.

I że przysięga na życie dziecka nic dla niego nie znaczyła.

Kobieta przy oknie wpatruje się w czerwoną różę w wazonie

Furtka, przez którą nie wyszedł

Nie wyrzuciła go. Sama nie umiała powiedzieć dlaczego. Może dlatego, że całe życie to ona decydowała – i całe życie słyszała potem: „Przecież to była twoja decyzja”.

Tym razem nie. Jeśli chce odejść, niech odejdzie sam.

Postawiła sprawę jasno:

– Jeśli chcesz odejść, nie będę cię zatrzymywać.

Nie wyszedł. Został i udawał, że nic się nie stało. Na jej urodziny przyniósł kwiaty, tort i drogie perfumy, a potem rzucił obojętne „wszystkiego najlepszego”, jakby składał życzenia koleżance z pracy. Ręka sama poderwała się do jego policzka. Pierwszy raz w życiu kogoś uderzyła.

Najgorsze było to, że wciąż go kochała. Brzydziła się Edytą, ale nie nim. Nocą przysuwała się do jego pleców i nienawidziła siebie za to, że żebrze o odrobinę czułości u człowieka, który przez pięć lat patrzył jej w oczy i kłamał.

Edyta mieszkała kilka ulic dalej i przechodziła pod jej oknami, jakby chciała się nasycić jej bólem. A pewnej soboty Iwona dowiedziała się, że Marek i Edyta znów się widują. Marek wypierał się i przysięgał – przyznał się dopiero wtedy, gdy kazała mu się wynosić.

– Po świętach się wyprowadzasz – powiedziała tamtej nocy.

Zareagował tak, jakby na to czekał. A ona pierwszy raz od tygodni poczuła ulgę. Cała szafa dla mnie. Cała łazienka.

Wtedy przyszła teściowa. Usiadła w kuchni, wzięła ją za ręce i prosiła: jeszcze jedna szansa. Córka płakała w swoim pokoju. A w dwudziestą rocznicę ślubu Marek wręczył jej biżuterię i był taki jak dawniej – czuły, delikatny, uważny. Pierwszy raz od tamtego poranka poczuła się kochana.

Walizki zostały w szafie.

Druga w nocy

Kilka dni później odkryła, że Marek ma drugi telefon. Pojechała do niego do pracy. Przyznał, że ma, ale nie chciał go oddać. Niedługo potem do drzwi Iwony zapukał dzielnicowy – Edyta oskarżyła ją o porysowanie samochodu i głuche telefony. Iwona spokojnie pokazała mu maile i wiadomości. Wychodząc, policjant miał minę człowieka, który dokładnie zrozumiał, kto tu kogo nęka.

Zaczęli chodzić na terapię małżeńską. Na pierwszej sesji Marek jąkał się, szukał słów, więc Iwona mówiła za niego. Dopiero po kilku tygodniach coś pękło. Siedział zgarbiony na kanapie terapeutki i mówił cicho, nie patrząc na żonę.

Że czuł się zepchnięty na margines. Że ona przynosiła do domu swoje sukcesy, a on dreptał w miejscu i z każdym jej awansem stawał się mniejszy. Że przez chwilę była nawet jego szefową – a on już wtedy ją zdradzał.

Słuchała i miała wrażenie, że ktoś odkręca w niej wszystkie śruby po kolei. Byłam lokomotywą. Może tak pędziłam, że nie zauważyłam, kiedy wypadł z wagonu. Terapeutka zwróciła uwagę, że przez dwadzieścia lat Iwona nie pozwalała mężowi zaopiekować się sobą – to ona opiekowała się nim.

Poczuła ukłucie winy, gorące i nieprzyjemne. Zaraz jednak zacisnęła palce na pasku torebki. Mógł mi to powiedzieć. Pięć lat temu, przy kolacji. Zamiast tego wybrał kłamstwo.

Potem musiała wyjechać służbowo na dziesięć dni. Kiedy wróciła, w skrzynce czekał anonim. Jadowity, pełen udawanej troski: A może znów nie powiedział ci, co robił w nocy z wtorku na środę? Zapytaj teściową, ona widziała więcej, niż ci mówi.

Teściowa nie zaprzeczyła. Widziała ich razem na ulicy, tylko nie chciała dokładać synowej zmartwień. A Marek, przyparty do muru, przyznał, że był u Edyty. O drugiej w nocy. Gdy jej nie było.

Tamtej niedzieli usiedli w salonie naprzeciw siebie, jak dwoje obcych ludzi.

– To co, mam się wyprowadzić? – zapytał.

– Droga wolna. Nie zatrzymuję cię.

Wtedy z korytarza wybiegła ich córka. Rzuciła się ojcu na szyję, wczepiła się w niego z całej siły, a jej szloch rozdarł ciszę.

– Tatusiu, nie odchodź. Ja cię jeszcze potrzebuję. Ja jestem jeszcze dzieckiem…

Iwona stała nieruchomo. Czuła się jak w pułapce, z której każde wyjście prowadzi przez serce jej dziecka.

Długo tego nie uniosę – pomyślała. – Jeszcze jedno kłamstwo i pęknę.

Nastolatka tuli się z płaczem do ojca, matka stoi obok

Obrączka

Pękła niedługo później. Marek przy własnych rodzicach przyznał się do tamtej nocy. Teść też prosił o ostatnią szansę.

– Ile może być ostatnich szans? – zapytała go cicho.

I powiedziała: dosyć.

Potem przyszło lato, którego nie chciała pamiętać. Najciemniejsze w jej życiu. Kiedy jesienią podniosła głowę, zobaczyła wokół ludzi, którym na niej zależało. Kupiła sobie bilet nad ciepłe morze – tydzień z siostrą, hotel z widokiem na fale. Chyba zaczynam kochać siebie, pomyślała zdziwiona.

A Marek się zmienił. Najpierw nieśmiało. Kiedy jego firma dowiedziała się o romansie, stracił pracę; Edytę przeniesiono do zapomnianego biura. Coraz rzadziej bronił Edyty. Nocą obejmował Iwonę i nie wypuszczał z ramion aż do rana.

Kilka dni przed wylotem wróciła z pracy do cichego mieszkania. Marek stał w przedpokoju, w dłoni ściskał coś małego i złotego. Obrączkę, którą zdjęła ostentacyjnie tamtego marcowego poranka i wrzuciła do szuflady.

Ukląkł. Tym razem nikt mu nie kazał.

– Kocham cię – powiedział. – Tylko ciebie. Pozwól mi to udowodnić.

Wsunął jej obrączkę na palec. Metal był ciepły od jego dłoni. Iwonie zadrżały usta, w gardle zrobiło się ciasno i gorąco. Była szczęśliwa – pierwszy raz od miesięcy naprawdę szczęśliwa.

I właśnie dlatego tak bardzo się bała.

A jeśli to znowu tylko pozory? Jeśli zaufam mu jeszcze raz… i on znów to wykorzysta?

Mąż klęczy w przedpokoju i wsuwa żonie obrączkę na palec

Co radziły kobiety z forum

Przez wszystkie te miesiące Iwona nie była sama. Kobiety z forum czytały każdy jej wpis i odpowiadały – czule, ostro, czasem boleśnie szczerze. Jedna zwróciła uwagę, że może Iwona zadaje sobie złe pytanie:

Pytasz, jak masz żyć z tym facetem. A może powinnaś zapytać, jak będziesz żyć bez niego? Nie JAK, tylko CZY.

Inne porównywały Marka do alkoholika, którego chronią wszyscy – żona, córka, rodzice – więc nigdy nie musi ponieść konsekwencji. Nie brakowało głosów twardych: że to jej wybór i nikt nie trzyma jej pistoletu przy głowie. I że nienawiść do Edyty najbardziej niszczy tę, która nienawidzi.

Ale odzywały się też kobiety, które zostały i odbudowały małżeństwo. Mówiły, że się da – tylko że już nigdy nie będzie tak samo:

Czy jestem szczęśliwa? Jestem. Ale sama z siebie i dla siebie. Moje szczęście już nigdy nie będzie zależało od męża.

Co było dalej?

Iwona została z Markiem. Tamtej jesieni przyszło coś w rodzaju drugiego miesiąca miodowego – czułość, której nie pamiętała od lat, bliskość jak na początku. Pierwsze od dawna święta okazały się naprawdę dobre. Ale zaufanie wracało najwolniej. Przez kolejny rok i jeszcze następny pocztówka znaleziona w samochodzie, ekran komputera wyłączony w pośpiechu, gdy weszła do pokoju – każdy drobiazg budził stare duchy. Nauczyła się też czegoś nowego: kłócić się. Przez dwadzieścia lat nie podniosła na męża głosu. Teraz wiedziała, że kłótnie bywają potrzebne.

Edyta została sama. Straciła kochanka, dobre stanowisko i przyjaciół. Sąsiadki przestały odpowiadać jej na „dzień dobry”.

Mijały miesiące, potem lata. Prawie cztery lata po tamtym marcowym poranku Iwona usiadła z kawą przy tym samym kuchennym blacie. Obrączka lekko stuknęła o porcelanę. Marek krzątał się obok, coś do niej mówił, a ona śmiała się – szczerze, bez tego ścisku w gardle. Od ostatniej kłótni o tamten romans minął rok. Uznała, że skoro zostaje, musi zamknąć za przeszłością drzwi i więcej do niej nie wracać. Nie było łatwo – było cholernie trudno. Ale się udało. Czuła się szczęśliwa i sama nie do końca wiedziała, jak to możliwe.

Nie była już tą samą kobietą. Była twardsza, ostrożniejsza, czasem cyniczna. Lubiła powtarzać, że każda kobieta jest z natury aniołem, ale kiedy ktoś połamie jej skrzydła, musi latać na miotle.

Latam więc na miotle – mówiła z uśmiechem. – I dobrze mi z tym.

Masz podobną historię? Opisz ją na forum.

Ona i on – zagłosuj

A Ty dałabyś mężowi drugą szansę po takiej zdradzie?

Jestem

Po oddaniu głosu zobaczysz, jak odpowiedziały kobiety, a jak mężczyźni.

Przeczytaj też

Wszystkie historie

Forum Kobiet


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026