Nie wiem co mam robić... Wczoraj mój chłopak zerwał ze mną po prawie 6 latach związku. Mieliśmy umowę, że jeśli któreś z nas zakocha się w kimś innym to przyzna się. I właśnie to wczoraj zrobił - powiedział, że zakochał się w swojej koleżance ze studiów, ale i tak z nią nie będzie, bo ona jest z innym, mojego chłopaka traktuje tylko jako zabawkę - pisze z nim, mąci w głowie, ale tylko wtedy gdy coś od niego chce. A mojego M. pociąga to, że ona jest takim zakazanym owocem. Mój chłopak powiedział, że nie może być nie fair wobec mnie, dlatego nie powinniśmy być razem. Wiem, że między nimi do niczego nie doszło, jedynie jakieś przytulenie, ale cholernie boli to, że zakochał się w innej. Między nami ostatnio wszystko było dobrze, z tym że, w lipcu mieliśmy poważną kłótnie, po które byliśmy bliscy rozstania, jednak postanowiliśmy dać sobie jeszcze jedną szansę. Mój już były, mówi, że od tego momentu nie czuł do mnie tej samej miłości co kiedyś. Myślę, że to sprawiło, że był podatny na takie zauroczenie. Kiedyś mówił o tej swojej koleżance, że jest typem dziewczyny, która lubi rozkochiwać, zdobywać facetów. I on sam dał się na to nabrać. Jego wyznanie było dla mnie szokiem, nie spodziewałam się tego. Początkowo płacz, ale teraz myślę, co powinnam zrobić. Oczywiście, najrozsądniej byłoby o nim zapomnieć, jednak bardzo go kocham, łączy nas wiele, jest moją bratnią duszą i chciałabym wierzyć, że się tylko zagubił. Chciałabym go odzyskać, walczyć o niego, przeciwstawić nasz wieloletni związek tej chorej fascynacji. Chciałabym na nowo rozkochać M. w sobie, żeby to on chciał zabiegać o mnie. Ale nie wiem jak to zrobić... I czy jest sens to robić... Czy może łatwiej będzie mi się odkochać, niż na nowo próbować zakochać go w sobie?
1 2015-12-07 10:24:32 Ostatnio edytowany przez wendal (2015-12-07 10:57:57)
2 2015-12-07 11:11:20 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2015-12-07 11:15:23)
I czy jest sens to robić...
Nie ma sensu to robić. W pojedynkę nic nie zdziałasz
Facet WYBRAŁ, podjął DECYZJĘ.
On nie chce z tobą być, bo zwyczajnie nie zależy mu już na tobie.
On ciebie nie chce kochać, bo miłość to oprócz emocji, które budzi w nas druga osoba, jest także wyborem, wymagającym aktu woli w postaci zaangażowania. A gdzie tu widzisz jego jakąkolwiek chęć i wolę pielęgnowania uczucia do ciebie, budowania z tobą relacji?
Jeśli chcesz wzbudzić w nim litość i pogardę lub stać się podnóżkiem to jesteś na najlepszej drodze, bo bez znaczenia jest jak i jakimi powodami zracjonalizujesz sobie swoje działania - skutek jest do przewidzenia.
Wendal,
Na razie myślę, nie - opowiadając na Twoje pytanie w temacie. Jedynie wtedy gdy on wykona jakiś gest do Ciebie - to znaczy zechce odnowić kontakt, zacznie rozmawiać na temat tego co się wydarzyło.
A czas obecny najlepiej spożytkować na oderwanie się od tematu (chce wrócić) i znalezienie się w nowej sytuacji. Także na przemyślenie, czy na pewno chcesz powrotu, co spowodowało, ze już byliście blisko zerwania, jakie są uczucia Twoje do niego. Czy są podstawy do zbudowania czegoś na dłuższą metę, jakie są Twoje oczekiwania, jakie jego - czy na pewno zgodne z Twoimi - po prostu odpowiedz sobie na te wszystkie pytania.
Długi był wasz związek ale nie zawsze długość jest najważniejszym powodem jego utrzymania. To także wystarczający czas aby przekonać się czy my razem pasujemy do siebie, czy mamy wspólne plany, wartości, oczekiwania i przede wszystkim czy potraficie się słuchać nawzajem.
Nie słyszeć ale słuchać ;-)
z jednej strony warto a nawet nalezy, bo milosc to cenna rzecz. Z drugiej, nic na sile..Nie zmusisz nikogo do milosci. Ale...
Jesli masz intuicje, jesli czujesz, ze nie wszystko stracone, ze Twoj chlopak cos czuje do Ciebie, to nie przekreslaj go. Byc moze faktycznie sie pogubil, wasze uczucie przechodzi kryzys...Ludziom wtedy moze sie wydawac, ze to zmierzch milosci....I wcale nie musi byc tak, ze jak podjal decyzje, to juz nieodwolalny koniec. Bzdura. Tak moze byc ale nie musi.
Na razie daj mu czas, zeby mial mozliwosc zatesknic. Niezbadane sa koleje milosci. Ludzie sie rozstaja a potem znow schodza...i zyja dlugo i szczesliwie :-)
A jak jednak sie nie uda, to trudno, ale bedziesz przynajmniej wiedziec, ze probowalas. Najgorzej potem wyrzucac sobie, ze sie nie sprobowalo...
A ilez razy tak bywa, ze jedno sie pogubi, potem zaluje, chcialoby naprawic...a drugie sie obrazi, uniesie honorem, zacietrzewi i wtedy juz zero szansy na cokolwiek.
Umowy w związkach,jakie to fajne,to tak jakbym brał ślub umawiając się z panną młodą jak podzielimy majątek na rozwodzie,z góry zakładam,że się rozwiodę
Ale do rzeczy,facet się zakochał i nic na to nie poradzisz.Zerwij wszelki kontakt na ile się da,będzie bolało,bo musi boleć jak jest miłość,ale szybciej przejdzie (nie będziesz "wiercić paluchem w otwartej ranie").Jeśli Mu "przejdzie" ta fascynacja,a Tobie będzie jeszcze zależeć...Twoja decyzja czy dać drugą szansę,jeśli Tobie już "przejdzie",temat sam się rozwiąże.
Umowy w związkach,jakie to fajne,to tak jakbym brał ślub umawiając się z panną młodą jak podzielimy majątek na rozwodzie,z góry zakładam,że się rozwiodę
Ale do rzeczy,facet się zakochał i nic na to nie poradzisz.Zerwij wszelki kontakt na ile się da,będzie bolało,bo musi boleć jak jest miłość,ale szybciej przejdzie (nie będziesz "wiercić paluchem w otwartej ranie").Jeśli Mu "przejdzie" ta fascynacja,a Tobie będzie jeszcze zależeć...Twoja decyzja czy dać drugą szansę,jeśli Tobie już "przejdzie",temat sam się rozwiąże.
Zgadzam się, jeśli w ogóle myślisz o jego ewentualnym powrocie, zniknij z jego życia, nie kontaktuj się w żadnym wypadku.
Dla własnego dobra nie śledź, nie wypytuj o niego, nie interesuj się tym co on teraz robi.
Nie będzie to łatwe, ale zrób to dla siebie. Nie masz żadnej gwarancji, że on będzie chciał wrócić, ale nie ma też sensu prosić, analizować, prowadzić jałowych dyskusji, które w tym momencie i tak do niczego nie prowadzą, niczego teraz nie osiągniesz po za skompromitowaniem się.
Mówisz, że go kochasz, ochłoń, nic na siłę nie zdziałasz, gdy on nie chce, a gdy trochę ochłoniesz, zastanów się, czy jest sens reanimować trupa, czy w przyszłości mogłabyś mieć do niego zaufanie.
7 2015-12-07 20:15:14 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-12-07 20:16:45)
Jak sam Ci autorko z rozbrajająca szczerością (od której mogą wypaść zęby
) powiedział Twój ukochany - tamta kobieta się nim bawi. A zabawki mają to do siebie, że kiedyś się nudzą i się je - w najlepszym wypadku - odkłada na półkę. Nie martw sie o to czy on będzie chciał powrotu - daje Ci pół roku jak zobaczysz jego krokodyle łzy i nieśmiałe, rozpaczliwe pukanie do Twoich drzwi z ckliwymi wyznaniami jak to sie pomylił i jak Cie nie doceniał.
Powrót to nie Twój problem.
Twoim problemem byłoby gdybyś mu wtedy otworzyła drzwi i zaparzyła herbatki.. Tak, wtedy masz problem - z poczuciem wartości i ze sobą.
Po 6 latach gość wyznaje Ci: "Kochanie, teraz idę sobie potestować znajomą, co na jej widok mi staje, wiesz? Ona mnie nie chce, ale to nic..Po prostu jak ją widzę to.. <rozmarzony> Sama rozumiesz.. Nie czekaj na mnie, ale byłoby miło
To serwus, bajooo! Papaputki :* do potem, kto wie kto wie
"
Takiego gnoja z powrotem?
Bez jaj..