Witam.
Mam przyjaciolke z która znamy się od dziecka , mieszkamy obok siebie. Nasze relacje zawsze były swietne , super razem spedzalysmy czas , rozmawialysmy godzinami o wszystkim. Obie bylysmy z takich samych rodzin , posiadalysmy tyle samo. Obie mamy 24 lata.
Po maturach jednak , ona znalazła prace w sklepie a ja podjelam ciezka decyzje i wyjechałam pracować jako kelnerka w Niemczech.
Mimo mojego wyjazdu starałam się utzrymywac ciagle kontakt , często wracałam do domu i od razu do niej dzwoniłam. Nie sam wyjazd był problemem a cos innego. Ja mimo ze pracowałam ciężko , praktycznie 7 dni w tygodniu i po 12 godzin zarabiałam pieniazki które bardzo mnie cieszyly. Zylam w warunkach bardzo skromnych i każdego centa liczyłam żeby tylko do domu przywiezdz jak najwięcej.
Po 4 latach pracy zostałam memagerem restauracji co niesamowicie mnie ucieszylo , zaczelam zarabiać jeszcze więcej i dalej dorabiałam w weekendy. Gdy wracałam miałam ochote pogadać z kims , opowiedzieć , pozalic się , chciałam żeby ktoś cieszyl się moim szczęściem.
Jednak ona zawsze była jak obrazona gdy jej cos opowiadałam. Nigdy nie uslyszala ode mnie kwoty jaka zarabiam bo nie widziałam powodu aby się chwalić tym. Ona wciąż pracowala w swoim sklepie za najnizsza krajowa , było mi jej szkoda i wielokrotnie oferowałam żeby przyjechala do mnie , ze jej pomoge , ze będziemy pracować razem i będzie zadowolona ale ona zasze mowila ' pff ja nie będę na kgoos za granica pracować , jeszcze mnie nie pogielo '
Za moje ciężko zarabiane pieniądze mimo ze większość odkladalam to czasem chciałam najzwyczajniej pozwolić sobie na jakas przyjemność , kupic cos sobie , wymienić stary i zniszczony telefon. Ona to wszystko widziała i krzywo na to patrzyla. W końcu kupiłam wymarzone auto które kosztowalo 20x więcej niż jej to uslyszalam ze jest paskudne i ze trzeba być idiotka żeby kupic bmw bo to marka dla burakow. Nasze rozmowy nie były już tym samym. ja nigdy nie mowilam jej co mam czy ile. Gdy pytala ile kosztuje moja nowa bransoletka to nie miałabym czelności powiedzieć ze kosztowala pol jej wyplaty wiec zawsze wymijająco mowilam ' a wiesz nie pamiętam dokładnie bo razem z mama placilysmy bo ona brala jakies kolczyki' ja po prostu absolutnie nie czuje się lepsza , ona tez myśli ze te pieniądze to ja zrywam z drzew. Nigdy nie spytala czy jest mi ciężko czy nie tesknie , jak mi się podoba.
Obecnie planuje powrot do Polski i spełnienie marzenia czyli otwarcie własnej restauracji. Gy to uslyszala to zamiast ucieszyć się ze mna czy cokolwiek to miała mine jakby to nie wiem co było. Zaoferowalam jej nawet ze ja zatrudnię u siebie , na dobrych pieniążkach ale przecież ona jest dumna i NIE.
Nie wiem już jak mam ja podejść... Dopóki bylam jak ona to było super. Gdy mi brakowało pieniędzy na cos to chętnie o tym sluchala. Ale teraz gdy zaczynam spelniac marzenia to traktuje mnie z góry. Nie mamy o czym rozmawiać , gdy się widzimy to cos jej opowiem co u mnie , ona co u niej i koniec. Prosilam aby poszla ze mna do sklepu bo potrzebuje kupic sukienke na rocznice rodzicow i chce aby mi doradzila to bez powodu mi odmowila.
Jest mi przykro bo ja chciałam jej pomoc , oferowałam prace i pomoc wiele razy ale dlaczego mam ja blagac o to żeby przyjechala do mnie do pracy skoro jest wiele ludzi którzy by bardzo chętnie chcieli pracować.
Jest mi tez przykro ze takie cos nas poroznilo. Ja wiele razy chciałam jej pokazac ze to ze mam teraz troszkę więcej i ze spełniam marzenia nie znaczy ze się zmieniłam , ze dalej potrafie po prostu isc na spacer bez kasy i niczego i gadac godzinami.
Ona odnowila natomiast kontakty z innymi koleżankami , które podobnie jak ona zyja.
Czuje ze robie z siebie idiotke walcząc na sile ale z drugiej strony jest mi szkoda tych wszystkich pięknych lat.
Oliwy do ognia dodaje fakt ze mam od 2 lat chłopaka który mi się oswiadczyl , planujemy wspólne zycie natomiast ona jest z swoim facetem 6 lat , wiem ze marzy o zaręczynach i go goni do tego ale on jak na razie nic.
Nie wiem już czy walczyc , czy po prostu zostawić ta znajomość i niech dzieje się co chce...