Chyba nikt nie wie jak okropnie się czuję. Mój mąż- ten sam, który dwa miesiące temu ślubował mi miłośc przed Bogiem w sobotni poranek powiedział do mnie spierd.... Dlaczego? No właśnie dlaczego? Zaczęło się jak zwykle od bzdury...w piątek nie smakował mu obiad więc stwierdziłam że sam będzie gotował. Przyszedł próbował drobnymi żartami (według niego) oczyścic atmosferę i kierował różne przytyki w moją stronę np. hasło "co może uciekniesz i wyjedziesz do rodziców"? Zatem stwierdziłam, że wyjeżdżam. Na co on wpadł w szał w wykrzyczał mi że "spie...łam mu życie i po co za niego wychodziłam". Zrobiło mi się okrutnie przykro, okrutnie. Na moje słowa że nas już nie ma zareagował bardzo agresywnie...mocno ścisnął mnie za ramiona i przycisnął do okna- bałam się ...bardzo...własnego męża. Rozpłakałam się... przeprosił. Jeszcze w nocy prosił żebym nie wyjeżdżała, po czym w sobotni poranek zapytał się mnie czy wyjeżdżam na moje stwierdzenie że tak zareagował krzykiem: "to pakuj się w tej chwili i jedz JUŻ" Gdy mu odpowiedziałam: człowieku odczep się on odpowiedział:"powiem ci łagodnie spierd..."
Wyjechałam...od soboty mieszkam u rodziców, czuje się koszmarnie, dwa miesiące po ślubie. Od soboty nawet nie zadzwonił i nie przeprosił. Boli ...bardzo boli...
Coz... Znalas wczesniej jego prawdziwe oblicze, czy objawilo sie ono teraz? Jesli myslisz, ze to sie zmieni - jestes w bledzie.
Naprawde nie mialas w okresie narzeczenstwa sytuacji w ktorych moglabys podejrzewac go o takie zachowanie? Maz naduzywa alkoholu?
Popraw mnie jeśli się mylę, ale czy z jego perspektywy ten temat nie mógłby wyglądać mniej więcej tak?
"Ośmieliłem się skrytykować jej obiad, więc moja żona kazała mi sama sobie gotować. Dotknęło mnie to, ale próbowałem rozładować atmosferę, na co ona stwierdziła, że wyjeżdża do rodziców. W końcu nie wytrzymałem i wrzasnąłem na nią."
Najgorsze jest to, że przez pół roku przed ślubem mieszkaliśmy razem i taka sytuacja się nie zdarzyła. Nie były ataku agresji ani przemocy. Dlatego tak boli... dwa miesiące po ślubie. Jeśli chodzi o alkohol- nie ma z nim problemów.
Wrzasnąc a powiedziec do żony spierdalaj jest zasadniczą różnicą, tak mi się wydaje.
6 2014-08-25 17:30:01 Ostatnio edytowany przez BBM M (2014-08-25 17:44:25)
bemar, ja uważam że pól roku to i tak krótko aby się dobrze poznac. Opisałaś tylko jedną sytuację, a jak było wcześniej? Piszesz że nigdy się tak nie zachowywał, ale czy na pewno?
Wiesz, ja mam zupełnie inny temperament niż mój mąż. Mój mąż jest człowiekiem nerwowym, szczerym, ja natomiast jestem obdarzona anielską cierpliwością. Dzięki temu dotarliśmy się - bywało, że przed ślubem mąż nie raz wykrzyczał mi takie słowa jak twój. Ale brałam to na dystans, stwierdziłam, że on szybciej mówi jak myśli. Jesteśmy udanym małżeństwem. Mój mąż bardzo dobrze wie, że jego krzyki i tak nic nie pomogą. Ja czasami nawet się z nim nie kłócę, obracam się na pięcie i sobie idę. Uważam, że gdybym miała też taki wybuchowy charakter jak mój mąż, to prędzej czy później, na pewno byśmy się rozstali. Nie raz trzeba się dograc ze sobą. A wy podczas tej głupiej kłótni, nie dogadaliście się. Kompletne nieporozumienie. A poszło o pierdołę. Sama widzisz, on próbował sie pogodzic, ty stwierdzilas że wyjezdzasz, on się wkurzył, ty wyjechalas bo chciałaś byc konsekwentna. Głupia sytuacja. Jak wasze emocje opadną, to musicie szczerze pogadac.
Edit: Napisze Ci jeszcze, że mnie się wydaje, że nie raz dobrze jest miec trochę pokory w sobie. Może niektóre kobiety mnie za to zlinczują. Ale ja teraz wiem, że moje zachowania zaprocentowały. Wiesz, mój mąż nie raz mówił mi, idz stąd, spierd.... itp. w nerwach człowiek mówi różne rzeczy. Ja nigdy nie brałam tych słów do siebie, i sądze, że jakby6m faktycznie wyjechała do siebie do domu, to nasz związek by nie przetrwał. Słuchaj, ludzie tak się właśnie sprawdzają. Czy wyjedziesz czy nie.
Wrzasnąc a powiedziec do żony spierdalaj jest zasadniczą różnicą, tak mi się wydaje.
Nie taka dramatyczna jak dla mnie, jedno i drugie to przemoc werbalna, jedno i drugie pod wpływem nerwów...
Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
Nie wiem, czy jego post mógłby brzmiec właśnie tak. Każdy z nas ma swoje racje, ja nie twierdzę że jestem bez winy. Nie ma sytuacji, nie ma konfliktów gdzie tylko jedna strona jest winna. Natomiast nie chcę tolerowac i akceptowac takiego zachowania. Boli...to spierdalaj bardzo boli. A hasło "spierdoliłaś mi życie"???A mocne ściśniecie moich ramion tak że zostały ślady?
Pierwsze "spierdalaj" moze i troche boli,dziwi..ale kolejne nie beda. Zreszta zalezy jak kto to wypowiada. Ja sie czasem kluce ze swoim i tez mu powiem ze ma spierdalac albo on mi. No i co? Slowo jak kazde inne. Choc wiem ze sa ludzie ktorzy nigdy by tak do siebie nie powiedzieli bo dla nich to nie cenzuralne,przejaw chamstwa itp.. Dla mnie slowo jak slowo. Spadaj,spierdalaj..no spierdalaj moze troche bardziej dosadne,gdyby mi ktos obcy powiedzial - spierdalaj - to sie bym wk... Nie ma co.
No ja nie twierdzę, że on aniołek, a Ty hetera, ale że oboje spowodowaliście tę sytuację i nie jest tak jednak, że on wredny agresor, a Ty niewinna. Moim zdaniem powinnaś z nim na spokojnie pogadać o tym, co Cię zabolało, wysłuchać JEGO, co jego zabolało i starać się potem uszanować wzajemnie w przyszłości.
No ale jeśli uważasz, że "spierdalaj" w nerwach jest warte związku, no to Twój wybór, może masz taką zasadę akurat. Ja raczej uważam, że jak się nie da sobie wzajemnie zrozumienia dla nerwów, to ciężko stworzyć coś długotrwałego.
Nie wiem, czy jego post mógłby brzmiec właśnie tak. Każdy z nas ma swoje racje, ja nie twierdzę że jestem bez winy. Nie ma sytuacji, nie ma konfliktów gdzie tylko jedna strona jest winna. Natomiast nie chcę tolerowac i akceptowac takiego zachowania. Boli...to spierdalaj bardzo boli. A hasło "spierdoliłaś mi życie"???A mocne ściśniecie moich ramion tak że zostały ślady?
Spierdolilas mi zycie-- zapytaj czym. Niektorzy tak po prostu mowia ,zamiast zmarnowalas itp
"Moim zdaniem powinnaś z nim na spokojnie pogadać o tym, co Cię zabolało, wysłuchać JEGO, co jego zabolało i starać się potem uszanować wzajemnie w przyszłości."
Oczywiście, nie wyobrażam sobie żeby nie było rozmowy. Tylko jak? Teraz jestem u rodziców. On od soboty nie dzwoni, chciałabym żeby mnie przeprosił. A co będzie po rozmowie?
On od soboty nie dzwoni, chciałabym żeby mnie przeprosił.
Może to zostaw na "po rozmowie" i sama się do niego odezwij.
Wy kompletnie nie umiecie ze sobą rozmawiać, a wyjazd nie jest rozwiązaniem. Gdyby rozmowa nastąpiła po tym jak mu nie smakował twój obiad to by do niczego nie doszło. Swoją drogą jakbym ja usłyszała, że zrobiłam niesmaczny obiad to bym zapytała dlaczego, nie wszystko wszystkim musi smakować i nie chciałabym mężowi do końca życia serwować niesmacznych obiadów.
Moja rada to wróć do domu, przeproś (tak to ty masz najpierw przeprosić bo ślubowałaś, że nie opuścisz, a sobie pojechałaś) i wyjaśnijcie sobie wszystko na spokojnie, jakie teksty i zachowania was drażnią, irytują, sprawiają, przykrość. I wyjaśnijcie sobie kwestie niesmacznych obiadów.
"Może to zostaw na "po rozmowie" i sama się do niego odezwij."
Ale dlaczego ja? Przecież to on wyrzucił mnie z mieszkania wrzeszcząc żebym właśnie teraz się pakowała w tej chwili. Nie sądzisz, że to do niego należy pierwszy krok?Nie można tak traktowac osoby, którą się kocha? Jesli teraz odpuszczę i zrobie pierwszy krok to za jakiś czas zrobi to samo. Ten typ tak ma.
Klasyka gatunku, że tak powiem.
.....jedyne rozwiązanie jakie widzę to rozmowa, wie jak Ciebie to rani, jak wielka zadrą jest w sercu?..jeśli zostawisz to bez przerobienia tematu będziecie nakręcać się w złych emocjach...problem pozostanie..szczera rozmowa, zobaczysz efekt..
...wiele par po zalegalizowaniu związku popełnia błąd, a mianowicie przestają starać się o dobre relacje, bo przecież już jest moja lub mój,błąd..nie pozwól na oddalenie...Co będzie po rozmowie?..zobaczysz czy chce i czy jest dla niego ważne jak Ty się czujesz w takiej sytuacji...jak ma to gdzieś to niech spier...żart
Najgorsze jest to, że przez pół roku przed ślubem mieszkaliśmy razem i taka sytuacja się nie zdarzyła.
A gotowałaś wtedy obiady? ![]()
...obiad jest tylko pretekstem...
"Może to zostaw na "po rozmowie" i sama się do niego odezwij."
Ale dlaczego ja? Przecież to on wyrzucił mnie z mieszkania wrzeszcząc żebym właśnie teraz się pakowała w tej chwili. Nie sądzisz, że to do niego należy pierwszy krok?
A on by powiedział "A dlaczego JA, skoro to ona sprowokowała całą awanturę swoimi fochami." ;-) I jesteście w martwym punkcie.
No powiem Wam ze jestem zdumiony tym, ze tak swobodnie traktujecie odzywki meza do zony w stylu 'spier....'. Co nastepne jest do przelkniecia? Zwrot 'Ty ku*o'? Co za tlumaczenie, ze w nerwach? Co jeszcze moga nerwy usprawiedliwic? Lomot?
No właśnie obiad jest tylko pretekstem. Nie chcę i nie mogę pozwolic na takie traktowanie. Kłótnie to normalna rzecz w związku, bez nich on nie dojrzewa. Ale szanujmy się wzajemnie. Pewnie, że ślubowałam, on też. Ślubował miłośc...To on mnie wyrzucił, to on złapał mnie za ramiona i przycisnął do okna grożąc że mnie wyrzuci...
No powiem Wam ze jestem zdumiony tym, ze tak swobodnie traktujecie odzywki meza do zony w stylu 'spier....'. Co nastepne jest do przelkniecia? Zwrot 'Ty ku*o'? Co za tlumaczenie, ze w nerwach? Co jeszcze moga nerwy usprawiedliwic? Lomot?
Dziękuję za te słowa. Powiem Ci że odechciało mi się tu pisac. Skoro słowo spierdalaj na tym forum jest normalne i można się do niego przyzwyczaic? Dzięki, ale to chyba nie jest miejsce dla mnie.
To on mnie wyrzucił, to on złapał mnie za ramiona i przycisnął do okna grożąc że mnie wyrzuci...
Po tym jak stwierdziłaś, że odchodzisz. ;-)
Bemar, związałaś się z cholerykiem, nie wymagaj cudów. Cholerycy właśnie wybuchają i potrafią bluzgnąć. Po chwili im przechodzi POD WARUNKIEM, ŻE druga strona nie zaognia sytuacji, bo wtedy znowu się nakręcają. Sama jestem cholerykiem, więc wiem jak to jest. Jeśli tego nie jesteś w stanie zaakceptować, to odejdź jak najszybciej, bo temperament to nie jest coś co można łatwo zmienić. Można najwyżej jakieś elementy STARAĆ SIĘ, próbować zmienić przy wsparciu i zrozumieniu partnera.
"Bemar, związałaś się z cholerykiem, nie wymagaj cudów."
I tu się pomyliłaś mój mąż to typ flegmatyczny, taki dobry człowiek- jak to zwykli o nim mawiac. Tylko, że w piątek pokazał swoją drugą twarz. I to boli najbardziej.
Bemar, ewidentnie taki flegmatyczny nie jest jakby się zdawało, prawda? ;-)
27 2014-08-25 18:22:36 Ostatnio edytowany przez Lalka lalka (2014-08-25 18:23:58)
Nowa odmiana.flegmatyczny choleryk. Takie reakcje maja duzo wspolnego z temperamentem. Fakt. Sama tak mam to wiem.
28 2014-08-25 18:25:09 Ostatnio edytowany przez Marcjano (2014-08-25 18:25:47)
Ja chyba powiedziałem ze dwa razy w trakcie naszego związku spierdalaj i jakoś się nie rozpadł, ani nie leję żony. Dziwne nie? Tak, jestem cholerykiem i potrafię wybuchnąć. I żona nie jest jedyną osobą, która moją wiązankę usłyszała. Choleryk tak ma że najpierw mówi potem myśli.
bemar czy naprawdę uważasz, ze powinno mu wszystko smakować co ugotujesz? Focha zawaliłaś o byle co facet się wkurzył i tyle. Próbował załagodzić sytuację a Ty się wyprowadzasz. Ludzie jesteście na początku wspólnej drogi a problemy sobie stwarzacie z niczego. Zadzwoń do niego powiedz mu na spokojnie co Cię boli wysłuchaj jego i żyjcie sobie długo i szczęsliwie
.
Hahaha, nie no, stara odmiana, mało kto jest wyłącznie jednym typem, takim modelowym cholerykiem czy melancholikiem.
Fakt - Twój mąż jest spokojny, ale do czasu.
Fakt - Twój mąż wybucha i wtedy potrafi być wulgarny.
Fakt - Twój mąż źle reaguje na Twoją ukrytą agresję (fochy).
Pytanie, co z tym zrobisz? ![]()
Dla mnie autorka zachowuje się jak dziecko, które zabrało swoje zabawki i opuściło piaskownicę.
32 2014-08-25 18:32:17 Ostatnio edytowany przez alcybiades (2014-08-25 18:34:47)
"Bemar, związałaś się z cholerykiem, nie wymagaj cudów."
I tu się pomyliłaś mój mąż to typ flegmatyczny, taki dobry człowiek- jak to zwykli o nim mawiac. Tylko, że w piątek pokazał swoją drugą twarz. I to boli najbardziej.
...boli i będzie bolało, bo takie sytuacje powodują spadek nastroju i wszystko co się z tym wiąże, a mianowicie zwątpienie i po pewnym czasie rezygnacja z chęci naprawy relacji...w efekcie życie obok siebie, problem z komunikacją...wyjazd nie jest żadnym rozwiązaniem...oddalicie się...wymagaj szacunku do siebie, ale nic nie ma za darmo...
świetnie- czyli według Was mam do niego zadzwonic, pogadac i przeprosic. A przy następnej okazji usłyszę już Ty kurwo. To nie jest klasyka gatunku?
"...wyjazd nie jest żadnym rozwiązaniem...oddalicie się...wymagaj szacunku do siebie, ale nic nie ma za darmo..."
Co według Ciebie oznacza nic nie ma za darmo?
Hahaha, nie no, stara odmiana, mało kto jest wyłącznie jednym typem, takim modelowym cholerykiem czy melancholikiem.
Fakt - Twój mąż jest spokojny, ale do czasu.
Fakt - Twój mąż wybucha i wtedy potrafi być wulgarny.
Fakt - Twój mąż źle reaguje na Twoją ukrytą agresję (fochy).Pytanie, co z tym zrobisz?
No ale takich przeciwienstw chyba nie ma
flegmatyczny choleryk,troche jedno wyklucza drugie , tak jak np bialy murzyn, optymisto pesymista,skromny snob itp
Moja kumpela miała właśnie takie podejście: jak coś nie pasuje, to ucieczka do rodziców. Rozwaliła małżeństwo tym. Można się pokłócić, można nawyzywać, można milczeć przez tydzień, ale w ramach związku. Gdy ktoś sobie wychodzi poza tę ramę kiedy mu się podoba to jest do dupy.
I jeszcze to żałosne droczenie kto kogo za co ma przeprosić. Wiesz, do momentu gdy wyszłaś z domu, to on Ciebie.Ale teraz to już Ty jego.
Ma rację, że nie dzwoni i się nie kontaktuje. Zeszłaś z boiska więc Cię nie ma w grze.
świetnie- czyli według Was mam do niego zadzwonic, pogadac i przeprosic. A przy następnej okazji usłyszę już Ty kurwo. To nie jest klasyka gatunku?
Nie, w pierwszym rzędzie powinnaś wrócić DO DOMU.
Bemar, usłyszałaś spierdalaj w reakcji na swoją ukrytą agresję (poczytaj o tym), zastanowiłaś się, co by było, gdybyś po prostu przyjęła jego krytykę i powiedziała "ok, na drugi raz spróbuję inaczej"? Moim zdaniem, skoro awantura się de facto zaczęła od Ciebie, to i od siebie powinnaś zacząć zmiany, wtedy będzie większa szansa uniknąć takich sytuacji z przeszłości. Z nim też możecie spróbować wypracować jakieś strategie, żeby nie bluzgał, np. niech wyjdzie i niech wróci jak się uspokoi.
Ale z Twojej strony fochy muszą odejść.
Z Twoich postów bardzo przebija przekonanie, że Ty jesteś mniej winna, bo nie wydarłaś się, nie bluzgnęłaś, nie zrobiłaś mu siniaka zbyt mocnym chwytem, a to nieprawda. Bierna czy ukryta agresja jest równie, jeśli nie bardziej, raniąca niż jawna (krzyki, wyzwiska, ciskanie rzeczami itd), ponieważ trudniej ją rozpoznać i praktycznie nie można sobie z nią radzić konstruktywnie.
A przeprosić, to się oboje powinniście.
Ty przeprosisz jego on ciebie a pogodzicie się w łóżku i będzie dobrze
. Chyba, ze teraz problemem będzie kto ma pierwszy wyciągnąć rękę do zgody no ale jak nie ma problemów to trzeba ich szukać na siłę. Nie jesteś w tej sytuacji bez winy więc spokojnie możesz Ty to zrobić.
"Nie, w pierwszym rzędzie powinnaś wrócić DO DOMU."
Przecież on mnie z niego wyrzucił.
"A przeprosić, to się oboje powinniście."
Oczywiście zgadzam się z Tobą. Tylko widzisz to on wyrzucił mnie z domu.
Wyrzucił Cię czy po prostu nie błagał żebyś została na co liczyłaś chyba ale się przeliczyłaś ?
"Pakuj się już w tej chwili teraz i wyjeżdżaj." To nie jest wyrzucenie z domu?
"...wyjazd nie jest żadnym rozwiązaniem...oddalicie się...wymagaj szacunku do siebie, ale nic nie ma za darmo..."
Co według Ciebie oznacza nic nie ma za darmo?
..praca nad związkiem, szczera rozmowa ...rozwiązywanie problemów wtedy gdy się pojawiają...nie pozostawianie ich na dogodniejszą chwilę...zrób co się da..utwierdź w swojej miłości...Ty też chcesz się czuć kochana i mieć poczucie bezpieczeństwa, a takie sytuacje to zaburzają...
45 2014-08-25 18:49:52 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-08-25 18:53:49)
.... Na moje słowa że nas już nie ma zareagował bardzo agresywnie...mocno ścisnął mnie za ramiona i przycisnął do okna- bałam się ...bardzo...własnego męża....
A wie co to heya na pysku? w samoobronie wszystkie chwyty dozwolone. Tym czynem przegiął. AKCJA=REAKCJA ,choćby i złamanie ręki również uzasadnione
JA bym sobie na taki czyn opisany powyżej w stosunku do swoje osoby nie pozwoliła, jeszcze nie znalazł się taki odważny ,albo nie urodzil .. na tego kogoś korzyść ![]()
To jest ewidentny bark szacunku, również moja obronna reakcja bylaby poniżająca dla kogos
Nie byłabym z takim kims, kto mnie szarpie, ściska mocno ,przyciska do sciany, pierwszy wykazuje fizyczną agresje itd. ..możliwe ze dla tego kogoś bezpieczeństwa i na jego korzyść nawet
Sciany by się trzęsły jakby jakiś laluś mnie chwycił i z agresją ścisnął pod sciane. Armagedon na pożegnanie
Ty przeprosisz jego on ciebie a pogodzicie się w łóżku i będzie dobrze
O nie nie, godzenie się w łóżku to fajne jak ktoś sie o puszczenie bąka pokłóci, a nie jest poważny kryzys. ;-) Poważne kryzysy to wymagają przepracowania.
Oczywiście zgadzam się z Tobą. Tylko widzisz to on wyrzucił mnie z domu.
No z tego co pisałaś, to sama się wyrzuciłaś. ;-)
On tylko stwierdził, że jak chcesz iść, to świetnie - idź. Potem mu przeszło, ochłonął, prosił, żebyś została, ale Ty nie i nie, no to się znowu wkurzył. ^^'
"Pakuj się już w tej chwili teraz i wyjeżdżaj." To nie jest wyrzucenie z domu?
Nie. To jest reakcja na wyolbrzymianie sytuacji która z niczego przybrała absurdalny wymiar. Czy uważasz, że powinien zjeść ten obiad pomimo tego, że mu nie smakował? W imię czego? Żeby Tobie nie było przykro? I przez następne 15 lat gotujesz mu danie którego on nienawidzi ale Ci o tym nie powie bo przecież sprawi Ci przykrość. Powiedział prawdę a Ty odbierasz to jako atak na własną osobę. Zawsze tak reagujesz?
Masz schizofrenię, czy zwyczajnie nie rozumiesz zwrotu ''wyrzucić z domu''?
Przyszedł próbował drobnymi żartami (według niego) oczyścic atmosferę i kierował różne przytyki w moją stronę np. hasło "co może uciekniesz i wyjedziesz do rodziców"? Zatem stwierdziłam, że wyjeżdżam. Na co on wpadł w szał w wykrzyczał mi że "spie...łam mu życie i po co za niego wychodziłam". Zrobiło mi się okrutnie przykro, okrutnie. Na moje słowa że nas już nie ma zareagował bardzo agresywnie...mocno ścisnął mnie za ramiona i przycisnął do okna- bałam się ...bardzo...własnego męża. Rozpłakałam się... przeprosił. Jeszcze w nocy prosił żebym nie wyjeżdżała,
Na dodatek sarkastyczne pytanie męża na temat ucieczki do rodziców sugeruje, że już wcześniej go tym SZANTAŻOWAŁAŚ.
Ten typ tak ma.
Pitagoras, Ty też nakręcasz zamiast prostować mówiąc szczerze.
Uczepiłeś się tego obiadu jak nie wiem co;) Obiad to była reakcja zapalna. Potem były jego słowa że spierdoliłam mu życie, po co za niego wychodziłam, że nie znam życia. Po co to mówił? Dla mnie słowo spierdalaj to nie jest przecinek. Wczoraj kocham Cię a dzisiaj spierdalaj?
O nie nie, godzenie się w łóżku to fajne jak ktoś sie o puszczenie bąka pokłóci, a nie jest poważny kryzys. ;-) Poważne kryzysy to wymagają przepracowania.
Żeby takie kryzysy tylko ich w życiu spotkały a największa kłótnia bo obiad nie smakował to będzie to naprawdę udane małżeństwo
.
Jak dla mnie klocic się można, choćby nawet wulgaryzmy z ust padly pal licho, trudno, lepiej stracis kontrole nad jezorem nic rekoma, ,ale jak dochodzi do szarpaniny, fizycznej agresji, człowiek traci panowanie nad własnym cialem i czynami to już ostra jazda bez trzymanki na jaką nie można przymykać oka
W samoobronie jak dla mnie wszystkie chwyty dozwolone i nie patyczkowalbym sie
Vian napisał/a:O nie nie, godzenie się w łóżku to fajne jak ktoś sie o puszczenie bąka pokłóci, a nie jest poważny kryzys. ;-) Poważne kryzysy to wymagają przepracowania.
Żeby takie kryzysy tylko ich w życiu spotkały a największa kłótnia bo obiad nie smakował to będzie to naprawdę udane małżeństwo
.
No ale to jest typowa sytuacja, jak z małej chmury zrobił się wielki potop. Ja sama miałam takich ze 100.
Uczepiłeś się tego obiadu jak nie wiem co;) Obiad to była reakcja zapalna.
To była Twoja reakcja na co? Na jakieś wcześniejsze problemy duszone na maksa w sobie aż wystarczy iskierka do wybuchu?
Pitagoras, Ty też nakręcasz zamiast prostować mówiąc szczerze.
Bo widzę rzeczy takimi jakie są i nazywam je po imieniu nie bawiąc się w nowomowę typu ''agresja werbalna''.
Dopóki ktoś nie ma rozbitego ryja, to nie ma agresji.
A po tym jak Autorka interpretuje ''wyrzucenie'' z domu, można się domyślać, że i w innych kwestiach ma równie zdrowe podejście.
Ewidentnie widać, że jest to typ wybitnie prowokacyjny i stawiający się w roli biednej ofiary.
Vian napisał/a:Pitagoras, Ty też nakręcasz zamiast prostować mówiąc szczerze.
Bo widzę rzeczy takimi jakie są i nazywam je po imieniu nie bawiąc się w nowomowę typu ''agresja werbalna''.
Dopóki ktoś nie ma rozbitego ryja, to nie ma agresji.
A po tym jak Autorka interpretuje ''wyrzucenie'' z domu, można się domyślać, że i w innych kwestiach ma równie zdrowe podejście.
Ewidentnie widać, że jest to typ wybitnie prowokacyjny i stawiający się w roli biednej ofiary.
...nie każdy takie fajerwerki lubi
57 2014-08-25 19:08:58 Ostatnio edytowany przez Życzliwa (2014-08-25 19:09:46)
"Pakuj się już w tej chwili teraz i wyjeżdżaj." To nie jest wyrzucenie z domu?
Nie, to odpowiedź na twoje "pakuję się , wyjeżdżam bla bla bla".
Teraz oczekujesz,że będzie skamlał pod twoim domem z kwiatami, bo na to właśnie liczysz.
Pomijam już fakt, że wojna z dooopy wzięta, zachowanie obydwu osobników dziecinnie bezsensowne.
Potem prowokacja słowna, odegranie się, twój foch i bach klamoty do starych itd.
To żadne rozwiązanie, to ucieczka od problemu, daliście sobie po przysłowiowym razie, ale któreś w końcu powinno pójść po rozum do głowy i przeprosić, ciebie to również dotyczy, więc działaj, zamiast grać urażoną księżniczkę.
We wszystkich związkach są zgrzyty, a mimo to nikt nie kończy małżeństwa, bo się opr od drugiej polówki dostało.
Dopóki ktoś nie ma rozbitego ryja, to nie ma agresji.
Chyba jesteś mocno osamotniony w tym stwierdzeniu.
59 2014-08-25 19:18:57 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-08-25 19:19:24)
Powód kłótni z dupy wzięty, serio.
Jak nie umiesz gotować, to się naucz, to nie boli, to raz.
Dwa, jak szantażujesz, że wyjdziesz z domu i nie wrócisz, to się nie dziw, że Ci ktoś odpowie ''a to idź''. Bo to typowa reakcja.
Trzy, związek dorosłych ludzi, to nie tylko przytulanie i buziaczki. Czasem są spory, czasem polecą przykre słowa, bywa.
Jedyne, do czego nie miał prawa, to do popchnięcia Cię i szarpnięcia. Nie miał i gdyby mój mąż zrobił coś takiego, to by miał przewalone. I zastanowiłabym się na Twoim miejscu, czy chcesz być z facetem, który robi takie rzeczy. Bo przemocy fizycznej NIC nie usprawiedliwia.
"Jedyne, do czego nie miał prawa, to do popchnięcia Cię i szarpnięcia. Nie miał i gdyby mój mąż zrobił coś takiego, to by miał przewalone. I zastanowiłabym się na Twoim miejscu, czy chcesz być z facetem, który robi takie rzeczy. Bo przemocy fizycznej NIC nie usprawiedliwia."
Zatem co dalej według Ciebie? Jak mam wrocic skoro mało nie oberwałam?
A oberwałaś? Nie.
pitagoras napisał/a:Dopóki ktoś nie ma rozbitego ryja, to nie ma agresji.
Chyba jesteś mocno osamotniony w tym stwierdzeniu.
Co w żaden sposób nie godzi w prawdziwość stwierdzenia
A oberwałaś? Nie.
to poczekam aż następnym razem rzeczywiście oberwę. A wcześniej przeproszę, go że nie jestem przykładną żoną.
64 2014-08-25 19:25:24 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-08-25 19:26:52)
A oberwałaś? Nie.
Czyli ślady na ramionach od ściśnięcia to jest nic dla Ciebie?
Autorko, ja bym zadzwoniła i poprosiła o spotkanie. Pogadała na spokojnie. Przeprosiła za swoje zachowanie, może on też przeprosi?
Powiedz, że się wystraszyłaś, że Cię zabolało, nie wiem. I obserwuj go uważnie po ewentualnym powrocie. Bo jak się to będzie powtarzać, to radzę wiać.
Pitagoras, czyli dla Ciebie agresja słowna nie istnieje?
Osoba wrzeszcząca, bluzgająca jest dla mnie jak najbardziej agresywna w danym momencie. A jak dochodzi do szarpania, to już w ogóle.
Dla mnie autorka zachowuje się jak dziecko, które zabrało swoje zabawki i opuściło piaskownicę.
Ale dobrze, że nie będzie mu więcej gotować... właściwie to czemu kobieta ma gotować? (wiem, czepiam się najmniej istotnego). Ale może chciał mieć żonę na posyłki?