Witam, Dawno juz tu nie zaglądałam, bo niestety ani czasu nie było ani nastroju:( Dalej jestem w trakcie rozwodu- bez orzekania o winie. Jednak odczuwam ciągle, że mój jeszcze mąż mnie zdradza. Zależy mi na nim, chciałabym także spróbowac od nowa, jednak mieszkamy teraz oddzielnie, dzieli nas dużo, niestety. J anie wiem co on robi tam, on z koleii co ja robię tu. Jednak to moje myslenie nie daje mi spokoju, ciągle odnoszę wrażenie, że mnie zdradza, że w jego życiu pojawiła się inna kobieta. Nie mam typowych dowodów zdrady jak smsy, wiadomoścui na fb czy innych profilach,to jest poprostu moja intuicja no i te myślenie, że jednak facet nie zostawia rodziny by odejsc w "pustke", że przewaznie facet odchodzi do innej kobiety. Rozmawialam juz z mezem kilkakrotnie za kazdym razem on sie wypiera, wiem wiem kazdy facet tak robi. Ale bardzo was prosze doradzcie mi jak mam zaspokoic swoje myslenie, jak dowiedziec sie czy jest ktos w jego zyciu, jak przekonac go do szczerej rozmowy. Chce wiedziec na czym stoje bo to da mi obraz czy jest dla nas szansa czy nie.
Nie za bardzo rozumiem. Jesteście w trakcie rozwodu i rozmyślasz, że mąż Cie zdradza? I nadal Ci zależy na nim?
zatrudnij detektywa
generalnie póki nie masz czegoś jednoznacznie wskazującego na zdradę to bądź dobrej myśli. Nie zawsze "faceci odchodzą do innej".
Tak zależy. Chyba decyzja o rozowdzie była podjęta pod wpływem impulsu. Niestety czuje,że popełniłam błąd.
Na detektywa mnie niestety nie stac, konkretnych dowodów nie mam, ale myślenie o jego zdradzie mnie nie opuszcza
No to pogadaj z nim, wszystko jest do odkręcenia.
No to pogadaj z nim, wszystko jest do odkręcenia.
Uwierz,że rozmawiałam, ale mu już "posmakowało" takie zycie bez rodziny. Pytałam również o zdradę to zawsze reagował zlością powtarzając, że nie ma nikogo,bo dobrze mu samemu
Czyli rozumiem, że inicjatywa rozwodu była Twoja, tak?
Czy może wspólnie podjęliście taką decyzję..... .
Czyli rozumiem, że inicjatywa rozwodu była Twoja, tak?
Czy może wspólnie podjęliście taką decyzję..... .
Pozew wniosłam ja. Przechodziliśmy wtedy naprawde spory kryzys i poprostu psychicznie nie dałam rady. Czułam się samotna, nie miałam wsparcia, to mnie "wypompowało". Teraz gdy minęło troche czasu, żaluję swojej decyzji. Niestety jednak bym zaczęła jaka kolwiek walke o nas muszę znac prawdę, czy jest ktoś w jego zyciu, jeżeli tak będę musiała ustąpic.
Rozwiązanie chyba jest proste. Pogubiliście się, nie ważne z jakiego powodu, oddaliliście się od siebie i myślę, że nie chodzi o to żebyś teraz bawiła się w detektywa i próbowała obarczać męża winą za rozpad małżeństwa z powodu zdrady, której prawdopodobnie nie było. Powinnaś sie raczej zastanowić czy mimo wszystko chcesz zawalczyć o was, zapomnieć to co złe i odbudować małżeństwo. Moim zdaniem na tym teraz powinnaś się skupić, a nie na wynajdywaniu kochanek. Bądź ze sobą szczera, ale chcesz zacząć od nowa, albo nie.
Rozwiązanie chyba jest proste. Pogubiliście się, nie ważne z jakiego powodu, oddaliliście się od siebie i myślę, że nie chodzi o to żebyś teraz bawiła się w detektywa i próbowała obarczać męża winą za rozpad małżeństwa z powodu zdrady, której prawdopodobnie nie było. Powinnaś sie raczej zastanowić czy mimo wszystko chcesz zawalczyć o was, zapomnieć to co złe i odbudować małżeństwo. Moim zdaniem na tym teraz powinnaś się skupić, a nie na wynajdywaniu kochanek. Bądź ze sobą szczera, ale chcesz zacząć od nowa, albo nie.
Chce zacząc od nowa, bardzo chce, ale bede wiedziala czy to ma sens tylko wtedy gdy bede miec pewnosc ze nikogo nie ma. Nie chodzi mi o obarczenie meza wina, bo w tymm przypadku wina lezy po obu stronach, chce wiedziec bo jezeli kogos ma to wiem ze dla nas nie ma szans.Wtedy czy mi sie to podoba czy niue ale musze odpuscic
slodkakuleczka
dlaczego złożyłaś pozew? I w jakich okolicznościach się wyprowadził? Jaki masz z nim kontakt, chciałby wrócić?
Piszesz tak enigmatycznie, że ciężko jest doradzić.
Skoro pytałaś i powiedział ci że nie ma nikogo, to chyba jeśli masz zamiar odbudowywać coś, to dobrym początkiem byłoby może zaufać?
Skoro pytałaś i powiedział ci że nie ma nikogo, to chyba jeśli masz zamiar odbudowywać coś, to dobrym początkiem byłoby może zaufać?
Tak luźna dygresja tylko, może zupełnie nie dotycząca sytuacji autorki wątku ale ... to, że ktoś odpowiedział przecząco nic nie znaczy. Zdrajcy potrafią kłamać w żywe oczy tak jak to określiła moja koleżanka: złapiesz go za rękę ... to będzie się wypierał, że to nie jego ręka.
Natomiast sama autorka za mało informacji podała, żeby coś sensownego doradzić.
Mi natomiast jedna rzecz rzuciła się w oczy: tylko autorka chce walczyć o swoje małżeństwo?
Nie da się kochać i starać za dwoje
To jest droga donikąd lub też raczej prosta droga w dół ![]()
To ona wniosła pozew o rozwód, po kryzysie, który jak sama przyznała, był z obopólnej winy. Jeśli będzie się teraz roztkliwiać nad tym czy ma kogoś czy nie bez konkretnych dowodów, to do niczego nie dojdzie. A z tego co pisze, ona chce pojednania, więc zamiast sie zastanawiać, musi zacząć działać, zanim faktycznie znajdzie sobie kogoś.
Oczywiście prawda jest, że faceci kłamią, ale nie tylko oni, kobiety również. Póki co zamiast myśleć jak najgorzej, warto pomyśleć pozytywnie, bo może niepotrzebnie jest facet oskarżany.
On mieszka za granicą, ja zostałam w Polsce. Wiem, że nie zdradzał mnie napewno do momentu kryzysu i złożenia pozwu o rozwód. Nie wiem jak jest teraz, intuicja ciagle mi powtarza, że jest ktos w jego zyciu. Nie mam konkretnych dowodow tego czy ma inna. PO czesci sa to moje domysly a po czesci jego dziwne zachowanie, np to ze bardzo denerwuje sie gdy zapytam go czy ma kogos.Hasel do jego portali nie znam(zmienil duzo duzo wczesniej, jeszcze przed moimi podejrzeniami).
Zalezy mi na nim bardzo, zalezy mi na tym by ratowac nasza rodzine, ale dopoki nie poznam prawdy nie wiem czy nie bedzie to przyslowiowa walka z wiatrakami.
Jak jest miedzy nami- roznie, byl okres,(ten poczatkowy po zlozeniu pozwu)ze gadalismy bardzo malo, byly klotnie. Byl okres ze dzwonil codziennie, nawet tlumaczyl sie z tego co robi, gadalismy milo, teraz jest tak bezplciowo on zapyta ja odpowiem albo na odwrot.
Rozmawialm z nim wczoraj, rozmawialam z nim dzis on twardo sie wypiera zdrady, mowi ze nikogo nie ma, ale jak zapytam wprost czy mu zalezy na mnie to nie chce dac mi odpowiedzi:( nie wiem co myslec i czy to ma jakis sens.
Mam podejrzenia co do jednej kobiety, nawet zastanawialam sie czy do niej nie napisac,normalnie bez wyrzutow, zapytac, Jednak troszke sie krepuje by nie wyjsc na idiotke w oczach tej kobiety. By nie osmieszyc sie w oczach meza.
No to jesli nie zdradzał cię podczas waszego związku, to chyba teraz kiedy ty wniosłaś pozew o rozwód i ktoś pojawiłby się od tego momentu to chyba nie powinnaś miec pretensji. Wysyłając papiery rozwodowe, facet dostał jasny sygnał-to koniec, więc być koże kobieta, która kręciła się obok, nagle dostała zielone światło. Jak dla mnie ty chyba nie wiesz czego chcesz. Upierasz się przy jakiś zdradach zamiast zakasać rękawy i ratować WAS, póki jest jeszcze czas.
No to jesli nie zdradzał cię podczas waszego związku, to chyba teraz kiedy ty wniosłaś pozew o rozwód i ktoś pojawiłby się od tego momentu to chyba nie powinnaś miec pretensji. Wysyłając papiery rozwodowe, facet dostał jasny sygnał-to koniec, więc być koże kobieta, która kręciła się obok, nagle dostała zielone światło. Jak dla mnie ty chyba nie wiesz czego chcesz. Upierasz się przy jakiś zdradach zamiast zakasać rękawy i ratować WAS, póki jest jeszcze czas.
Wiem czego chce. Doskonale wiem. Tylko jak mam ratowac zwiazek, gdy jet we mnie poczucie ze jest ta druga kobieta. Jestem w stanie poswiecic duzo, bardzo duzo ale musze wiedziec jaka jest prawda. Moze rzeczywiscie wyobraznia moja jest zbytnio wyolbrzymiona, ale czy jakby nie mial nikogo to reagowal by tak nerwowo na moje zapytania?
No wybacz, ale jak ma reagować, skoro jesteście w trakcie rozwodu, który ty zapoczątkowałaś? Ma prawo miec żal, i pewnie dlatego odnosi się chłodno, gdy pytasz o kochankę.
Skoro juz sama doszłaś do tego, że wyolbrzymiasz (ja równiez tak sądzę), to naprawdę przestań tracić czas na wiercenie mu dziury w brzuchu, ciągle pytając. To nic ci nie da, on bedzie przy swoi, ty przy swoim i przez takie twoje zachowani tylko go do siebie zniechęcasz
No wybacz, ale jak ma reagować, skoro jesteście w trakcie rozwodu, który ty zapoczątkowałaś? Ma prawo miec żal, i pewnie dlatego odnosi się chłodno, gdy pytasz o kochankę.
Skoro juz sama doszłaś do tego, że wyolbrzymiasz (ja równiez tak sądzę), to naprawdę przestań tracić czas na wiercenie mu dziury w brzuchu, ciągle pytając. To nic ci nie da, on bedzie przy swoi, ty przy swoim i przez takie twoje zachowani tylko go do siebie zniechęcasz
A nie sądzisz ze facet nigdy sie nie przyzna do zdrady tym bardzije przed rozwodem? Wiem, że raczej takim dopytywaniem duzo nie zdzialam, ale jak mam walczyc nie wiedzac na czym stoje?
Nie wiesz i nie dowiesz się w 100%. Ale tak wogóle czy ty chcesz budować związek, jesli nie masz do faceta za grosz zaufania. On ci powtarza że nie, ty że tak. To jakieś błędne koło jest. Zaufa i walcz, albo daj sobie spokój i odpuść, skoro masz tak duże wątpliwości.
Mam wątpliwości bo przestałam mu ufac przez jego mniejsze czy większe klamstewka, abyło ich trochę. Wiem, że wcześniej mnie napewno nie zdradził. Teraz jednak sytuacja z ta kobietą nie daje mi spokoju. On sie tłumaczy, że to tylko koleżanka, że nawet się nie widzieli(bo to dziewczyna jego kolegi z pracy) dziwi mnie tylko to ze skoro sie nie widzieli to po co pisza ze soba i dzwonia do siebie(przyznmal sie do tego).
Chyba potrzebujesz dystansu do tej sprawy. Zrobiłas jeden poważny bład z pozwem i dałaś mezowi (byłemu?) wolną rękę. Teraz nie masz wpływu na to co robi mąż i nie możesz mieć o to do niego pretensji. Życie uczy, że jesli nie mamy na coś wpływu, to lepiej sie tym nie przejmować. Stanie się to co ma się stać. Jesli w małżeństwie było ciezko, to też nie ma co się śpieszyć z ratowaniem go. Z zachowania męża wynika, że jemu nie pali sie do naprawiania i budowania tego od nowa.
Jak dla mnie duzo tu zrobi czas, a Ty niepotrzebnie się zadręczasz. Może ułozy się lepiej niz było, przeciez najważniekszy jest spokój ducha, którego Tobie i w małżeństwie i teraz podczas rozwodu brakuje.
Chyba potrzebujesz dystansu do tej sprawy. Zrobiłas jeden poważny bład z pozwem i dałaś mezowi (byłemu?) wolną rękę. Teraz nie masz wpływu na to co robi mąż i nie możesz mieć o to do niego pretensji. Życie uczy, że jesli nie mamy na coś wpływu, to lepiej sie tym nie przejmować. Stanie się to co ma się stać. Jesli w małżeństwie było ciezko, to też nie ma co się śpieszyć z ratowaniem go. Z zachowania męża wynika, że jemu nie pali sie do naprawiania i budowania tego od nowa.
Jak dla mnie duzo tu zrobi czas, a Ty niepotrzebnie się zadręczasz. Może ułozy się lepiej niz było, przeciez najważniekszy jest spokój ducha, którego Tobie i w małżeństwie i teraz podczas rozwodu brakuje.
Tak przyznaje potrzebuję dystansu do całej tej sprawy i błedem było to, że złozyłam pozew(jeszcze jestesmy malzenstwem). Hmm to fakt na dzien dzisiejszy nie pali mu sie do odbudowania tego wszystkiego, jest oschly, powiedzial nawet, że moglam wczesniej pomyslec co robię. Ciezko mi jest z tą sytuacją gdyż nie umiem nie myslec o tym wszytskim, staram sie czyms zając, ale to nie pomaga. Nie wiem czemu, ale jakoś nie potrafie uwierzyc w to, że ludzie nawet po rozowdzie do siebie wracaja, a tym bardziej jak ktorez z bylych malzonkow kogos ma. (faceci raczej rzadko odchodza od kochanek do bylej zony, a jeszcze rzadziej zaluja rozowdu-takie moje zdanie).
A co wy myslicie? Czy jeżeli dojdzie jednak do tego rozowdu(czego nie chce, ale maz oprocz chlodnego podejscia nic innego nie okazuje) to czy sa szanse na pojednanie sie pozniej? Ja w swoim gronie rodziny i znajomych nie znam takiego przykladu, dlatego watpie, ale moze wy podzielicie sie swoimi spostrzezeniami.
słodkakuleczka
przepraszam, ale ja nie rozumiem dlaczego złożyłaś pozew? Zachowałaś się bardzo niedojrzale, robiąc coś do czego nie byłaś przekonana. Świat jest przyczynowo-skutkowy, jeśli robisz coś to wywoła to reakcję zwrotną. Mąż czuję się wolny i jeśli nawet ma kogoś to jest to już na legalu. Wątpię czy będzie chciał wracać, zresztą sama widzisz, że mu jakoś nie zależy.
slodkakuleczko,
wg mnie wygląda to tak:
1. tak, facet nie zostawia rodziny by "odejść w pustkę"
2. to, że mąż się wypiera o niczym nie świadczy. Mój mąż mnie wręcz zapewniał, że brzydzi się zdradą. Po czym dokładnie to zrobił.
3. nie powinnaś uzależniać Waszej przyszłości od tego czy kogoś ma czy nie. Może kogoś mieć i chcieć odbudować małżeństwo, a może być sam i wcale nie chcieć powrotu. To nie o to chodzi.
4. jak patrzę z perspektywy czasu na swoje małżeństwo widzę, że mój mąż chyba czasem prowokował kłótnie o drobiazgi, bo tak było mu wygodnie. Ja się zadręczałam, a zdrada która kryła się w tle nie miała szans wyjść na pierwszy plan
5. moja prawniczka powiedziała mi kiedyś, że jeśli chcę ratować swoje małżeństwo to czasem lepiej o zdradzie nie wiedzieć. Kontrowersyjne, ale mówiła to dojrzała i mądra życiowo kobieta, myślę że warto się zastanowić nawet jeśli z tym nie zgadzasz
6. moim zdaniem nigdy sobie nie wybaczysz i będziesz zawsze wracała do przeszłości jeśli teraz nie powiesz mężowi co Ci leży na sercu. Powinnaś mu powiedzieć, że chcesz, żeby wiedział, że Ci zależy i jesteś gotowa ratować ten związek. Jeżeli odmówi... przestaniesz się zadręczać i będziesz spała spokojniej. Bardzo boli usłyszeć gorzką prawdę, ale boli krócej niż zadręczanie się miesiącami i latami co by było gdyby...
Powodzenia!
słodkakuleczka
przepraszam, ale ja nie rozumiem dlaczego złożyłaś pozew? Zachowałaś się bardzo niedojrzale, robiąc coś do czego nie byłaś przekonana. Świat jest przyczynowo-skutkowy, jeśli robisz coś to wywoła to reakcję zwrotną. Mąż czuję się wolny i jeśli nawet ma kogoś to jest to już na legalu. Wątpię czy będzie chciał wracać, zresztą sama widzisz, że mu jakoś nie zależy.
Złozyłam pozew bo maz nie dbał o rodzinę, w tym związku nie było "my" był 'on" i wszytsko dla niego. Każdy kryzys jaki przechodzilismy jego zdaniem był tylko i wyłaczie z mojej winy, a ja zawsze byłam zdania, że wina leży po obu stronach.
Wiem decyzje podjełam zbyt pochopnie, mogłam wstrzymac sie z rozowdem ale ta sytuacja nie trwała miesiac czy dwa, ona trwała od ponad roku. Proponowałam terapie,psychologa, ale on stwierził, że z jego głową wszystko wporządku i taka terapia mu niepotrzebna. Czuje, ze mu nie zalezy, ba nawet odczuwam, że nigdy mnie nie kochał, bo jakos nie wierze, że prawdziwa milosc umiera tak z dnia na dzien. Na dzien dzisiejszy mu nie zalezy, ale dlaczego watpisz czy wogole bedzie chcial wrocic. Teraz jest w nas duzo emocji, on ma pretensje ze mu nie wierze, ze oskarzam o zdrade. Ale jak mam tego nie robic skoro sam daje moi ku temu powody.?
slodkakuleczko,
wg mnie wygląda to tak:
1. tak, facet nie zostawia rodziny by "odejść w pustkę"
2. to, że mąż się wypiera o niczym nie świadczy. Mój mąż mnie wręcz zapewniał, że brzydzi się zdradą. Po czym dokładnie to zrobił.
3. nie powinnaś uzależniać Waszej przyszłości od tego czy kogoś ma czy nie. Może kogoś mieć i chcieć odbudować małżeństwo, a może być sam i wcale nie chcieć powrotu. To nie o to chodzi.
4. jak patrzę z perspektywy czasu na swoje małżeństwo widzę, że mój mąż chyba czasem prowokował kłótnie o drobiazgi, bo tak było mu wygodnie. Ja się zadręczałam, a zdrada która kryła się w tle nie miała szans wyjść na pierwszy plan
5. moja prawniczka powiedziała mi kiedyś, że jeśli chcę ratować swoje małżeństwo to czasem lepiej o zdradzie nie wiedzieć. Kontrowersyjne, ale mówiła to dojrzała i mądra życiowo kobieta, myślę że warto się zastanowić nawet jeśli z tym nie zgadzasz
6. moim zdaniem nigdy sobie nie wybaczysz i będziesz zawsze wracała do przeszłości jeśli teraz nie powiesz mężowi co Ci leży na sercu. Powinnaś mu powiedzieć, że chcesz, żeby wiedział, że Ci zależy i jesteś gotowa ratować ten związek. Jeżeli odmówi... przestaniesz się zadręczać i będziesz spała spokojniej. Bardzo boli usłyszeć gorzką prawdę, ale boli krócej niż zadręczanie się miesiącami i latami co by było gdyby...
Powodzenia!
Wiesz nie potrfiła bym chyba zyc z ta niewiedza czy zdradzil czy nie. Dla mnie nawet najgorsza prawda jest lepsza niz slodkie klamstwa. Mowilam nie raz mezowi, ze mi zalezy, ze zaluje swojej decyzji, ze chcialabym wszysko naprawic, ale jego odp jest zawsze krotka i chlodna "bylo pomyslec wczesniej". Boli bardzo....,
OK, podjełaś taką decyzję to bądź konsekwentna.
Jak odpuścisz to on to wykorzysta.
Masz być twarda jak głaz.
Wtedy zobaczysz czy Ciebie kocha, czy mu zależy na rodzinie.
OK, podjełaś taką decyzję to bądź konsekwentna.
Jak odpuścisz to on to wykorzysta.
Masz być twarda jak głaz.
Wtedy zobaczysz czy Ciebie kocha, czy mu zależy na rodzinie.
Pytam Ciebie jako faceta? To na was działa. to znaczy daje wam do myslenia gdy kobieta staje sie "twarda jak głaz"? Do tej pory tego nigdy nie robilam, nie umialam, mimio, ze nie raz obiecałam sobie,ze bede silniejsza,bardziej oschla. Jednak moja zazdrosc(ktorej wczesniej nigdy nie okazywalam) stala sie silniejsza, tak jak i podejrzenie o kochanke. Moze takim czyms zniechecam go do siebie?
Słodkakuleczko,
Ja Ci powiem, że na 100% kogoś ma. Mój też mi mówił, że teraz to niby za późno, że mogłam o tym pomyśleć wcześniej bla bla bla. Jak ktoś chce to nigdy nie jest za późno.
Nie wiem czy Lexpar jako facet to potwierdzi, ale na nich działa kobieta twarda jak głaz wtedy kiedy im zależy. Jeśli nie zależy to chyba żaden głaz nie pomoże...?
Ja na przykład prosiłam, byłam miła i uśmiechnięta, jak nie zadziałało to stałam się zimna, ograniczyłam kontakty itp - zgodnie z przepisem uzyskanym na forum
- ale to też spłynęło po nim jak po kaczce ![]()
Słodkakuleczko,
Ja Ci powiem, że na 100% kogoś ma. Mój też mi mówił, że teraz to niby za późno, że mogłam o tym pomyśleć wcześniej bla bla bla. Jak ktoś chce to nigdy nie jest za późno.
Nie wiem czy Lexpar jako facet to potwierdzi, ale na nich działa kobieta twarda jak głaz wtedy kiedy im zależy. Jeśli nie zależy to chyba żaden głaz nie pomoże...?
Ja na przykład prosiłam, byłam miła i uśmiechnięta, jak nie zadziałało to stałam się zimna, ograniczyłam kontakty itp - zgodnie z przepisem uzyskanym na forum
- ale to też spłynęło po nim jak po kaczce
Nie probowalam jeszcze tej metody-by byc obojetna i zmina jak glaz kobieta. Na dzien dzisiejszy za wszelka cene chce poznac prawy dowiedziec sie czy ta zdrada byla, dostac jego potwierdzenie. Wiem wiem kazdy facet sie wypiera, ze ma kogos na boku tym bardziej przed rozowdem, ale co mu szkodzi powiedziec, ja bym nie robila sobie nadziei na szanse dla nas, przecierpiala bym i wyplakala swoje, ale moz ebol by kiedys minal, a on jezeli kocha inna niech idzie wolno, ja problemow nie zrobie mimio zranionego serca.
chociaz gdzes w glebi duszy mam nikla nadzieje, ze tej zdrady jednak nie bylo
slodkakuleczko, zycze Ci tego z calego serca...
pytasz "co mu szkodzi powiedzieć"...
zrozum, dla niego Twoje uczucia mogą być teraz na ostatnim miejscu, może wogóle nie zastanawiać się jak cierpisz
a zdrada w sądzie może baaardzo "zaszkodzić"
kuleczko, a czego Ty tak naprawdę chcesz? Chcesz tylko poznać prawdę czy chcesz żeby wrócił, czy chcesz szczerej rozmowy? czego?
slodkakuleczko, zycze Ci tego z calego serca...
pytasz "co mu szkodzi powiedzieć"...
zrozum, dla niego Twoje uczucia mogą być teraz na ostatnim miejscu, może wogóle nie zastanawiać się jak cierpisz
a zdrada w sądzie może baaardzo "zaszkodzić"kuleczko, a czego Ty tak naprawdę chcesz? Chcesz tylko poznać prawdę czy chcesz żeby wrócił, czy chcesz szczerej rozmowy? czego?
Chce by wrocil, bardzo tego chce, ale wiem takze ze warunkiem by nam sie udalo jest poznanie prawdy, dlatego tak pytam. Bo wiem,ze nie wyjasnione sytuacje bardzo niszcza. W zadnym wypadku nie chce mu zaszkodzic, nawet jak zdradza, jak planuje cos z inna kobieta to wolalabym by powiedzial, wiem, że w takim wypadku jestem an przegranej pozycji i chcac nie chcac musialabym odpuscic, ale napewno nie zaszkodzialbym mu w sadzie.
Ja na miejscu Twojego męża bym wcale się do CIebie nie odzywała. Jeżeli jemu nie ufałaś że Cię nie zdradza to wgl wasz ślub nie miał sensu. Bycie z kimś to zaufanie sobie na wzajem a nie ciągłe wyimaginowane zdrady za które oskarża się drugą osobę. Dowodów nie masz że cię zdradzał,wiec powinnaś wierzyć. A teraz jak sprawa rozwodowa już o krok to nie dziw się że może sobie znaleźć inną. Dostałam sygnał że nie chcesz z nim być to ma prawo być z kimś innym. Powinnaś się już raczej pogodzić z tym że to już było i nie wroci. życie to nie komedia romantyczna.niestety.
Ufałam mu przed ślubem i ufałam mu po ślubie. Zaufanie mineło z chwilą w której zaczął kłamac na każdym kroku i mimio, że te łamstwa wychodziły po czasie bądź były na to twarde dowody,z eto co powiedział czy zrobił to kłamstwo on dalej sie wypierał.
Wiem, że zycie to nie komedia romatyczna, ale jestesmy tylko ludźmi i niestety ale popelniamy błędne decyzje, Czasu nie cofnę, ale mogę jeszcze zawalczyc o to by znowu się ułozyło,ale zarowno ja jak i on wiemy, że stanie sie tak jak On bedzie szzcery.