Dziewczyny, nie wiem od czego mam zacząć. Poznałam faceta 4 miesiące temu, ma 32 lata- znajomość na odległość, widywaliśmy się jakieś 4 razy w miesiącu, czas spędzany był intensywnie. Kolacje z jego znajomymi, wypady do kina, do niego do domu, kręgle, było bardzo fajnie, potem wszedł w grę seks itp. Wszystko było ok, 4 dni temu wysłał mi smsa, zwyczajnego, tak jak zawsze i teraz cisza. Próbowałam do niego napisać raz, drugi, trzeci, ale wszystkie moje smsy pozostają bez odpowiedzi. Nie wiem co się stało tak nagle, że ma mnie totalnie gdzieś.Tak czuję się właśnie.. Ani nie jestem kobietą bluszczem, mam swoje hobby, zainteresowania. Nie mam zielonego pojęcia jak mam to interpretować. Szczerze myślę, że on mnie olał ot tak i się nie odezwie już. Chciałabym mu wykrzyczeć wszystko co o nim myślę, że jest totalnym ignorantem, nie wiem..napisać mu meila, bo nawet jeśli coś się wydarzyło, chciałby tą znajomość skończyć to należy to zrobić w kulturalny normalny sposób a nie jak ostatni cham. Nie zamierzam mu nic już pisać bo napisałam swoje 3 smsy i dalej bez odzewu.
Szczerze mówiąc, to traktowałam to trochę z przymrużeniem oka, bo to na odległość itp., ale prawie każda kobieta po seksie się "wkręci" no i jest mi bardzo przykro.
Ostatni facet również postąpił podobnie, bez żadnego słowa zakończył znajomość- wyszło, że wrócił do byłej.
Nie wiem co mam myśleć o nim, myślałam że jest normalny, bo tak było i tak się zachowywał. Czuję się fatalnie, tak jakby ktoś mnie potraktował z buta.. jestem przed 30 i tracę już jakiekolwiek chęci oraz nadzieję, że są jacyś normalni faceci...
Dziewczyny, nie wiem od czego mam zacząć. Poznałam faceta 4 miesiące temu, ma 32 lata- znajomość na odległość, widywaliśmy się jakieś 4 razy w miesiącu, czas spędzany był intensywnie. Kolacje z jego znajomymi, wypady do kina, do niego do domu, kręgle, było bardzo fajnie, potem wszedł w grę seks itp. Wszystko było ok, 4 dni temu wysłał mi smsa, zwyczajnego, tak jak zawsze i teraz cisza. Próbowałam do niego napisać raz, drugi, trzeci, ale wszystkie moje smsy pozostają bez odpowiedzi. Nie wiem co się stało tak nagle, że ma mnie totalnie gdzieś.Tak czuję się właśnie.. Ani nie jestem kobietą bluszczem, mam swoje hobby, zainteresowania. Nie mam zielonego pojęcia jak mam to interpretować. Szczerze myślę, że on mnie olał ot tak i się nie odezwie już. Chciałabym mu wykrzyczeć wszystko co o nim myślę, że jest totalnym ignorantem, nie wiem..napisać mu meila, bo nawet jeśli coś się wydarzyło, chciałby tą znajomość skończyć to należy to zrobić w kulturalny normalny sposób a nie jak ostatni cham. Nie zamierzam mu nic już pisać bo napisałam swoje 3 smsy i dalej bez odzewu.
Szczerze mówiąc, to traktowałam to trochę z przymrużeniem oka, bo to na odległość itp., ale prawie każda kobieta po seksie się "wkręci" no i jest mi bardzo przykro.
Ostatni facet również postąpił podobnie, bez żadnego słowa zakończył znajomość- wyszło, że wrócił do byłej.
Nie wiem co mam myśleć o nim, myślałam że jest normalny, bo tak było i tak się zachowywał. Czuję się fatalnie, tak jakby ktoś mnie potraktował z buta.. jestem przed 30 i tracę już jakiekolwiek chęci oraz nadzieję, że są jacyś normalni faceci...
Szczerze? Facet któremu zalezy tak nie postępuje.
Olał cię. Sex dla sexu.
Zapomnij. i się nie wkrecaj po czyms takim.
To bardzo przykre taka ignorancja na najwyższym poziomie.
Nic się nie zapowiadalo, ze tak nagle postapi.
Jak wiesz, że po seksie sie wkręcasz to po co to zrobiłaś? Traktując to i tak na luzie, bo odległość?
A jaka kobieta się nie wkręca? takie już zazwyczaj jesteśmy, że się wkręcamy bo taka nasza natura. Ale to już nie chodzi o tej seks. Zreszta to nie był jeden seks przygodowy. Robilismy mnóstwo innych rzeczy, rowery, podroze itp itd. I on się zawsze odzywal, napisał 5 dni temu smsa i od tego momentu już koniec.. a na moje nie odpowiada;/
DLa mnie ignorancja jest najgorsza forma zakończenia znajomosci
Aronia85
A ja rozumiem, że jest Ci przykro.
Pomimo tego, ze to facet zachował się jak idiota to jednak takie kończenie znajomości boli .
Też bym się czuła odrzucona i zraniona.
Jak się dziś trzymasz?
A to ma do końca życia seksu nie uprawiać, żeby się nie wkręcić? Czy czekać ze dwa lata?
Facet postąpił jak frajer. Olej go...
nie pisz już więcej, to nie ma sensu, zachował się jak dzieciak- nawet nie odpisał.
No chyba że coś się mu stało że nie odpisuje - ale to raczej mało prawdopodobne.
10 2014-06-23 14:06:30 Ostatnio edytowany przez aronia85 (2014-06-23 14:07:49)
Jak się czuję? No cóż... nie płaczę po kątach, nie rozpaczam aż tak, ale zwątpiłam już całkowicie. A na dodatek czuję się taka bezsilna.. Nie jestem tym faktem zachwycona..ciągle łudzę się, że może jeszcze napisze.. chociaż chyba podświadomie wiem, że to nie nastąpi. Ja już nie wiem czy to ze mną coś nie tak czy co.. ani go nie osaczyłam ani nic innego.
Czy tak trudno napisać "przykro mi, ale nie zobaczymy się więcej"?! Myślałam, że na takie coś zasługuję. Nie wiem sama...może gdybyśmy byli nastolatkami to takie zachowanie nie zdziwiłoby mnie, ale teraz??? Nie wiem dlaczego boi się cokolwiek napisać, jest to totalna ignorancja na najwyższym poziomie. Jak można kilka dni temu pisać, że nie może się doczekać spotkania ze mną a teraz olać i potraktować jak powietrze???? Czuję sie jakbym dostała po twarzy..
A najgorsze to jest to,że chciałabym mu napisać w smsie wszystko to co czuję teraz, jak się czuję, że zachował się jak ostatni najgorszy.... ale z drugiej strony nie chcę wysyłać mu już żadnych sms żeby już się nie ośmieszyć..
Dziewczyno nie stresuj się tak. Skoro nie byłaś jego dziewczyną to chyba nie musi się meldować codziennie. Inna sprawa, że kultura nakazuje odpisać na wiadomość czy odebrać telefon. Kwestia co mu w tych smsach napisałaś ? Bo jak teksty typu "Tęsknię" to się wcale nie dziwie, że się nie odzywa.
NO coz.. facet tydzień temu się odezwal. Przepraszal, ze się nie odzywal itp. Napisal również, ze czuje ze ja w tym związku jestem bardziej zaangazowana niż on ( Ameryki nie odkryl, kazda kobieta po seksie się wkręci chociaż troche..). Napisal jeszcze, ze mnie uwielbia itp., wcale nie jest zadnym graczem, ale to wszystko to jest problem, poniewaz mieszkamy w roznych państwach i jak ja sobie wyobrażam taki związek.. Na dodatek on nie może za każdym razem kiedy ja jestem na jeden dzień czy 2 u niego w kraju zwalniac się z pracy i przyjezdzac do mnie, tak jak to robil przez ostatnie miesiące bo to nie jest na dluzsza mete. I w sumie tyle. Moja babcia powiedziała mi, ze coz.. miał racje i go poparla. Ja w sumie mimo ze nie chce, to również uważam, ze w sumie na przekor tych wszystkich haseł, ze "milosc kazde granice zniesie" to ma racje i chyba postapil wlasciwie.
W związku trzeba mieć osobe dla siebie tutaj, żeby nas wspierala i po to żeby spedzac z nia kazde chwile a nie zasypiać z telefonem komórkowym w reku czy na skypie.A taki związek na odleglosc kiedy się widuje driga osobe przez kilka godzin raz na 2 tygodnie to jest taka jakby iluzja..
Odpisalam mu na sms, ale co mnie najbardziej boli.. nie odpisal nic i już nic nie pisze.
On uznał, że nie ma wobec Ciebie żadnych zobowiązań. Dlatego nawet nie zadzwonił, tylko wysłał sms "wyjaśniający" sytuację. Może nawet nie wiedział, że w jakikolwiek sposób zależy Ci na pogłębieniu tej relacji, zwłaszcza jeśli powiedziałaś, że traktujesz to z przymrużeniem oka. I był zdziwiony dostając te smsy od Ciebie.
Hmm.. no ale nie jest to zupełnie możliwe dlatego, ze sam jak siedzieliśmy w knajpie bral mnie za reke, sam calowal w usta, w czolo, glaskal to tu to tam. Sam to robil z siebie. Nigdy mu nie powiedziałam wprost, ze traktuje to na zasadzie czegos lajtowego. Może pierwsze 2 , 3 spotkania takie były, ale potem to człowiek się wkreca..nigdy bynajmniej nie dalam mu tego odczuc, a i on zawsze był na czas, zawsze zaplanowane miał wszystko, kino, kręgle, kolacje u jego znajomych, spanie u niego, spanie u mnie. Rozmawialismy wprost o tym, ze ja nie chce relacji fuckin friends, albo friends with benefits i jeśli takiej szuka/ chce to może od razu pojsc sobie gdzie indziej. Zawsze mowil, ze traktuje mnie poważnie...
Przestań powtarzać, że "każda kobieta się wkręca po seksie, bo tak mamy", bo to głupota jest.
Teo, ale skoro to prawda. Ok- może sa jakies wyjątki (ja takich nie znam) lecz kobiety do takich rzeczy podchodzą w większości emocjonalnie. Zupelnie inaczej niż mezczyzni.
Może po jednym szybkim numerku z jakims gościem od razu się nie wkrecisz...ale po kilkunastu to stawiam za pewnik, ze tak.
Teo, ale skoro to prawda. Ok- może sa jakies wyjątki (ja takich nie znam) lecz kobiety do takich rzeczy podchodzą w większości emocjonalnie. Zupelnie inaczej niż mezczyzni.
Może po jednym szybkim numerku z jakims gościem od razu się nie wkrecisz...ale po kilkunastu to stawiam za pewnik, ze tak.
No, ale dalej Ci powtarzam, że nie wszystkie i nie są to wyjątki. Owszem, większa część sobie najpierw wyobraża, potem lezie do łóżka, a potem płacz, ale te ogarnięte, które słuchają faceta wiedzą, czy to coś więcej, czy tylko seks.
W Twoim przypadku faktycznie sprawa nie była jasna i Twoje rozterki są jak najbardziej uzasadnione.
ja jestem w bardzo podobnej sytuacji
:(:(
masakra:(
napisal do mnie nie pisz nie dzwon bo mam teleofn na podsluchy odezwe sie ![]()
Dziewczyny, nie wiem od czego mam zacząć. Poznałam faceta 4 miesiące temu, ma 32 lata- znajomość na odległość, widywaliśmy się jakieś 4 razy w miesiącu, czas spędzany był intensywnie. Kolacje z jego znajomymi, wypady do kina, do niego do domu, kręgle, było bardzo fajnie, potem wszedł w grę seks itp. Wszystko było ok, 4 dni temu wysłał mi smsa, zwyczajnego, tak jak zawsze i teraz cisza. Próbowałam do niego napisać raz, drugi, trzeci, ale wszystkie moje smsy pozostają bez odpowiedzi. Nie wiem co się stało tak nagle, że ma mnie totalnie gdzieś.Tak czuję się właśnie.. Ani nie jestem kobietą bluszczem, mam swoje hobby, zainteresowania. Nie mam zielonego pojęcia jak mam to interpretować. Szczerze myślę, że on mnie olał ot tak i się nie odezwie już. Chciałabym mu wykrzyczeć wszystko co o nim myślę, że jest totalnym ignorantem, nie wiem..napisać mu meila, bo nawet jeśli coś się wydarzyło, chciałby tą znajomość skończyć to należy to zrobić w kulturalny normalny sposób a nie jak ostatni cham. Nie zamierzam mu nic już pisać bo napisałam swoje 3 smsy i dalej bez odzewu.
Szczerze mówiąc, to traktowałam to trochę z przymrużeniem oka, bo to na odległość itp., ale prawie każda kobieta po seksie się "wkręci" no i jest mi bardzo przykro.
Ostatni facet również postąpił podobnie, bez żadnego słowa zakończył znajomość- wyszło, że wrócił do byłej.
Nie wiem co mam myśleć o nim, myślałam że jest normalny, bo tak było i tak się zachowywał. Czuję się fatalnie, tak jakby ktoś mnie potraktował z buta.. jestem przed 30 i tracę już jakiekolwiek chęci oraz nadzieję, że są jacyś normalni faceci...
jak czytam twoja historie, to mam wrazenie, ze to moja historia... jestem w prawie dokladnie tej samej sytuacji, nawet wiekowo... (opisalam w dziale niska samoocena, kompleksy w watku "niska samoocena czy nieodpowiedni partnerzy). Najgorsze jest to, ze to byl na prawde pierwszy facet, gdzie czulam, ze na prawde do mnie pasuje... zwlaszcza pod wzgledem charakteru!!! i nie umiem sobie teraz poradzic z poczuciem straty i nie wiem jak dalej zyc...
Przestań powtarzać, że "każda kobieta się wkręca po seksie, bo tak mamy", bo to głupota jest.
to nie jest glupota. jezeli facet pokazuje ci, ze mu w jakis sposob zalezy, kiedy decydujecie sie na ten krok, kiedy przedstawia cie swoim znajomym i mowi rodzinie, ze spotkal fajna dziewczyne, to seks wkreca jeszcze bardziej. bo kobieta oddajac swoje cialo w jakis sposob oczekuje szacunku. i tyle. ja ja rozumiem, bo przezywam dokladnie to samo...
21 2014-07-25 17:28:15 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-25 17:29:00)
Ty odczuwasz co nie znaczy, że WSZYSTKIE. Sa kobiety które zostają w ten sposób docenione, ale idą w relacje fuck friends i nic tam więcej nie ma z uczuć. W wiekszosci te mniej wrażliwe po prostu, które nie traktują każdego wrażenia jako motylków i nie uzależniają się łatwo, bo same sobie zapewniają emocje.
No coz.. gdybym chciała fuck friends to on by o tym wiedział bardzo szybko, zresztą nie o to chodzilo. Jeśli ktoś nastawia się na fuck friends to raczej się nie wkręci, chociaż również slyszalam, ze i takie kobiety się wkrecaly. To jest wszystko nasza psychika. Możesz mowic sobie, ze się nie wkrecisz, ze traktujesz seks , fuck friends dla sportu itp. itd. ale do czasu... tak jest/było prawie w większości przypadkach które ja znam.
Co do mojej całej sytuacji.. napisal jeszcze sms, ze sadzi ze najepsze dla nas będzie jeśli przestaniemy się widywać. Ponadto nie jest w stanie wyobrazić sobie jak ten związek miały funkcjonować tak na odleglosc na dluzsza mete..i to nie jest cos czego on by chciał.
Przykro mi się zrobilo, ale staram się patrzeć na to trzeźwo i chyba musze mu przyznać racje. Nawet moja mama powiedziała, ze jeśli to jest serio powod i jeśli nie sciemnia, to dobrze gość zrobil bo to nie miałoby przyszłości w sumie.
Ja mam mu jedynie za zle, ze nie spotkalismy się,nie poszedł ze mna na kawe czy piwo i nie powiedział mi tego prosto w twarz.
Jak to wygląda, żeby dorosły facet zalatwial takie rzeczy sms. Przykre.. i przykro mi ze tak zadecydowal również w moim imieniu..chociaż znając mnie i zycie to jeszcze pociagnelabym to, wiec może dobrze ze tak się stalo
Ja dostałem od dziewczyny takie same argumenty. Nie była zadowolona, zderzyla sie ze ścianą i już. Można to rozpamiętywać, obwiniać, mieć żal, ale po co?
A co dziewczyn, ktore mysla ze sie nie wkręcą, a i tak brną w takie relacje, to one tylko zakładają maski niewrażliwych. Same sobie szkodzą broniąc się przed czyms co nieuniknione i udają kogos kim nie są. Tylko niech nie płaczą i nie mowia jacy faceci zli, bo same sobie tym szkodzą.
24 2014-07-26 20:50:59 Ostatnio edytowany przez aronia85 (2014-07-26 20:52:46)
Napisala Ci tak dziewczyna?
Obwiniac się nie obwiniam, ale wiesz..było to mega zaskoczenie dla mnie. Nie wiem zresztą czy to co napisal to prawda i pewnie nigdy się nie dowiem, a szkoda. Kto wie.. może poznal kogos tam u siebie a to co napisal to były tylko wymówki.
Szanuje jego decyzje, tylko szkoda ze tak sam zadecydowal bez jakiejś konsultacji ze mna.
Glupota było, ze napisałam do niego kilka tyg. meila takiego zwyczajnego..no ale coz..on nie odpisal. I to uważam już za szczyt prostactwa..
25 2014-07-26 21:28:14 Ostatnio edytowany przez alisesa (2014-07-26 21:36:45)
A ja myślę, że na zachowanie człowieka wpływa tak wiele czynników, że pauszalizowanie nic nam tutaj nie pomoże. Każdy z nas popełnia błędy, czasami wielokrotnie te same, ale to nie czyni nas złymi ludźmi, albo nie wartymi szczęścia. Porozmawiałam wczoraj z mamą i opowiedziałam jej całą sytuację, a nie jest ona osobą, która dla podniesienia mi samopoczucia i pocieszenia będzie mówiła jaki to on był niedobry, a ja wspaniała. Nie. Ale powiedziała mi jedno. Że dla chłopaka, jeżeli mu zależy na dziewczynie, to każdy czas spędzony razem będzie wartościowy. Wspomniała o tym, że za szybko się angażuję, nie poznałam go dobrze, a potem czuję się zraniona jak nigdy. Powiedziała też, że nawet jak popełniłam ja jakieś błędy to dorosły facet powinien ze mną porozmawiać i uszanować relację jaką mieliśmy. Mówiła też dużo o szacunku... Ja czułam w głębi serca, że coś jest nie tak, podobał mi się, bo było sporo argumentów za, ale coś było nie tak i koniec kropka. I zachował się jak dupek... Dodam, że on ma 35 lat... Ja zawsze daję ludziom szansę, jestem otwarta i szczera jak chodzi o rozmowę i taka też byłam wobec niego. Powiedziałam, że brakuje mi wspólnych rozmów i czasu, takiego naszego. Kilka razy o tym wspomniałam, a on nic. Mimo, że to on po każdej mojej "akcji" inicjował. Ale przecież mógł coś zmienić. Mógł pogadać ze mną przez ten telefon, skoro tak mnie lubił, to dlaczego kontakt ze mną nie sprawiał mu przyjemności. Prawda jest taka i o mnie. Mogłam odpuścić, ograniczyć kontakty i w ten sposób dałabym mu do myślenia. Ale ja chciałam wykorzystać ten czas spędzony tutaj na poznanie go i dlatego tak bardzo mi zależało na dobrym klimacie. Zamiast tego byłam szczera i go zniechęciłam. Bywa... ale chyba lepiej bym się czuła, też w stosunku do siebie, gdyby po prostu ze mną pogadał. Powiedział mi to w twarz. Albo choćby przez telefon, ale powiedział... Dwa dni temu po tym jak mnie wywalił z fb, a ja mu wypisałam swoje żale, dlaczego, że mnie zranił (głupia idiotka ze mnie!) napisał mi krótką wiadomość, czy mam jeszcze potrzebę rozmowy. I nic więcej. Nie odpisałam, a on 5 minut potem zadzwonił na komórkę służbową, a ponieważ nie mam tutaj często zasięgu bo jest kiepski, to zadzwonił na polski numer, ale nie odebrałam. Tyle czekałam na ten jeden gest, a kiedy do niego doszło to miałam wrażenie, że on cudowny i wspaniały chce mi dać tą szansę... Eh... Odechciało mi się z nim gadać. Dopiero po dwóch dniach mu odpisałam, że już nie potrzebuję rozmowy, i że bez słów mi więcej pokazał niż chciałabym wiedzieć. Że życzę mu wszystkiego dobrego i cześć. Oczywiście się pobeczałam, głupia emocjonalna idiotka ze mnie i tyle. Ale nie jestem słabą kobietką, tylko bardzo bardzo emocjonalną. Może i ciągle powielam te same błędy, ale czy to znaczy, że inne kobiety nie umiejące manipulować, albo nieśmiałe mają być całe swoje życie same? Przemieszkałam w swoim życiu w kilku krajach, zwłaszcza na zachodzie, a nawet na innym kontynencie. I moje zdanie jest takie, że w dzisiejszych czasach relacje międzyludzkie bardzo się spłyciły. Ludzie mniej się starają, są bardziej egocentryczni i zapatrzeni w siebie. Sorry, ale takie mam zdanie. Zwłaszcza w Niemczech gdzie sporo sporo lat spędziłam i żyłam ludzie są tak skupieni na własnym "rozwoju", że potrafią po pięcioletnim związku powiedzieć dziewczynie o praktykach zagranicznych, które już dostali i wyjechać. I olać związek bez mrugnięcia okiem. Bo dobro ich jest najważniejsze. Jednorazowa sytuacja? Tyle podobnych historii się osłuchałam w przeciągu tego czasu, że aż serce boli. Ja kiedy przyjechałam do Niemiec byłam tak naiwna i głupia, że aż mi się śmiać chce. Przyjechałam sobie z tymi moimi doświadczeniami z Polski, kiedy to chłopiec się stara, przynosi kwiatki, chodzi na randki i oboje trzymają się za ręce. A mimo to po tylu latach ciągle jeszcze staram się wierzyć w miłość. Przez ostatnie lata tutaj praktycznie nie widziałam prawdziwie kochających się ludzi, szczęśliwych. Najczęściej dwójka niezależnych mocnych osobowości, ale tak odległych od siebie... Szkoda gadać.
26 2014-07-26 21:49:14 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-26 21:51:24)
aronia85 no tak, te same słowa, tylko u nas byla duza wiez emocjonalna, duze plany, obietnice, zapewnienia. Nie cos w rodzaju, że lekkie zauroczenie, wkręcenie się itd tylko cos intensywnego, na głębokim poziomie. Jak to mowiła jej sie tylko wydawało, że jest fajnie i że da radę, a nie potrafiła.
alisesa: A to w Polsce jest inaczej? Przeciez ludzie tu są wiecznie nieszczęśliwi, bo nie mogą się realizować, rosną kompleksy, nie widzą siebie za 10 lat jako kogoś innego. Nie widzą tego "w rozowych barwach" i dlatego staja sie toksyczni.
Przede wszystkim nieszczęście buduje egocentryzm, zabija empatie, wzmacnia generalizacje (moja dola).
Czy ci ludzie z niemiec aby na pewno są mocni i niezależni? Ludzie tyle potrafią masek założyć, że nie odkryjemy tego. A niezaleznosc zawsze burzy więź czemu kobiety nie potrafią się oprzeć (generalizacja
). A to o czym opowiadasz u siebie to desperacja i takze nieszczescie (wzmozona emocjonalnosc). Szybko angazujesz sie, nie poznasz kogos i masz rozne wizje, wymagania i pozniej bach, nie dostajesz tego, jestes skrzywdzona. Jak człowiekowi brakuje pieniędzy i uzależnia szczescie tylko od tego, dostaje prace i nagle ją traci, to czuje sie 2x gorzej jak przed podjęciem tej pracy. To jest desperacja właśnie, ubytek, ktory ma powodowac szczescie i jest zależnością od czegos co nie siedzi w nas samych.
Ludzie w dzisiejszych czasach nie przywiazuja dużej wagi do szacunku itp. jak to mieli w zwyczaju robic nasi rodzice. Coraz częściej dochodze do wniosku dzisiaj jest zasada- nastepna laska nastepna dziewczyna, jedno się konczy, drugie się zaczyna. Tamte czasy naszych rodzicow były zupełnie inne. Dzisiaj często gesto- znajomość, milosc jest poki jest. Wszystko jest krótkie, ludziom latwiej powiedzieć sobie "czesc, to już koniec", nie ma za bardzo czegostakiego jak przywiązanie, sentyment. Oczywiście nie chce generalizować.
Thepass u mnie nie było zapewnien czy obietnic, ale to i tak nie zmienia postaci rzeczy, ze tak się nie robi.
Mimo, ze było to prawie miesiąc temu, nadal czuje się tak jakbym nie była warta aby się ze mna spotkać i powiedzieć mi to w twarz.
Co to za maniery, co to za zwyczaje? na pewno nie jak na dorosłego mezczyzne przystalo. I kolejny raz mowie: faceta poznaje się nie po tym jak zaczyna, tylko jak konczy. On skonczyl kiepsko..
E tam. Kobietę też.
Duza ta odległość między wami była? No bo po co sie fatygować X godzin, by tylko powiedzieć że to koniec i nie umieć sie wytłumaczyć. Mnie w sumie najbardziej boli to, że dana osoba potrafi sie martwić o drugą osobę gdy kocha, a nagle przestaje i ktos juz nagle nie istnieje. Czyli jakby martwi sie tylko dla własnych korzyści. Tez bym chciał spotkania, pogadać o tym wprost, żeby to zrozumienie jeszcze było przy pożegnaniu. No ale nie ma tak łatwo, ludzie są jacy są. Tak naprawde to ta druga strona zachowała się źle, więc czemu ma to Tobie obniżać wartość?
Aronia: ja też tak uważam. przede wszystkim wydaje mi się, że dzisiaj nikt o nic nie walczy. Coś się kończy, to się kończy i tyle. I całkowicie się z Tobą zgadzam (choć nie chcę generalizować). Niestety brakuje też szacunku i nie ma wartości tak jak kiedyś. Kiedyś ludzie rozmawiali ze sobą, teraz chłopak zrywa z dziewczyną sms'em i to ma być ok.
thepass: co do "nieszczęsliwości" w Pl, to się zgodzę, ale mimo wszystko u nas ludzie tak jeszcze nie zgłupieli jak na zachodzie. i tutaj będę walczyć jak lwica bo swoje widziałam i przeżyłam. Słowa, które do mnie kierujesz są na prawdę dość ostre, ale ok, rozumiem Cię i to, że masz w dużej części rację. Ale nie jestem też dziewczyną, która zakochuje się w pierwszym lepszym.
Jedno co mnie zastanawia, to fakt, że było kilku "dobrych" facetów, których się przestraszyłam, bo byli za dobrzy, za realni... uciekłam jak głupia wtedy... Odrzuciłam obydwu tych miłych i uczicwych. Jak mi tylko pokazali, że im zależy... Masakra...
30 2014-07-26 23:37:31 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-26 23:39:34)
To skopiuje pewien tekst który sie odniesie do Ciebie i podobnych kobiet (tylko prosze, nie popadnij w skrajnosc, ze sugeruje że lecisz na totalnych chamów i idiotów, bo to nie w tym sęk)
Pięknym kobietom całe życie otoczenie (rodzice, faceci) mówi ? jesteś taka piękna, taka urocza, taka wspaniała? i wskutek tego tworzy się w nich uczucie nadmiernej pewności siebie.
Jeśli kobieta jest wyjątkowo piękna to prawie wszyscy jej kłaniają się w pas, narzucają się z przysługami, obłędnie komplementują.
Ona zaczyna wierzyć, że jest faktycznie WYJĄTKOWA.
To nie to co płytkie przekonania przeciętnej dziewczynki, że jest wyjątkowa, bo tak jej mówi mama i tata.
To regularny, trwający już od gimnazjum, proces adoracji ze strony facetów.
Nie ma szans, żeby w to nie uwierzyła, jeśli słyszy to po kilkanaście razy dziennie. Od praktycznie każdego faceta,
Nie ma problemu z wybieraniem faceta. Prawie każdy chce się z nią umówić.Ale w rzeczywistości nie jest jej tak łatwo znaleźć fajnego faceta na dłużej. Więc co się dzieje?
Mamy pewien rodzaj sprzeczności. ?Wszyscy mówią mi jaka jestem piękna, wspaniała. Więc dlaczego nie mogę znaleźć odpowiedniego faceta??. Ona może mieć jakiś swój pewien typ faceta, ale z typem jest jak z liściem na ulicy. Jak tylko zawieje wiatr, odleci i zniknie.
Więc wykształca się w kobiecie niskie poczucie własnej wartości. Bo mamy do czynienia z rozdźwiękiem (dysonansem). Ciągle jej mówią wszyscy, że jest piękna, ale w rzeczywistości nie może stworzyć z sensownego związku (z wielu różnych powodów np. faceci nie wytrzymują presji tego, że inni się ciągle na nią gapią, zazdrość,itp). No i zaczyna wydawać się jej, że coś tu nie jest prawdą,
No bo ?skoro jestem taka piękna i wyjątkowa to dlaczego mi nie wychodzi? Dlaczego nie ma księcia u mojego boku? Może ze mną jest coś nie tak??
I teraz ona poznaje faceta, który jest trochę chamem.
Ona mówi ?nie nadaję się do niczego?. I wielu facetów w tym momencie ją zapewnia ?Nie, nie, nie, jesteś cudowna, wspaniała, jak możesz w to nie wierzyć? bla bla bla?.
A on jej mówi ?tak , jesteś małym gównem, ogarnij się babo?.
I to nieoczekiwanie odpowiada jej wewnętrznej rzeczywistości. Zawsze mówili jej, że jest piękna i wspaniała, ale nie odpowiadało to sytuacji w rzeczywistości.
Pojawił się taki cham i co? Wszystko jej się potwierdza!! On według niej jest szczery!! Mówi prawdę, nie to co Ci wszyscy potakiwacze i komplemenciarze. Ona zawsze podejrzewała, że Ci wszyscy mili kolesie ją okłamują, aby wskoczyć jej w majtki.
A ten wali jej prawdę w oczy. Ona myśli ?On jest szczery. Jest męski. Jemu mogę zaufać?.
On gra dalej na jej niepewności i mówi ?Nie nadajesz się do niczego. Powinnaś się trzymać mnie, to nie zginiesz, ofiaro?. A ona myśli ?On ma rację, taka jestem, jaki on stanowczy i pewny siebie, to jest prawdziwy facet
!!?
Ona myśli, że coś jest z nią nie tak, on też jej to mówi ?coś jest z Tobą nie tak?.
I ona ma potwierdzenie.
Takie dziewczyny ciągle słyszą jakie są piękne, ale nie mogą znaleźć upragnionego faceta, więc myślą, że coś jest z nimi nie tak, dlatego pociągają je faceci, którzy dostrzegają, że jest z nimi coś nie tak?
Miły, szczery, dobry = nieprawdziwy, uciekam, nie będe mogła go kochać. Mechanizm obronny, bo sama siebie nie traktujesz dobrze.
31 2014-07-26 23:54:49 Ostatnio edytowany przez alisesa (2014-07-26 23:57:24)
przeczytałam i... nie wiem czy potrafię to odnieść do siebie. ja chyba nie wiem jak powinien zachowywać się porządny facet. wiesz, mój tata jest alkoholikiem i często nie traktował mojej mamy dobrze. ale ona ze względu na mnie, żeby rodzina nie była rozbita, żeby było co do garnka włożyć, chowała dumę do kieszeni i nie reagowała na wiele przykrych sytuacji... ona ciągle walczyła o ojca i próbowała go uratować z nałogu, ale nic nie pomagało... wcześniej pozwalałam na wiele zachowań, które mnie raniły, a ja na nie pozwalałam... chłopak mnie uderzył, a ja mu przebaczałam, uderzył drugi raz, to nic... a teraz nie chciałam popełnić błędu, chciałam, żeby mnie szanował, żeby było wreszcie inaczej i popadłam w skrajność. źle mi i tyle. wiesz, że nawet jak w głębi serca czuje, że on zrobił źle i był tym "chamem" to i tak będę go tłumaczyła i próbowała zrzucić winę na siebie... ciągle zrzucam odpowiedzialność za wszystko na siebie... w pracy odnoszę dzięki temu sukcesy. w życiu osobistym porażka. ja? zmęczona, okrutnie zmęczona... on był pierwszym prawdziwie zaradnym facetem jakiego spotkałam, szybkim, mega inteligentnym, ale uczuciowo brakowało. I ja to podświadomie czułam. Ale był pierwszym facetem z którym czułam, że odbieramy na tych samych falach, myślimy podobnie. Po raz pierwszy to ja musiałam komuś dotrzymywać kroku.
Przykro mi, że tak piszę tylko o sobie, ale okropnie to teraz przeżywam ![]()
32 2014-07-27 00:01:55 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-27 00:03:56)
No tak jest, taki mechanizm. Zanim nie pokochasz siebie, nie docenisz siebie, nie pomyslisz ze to Ty tez wybierasz faceta, a nie on Ciebie bo jest taki super - to ani nie dasz sie prawdziwie pokochać (bo tej osoby nie ma, musiałabys sie zmienic), bedziesz ciągle tą gorszą, ciągle winną, ciągle niewystarczająco dobrą. A on bedzie robił co chciał, bo Ty chcesz zasluzyc na uczucia, bo jesteś wrażliwa i uważasz, ze kazdemu moze sie przydarzyć błąd, bo wierzysz w ludzi. To są cechy, które mogą przyciągnąć kogos dobrego (i moglby zostac przyjacielem, bo nie jest Twoim przeciwienstwem), ale tez cechy przez ktore latwo mozna wykorzystać i utkwic w relacji bez przyszlosci - omijając duzo lepszych ludzi.
Moze brak przykładu jest brakiem przykładu, ale jednak masz mózg i umiesz oceniać sytuacje. Nie tłumaczyć, a właśnie widzieć co jest NAPRAWDE.
Matka jak matka teresa i zamiast robić na przekór to robisz jak ona. Szukasz chyba podswiadomie powtorki z domu, by brać odpowiedzialnosc za wszystko, troszczyć się o degenerata nawet...
Ostatnie 3 dni zebrałam się w sobie, przestałam płakać i pomyślałam, że jednak nie wszystko było takie ok i różowe. Ok, ja popełniłam błędy, jestem emocjonalną osóbkę, ale przecież ładna i mądra dziewczyna ze mnie, starałam się i jeżeli próbowałam z nim o tym czy o owym pogadać, a on nie wziął tego do serca, to może nie do końca powinnam tylko siebie obwiniać za to co się stało. Może nie do końca mu się podobałam, a może on tylko chciał letniego romansu? A wiesz, że zadzwonił kilka dni temu, nie odebrałam, wczoraj też, nie wytrzymałam, ale on jak gdyby nigdy nic się nie stało powygłupiał się i nic nie powiedział. Ani przepraszam, ani jak się czujesz. Szkoda gadać. Przykro mi było, ale z drugiej strony poczułam się lepiej. ThePass, masz całkowitą rację pisząc to wszystko. Twoje słowa bardzo do mnie trafiły i chyba odnajduję powoli w sobie siłę. Jestem bardzo wrażliwą osobą, ale chyba też mimo wszystko ogromnie silną bo teraz kiedy kilka dni minęło, emocje ucichły, znowu staram się, żeby moje życie nabrało barw.. :-)
Dlatego ja powtarzam, że takie kobiety to są i tak bardzo silne. Tylko nie wykorzystujecie potencjalu na te osoby które należy! Masz prawo oczekiwać, przeprosin, wyjasnien, dobrego traktowania, na równi. Masz prawo i tego sie trzymaj.
Głowa do góry, pierś do przodu i idź dalej! Takimi frajerami nie ma co się przejmować.
Ah, mam tysiąc myśli na sekundę w głowie. Chciałabym, żeby ktoś mi powiedział w twarz, że było więcej minusów, niż plusów tej znajomości, żebym wreszcie przestała o nim myśleć. Ale rozpamiętywanie i analizowanie jest chyba nieodłączną częścią rozstania. Dzisiaj dopadły mnie znowu myśli, że za bardzo na niego naciskałam, a naciskałam bo było zbliżenie fizyczne, które było bo widzieliśmy się tylko w weekendy,a z chemią ciężko wygrać... Mogłam to oczywiście inaczej rozegrać. Mogłam spotykać się z nim czasem na randki. Ale czułam, ze trzeba wykorzystać ten czas, poznać się maksymalnie, bo dziwnym zbiegiem losu zostałam wysłana w podróż służbową pół godziny od jego miasta, w miesiąc po tym jak się poznaliśmy. A z drugiej strony on ma samochód i mógł kiedyś po pracy zabrać mnie na randkę, czy obiad... Ok, pisaliśmy na whatsupp do siebie, ja częściej, czasem zadzwonił, ale może gdybym mu się rzeczywiście podobała, to miałby chęć zadzwonić. Na początku kiedy jeszcze byłam w Polsce dzwonił i z chęcią coś opowiadał. Potem jak dowiedział się, że przyjeżdżam to kontakty były jakby troszkę mniejsze, a potem jak przyjechałam, to wprawdzie powiedział o mnie rodzinie, przedstawił znajomym jako dziewczynę, ale kontakty były w moim przekonaniu małe. A może ja przesadzam, za dużo wymagam? Czuję się okropnie, że zepsułam ja coś na prawdę fajnego. Chociaż czuję, że były punkty w których on nie miał racji, które miały mnie prawo (a może nie miały, może było za wcześnie?) zaniepokoić. Brak czułości, w większości inicjowanie czułości z mojej strony, mam na myśli buziaki, czy przytulenie się. Niby kontakt, ale jednak brak. Prawie o sobie nie opowiadał, musiałam pytać i męczyć. To znaczy mam wrażenie, że cały czas świetnie się bawiliśmy, spędzaliśmy weekendy ze sobą, ale nie poznaliśmy się. Ja próbowałam go poznać, pytałam o rodzinę o życie, jak to się zazwyczaj pyta, ale tak praktycznie nic nie wiem. No i brak czułości po zbliżeniu. Wyjście do innego pokoju, żeby napisać wiadomość do koleżanki w której się kochał, zero przytulania, wspólnych rozmów, takich ciepłych miłych kontaktów, bliskości... To chyba najbardziej mi doskwierało, bo z jednej strony mi się tak bardzo podoba, a z drugiej czuję, że brnę w coś, gdzie nie jestem w pełni doceniona... Nie wiem czy to kwestia dnia, zachmurzonego i zimnego, czy moich analiz, którymi się codziennie zamęczam próbując się przekonać, że jest lepiej tak jak jest... Ja jestem bardzo logiczną osobą... Jak nie znajdę argumentu dla siebie, że mimo mojego zachowania głupiego, jego zachowanie też nie było ok, to tak się będę zamęczała... Dwa razy napisałam mu, że mam dość tego braku kontaktu, wyrzuciłam mu to. Dwa razy w okresach czasu zadzwoniłam do niego, że zrywam to, bo i tak mamy słaby kontakt... Za każdym razem to on łagodził sytuację i odzywał się do mnie nie chciał się kłócić. Ostatnim razem dostałam nawet rano ładnego smsa, ale potem znowu to samo i ja znowu mu powiedziałam, że to koniec. On się rozłączył i tyle było wiadomo... Nawet ta ostatnia rozmowa trwała tak długo jak on był w drodze z punktu a do b. Nigdy nie brał sobie czasu, żeby za mną na spokojnie pogadać, tylko zawsze jak akurat gdzieś jechał, był w drodze.. Najczęściej.. Zwariuję od tych myśli wszystkich ![]()
37 2014-07-30 17:23:35 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-30 17:25:54)
Trochę jak kochanek. Mało o nim, tajemnica, może nawet chłód, nie łączycie zbyt mocno swoich żyć, a czułości nie są dla niego.
Pewny siebie mezczyzna sam inicjuje kontakt z kobietą która mu sie podoba, oferuje siebie, bo wie że ma coś do zaoferowania (i wtedy Cie zdobywa w ten sposob, ze wchodzisz do jego życia powoli, powoli, a Ty sie na niego otwierasz - sama ustalasz granice co, jak i kiedy, zebys czuła komfort i widziała, że sie stara). Ty byłaś tą potrzebującą w tej relacji, więc naciskałaś. Różnica w zaangażowaniu, ale pewnie też w odbiorze. Może on taki jest, Ty chciałaś go zmienić pod siebie, pod inne oczekiwania. To sie zwie niedopasowanie i wtedy sie któraś ze stron ulatnia, szczególnie jak ma do kogo. Nie rozpatruj tego jako Twoja wina. W innym temacie Ci napisałem, że jeśli chcesz czułości i prawdziwego romantyzmu, rozmawiania otwartego itp to powinnaś bardziej interesować się takimi facetami bardziej kluchowatymi. Albo rezygnujesz z tajemniczości i ciągłego zaskakiwania (aż do bólu, bo nie wiesz co sie dzieje), albo masz otwartego, wrażliwego i kochanego. Nie wiem czy tak jest w każdym przypadku, ale jeśli mezczyzna bardziej wrażliwy to seks też traktuje inaczej, nie tak po przedmiotowemu, ale pewnie będzie na początku gorszej jakości i trudniej sie na to zdobyć. Natury nie oszukasz, ale mozesz poznac wiele znaków, które świadczą o tym kto jaki jest i jak Cie traktuje. Jak ktos zamknięty, nieczuły, niezaangażowany jak Ty, nie czujesz sie doceniona, to wiesz co robić (nie, nie wymuszać tego na kimś bo to jak proszenie o uczucia kogoś kto ma nas w poważaniu - bedzie tylko gorzej z takim zachowaniem).
Thepass, fajnie, że mogę z Tobą pogadać i popatrzeć na pewne rzeczy z perspektywy innej osoby, której sposób myślenia w jakiś sposób do mnie przemawia. Siedzę sama w hotelu i chyba za dużo mam wolnego czasu. W domu zajęłabym się pracami domowymi, czy swoimi rzeczami, a tutaj mam kilka ciuchów i książek ze sobą i to by było na tyle. Dostałam jakieś zaproszenie dzisiaj wprawdzie do koleżanki, ale już się tak zgnębiłam, że nie nadaję się do towarzystwa. Choć boli mnie, że mieszam w hotelu z koleżanką, której po krótce opowiedziałam dlaczego już nie wyjeżdżam na weekendy, widziała, że płakałam, ale stara się unikać jak może tego tematu. A mi brakuje tutaj przyjaciółki, która by mnie przytuliła, czy po prostu ze mną chwilę posiedziała. Może to głupie, ale tak czuję. Z drugiej strony kiedy ja widzę czyjeś łzy, to starałabym się zapytać czy wszystko w porządku, spróbować wyciągnąć na jakieś lody, albo po prostu pogadać i spróbować wesprzeć. Ja chyba w ogóle ostatnio przechodzę jakiś weltschmerz.
Co do niego, to patrząc na to w ten sposób, z takim pożytkiem dla mnie, że mogę coś z tego wynieść, nauczyć się, on pod tym względem wszystko zrobił dobrze. Jest pewny siebie, zainicjował kontakt, chciał i powiedział to do mnie, że ludzie powoli się poznają, a to ja spieprzyłam naciskami, pretensjami i wyrzutami. Źle postawiłam granicę, wszystko zrobiłam źle. On mi nawet kiedyś powiedział, że taka ładna i mądra dziewczyna ze mnie, żebym miała trochę wiary w siebie. W tym nie znajdę niestety argumentu dla mnie. Jestem ewidentnie winna. Różnica w zaangażowaniu bo na niego naciskałam i za wcześnie wszystko dostał... Wiesz, gdyby był w tym samym mieście co ja, gdybyśmy mogli normalnie chodzić na randki, gdybym nie musiała kombinować, żeby móc go spotkać, to jestem pewna, że byłabym spokojniejsza, wywoływałoby mi to uśmiech na twarzy, a nie strach, brak zaufania, te ciągłe rozstania... A my nie byliśmy sobie wystarczająco bliscy, a w weekendy żyliśmy jakbyśmy byli razem i to było totalnie bez sensu... Na prawdę nie przeżywałabym tego też tak, gdyby on mi się tak nie podobał. Ja mam trudny charakter, ale jestem bardzo ciepłą i serdeczną osobą, chciałabym móc dostać szansę naprawienia tego, bo dawno nie spotkałam tak świetnego faceta... Tyle pozytywnych cech, które on miał. A przecież nie można mieć wszystkiego.
A propos kluchowatych mężczyzn... Od dwóch takich już uciekłam. Jeden nawet mi się podobał, do czasu, aż wyznał mi miłość itd. A to był przedobry chłopak. Bardzo się przyjaźniliśmy, po kilku miesiącach znajomości oglądaliśmy raz jakiś romantyczny film i pili wino. No i nas poniosło. Ale to było straszne. A potem jeszcze on mi powiedział, że już nie może dalej swoich uczuć ukrywać, a ja uciekłam... Jak to jest dziwnie w życiu... Ja mogę podjąć w głowie taką decyzję. Ale czy byłabym w stanie w ogóle żyć z takim człowiekiem, z którym by nie było tej "iskry" w życiu? Moja mama mówi, że życie później to rodzina i są inne ważne cechy, które facet musi mieć, a nie iskry. I jest dokładnie tak jak mówisz, trudniej się na to wszystko zdobyć.
Thepass, jak myślisz jako mężczyzna, czy on był po prostu niezaangażowany, bo miał za mało czasu, czy gdybym mu dała więcej czasu, była bardziej cierpliwa, czy mężczyzna mógłby się odmienić? Stać się czułym facetem, kiedy kobieta jest jego, jest zakochany?
Co zabawne, z jednej strony czuję jakąś dziwną ulgę, że to się skończyło, bo nie czułam się wystarczająco doceniona, a z drugiej chlipię i piszę tutaj na forum, bo się całkiem pogubiłam...
39 2014-07-30 18:34:16 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-30 18:54:54)
Iskry i tak kiedyś opadną, bo ludzie przestają zaskakiwać, nie ciągną do nowych rzeczy w życiu, osiedlają się, są spokojni i po prostu dedycują logicznie, że chcą z kimś być, stabilnie i nie szukają wrażeń dalej. Przestają być niedostępni, znają się na wylot. Miłość w pewnym momencie przeradza sie w przyjaźń, lub w odpychanie, gdzie sie ludzie nie rozumieją, nie chcą ze sobą spędzać czasu i wtedy jedni tkwią z wygody lub strachu w zwiazku, lub spędzają czas z innymi osobami, aż znajdują znowo kogoś lepszego. Jasne, że jak ktoś kompletnie Ci sie nie podoba to nie ma co wiązać sie z nim z rozsądku, bo możecie się oboje zamęczyć, szczególnie jak spotkacie kogoś gdzie zaiskrzy. Musiała Ci nieźle wartość spaść, jeśli nawet uważasz, że sie nie nadajesz do towarzystwa. Sam przez to przechodziłem, ale inni ludzie wcale tak tego nie odbierali. Sam to sobie wmawiałem i im przy okazji też. Ty ze strachu i z tego braku wiary w siebie jesteś zazdrosna, zaborcza i chcesz bardzo szybko kogoś do siebie przywiązać. Jakby on tak postępował jak Ty to byś nim zwymiotowała:) i iskry by padły po tygodniu. U mnie to nie sprawa milosna, kobiet, tylko ogolnie zycia/ograniczeń, których nie ma przeciętny człowiek.
Co do zmian w nim, to nie. Albo ktoś jest jaki jest i akceptujesz, albo odchodzisz. Ty nie masz wpływu na kogoś charakter, zachowanie, szczególnie gdy jest to juz osoba ukształtowana. Możesz wpłynąć tylko na to jak Ciebie traktują i czy sobie pozwolisz na to. Stereotypowo: jesteś kobietą, więc masz dużo w sobie sprzeczności, bo kierujesz sie emocjami. I wiesz, po to jest facet dla takiej kobiety, by przetłumaczyć jej, by nie kierowała się nimi bo podejmie złą decyzje. By on chłodniej na to spojrzał i tym samym kobiete uspokoił. Wtedy ona sie czuje doceniona i ma mniej rozterek. Wczoraj czytałem takiego bloga, że teraz kobiety bardzo narzekają na mężczyzn, że chciałyby cech niemożliwych, połączenia kilku osobowości na raz. Np tajemniczy, a zarazem otwarty. Że nie podobają im się ciepłe kluchy, a same dążą do tego, by urobić ich tak, by chodzili jak w zegarku. Czyli mechanizm destrukcyjny: nie chce kluchy, ale mojego urabiam po to,by od niego w koncu odejść. Jestem nieszczęśliwa. I z drugiej strony - mezczyzna nie jest czuły, nie da sie z nim rozmawiać, nic nie dociera do niego i jedynie on ma racje, on nigdy nie jest winny - chce go zmienić, ale z nim jestem ,bo go kocham! I tak źle i tak niedobrze. Ale czy tak wszystkie kobiety mają? Czasem myśle, że tak, ale wszystkich kobiet nie znam i dobrze:)
To by wychodziło, że kobieta wiąże sie z kimś kogo chce zmienić i ma w tym cel: dopóki mam co w nim do zmiany, to będe go chciała, a mężczyzna chce by kobieta była jaka była i sie nie zmieniała (z wyglądu tez, nie moze sie starzec!!
).
Jak tak dalej bedziesz go idealizowała, a na siebie brała winy to długo nie wyjdziesz z tego i przytrafi Ci sie kolejny.
Aha no i juz wiesz, ze zwiazki na odległość nie są dla Ciebie, bo sie męczysz. Trochę to wychodzi na to, że jestes nieszczęśliwa, nie wierzysz w siebie, nie masz motywacji, czujesz sie mało wartościowa, trudny charakter (ale empatyczny mimo wszystko) i facet potrzebny Ci jako ochronka, więc gdy go nie ma odczuwasz ciągłe napięcie i to jest ta iskra. A ciepła klucha jest dostępna i czujesz sie jak z koleżanką? Zadbać o siebie powinnaś, coś zmienić, byś nie czuła sie ze sobą źle. Wtedy i miesiąc rozłąki nic u was nie zmieni, a Ty ani nie będziesz chciała faceta ograniczyć, ani nie zmienisz uczuć, ani nie będziesz czuła tego napięcia, bo zajmiesz sie innymi sprawami. Jesteś skrajna, więc szukasz przeciwienstwa, a z przeciwienstwem bardzo trudno żyć i sie go nie zmieni. Przede wszystkim patrz na złe cechy, a dobre? Pomyśl czy aby co drugi spotkany mężczyzna ich nie ma. Uczuć sie nie naprawia, można tylko siebie, a zmiany w sobie trwają bardzo długo i gdy osiągniesz te zmiany to poczujesz, że juz inny typ faceta Cie będzie mógł kręcić.
Kurcze czytam sobie tak to co piszecie i probuje się w tym jakos odnaleźć. U mnie wlasnie byla czulosc, nie wstydzil się mnie trzymać za reke, calowac publicznie, zawsze był chętny na spotkania. Biegl na nie jak na skrzydłach. Inicjowal sam kolacje, wychodziliśmy do kina, do jego znajomych, do restauracji, barow, do teatru. Oczywiście czas był cenny bo widziałam się z nim jak już wcześniej pisałam raz na 10 dni, albo i rzadziej ale czas był wykorzystywany na maxa.
Wlasnie widze, ze zupełnie to było inaczej u mnie niż u Ciebie w tej relacji.
Mysle sobie, ze jeśli facet po seksie mialby mnie gdzies tak jak ten Twój, który poszedł i pisal sms do jakiejś koleżanki w której się kochal, to od razu wyslalabym go na księżyc i u mnie mimo jaki bylby cudowny nie byłoby z nim dyskusji.
Coz..mnie również ten mój trochę obnizyl poczucie mojej wartości tak sobie mysle.. bo takie akcje chyba zawsze powodują cos takiego. Nie jest milo jak ktoś urywa znajomość..podaje jakiś tam powod- u mnie odleglosc. Nie wiem nadal czy to powod realny, ale teraz kiedy emocje opadly to mysle, ze dobrze się stało jak się stało. Moglibysmy się spotykać dalej, spedzac milo czas, ale ciagle tkwiloby to w zawieszeniu i nigdy nie miałabym go tutaj dla siebie co rodziloby to frustracje. A jeden czy 2 dni widzenia sie na 2 tyg. to nie jest opcja na związek. To niby związek. Może i się pocieszam, ale chyba mam trochę racji... no i gościu tez. Chociaz to jak skonczyl.. sms to zenada.
Dlatego ja olewam każdą relacje na odległość kiedy sam nie mam pewności, że jest mozliwosc przeprowadzki i łatwych, komfortowych spotkań. A jesli miałaby kobieta sie przeprowadzic to musiałaby zazwyczaj miec swoje duze plany na przyszlosc związane z innym miejscem zamieszkania np podjęcie studiow gdzies indziej, oduzaleznic od rodziny. Strach potrafi zabic wszystko co pozytywne. Na odleglosc bez skladu i ladu.
42 2014-08-01 18:46:47 Ostatnio edytowany przez aronia85 (2014-08-01 18:52:22)
Ja już miałam 2 takie relacje.. tzn ta była chyba najbardziej powazna..najbardziej poważnie się zapowiadala- może tak to ujme. W poprzednia nie wchodziłam w ogole. Jak to jest ze poznajemy ludzi, którzy pasuja nam ale zwyczajnie nie możemy z nimi być. Nie wiem.. nie możemy być fizycznie- bo wlasnie np. za daleko co nie wrozy dobrze przyszlosciowo.
Masz racje, ale ja jestem taka kobieta ze nigdy nie chciałabym zyc na utrzymaniu faceta, ani nie przeniosłabym się tak od razu do niego.. wiedzac ze tutaj mam fajna prace, mieszkanie itp. itd. Mam koleżanki, które twierdza, ze dla "milosci" powinno się zrobić wszystko, dac jej szanse...ale po 1sze- co tu dawac, jak on to skonczyl, a po drugie- ja i tak raczej nie rzuciłabym zycia tutaj, po to aby wyjechać gdzies i w sumie pracować dajmy na to w knajpie czy w restauracji, skoro tutaj mogę robic zupełnie co innego.
Ktos może mi zarzucić- co już się zdarzylo, ze nie wierze w milosc itp. W sumie ma racje... wiesz, ja raczej na 99,9% jestem realistka. Może mi z kims być fajnie, możemy mieszkac, uwielbiać się, kochac, ale nigdy nie zatracę się tak całkowicie żeby zrezygnować ze swojego zycia np. z pracy dla faceta którego poznalam...
Jezu , chyba to egoistyczne jak cholera.
Ja już miałam 2 takie relacje.. tzn ta była chyba najbardziej powazna..najbardziej poważnie się zapowiadala- może tak to ujme. W poprzednia nie wchodziłam w ogole. Jak to jest ze poznajemy ludzi, którzy pasuja nam ale zwyczajnie nie możemy z nimi być. Nie wiem.. nie możemy być fizycznie- bo wlasnie np. za daleko co nie wrozy dobrze przyszlosciowo.
Masz racje, ale ja jestem taka kobieta ze nigdy nie chciałabym zyc na utrzymaniu faceta, ani nie przeniosłabym się tak od razu do niego.. wiedzac ze tutaj mam fajna prace, mieszkanie itp. itd. Mam koleżanki, które twierdza, ze dla "milosci" powinno się zrobić wszystko, dac jej szanse...ale po 1sze- co tu dawac, jak on to skonczyl, a po drugie- ja i tak raczej nie rzuciłabym zycia tutaj, po to aby wyjechać gdzies i w sumie pracować dajmy na to w knajpie czy w restauracji, skoro tutaj mogę robic zupełnie co innego.
Ktos może mi zarzucić- co już się zdarzylo, ze nie wierze w milosc itp. W sumie ma racje... wiesz, ja raczej na 99,9% jestem realistka. Może mi z kims być fajnie, możemy mieszkac, uwielbiać się, kochac, ale nigdy nie zatracę się tak całkowicie żeby zrezygnować ze swojego zycia np. z pracy dla faceta którego poznalam...
Jezu , chyba to egoistyczne jak cholera.
Nie, to jak najbardziej trzeźwe spojrzenie na swoją sytuację. Oceniasz ryzyko, dostrzegasz plusy, minusy, jak i konsekwencje podjętych wyborów. To mądre stanowisko. Gratuluję rozumnego podejścia do życia.
thepass - - > przeczytałam Twój tekst i myślę, że właśnie jest o mnie...
trochę to smutne dla mnie ale taka jest prawda...
ciągle narzekam, że jestem sama a jak ktoś chce się zbliżyć to we mnie pojawia się blokada - o nie jaki pantofel, jaki laluś, i po co mi tak ciągle słodzi, zrobiłby dla mnie wszystko... i takiego człowieka odrzucam, własnie takiego, który oddałby dla mnie wszystko, byłby najlepszym przyjacielem, adoratorem, nosiłby mnie na rękach wręcz... a ja co robię ? uganiam się za kimś kto mnie nie chce... daje nadzieje na chwile i mówi że nie chce się wiązać. i jak się zastanowię teraz to on zawsze ode mnie wymagał więcej i więcej, a dlaczego nie jesteś taka? a dlaczego nie umiesz tego? a dlaczego nie robisz tego tak?.... itp.. Dla niego nie byłam idealna, wspaniała, cudowna. a kiedy juz powiedział mi komplement to to jeszcze bardziej mnie fascynowało bo skoro zawsze coś jest nie tak zawsze coś mogłam zrobić lepiej to taki banalny komplement uważałam za mega szczery, prawdziwy i cieszyłam się z niego...
I to trwa do teraz... rozstajemy się, schodzimy i rozstajemy... i tak bardzo mnie to męczy...
bo kiedy już wierzę że uwolniłam się od niego na zawsze i moge być szczęśliwa on wtedy pojawia się na mojej drodze i niszczy wszystko nad czym tak długo pracowałam...... i znów się miotam: kocham, cieszę się, myslę, tym razem będzie inaczej, on wreszcie mnie zechce tak na poważnie, na zawsze, ale czuje ogromną niepewność, strach, aż w końcu kolejne rozstanie, ból, płacz i wkur.........
I uczę się na nowo. Zapomnieć. Zakochać się. Ale nie mogę. Dla mnie każdy inny jest zły. A największa wada to taka że jest dla mnie za dobry, że mnie docenia, podziwia.... i ja już wtedy nawet nie próbuję...
I dlaczego ja ciągle popełniam ten sam błąd? i ranię sama siebie.... ;(
45 2014-08-04 23:42:34 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-04 23:47:45)
To nie jest smutne, to jest tragiczne. Zakochanie tylko w kims kto potwierdza niską wartość, kto odrzuca, kto KREUJE sie w ten sposob na lepszego. I to imponuje i gdzies wychodzi, ze ten ktos jest szczery. Cos jak ojciec, ktorzy krzyczy na dziecko. Jemu wszystko w zyciu wychodzi, a to dziecko zawsze złe i niedobre, bez akceptacji. I ojciec staje sie autorytetem, ktorego trzeba dogonic, z powodu lęków, smutku i frustracji ktore on wytwarza, to są złe emocje, ale tatuś przecież kocha. Dziecko przeswiadczone jest ze nie zasługuje na nic dobrego, w konsekwencji nie mysli dobrze o sobie, wiec nikt inny nie ma prawa dobrze o nim mowic, bo to spłynie jak po kaczce, emocji nie wzbudzi, chyba ze wstręt. I pozniej taka osoba czeka na to, aż ktos podepcze jej wartosc, obnizy jeszcze mocniej. I jesli ten "autorytet" po długim czasie staran doceni, to wtedy jest to wzmocnienie uczuc, no i znowu nastaje pętla braku akceptacji, narzekan i znowu kobieta czeka na chwile docenenia przez 'kata' (psychicznego, a czasem i fizycznego). I jest nieszczesliwa, ale sie zakochuje, bo mamy schemat rodzinny, czy zyciowy. Troche wariant psychologiczny, troche kobieca natura. Duzo poświęcenia, a tak naprawde dążenie do krzywdzenia siebie i innych z powodu własnej słabości i nadmiernej empatii, moze nadwrazliwosci. Wniosek? Eliminować wady, to z czego nie jestescie zadowolone, zeby nikt nie mogl wam podkopac wartosci, a zebyscie mogły powiedziec tak: z tego i tego jestem zadowolona. Wszystko kwestia pewnosci siebie i poczucia wlasnej wartosci.
Z reszta nawet jesli juz pominiemy te analizy wlasnej wartosci to i tak kobieta zazwyczaj nie da rady sie zakochac w kims kto wywołuje tylko jeden typ emocji, czyli np tylko ciagle słodzi, albo ciagle jest chamem. Jak jest hustawka to predzej...
Trochę jak kochanek. Mało o nim, tajemnica, może nawet chłód, nie łączycie zbyt mocno swoich żyć, a czułości nie są dla niego.
Pewny siebie mezczyzna sam inicjuje kontakt z kobietą która mu sie podoba, oferuje siebie, bo wie że ma coś do zaoferowania (i wtedy Cie zdobywa w ten sposob, ze wchodzisz do jego życia powoli, powoli, a Ty sie na niego otwierasz - sama ustalasz granice co, jak i kiedy, zebys czuła komfort i widziała, że sie stara). Ty byłaś tą potrzebującą w tej relacji, więc naciskałaś. Różnica w zaangażowaniu, ale pewnie też w odbiorze. Może on taki jest, Ty chciałaś go zmienić pod siebie, pod inne oczekiwania. To sie zwie niedopasowanie i wtedy sie któraś ze stron ulatnia, szczególnie jak ma do kogo. Nie rozpatruj tego jako Twoja wina. W innym temacie Ci napisałem, że jeśli chcesz czułości i prawdziwego romantyzmu, rozmawiania otwartego itp to powinnaś bardziej interesować się takimi facetami bardziej kluchowatymi. Albo rezygnujesz z tajemniczości i ciągłego zaskakiwania (aż do bólu, bo nie wiesz co sie dzieje), albo masz otwartego, wrażliwego i kochanego. Nie wiem czy tak jest w każdym przypadku, ale jeśli mezczyzna bardziej wrażliwy to seks też traktuje inaczej, nie tak po przedmiotowemu, ale pewnie będzie na początku gorszej jakości i trudniej sie na to zdobyć. Natury nie oszukasz, ale mozesz poznac wiele znaków, które świadczą o tym kto jaki jest i jak Cie traktuje. Jak ktos zamknięty, nieczuły, niezaangażowany jak Ty, nie czujesz sie doceniona, to wiesz co robić (nie, nie wymuszać tego na kimś bo to jak proszenie o uczucia kogoś kto ma nas w poważaniu - bedzie tylko gorzej z takim zachowaniem).
Mądre i prawdziwe słowa
ja tez to zrozumiałam, ale po fakcie a moja historia jest bardzo podobna do autorki, nawet mogę powiedzieć, ze chwilami czułam jakbym to ja pisała. Tylko roznimy się wiekiem jestem starsza i tez sie wkreciłam w zwiazek bez przyszosci ![]()
Masz rację Aronia mezczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna tylko jak kończy
Pozdrawiam serdecznie ![]()
47 2014-08-06 22:21:42 Ostatnio edytowany przez alisesa (2014-08-06 22:22:36)
Nie spodziewałam się, że tak wiele kobietek wplątało się w podobne sytuacje. Ja już dużo lepiej się czuję, nie płaczę po kątach, a nawet odważyłam się myśleć, że to nie ja wszystko zepsułam. Zadałam sobie ostatnio pytanie: po co mi związki, skoro wywołują one tyle strachu, bólu, negatywnych emocji? Kiedy ostatni raz byłam otwarta, pewna siebie, chodziłam z uśmiechem na randki i flirtowałam. Myślę, że było to jakieś 6-8 lat temu. Potem jeden zdradził, inny wykorzystał na inny sposób, powoli przestawałam wierzyć w siebie, choć tak wiele mam do zaoferowania. Ale budziło się we mnie jeszcze inne uczucie. Brak zaufania. Komukolwiek próbowałam zaufać, każda z tych osób zabijała we mnie zaufanie do kolejnej. Bez sensu zapętliłam się w tym i gubiłam siebie. Co do mojej historii, to on zadzwonił kilka dni temu po tygodniu przerwy, porozmawiałam z nim całkiem normalnie, ale nic specjalnego. Zadzwonił jak gdyby nigdy nic. Wywalił z fb, ani słowa, a propos kłótni - ani słowa, zapytał tylko czy u mnie wszystko w porządku. Czy warto dla takiego chłopaka dziewczyny i thepass
? Tak przy okazji, czytam sobie właśnie poradnik, który polecono mi na innym wątku "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?". Bardzo polecam wam tą książkę! I nic na jej temat więcej nie powiem.
alika40+ Trzeba przyznać, że thepass rozumie kobiety, mam wrażenie jakby wszedł w moją psychikę i rozumiał większość mechanizmów. Ale to pomaga.
Thepass, pisząc osobie wspomniałeś o ograniczeniach, jakich nie ma inna osoba. Czy mogę spytać jakie ograniczenia masz na myśli?
48 2014-08-06 22:43:21 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-06 22:43:50)
Trzeba przyznać, że thepass rozumie kobiety, mam wrażenie jakby wszedł w moją psychikę i rozumiał większość mechanizmów. Ale to pomaga.
Thepass, pisząc osobie wspomniałeś o ograniczeniach, jakich nie ma inna osoba. Czy mogę spytać jakie ograniczenia masz na myśli?
Thank you
Szkoda tylko, że rozumienie kobiet, ich psychiki i ogólnie mechanizmów nimi rządzących nie przenosi sie na efekty w wiadomej postaci, więc to niestety tylko czysta teoria, a ważniejsze są jednak inne rzeczy.
A na moj temat nie chce sie tu rozdrabniać.
Mnie w sumie najbardziej boli to, że dana osoba potrafi sie martwić o drugą osobę gdy kocha, a nagle przestaje i ktos juz nagle nie istnieje.
A co gdy czlowiek nie kochal ale po rozstaniu dalej sie martwi? Przeczytalam watek i wylapalam wlasnie to zdanie. Jestem wlasnie świeżo po zakończeniu rocznej relacji, nie czuję nic oprócz zmęczenia i właśnie, nazwijmy to "zatroskania" o człowieka z którym byłam. Wiem, że nie przejdzie mi aż tak szybko, bo życzę mu dobrze i szczerze uważam że gdyby zaakceptował wsparcie w walce z depresją na płaszczyźnie przyjacielskiej, bylyby wieksze szanse na poprawę.
Rzekłbym, że to trwalsze, bo zbudowane na innych odczuciach niż egocentryczna przyjemność z motylków. Tyle, że do czego zmierzasz? Jak sie bedziesz zmuszała by sie o niego nie troskać to tym mocniej będziesz to robiła. Problem rozwiązany nie będzie.
Ten portal miał mieć działanie terapeutyczne, ale im więcej czytam tym bardziej uświadamiam sobie jak destruktywną siłą są niekontrolowane emocje. Ludzie całkowicie zatracają się w innych, spalają, a później tracą sens życia. Co post, to drama. Najprostszym rozwiązaniem wydaje się przyjęcie pozy cynika i dekadenta. Trudno nie tracić wiary w jakikolwiek sens wiązania się z drugim człowiekiem.
52 2014-08-06 23:26:09 Ostatnio edytowany przez Molotok (2014-08-06 23:26:47)
Do czego zmierzam? Sama nie wiem, tak mnie po prostu to uderzyło, że istnieje potencjał i że w przypadku takim jak ten gdy nie była to wielka passionate love, można byłoby przekuć to w solidną przyjaźń, która nie jest aż tak zachłanna o uwagę. Mimo wszystko - brak porozumienia, dojrzałości i krytycznego spojrzenia na rzeczywistość czyni to prawie niemozliwym.
Tak smęcę. Kombinuję czy / ewentualnie kiedy przesłać mu linka do artykułu o wpływie niedoczynności tarczycy na samopoczucie i stany depresyjne. Nie chcę na desperatkę wyjść, a z drugiej strony.. może on nie robił takich badań, a nóż pomogę...
53 2014-08-06 23:34:02 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-06 23:36:15)
Jak sie przebywa wśród problemów to myśli się, że tylko problemy na świecie istnieją. Jak przebywa sie pośrod toksycznych ludzi, to tylko takich sie dostrzega, jakby juz niczego innego nie było na świecie, lepszego przykładu. Dlatego rozpracować problem tak, znaleźć rozwiązanie, być może. Znaleźć wspólne przeżycia? Najcześciej. Niekoniecznie jako terapia, bo jaka? Pocieszająca? Każdy może napisać coś pocieszającego, ale jak ma sie to do życia? Prędzej zrozumiesz mechanizm, aniżeli sie od niego uwolnisz, ale żeby sie uwolnić i tak trzeba zrozumieć. Dlatego recepta na szczescie ok, na eliminacje toksycznych ludzi, zachowan, na odgrodzenie sie od braku perspektyw w srodowisku czy w nierokującym człowieku. W koncu gdyby ten człowiek chciał sobie (i komus) pomóc to by sam szukał tej pomocy, a nie osoba ktorej to nie tyczy bezpośrednio. Przesadą jest pomagać komuś kto tej pomocy nie chce, a w szczególności gdy chcemy kogoś zmienić pod siebie. Lepiej wyjsc z zalozenia, ze ta osoba taka jest i tak chce. Nic na siłę.
54 2014-08-06 23:51:41 Ostatnio edytowany przez Molotok (2014-08-06 23:52:21)
"Przesadą jest pomagać komuś kto tej pomocy nie chce". Prawda to. W sumie jako jego dziewczyna też nie miałam dużo okazji pomagać, bo kontakty nie były aż tak częste aby wyłapywać chwile "dołków" . Naiwnością byłoby myśleć, że po rozstaniu nagle zapragnie mojej obecności jako motywujacego i wspierającego przyjaciela, a w sumie tylko to mogłabym mu zaofiarować.