W sumie nie wiem od czego zacząć,czytam rożne fora, ale zazwyczaj nigdy się nie odzywam, ale chcialabym w końcu wyrzucić z siebie to wszystko...
Nasz związek nigdy nie należał do latwych. Poznalismy sie jak Miałam osiemnaście lat, dość wszystkiego i zjawił się on. Taki inny. Po miesiącu namówił mnie na ślub cywilny, wzielam go, wydawalo mi się ze nie może być złe,ze wkońcu znalazł się ktoś kto mnie kocha. W domu nie spotykało mnie nic dobrego ? byla przemoc i znęcanie się nad nami psychiczne,tak strasznie chciałam od tego uciec. Chyba to mnie zgubiło.
Zamieszkawszy razem, po roku zaszłam wciąże i w sumie wtedy się zaczęło. Zaczął mnie bić, wyzywać,ja nie umiałam i chyba nie chciałam się bronic. Byłam nikim. W 6miesiącu ciąży zabrał mnie na wycieczkę jak się okazało do lekarza - chciał żebym usunęła ciąże. uciekłam stamtąd. Przepraszał, wróciłam. Urodzil się mój synek ? największe szczęście jakie mnie spotkało. Chroniłam go jak mogłam. Maz rzucał rzeczami i mną po ścianach, kopal, wyzywał, miałam mnóstwo siniaków, ale wszystko chowałam. Tak bardzo się wstydliwym. Nie miałam własnych pieniędzy więc byłam zdana na jego łaskę, czasem musiałam wracać do domu boso, bo przecież on płacił za moje buty!
Po kilku miesiacach zaszlam w ciaze drugi raz - maz zmusil mnie do dokonania aborcji. Wzielam leki. Zamknal mnie w domu i poszedl sobie a ja myslalam ze sie wykrwawie. Nie potrafie tego zapomniec i przebolec, chociaz wypieram to ze swojej swiadomosci jak sie tylko da! Jakby to nie dotyczylo mnie...
W międzyczasie poprawiły się relacjew moim domu ? to mama zauważyła ze coś jest nie tak. Złamałam się ? powiedziałam jaka jest prawda. Nie wiem skąd miałam sile po 2 latach tych męczarni, spakowałam go. Wyprowadził się. Niebyliśmy razem pól roku ? mąż poszedł na terapie, obiecywał,przepraszał i w sumie naprawdę było lepiej. Przez chwile.
Teraz synek ma 6 lat a ja mam dość.
Maz go nie nawiedzi, wyzywa, nie chce spedzac z nim czasu. Mnie traktuje jak śmiecia. Wyzywa, poniża,przy dziecku. Jest po prostu tyranem. Nie bije mnie, ale boje się zeznowu tak będzie.
Okłamuje mnie na każdym kroku.
Czasem zastanawiam się czemu jeszcze znim jestem, ale wtedy on staje się miły, przeprasza, mówi zekocha....
Tak mniej więcej to wyglada.
Nie jest to ciagle, to sa takie etapy... Tydzien jest dobrze , drugi tydzien zle. Czy jest dla nas jakis ratunek?
Mam 25 lat, maz 27.