...mąż oznajmił mi po 10 latach małżeństwa że do mnie nic nie czuje, oczywiście to nie było bez przyczyny. Mieliśmy kryzys pierwszy taki w naszym 14 letnim stażu. Sama nosiłam się z myślą o rozstaniu i też do niego czasem nic nie czułam, ale starałam się odrzucać te myśli z głowy. Bo zawsze po burzy przychodziło słońce. teraz cały czas pochmurne niebo - depresja, mam nadzieję że nie wszystko stracone. Co zrobić żeby znowu mnie pokochał. Kiedy się do niego zwracam on na mnie już nie patrzy tak jak kiedyś. To trwa już ponad trzy miesiące a on oddala się coraz bardziej.
Czy komuś udało się wrócić??? Wiem że trzeba rozmawiać, dać sobie czas, ale jak to zrobić, nie radze sobie z tym. Może ktoś przeżył coś takiego? Proszę o rady.
spokojnie kochana .. Zaraz przyjdzie moja odsiecz i Ci poradzi co robic.. Kochana czasami wpada monotonia w zycie i tak bywa ze zaczynasz sie zastanawiac czy kochasz czy nie.. Zalamujac rece i nic nie robiac przerwa robi sie co raz wieksza.. Potem ciezko ja zmniejszyc.. Rozmawiaj wspominaj mile chwile.. Zrob mila kolacje zapros na spacer nie od razu rzuci sie w ramiona ale stopniowo zacznie zauwazac ze sie strasz i bedzie chcial sam z siebie poczuc wszystko co bylo.. Malzenstwo polega na tym gdziesz przeczytalam zeby co jakis czas sie zakochiwac od nowa... Sprobuj rozkochac go w sobie ;;)
dzięki za dobre słowa. Tylko że on ucieka od rozmów, mówi że potrzebuje czasu, nie chcę się już narzucać, płakać, prosić bo to przynosi odwortny efekt.
Wiem wpadła rutyna, ale ja chce to zmienić. Ale do zmian trzeba dwojga, oboje musimy tego chcieć, jak zrobić żeby jemu też się chciało?
dzięki za dobre słowa. Tylko że on ucieka od rozmów, mówi że potrzebuje czasu, nie chcę się już narzucać, płakać, prosić bo to przynosi odwortny efekt.
dokladnie wiec proponuj nie badz nachalna bo to prawda im bardziej naciskasz tym gorzej.. Malymi kroczkami ale do celu.. Nie poddawaj sie zebys pozniej nie zalowala ze nie zrobilas nic.. Hmm a tak z ciekawosci spytam tak po prostu przestal kochac czy moze ktos jest 3??
to nie rozmawiaj z nim, nie mów o problemie jaki jest między wami, nie mów za dużo tylko działaj...
Delikatnie muśnięcię go ręką, delikatny uśmiech, nie wstydz się tego, przecież to cały czas jest twój mąż... Bądź miła, to że cały czas będziesz chodzic z chusteczkmi w niczym nie pomoże...
A mam pytanie, jak wygląda wasze życie seksualne, czy w ogóle coś jest między wami?
Nie przestałam, kocham go i to jest najgorsze, codziennie po powrocie z pracy idę do domu i cieszę się ze go znowu zobaczę jakby była w jakimś śnie, czekam zawsze na niego jak późno nie wraca, nie mogę spać,jeść myśleć i niczym innym. Mam nadzieję że to tylko okropny sen z którego niedługo się obudzę i będzie lepiej.
Ubiegłej nocy kochaliśmy się 4 razy jak nigdy dotąd było cudownie spaliśmy przytuleni całą noc. Wiem napewo że nikogo nie ma.
jeżeli wasz seks tak wygląda to jeszcze nic straconego, wydaje mi się że mąż Cię kocha, ale pogubił się we wszystkim i pewnie do tego wplotła sie rutyna.
Musisz znów go odzyskać, kokietować, miłe słówka, wypady wspólne chociażby do sklepu, żeby chwycić sie za rękę... jak najwięcej musisz mu dać zainteresowania.
Bardzo wam dziękuję za rady, będę działać, nie poddam się tak łatwo. Przecież ludzie nie raz zwątpili w swoje uczucia, ale nie poddawali się tak łatwo.
dokładnie, nie poddawaj się
a ty pewnie masz swoje gierki i wiesz co działa na twojego męża. ![]()
o milosc trzeba walczyc... I nigdy sie nie poddawac.. Nie rozmawiaj na temat nie kochasz mnie.. Zyj jakby tego nie bylo zacznij go rozkochiwac..
Nawet nie wiecie jak mnie podniosłyście na duchu, jak człowiek jest sam z problemem to jest bardzo źle, mój mąż ma kolegów, a ja zamknełam się w sobie i przeżywam to w samotności cierpiąc przy tym okropnie. O niczym innym nie myślę.
no właśnie i to jest najgorsze, gdy zostajemy z problemem same, i wydaje nam sie on większy niż jest w rzeczywistości... twój związek się nie skończył, przeżywa gorsze chwile...
a jak twój mąż reaguje na czułośc z twojej strony? oddala się tak jak pisałaś, czy nie, widać że jest szczęśliwy?
15 2013-05-24 19:14:19 Ostatnio edytowany przez Boxerka (2013-05-24 19:26:29)
...mąż oznajmił mi po 10 latach małżeństwa że do mnie nic nie czuje, oczywiście to nie było bez przyczyny. Mieliśmy kryzys pierwszy taki w naszym 14 letnim stażu. Sama nosiłam się z myślą o rozstaniu i też do niego czasem nic nie czułam, ale starałam się odrzucać te myśli z głowy. Bo zawsze po burzy przychodziło słońce. teraz cały czas pochmurne niebo - depresja, mam nadzieję że nie wszystko stracone. Co zrobić żeby znowu mnie pokochał. Kiedy się do niego zwracam on na mnie już nie patrzy tak jak kiedyś. To trwa już ponad trzy miesiące a on oddala się coraz bardziej.
Czy komuś udało się wrócić??? Wiem że trzeba rozmawiać, dać sobie czas, ale jak to zrobić, nie radze sobie z tym. Może ktoś przeżył coś takiego? Proszę o rady.
Ja nie pocieszę. U mnie po niespełna 2 latach związku mąż przestał mnie kochać i szanować. Też przez ciągłe kłotnie i nieporozumienia. Również nie raz nosiłam się z zamiarem odejścia, ale tak jak to ujęłaś " bo burzy wychodziło słońce" i kochałam go mocno od nowa. Rozstaliśmy się 2 krotnie, bo żadne argumenty do niego nie przemawiały. I po każdym powrocie niestety było tylko gorzej...oczywiście na początku radość a potem okazywało się, że w nim jakby coś się wypaliło. Teraz wiem już na pewno - on mnie nie kocha. I nie zacznie kochać. Jest syn i jego poczucie jakiegoś przywiązania... tylko tyle. Nie ma czułości, nie ma seksu i nie ma szacunku.
Dlatego dziś już nie ma nas. Rozstałam się z nim, mimo że ja go wciąż kocham nad życie. On by mnie nie zostawił. Może zdradziłby za parę lat, gdyby miał sposobność. Ale póki co by tak trwał nadal...
a ja nie potrafiłam już dalej patrzeć w jego beznamiętne oczy i żyć wspomnieniem tego, co kiedyś między nami było.
Koszmar, którego sama bym nigdy nie wymyśliła, a wymyśliło je życie.
Lepiej porozmawiaj z nim szczerze o Was. Niech sie przyzna co czuje. Jesli nie bedzie chciał - zostaw go. Mój po rozstaniach nigdy o mnie nie zabigał, to ja głupia wracałam. I to był największy błąd. Nie zrób tego samego...
A jeszcze takie pytanie - jak często się kłócicie? Myślisz, że to tylko rutyna czy jednak ciągłe zgrzyty wszystko psują?
U nas ja walczyłam z rutyną za 10ciu, czasem zachowywałam się jakbyśmy znowu dopiero co sie poznali... bo tak czułam. Na mnie to działało.
Z tym, że ja nie przeżywałam aż tak mocno naszych "zgrzytów". Owszem, gdy nie odzywaliśmy sie do siebie cierpiałam tak jak on, ale mi złość przechodzi szybko. Nie lubie długo mieć niedopowiedzeń . On z kolei wyznał mi kilka razy, że przez te ciągłe kłótnie czuje sie zmęczony. I wiem że to go wypaliło. Ale na to nic nie poradze... takie charaktery. Nie biegałam za nim z wałkiem w ręku, nigdy nie krzyczeliśmy na siebie. Po prostu różne sprawy nas w sobie nawzajem irytowały. Mocniejsza wymiana zdań, ale nigdy wrzaski.
Nie wiem jak jest u Ciebie. Bo jeśli faktycznie to tylko rutyna, to być może poczuliście chwilową " nudę" - a tego problemu chyba najłatwiej się pozbyć ![]()
ale MARTYNKA34 nie napisała że mąż jej nie szanuje, a seks maja bardzo udany tak jak wspomniała, więc co, uważasz że jednak wszystko skończone?
Może powiedział jej to wprost aby być z nią szczery, a nie być szorstkim facetem, aby sama się domyśliła, powiedził to bo chce to wszystko odbudować.
17 2013-05-24 19:30:13 Ostatnio edytowany przez bags (2013-05-24 19:36:25)
...mąż oznajmił mi po 10 latach małżeństwa że do mnie nic nie czuje, oczywiście to nie było bez przyczyny. Mieliśmy kryzys pierwszy taki w naszym 14 letnim stażu. Sama nosiłam się z myślą o rozstaniu i też do niego czasem nic nie czułam, ale starałam się odrzucać te myśli z głowy. Bo zawsze po burzy przychodziło słońce. teraz cały czas pochmurne niebo - depresja, mam nadzieję że nie wszystko stracone. Co zrobić żeby znowu mnie pokochał. Kiedy się do niego zwracam on na mnie już nie patrzy tak jak kiedyś. To trwa już ponad trzy miesiące a on oddala się coraz bardziej.
Czy komuś udało się wrócić??? Wiem że trzeba rozmawiać, dać sobie czas, ale jak to zrobić, nie radze sobie z tym. Może ktoś przeżył coś takiego? Proszę o rady.
Urwij "kontakt", zyj dla siebie, zajmij sie czyms i zobaczymy. To jedyna szansa. Jezeli bedziesz biegala za nim i bedzie wiedziec ze czekasz to sie to moze nigdy nie skonczyc albo jakas inna to skonczy. Musi poczuc ze skoro "odchodzi" uczuciowo, to nie tylko Ty jego tracisz ale rowniez on Ciebie.
Facet po 10 latach związku, wpadl w pułapkę w którą wpada wiele osób, a jest ona potocznie nazywana "wypaleniem".
Wypalenie, to nic innego jak znudzenie, tęsknota za nowością, motylkami, adrenaliną, emocjami i tym wszystkim co kiedyś było, a co w naturalny spsób przekształca się potem w przyjaźń/bliskość/duchową więż/przywiązanie. Niektórym ludziom to wytarcza i nie potrzebują " motylków" ( bo wiedzą jak bardzo są ulotne ), niektórzy jednak nie rozumieją tych mechanizmów ( zwłaszcza osoby młode ) i wydaje im się, że z kimś nowym będzie inaczej ( a zapewniam Cię że inaczej będzie przez bardzo krótki czas, bo ostre zakochanie genrealnie jest iluzją ). W szkołach powinny być obowiązkowe lekcje z psychologii miłości !
Jedyne co możesz zrobić to zupełnie odciąć się od niego, tak żeby poczuł realny brak Twojej osoby w jego życiu. Tylko to może dać jemu do myślenia, nic innego.
W żadnym razie nie zmuszaj go do rozmów pierwsza, nie wyznaczaj czasu na zmiany. Odsuń się, stań się trochę nieosiągalna, tajemnicza, niezależna. OBSERWUJ Z DYSTANSEM a nade wszystko nie daj się prowokować, bo mimo tego, że być może też i On był nie w porządku, to teraz bardzo potrzebuje argumentów, że dobrze robi, "bo Ty taka piiiiii bylas".
Z wyczuciem prowadź rozmowy. I nie pozwól sie wpędzać w poczucie winy, bo gdy tylko zaczniesz przepraszać, starać sie byc lepszym to tak, jakbyś potwierdzala, ze było miedzy Wami źle. Na takie zachowania będzie czas dopiero po Jej powrocie do związku.
Metoda 34 krokow dla malzenstw w kryzysie (na odzyskanie pewnosci siebie w oczach partnera)
Nie przeredagowane:
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny - masz wsparcie w tesciach poki sa po Twojej stronie
7. Nie proś o wsparcie duchowe - z tym bym trochę polemizował jeśli ktoś Nas faktycznie i szczerze wspiera.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj jej. To cię zniszczy.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kina, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w kontakcie z nią (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj jej jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących związku do chwili, gdy Ona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie ona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z nią, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. Ona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.
Obserwuj po cichu i z dystansem czy czasami nie ma "tej 3" na kocia lape. I pomysl nad wyeliminowaniem depresji z Twojego zycia. Bo to najwiekszy Twoj sabotazysta na teraz, ktory wespol z sytuacja w Waszym zwiazku rosnie w sile na Twoja niekorzysc.
ale MARTYNKA34 nie napisała że mąż jej nie szanuje, a seks maja bardzo udany tak jak wspomniała, więc co, uważasz że jednak wszystko skończone?
Może powiedział jej to wprost aby być z nią szczery, a nie być szorstkim facetem, aby sama się domyśliła, powiedził to bo chce to wszystko odbudować.
No ja nie wiem jakim tonem on jej to oznajmił. Ale takich rzeczy się nie mówi, gdy chce się cokolwiek odbudowywać. Też nie raz miałam dość i wydawało mi się "już go nie kocham" a mówiłam tylko " Kochanie, psuje sie miedzy nami, nie jest dobrze..." .
Seks... hmm... mój też twierdził, że jest zmęczony naszym związkiem, a jednak jak go "jaja przycisnęły" po tygodniu czy póltra wstrzemięźliwości to tez potrafiliśmy sie kochać pół nocy.
Nie chcę snuć czarnych scenariuszy na siłę. Po prostu jak z nim nie porozmawia i nie wyciągnie zniego o co tak naprawdę mu chodzi to działa troche po omacku. Jeśli sam nie bedie potrafił sie określić, to niech ona próbuje to nazwać za niego... czy czuje rutynę czy jest zmęczony kłótniami...? To ważne.
Bo ja przez ostatni rok stawałam na głowie, żeby tylko przypasować mężowi, jednak mimo to zdarzały nam się "kłótnie" - w cydzysłowie, bo dla mnie to były drobvne nieporozumienia, o głupie, codzienne sprawy, jak np. którą drogą jechać do celu, którego naczynia użyć, jak sprzątnąć na trawniku etc. głupoty. A dla niego pwoody do niesamowitej złości i irytacji na mnie. I po tych dwóch latach człowiek się zwyczajnie wypalił... bo nie robię wszystkiego tak jak on by sobie tego życzył. I oczywiście nigdy nie bede robić - nie jestem ideałem. Irytowało go to do tego stopnia, że stracił ochote na codzienny seks. Robiliśmy to albo gdy wyżebrałam, albo po dłuższej przerwie.
Dlatego o tym napisałam.
19 2013-05-24 19:48:16 Ostatnio edytowany przez Boxerka (2013-05-24 19:51:05)
Urwij "kontakt", zyj dla siebie, zajmij sie czyms i zobaczymy. To jedyna szansa. Jezeli bedziesz biegala za nim i bedzie wiedziec ze czekasz to sie to moze nigdy nie skonczyc albo jakas inna to skonczy. Musi poczuc ze skoro "odchodzi" uczuciowo, to nie tylko Ty jego tracisz ale rowniez on Ciebie.
Facet po 10 latach związku, wpadl w pułapkę w którą wpada wiele osób, a jest ona potocznie nazywana "wypaleniem".
Wypalenie, to nic innego jak znudzenie, tęsknota za nowością, motylkami, adrenaliną, emocjami i tym wszystkim co kiedyś było, a co w naturalny spsób przekształca się potem w przyjaźń/bliskość/duchową więż/przywiązanie. Niektórym ludziom to wytarcza i nie potrzebują " motylków" ( bo wiedzą jak bardzo są ulotne ), niektórzy jednak nie rozumieją tych mechanizmów ( zwłaszcza osoby młode ) i wydaje im się, że z kimś nowym będzie inaczej ( a zapewniam Cię że inaczej będzie przez bardzo krótki czas, bo ostre zakochanie genrealnie jest iluzją ). W szkołach powinny być obowiązkowe lekcje z psychologii miłości !
Jedyne co możesz zrobić to zupełnie odciąć się od niego, tak żeby poczuł realny brak Twojej osoby w jego życiu. Tylko to może dać jemu do myślenia, nic innego.
Bugs ma świętą rację! Bieganie i dogadzanie nie pomaga. Rozłąka jest potworna, szczególnie jak Ty wciąż kochasz...wiem, bo własnie odeszłam od męża, z TEGO powodu. Nie pierwszy raz. Mój błąd był taki, że wracałam z podkulonym ogonem, bo emocjonalnie nie wytrzymywałam rozłąki. Skutek był taki, że mąż przestał mnie szanować " bo i tak wracam", kłóciliśmy się jak dawniej, tylko on miał coraz mniej skrupułów co do mnie, stał sie bardziej oschły.
Gdy spytałam " Chcesz żebym została?" Odpowiedział " Tak proszę". Po czym dodał, że cała ta "scena" z wyprowadzką i pakowaniem walizek była zbedna i niepotrzebna jego zdaniem. I natychmiast przeszedł do spraw przyziemnych, jakie zakupy trzeba zrobić etc. Zero rozmowy na temat, dlaczego chciałam to zrobić. Zwyczajnie go to nie obchodzi. Ot Dobrotliwy Pan wybacza żonie jej niesubordynacje i zezwala na to by wszystko było jak dawniej. Sztucznie, sztywno beznamiętnie.
Do tego doprowadziła mnie moja uległość. Ale żal mi było związku, na siłę chciałam dać nam szansę... której on nie chciał w głębi duszy. Oczywiście twierdząc inaczej.
Baaaardzo długa droga przed Wami. I jeśli On będzie z Tobą szczery to w miare szybko uda Ci sie ustalić kurs - albo razem albo osobno. Jeśli natomiast jemu zabraknie odwagi na szczerość - bo np. Ty bedziesz kwilić że go bardzo kochasz, jak robiłam to ja.... - a Tobie zabraknie siły by odejść - tak jak brakowało jej mnie... To obawiam się scenariusza zbliżonego do teg, który miałam wątpliwą przyjemnośc adgrywać przez ostatni rok. ![]()
Wiem co mówię.
Nkt ot tak nie mówi " już Cie nie kocham".
A odnośnie 3 osoby... uważaj, bo bardzo szybko może się ktoś taki pojawić...
człowiek to wszystko wie ale sam robi sobie krzywdę,nie dąży do do tego żeby było lepiej, zatraciliśmy się wiem że przedtem byłam zmęczona, bo praca, dzieci obowiązki czasem naburmuszenie, kiedy o mnie zabiegał ja go odsuwałam od siebie coraz dalej - teraz to wszystko widzę bo on robi dokładnie to samo co ja wtedy. Mam nadzieję że nam się uda bo próbujemy jakoś normalnie rozmawiać wiem że nie będzie tego od razu że trzeba mówić o swoich potrzebach nie myśleć tylko o sobie co nas złego spotkało, ale też o drugiej stronie.
Teraz się staram, a on mówi ze mnie nie poznaje że to nie ja, a ja go pytam czy to źle czy dobrze- na to on nie wiem.
Na wszystkie pytania odpowiada nie wiem......... Na razie nie dopuszczam do siebie myśli że ma kogoś, wiem gdzie jest z kim co robi, ale wraca późno żeby ze mną nie siedzieć.
Wiem rady typu weź się w garść, odpuść sobie może ale jak to zrobić kiedy mnie tak ciągnie do niego..........
człowiek to wszystko wie ale sam robi sobie krzywdę,nie dąży do do tego żeby było lepiej, zatraciliśmy się wiem że przedtem byłam zmęczona, bo praca, dzieci obowiązki czasem naburmuszenie, kiedy o mnie zabiegał ja go odsuwałam od siebie coraz dalej - teraz to wszystko widzę bo on robi dokładnie to samo co ja wtedy. Mam nadzieję że nam się uda bo próbujemy jakoś normalnie rozmawiać wiem że nie będzie tego od razu że trzeba mówić o swoich potrzebach nie myśleć tylko o sobie co nas złego spotkało, ale też o drugiej stronie.
Teraz się staram, a on mówi ze mnie nie poznaje że to nie ja, a ja go pytam czy to źle czy dobrze- na to on nie wiem.
Na wszystkie pytania odpowiada nie wiem......... Na razie nie dopuszczam do siebie myśli że ma kogoś, wiem gdzie jest z kim co robi, ale wraca późno żeby ze mną nie siedzieć.
Wiem rady typu weź się w garść, odpuść sobie może ale jak to zrobić kiedy mnie tak ciągnie do niego..........
Bo robisz wszystko co popadnie "pod publike" czyli pod niego.Z nim, o nim, przy nim, za nim, dla niego, na nim i... w nim. A ja sie tak bez pardonu zapytam...:
GDZIE QWA TY JESTES????
TWOJE POTRZEBY, PLANY, MARZENIA, SPRAWY OKOLO "WACIKOWE"???
Sorki, ze tak brutalnie ale ja bylem w takim ukladzie, gdzie zona wespol z tesciowa chcialy mnie zeszmacic i przerobic na swoja modle; zrobic ze mnie ich klona. Raban podniosly, ze ja sie nie daje, jakim prawem staje okoniem skoro jestem slubny maz. Toksyczny trojkat to byl, ale pies to drapal. I u Ciebie paradoksalnie jest podobnie. Ty stajesz za przeproszeniem na rzesach, by wkupic sie w laski meza.
Związek dwojga ludzi to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku."
Zanim zaczniesz na przyszlosc tak rozpaczac, to poszperaj na youtube i posluchaj sobie w szczegolnosci kazania o malzenstwie ks. Pawlukiewicza, wykladow Jacka Pulikowskiego - stosownie wg potrzeb, bo tam jest tego od groma i cut ciut - i napisze Ci cytatem tak bardziej dosadniej...
Trafilam tu gdy rozpaczliwie chcialam sie wyplakac. Poskarzyc na los. Poprosic o porade. Anonimowosc byla super sprawa. Moglam opisac cale ochydztwo mojej sytuacji, zenujaca historie. To bylo super. A potem moglam wrocic do pracy i udawac w biurze jak to wszystko OK w moim zyciu. No bo jak podac swoje prawdziwe nazwisko, imie i opowiedziec jak pozwalam sie facetowi upokorzyc, zeszmacic, traktowac jak dziwke, jak glupka.
Anonimowo mozna.
Teraz zagladam czasem na to forum i czytam. I zal mi tych wszystkich glupich ludzi.
bo to my jestesmy glupi, nie lubimy sie, nie szanujemy i nie kochamy... i boimy sie ze ten jeden jedyny "dupek" co nam sie trafil to skarb, ktorego trzeba trzymac za wszelka sile. Niech nas bije, poniza, zdradza... my wszystko wybaczymy bo go kochamy...
a to pomylka my go nie kochamy... my tylko nie potrafimy odroznic milosci do "dupka" od braku milosci do samych siebie.
a brak milosci do siebie oznacza, ze:
- boimy sie ze go stracimy i zyc bez niego nie bedziemy juz mogly
- wybaczamy ochydzienstwa, niesprawiedliwosc, brak szacunku
- mowimy ze mamy nadzieje ze kiedys ON to zrozumie..... ale nawet przed soba nie chcemy sie przyznac, ze wydaje nam sie ze jak jego nie bedzie to juz nikogo nie bedzie... i splesniejemy w kacie. Udajemy wiec ze czekajemy az zrozumie. Przeciez zrozumiec moze bez nas w poblizu.
-zapominamy... mowimy "to ostatni raz" albo "tym razem wybaczam" ... a potem wypieramy z naszej swiadomosci ze cos takiego powiedzielismy
- BO TAK NAPRAWDE PANICZNIE BOIMY SIE ZE NIKT NAS JUZ NIE POKOCHA (takie do niczego jestesmy, brzydkie, grube, obwisle cycki, albo brak wyksztalcenia, biedne, albo moze stare)Ja wlasnie odrabiam moja prace zyciowa.
Ucze sie jak kochac siebie. Wydawalo mi sie ze to mnie nie dotyczy. A jednak! Slepa bylam i biedna. Az mi zal siebie.Napiszcie mi wszystkie zdradzone, pobite, porzucone, nieszanowane dziewczyny dlaczego tak walczycie o tego "PANA DUPKA"?
Ja powiem pierwsza.
Bo gruba jestem i wydaje mi sie ze nie jestem na tyle ladna by ktos na mnie zwrocil uwage... no i jeszcze pokochal
boje sie ze nie jestem rowniez zbyt madra... a interesuja mnie wylacznie inteligentni faceci
ON mowil, ze kocha.... no to myslama ze kocha tylko inaczej, i ze ja moze tego nie widze... a fakty co swiadcza przeciw niemu... no to nie wiem... moze przejaskrawiam? Wiec jak dluzej bedziemy razem to sie dopatrze wreszcie. I sie dopatrywalam czasami. Kwiaty przyniosl, usmiechnal sie do mnie... mama niby tez, ale na mame nie bylam taka napalona.
Mowil ze kocha... a jak mowi ze kocha to znaczy ze mowi, a nie ze kocha.
... i bardzo nie lubie byc niekochana. Normalnie panika. To nic ze zdradzil... ale powiedzial ze kocha i ze jestem najwazniejsza. To jak narkotyk. To nic ze sie zabijam, ale mam przez chwile przyjemnosca co z Wami nie tak?
potraficie zrobic sobie pranie mozgu?
22 2013-05-28 09:38:00 Ostatnio edytowany przez MARTYNKA34 (2013-05-28 09:39:36)
Bo robisz wszystko co popadnie "pod publike" czyli pod niego.Z nim, o nim, przy nim, za nim, dla niego, na nim i... w nim. A ja sie tak bez pardonu zapytam...:
GDZIE QWA TY JESTES????
TWOJE POTRZEBY, PLANY, MARZENIA, SPRAWY OKOLO "WACIKOWE"???
Bags bardzo jestem Ci wdzięczna za te słowa - gdzie jestem ja muszę się nauczyć kochać siebie, szanować i cieszyć się każdym dniem. Wiem trudno się z tym pogodzić, ale trzeba odpuścić, popełniłam dużo błędów, chciałam to naprawić ale on trwa przy swoim i puki co zdania nie zmieni jest zimny,oschły, złośliwy, Ja też zaczynam się też robić złośliwa, chociaż tego później żałuję.Jak się zobojętnić na "niego" jeżeli on nie potrafi docenić tego co ma.
Może kiedyś doceni, ale może już być za późno.
Od teraz zaczynam żyć, odrzucam wszystkie negatywne myśli - żyję, jestem atrakcyjna, piękna, potrafię słuchać, uczę się mówić to co czuję, będę się umawiać z ludźmi, dam radę!!!!!
ale powiedzcie jak żyć koło niego bez niego???
zaraz skończę pracę, pójdę do domu i znowu mnie dopadnie to głębokie uczucie bezradności - które oczywiście cały czas odrzucam a, to wraca, bo gdyby odszedł i już bym go nie widziała to na pewno by było prościej, jak to mówią czas goi rany.
zaraz skończę pracę, pójdę do domu i znowu mnie dopadnie to głębokie uczucie bezradności - które oczywiście cały czas odrzucam a, to wraca, bo gdyby odszedł i już bym go nie widziała to na pewno by było prościej, jak to mówią czas goi rany.
Witaj MARTYNKA34 wiem co czujesz,wiem jakie to jest mega zły układ,nie da się opisać tego co dzieje się w sercu gdy jest ta druga nasza połowa obok nas ale ona twierdzi że już nie pasuje do nas.Przerabiam to samo co ty,przerabiałem bo od wczoraj już się moje kochanie wyprowadziło.Jest odrobine lepiej na duszy.Rozum mówi nie jest warta mojej miłości,tyle złego mi zrobiła,ale serce nie słucha.
...dalej trwam w postanowieniu, nie będę ryczeć, przecież trzeba żyć normalnie. Cały czas próbuję sobie przypomnieć jakie miał wady dlaczego tak wcześniej mi nie zależało, ŻEBY COŚ ZMIENIĆ. Mam w głowie pustkę, pamiętam tylko te dobre chwile - czy mózg mi się zresetował?? Czy ten wstrząs obudził moje ogromne uczucie jakim go darzę ( jeszcze - wciąż).???
kiedy kilka dni temu rozmawialiśmy, a w zasadzie ja mówiłam, powiedziałam o swoich uczuciach, odczuciach, to wydaje mi się że on mi nie wierzy bo wcześniej tak nie mówiłam, ale w jakim celu miałabym kłamać, przecież gdybym nic nie czuła to nie chciała bym trwać w związku bez przyszłości i tak zrobi co będzie chciał:)
.....co przyniesie dzisiejszy wieczór - ciągle mam nadzieję ze przyjdzie i powie spróbujmy jeszcze raz jak nam nie wyjdzie to odpuścimy, ale to tylko są moje marzenia, on jak na razie o tym nie marzy:( po prostu odpuścił ![]()
Martynka w takiej sytuacji najlepiej jest zająć się sobą i nie myśleć o tym PANU. Jeśli odczuwasz pustkę to znaczy, że on był centrum Twojego wszechświata. Musisz odnaleźć się na nowo. Musisz zrozumieć, że nie jesteś od nikogo uzależniona.
Jak wróci to wróci, ale może się okazać, że nie będziesz już go chciała. No ale jeśli wróci to nie pozwól mu wejść do swojego życia o tak. Idźcie na terapię i pracujcie nad związkiem.
Mam nadzieję, że niedługo poczujesz się lepiej.
Martynka w takiej sytuacji najlepiej jest zająć się sobą i nie myśleć o tym PANU. Jeśli odczuwasz pustkę to znaczy, że on był centrum Twojego wszechświata. Musisz odnaleźć się na nowo. Musisz zrozumieć, że nie jesteś od nikogo uzależniona.
Jak wróci to wróci, ale może się okazać, że nie będziesz już go chciała. No ale jeśli wróci to nie pozwól mu wejść do swojego życia o tak. Idźcie na terapię i pracujcie nad związkiem.
Mam nadzieję, że niedługo poczujesz się lepiej.
Dzięki za każde dobre rady, staram się wiem że te huśtawki nastrojów kiedyś miną, w dalszym ciągu realizuje się w tym co postanowiłam - nie jest łatwo, czas pokaże co będzie dalej.
Muszę sobie tak zorganizować czas żeby nie było chwili na zastanawianie się DLACZEGO TO MNIE SPOTKAŁO!!! mam dzieci dla nich muszę być uśmiechnięta, radosna nie rozdrażniona - pracuje nad tym.
Witajcie po długiej przerwie, u mnie nic nowego 01.09.2013 minie pół roku od naszego niby rozstania, bo nadal mieszkamy razem i to w tym wszystkim jest najgorsze, dalej mam nadzieję że przyjdzie taki dzień ze wszystko wróci do normalności, a jeżeli nie to też muszę żyć!
Witam, jak cie czytam to widze siebie i mojeg meza 2 lata temu.Ktoregos wzesniowego dnia poklocilismy sie o glupote, ale zadne nie chcalo ustapic.Nie rozmawialismy kilka dni on spal u corki a ja z corka w sypialni.Postanowilam przeposic bo unalam ze on mial wiecej racji ale on nie przyjal przeprosi,powiedzial ze "po co skoro i tak sie zaraz poklocimy".Kolejne kilka cichych dni i ja znow wyciagam reke a on dalej zimny.Po2 tygodniach mojego placzu przytulil mnie i wocil do sypialni;D jednak ja czulam ze cos jest nie tak zapytalam czy mnie kocha nie chcial odpowiedzec mowiil"przeciesz wiesz"ale ja nie czulam milosci kilka razy w ciagu tygodna zapytalm o to samo i uslyszalam"juz cie nie kocham, nie wiem co bedzie,narazie ide spac do pokoju corki.Wyszlam z domu zaplakana i zadzwonilam do jego siostry z prozba o pomoc.Po rozmowe z nim dowiedzala sie ze on nie czul sie kochany, ze sam tez przestal kochac chce sie wyprowadzic a jak nie zateskni to sie rozwiedziemy.Wyprowadzil sie 2 stycznia, po ponad 3 miesiacach piekla jakie mi zgotowal.Byl zimny przychodzil z pracy robil sobie obiad i siadal na komputerze, traktowal mnie jak powietrze.Na moje prosby o szanse ,na przypomnienia jak bylo nam dobrze,na moj placz reagowal agresja.Kiedy widzialam jak jest zimny dostawalam szalu i tez bylam agresywna byly straszne jazdy.Oczywiscie jak przychodzilam w nocy to sie kochalismy ale na drogi dzein powtorka z rozrywki.Zaczelam podejrzewac ze kogos poznal sprawdzilam komputer ale nic nie znalazlam wiec zalozylam program szpiegujacy a on znalazl stronki z flmami porno, weszlam tez na jego konto w grze zobaczylm jakie ma wyluzdane znajome.Zazadalama bilingu talefonicznego po kilku klutniach przyznal sie ze odnowil kontakty ze stara znajoma ktorej sie na mnie zalil, ale on mu doradzala ratowanie rodziny wiec przestal do niej dzwonic.Po tym wszystkim powiedzilam ze jezeli przestanie to robic i zacznie walczyc razem ze mna to moze zostac, on na to "nikt mi nie bedzie mowil co mam robic dostal w twarz, spakowal sie i wyszedl ale nie na dlugo po 3 dniach wrocil bo nie mial jeszcze stancji.Wynajal ja przed swietami ale ze na swieta bylismy u jego mamy to wyprowadzil sie po powrocie.Myslalam ze to juz koniec bo zablokowal moj numer nie moglam do niego dzwonic a sam sie nie odzywal tylko do dzieci dzwonil.Jak po pierwszym tygodniu przyjechal do dzieci byl pewien ze chce rozwodu, wtedy nie wytrzymalam wyciagnelam album i zdjecie po zdjeciu zaczelam mu pokazywac jak bylismy szzesliwi i czy te chwile nic dla niego nie znacza,opisalam je wszstkie a on powiedzal pierwszy raz ze pomysli.Kolejny tydzien praktcznie nic pozniej nastepny na urlope z dziecmi i strasznie znow zimny ale jak przywiozl dzieci powiedzial ze moze zostac i zstal do teraz.Tera jest dobrze ale wyszlo jeszcze kilka spraw w miedzy czasie napisze pozniej jak bedziesz chciala, mysle ze byl ktos trzeci nie wiem czy doszlo do zblizenia czy to byl dopiero poczatek,nie wiem kto zaczal i kto skonczyl,tak naprawde duzo nie wiem on mowi ze nikogo nie bylo ale ja mu nie wierze nie wiem co leprze teraz dla mnie kiedy on jest taki dobry, czy chciala bym teraz poznac prawde czy nie ,bo gdybym sie teraz dowiedziala ze mam racje to niestety ale mosila bym go zostawic
Ludzie wykład księdza człowieka bezdzietnego o małżeństwie, chyba sam jesteś księdzem, a ja nie mam zaufania do żadnych duchownych.
Mam swoje doświadczenia...
witaj Ciekawsakaaga,
chciałabym poznać Twoją historię, wiadomo że każdy człowiek jest inny. Ja próbowałam różnych sposobów na razie żaden nie przynosi rezultatów, a wydaje mi się że jest coraz gorzej. Wszystkie sposoby zawodzą, a ja jak na razie nie chcę się poddać.
Pozdrawiam
Witam, pisalam jak sie zaczelo i ze teraz jestesmy razem. W miedzy czasie wydazylo sie cos co sprawilo ze mysle ze byla 3 osoba.Moz wrocil pod koniec stycznia' na poczatku nie traktowal mnie jak zone nie dotykal nie przytulal.mowil ze wrocil dla dzieci a co z nami to sie okaze.Dopiero w marcu zaczal sie normlnie zachowywac i powiedzial ze mnie kocha ale nie chial mi od razu mowic bo chcial zobaczyc czy bede walczyc i zmienie w sobie to co mu nie pasowalo.Na poczatku sierpnia znalazlam smsa w jego starym telefonie w ktorym bylo napisane'i tak cie kocham" wczesniej kiedy mowilam ze moze poznal kogos i dlatego nie chce ratowac naszego malzenstwa mowil ze to nie tak.Po tym jak mu pokazalm tego smsa mowil ze to kolega pisal z jego telefonu i nie wykasowal,zarzekal sie ze mnie kocha i nigdy nie zdradzil.Powiedzial ze zadzwoni do tego kolegi i on mi powie jak bylo,ale nie zadzwonil bo kolega byl w niemczech i czekal az wroci.Poproslam o biling zgodzil sie bez gadaniaa, ale pozniej ciagle zapominal zadzwonic, albo mowil ze po co mi to ze sobie wmawiam kochnki.Dostalam biling po pol roku od znaleziena smsa i niestety wyszlo na moje, numer powtarzal sie codziennie i to o takich godzinach ze nie mogl pisac kolega.Przyznal sie ze pisal do niej ale ona nie wiedziala ze pisze z moim mezem bo on niby robil sobie z niej jaja za przyzwoleniem swojego kolegi.Kolega to potwierdzil, a ja nie moge sie dowiedziec prwdy od tej dziewczyny bo numer zaraz stal sie nieaktywny.wsystko wskazuje na to ze mialam raje jednak na 100% nie moge byc pewna,maz zawsze po pracy wrcal na czas do domu wiec nie mail zbytnio czasu na romans.I tylko dlatego sie nie rozwiodlam' ale powiedzilam ze jezeli prawda do mnie dojdzie to nawet jak nam sie bedzie super ukladac to go zostawie.Za to ze zwalal cala wine na mnie i proboal mi wmowic urojenia.Teraz jest dobrze nie mysle o tym czy mam racje czy moj maz poprostu zachowywal sie jak maly chlopiec piszac do obcej baby dla kawalu.Obiecal ze juz nigdy nie da mi powodu do podejrzen i nnarazie slowa dotrzymuje,lub lepiej sie kryje;D,nie mysle o tym na codzien bo to niema sensu, co ma byc to bedzie , moje zamartwianie sie nic nie da.Jesli chodzi o ciebie to mysle ze powinnas postawic mezowi warunek, albo dziala albo won, bo to co teraz przechdzisz jest straszne i do niczego nie prowdzi.Moze jak sie wyprowadzi to zateskni a jak nie to bedziesz wiedziala na czymm stoisz.Predzej czy pozniej znajdzie sobie inna taka natura czlowieka wszyscy chcemy kochac.Jesli bedziesz chciala cos wiecej sie dowiedziec pisz,pozdrawiam
36 2013-09-01 19:42:31 Ostatnio edytowany przez MARTYNKA34 (2013-09-01 19:43:03)
jak długo to trwało za nim zrozumiał że Cię jednak kocha i co robiłaś w między czasie, od poniedziałku mąż spi w pokoju dziewczynek. a ja udaję że mnie wogóle nie obchodzi. może to też jest sposób. Ale to jego znikanie na całe dnie i wieczory z domu snują moje podejrzenia. W tygodniu znika w "barze" prosto po pracy więc nie wydaje mi się aby taki nieświeży szedł do jakijś kobiety i przychdzi po piwkach, ale w weckendy to już inna stona medalu, DZISIAJ NP JAK WYSZEDŁ O 12 TAK NIE MA GO DO TEJ PORY???
My też pokłuciliśmy się o głupotę 22.02.13 , strasznie go zwyzywałam a 01.03.13 powiedział mi że nic do mnie nie czuje. Oczywiście przepraszałam. płakałam, prośbą, groźbą nic nie wskurałam. Na razie nie wiem jak maż życ żeby było dobrze, dzisiaj mija pół roku.
Mąż powiedział ze mnie nie kocha w połowie października 2011,nawiasem mówiąc kilka dni przed 12 rocznicą slubu,a pierwszy raz sam powiedział ze mnie kocha pół roku pożniej. Przez pierwsze 3 miesiące od tej informacji ciągle sie kłociliśmy taka była moja reakcja na jego obojętność,on chciał sobie mieszkać z nami w oddzielnym pokoju ale nie byc ze mna zeby móc robic co chce,ale ja tak nie chciałam wiec sie wrecz żarliśmy. Ciagle prosiłam żeby wrócił do sypialni zeby dał mi szanse pokazać ze mogę sie dla nas zmienić i nawet ze dwa razy wracał,ja wtedy byłam chodzącym ideałem żony i kochanki, ale on i tak się nudził i po kilku dniach już nie chciał dalej próbować,dlatego musiał sie wyprowadzić.W swieta prosiłam zeby tego nie robił miał już wynajety pokój w mieście oddalonym o 30 km od naszego mieszkania,niestety powiedział że tak jak jest byc nie moze ale bedzie przyjezdzał do dzieci więc jeżeli zobaczy że się zmieniłam i zateskni to wróci.Strasznie się pożarlismy w nowy rok bo on tylko czekał aż sobie pójdzie mnie traktował jak powietrze a dom jak hotel,następnego dnia już go nie było.Nie mogłam nawet zadzwonic bo zablokował mój numer,jak dzwonił do dzieci to nie chciała ze mną gadać.Jestem pewna na 99% że coś musiało być na rzeczy, kiedy tak to czasem sobie przypominam to były pewne oznaki juz wcześniej. Pokłóciliśmy się pod koniec września ale nie spał u mnie już od czerwca,budziłam go bo strasznie chrapał i się nie wysypialiśmy do pracy dlatego zamienił się pokojem z córką.Może już wtedy coś się zaczęło dziać, wspominał latem że już połowa życia za nim i takie tam,zartowaliśmy ze ma przedwczesny kryzys wieku średniego(34 lata wtedy miał).Tak naprawdę nie wiem czemu zmienił zdanie,jak wrócił to był obojętny dla mnie traktował raczej jak koleżankę az do dnia kobiet.Ale teraz mówi że nigdy nie przestał mnie kochać tylko go strasznie denerwowałam i było mu cieżko do tego stopnia że chciał odpocząć.Czasem jak się kłócimy mówi że mógł nie wracac może już by był szczęśliwy z kimś innym, a jak się godzimy to mówi że się boi mnie stracic i ze wcale tak nie mysli jak mówi w złości.Nie wiem czy zadziałały na niego te zdjęcia i wspomnienia miłych chwil,bo moim zdaniem byliśmy bardzo udanym małżeństwem,czy tęsknił za rodzina i rodzinnym życiem,czy miał dość samotności a może kochanka okazała się inna niż myślał lub go rzuciła,on sam nie wie dlaczego to się wydarzyło,mówi tylko że gdyby nie chciał wrócić to by nie wrócił.Myślę że twój maż kogoś poznał,napisz czy Ty go wyrzuciłas z sypialni czy sam poszedł i co było przez ostatnie kilka miesięcy chodzi mi o to czy spełniałaś wszystkie "obowiazki"żony:pranie,sprzatanie,obiadki,seks itd...Bo to by było jasne że tak mu wygodnie i dlatego nic z tym nie robi.
nie wiem od czego zacząc, nie spaliśmy ze sobą już chyba miesiąc, na początku tej gehenny próbowałam mu wszystko wynagrodzic, byłam dobrą żoną. kochanką ale on mówił że to nie ja, ale ja nie udawałam po prostu chciałam taka byc. Wiem popadliśmy w rutynę życia codziennego, drobne problemy finnansowe nas a może jego bardziej przerosły i wszystko tak się pochrzaniło. Pewnego dnia pamiętny 22.02.2013 przyjechał po mnie do pracy, zrobił mi niespodziankę, wysadził mnie pod domem i powiedział że idzie kupic sobie piwo . Ja byłam strasznie zmęczona i poszłam spac że nawet się nie zoriętowałam że nie było go na noc.Rano bardzo się denerwowałam . dzwoniłam nie odbierał telefonu, przyszedł dopiero o 18 i nawet nie było słowa przepraszam żadnych wyjaśnień, tylko się położył i powiedział że mam się wynosic z pokoju, a ja wtedy wpadłąm w szał wygadywałam takie głupoty że aż sama się ich wstydzę i od tego wszystko się zaczeło. Dale prałam, sprzątałam gotowałam, ale on nic odemnie nie chce, tak mu wygodnie, mam nadzieję że nikogo nie ma nic na to nie wskazuje ale na 100% to nikt nie wie. i co tu dalej robic bo tak życ się nie da, traktuje mnie jak swojego wroga stracił do mnie zaufanie..............brak słów.
martynka
oczekiwanie, że będziesz przy nim, zawsze chętna do wsparcia, pomocy, gotująca, piorąca, ułatwiająca mu życie, chętna na wspólne łozko.... a on w nagrodę uzna - ożesz jak fajnie,,, kocham ją
jest niedorzeczne
nikt nie kocha za... usługi
nikt nie kocha za to - jak ładnie zaspokaja się jego potrzeby
kocha się - za nic
za to, jakim się jest
za to, kim się jest
martynka
kim jesteś, czego oczekujesz, czego potrzebujesz, dokąd zmierzasz???
kim jesteś - TY....
czy się kochasz? czy się szanujesz? czy dbasz o siebie? czy się rozwijasz? czy masz plany zyciowe? co chcesz osiągnąć jutro? co za rok???
kim jesteś - ty - kobieta do kochania?/
bo ja ciebie nie widze..
\nie wiem o tobie nic
znam tylko twoje emocje i to, ile gotowa jestes dac za miłość.....
Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy "porzucają" cały swój świat, dla drugiej osoby...
a później niestety powstają takie historie... :/Przykre to jest ale prawdziwe...
Autorko, myśle, że musisz zrobić coś dla siebie, znajdź jakąś pasję, coś co naprawdę polubisz... Bo jak wywnioskowałam, to z pracy gnasz do domu, a z domu do pracy... i nic poza tym... A TO JEST BŁĄD. źle, źle, źle... nawet najbardziej dobrane małżeństwo musi mieć czas dla siebie... mam na myśli, że i Ty i Twój mąż musicie mieć czas dla siebie.
ale w tym czasie nie siedź koło niego i nie truj brzydko mówiąc tyłka o tym co z Wami...
Jeśli już, weź piwo, czy co pije Twój mąż i zwyczajnie po ludzku usiądźcie razem i się pośmiejcie z pierdół...
Po prostu przywróć uczucia z przeszłości...
aha i to co mówił bugs, to możesz sobie wydrukować i przykleić na lodówkę ![]()
A co z tą przeprowadzką do drugiego pokoju,czyj to był pomysł.U mnie mąz nie spał w sypialni już przed wakacjami a dopiero w październiku powiedział że mnie nie kocha.Jak się tak czasem zastanawiam to widzę jakieś oznaki że mogło coś się dziać wcześniej.Ale nie zwracałam na to uwagi.Wiem że powinno się w takiej sytuacji zachowywać jak pisze Ona9019 ale to jest naprawdę trudne, ja nie mogłam się skupić na niczym tylko leżałam i slepo patrzyłam przed siebie i czekałam aż mąż wróci do domu i będę mogła z nim porozmawiać,nie dawałam mu spokoju jak był w domu,z doświadczenia wiem że dopiero jak się wyprowadził to mogłam się zająć czymś innym ale różowo nie było.To był najgorszy czas w moim życiu.Wracając do Twojego męża ja bym mu kazała sie wyprowadzic jezeli sam sie przeniósł do drugiego pokoju, a przede wszystkim nie pierz,nie sprzątaj i nie gotuj dla niego, ja tak robiłam nawet zakupy musiał sobie zrobic sam po pracy zeby coś zjeść.I jeszcze jedno ja kilka razy wychodziłam na impreze na całą noc.Ładnie sie wystroiłam i mówiłam że skoro nie jesteśmy razem a kwestią czasu jest rozwód to ja sobie kogoś znajdę.Powiedz swojemu mężowi że jeżeli on cię nie chce i nie kocha to może zaczniesz już szukac kogoś innego bo pewnie gdzieś tam jest taki który będzie cię kochał i da ci szczęscie. Daj mu do myślenia wiem że to działa nawet jeśli facet jest tylko psem ogrodnika, nawet jak być może ma inną to i tak nie będzie chciał zeby inny koleś totykał"jego kobiety".
42 2013-09-04 09:35:40 Ostatnio edytowany przez MARTYNKA34 (2013-09-04 10:59:37)
poszedł spać do drugiego pokoju od zeszłego poniedziałku po oczywiście kolejnej drobnej sprzeczce, i od tego czasu przestałam zajmować się jego sprawami, nie piorę jego rzeczy lądują gdzieś na dnie kosza, nie sprzątam w pokoju gdzie śpi, w lodówce jest tylko to co zjemy na kolacje, a rano kupuje świeże na śniadanie, oczywiście dla nas bo przecież jak nie chce to nie. wiem że źle robiłam bo cały czas ciosałam mu kołki na głowie, z byle powodu, ale on też nie jest bez winy bo przecież trzeba rozmawiać mówić głośno co nam nie pasuje, ja mówiłam, a on tylko milczał. Wczoraj na przykład powiedziałam że ma się wyprowadzić bo nie będzie traktował domu jak hotel. na to on że to ja jak mi nie pasuje mam odejść, i zrobiła się z tego taka awantura że chyba cała okolica nas słyszała. Po czym wieczorem wrócił z pracy i powiedział że on też tak nie chce ale musi pobyć sam żeby wszystko sobie przemyśleć. Przeprosił i nareszcie mówił co mu we mnie nie pasuje, nie robię sobie złudnych nadziei bo nie wiem co będzie z nami, musimy się nauczyć od nowa z sobą rozmawiać to po pierwsze.. Czas pokarze:0 Ale muszę przyznać że ta wczorajsza rozmowa mnie tak jakoś uspokoiła, jestem spokojna, opanowana - mamy piękny dzień, świeci słońce. Miłego dnia. A jak jest u Was, czy dalej są roztrząsane żale, pretensje, rozdrapywane stare rany??
przeprowadzka była jego pomysłem:)
Ona9019 i End_aluzja dziękuję za dobre rady czasem udaje mi się do nich stosować, ale nie na wszystko zawsze znajduję czas, staram się. Zapisałam się nawet na zumbę ( raz w tygodniu) bo uwielbiam tańczyć, w sobotę umówiłam się z koleżankami do pabu. Zaczynam żyć drobnymi kroczkami do przodu mam nadzieję że nie zacznę się znowu cofać. Pozdrawiam wszystkich, miłego dnia!!
Witaj Martynka, czytająć Twój temat widzę moje małżeństwo w najbliższej przyszłości. My jesteśmy razem 11lat. Od 5 jesteśmy małżeństwem, od 8 mieszkamy razem. Mamy synka 4 lata.
Widzę nas za jakiś czas jeśli nic nie zmienię teraz. Mam swój temat, jeśli masz ochotę poczytać (miłość? szczęście? kompromis? gubię się...), w dziale Miłość, Związki, Partnerstwo.
Różnica u nas taka, że to MOJA miłość się wypala... to ja nie wiem czy kocham... wiem, że kochałam, wiem że zabija nas rutyna, wiem że żyłam podporządkowując się i tracąc siebie przez 11 lat...
teraz nie wiem czy kocham!
Mam ogromne wahania emocji, nastrojów. On się na mnie ostatnio złości dużo bardziej niż kiedyś. Średnio kłócimy się raz w tygodniu. Od lipca miewamy ciche dni. Mam wrażenie, że żyjemy obok siebie, nie razem.
Zaczęłam pewne zmiany.... walczę o NAS...
Są chwile gdy jest bardo fajnie (ostatnie 4 dni), ale są chwile gdy chcę uciec, zniknąć! Chwile gdy patrzę na obcego człowieka! Chwile, gdy ten człowiek zabija mnie swoim zimnym wzrokiem!
Powiem Ci, to okropne uczucie gdy nie wiesz co czujesz do swojego Towarzysza Życia, gdy patrzysz na niego i nie jesteś pewna czy chcesz się przy nim zestarzeć. Gdy wiesz, że przyrzekałaś wierność i uczciwość małżeńską, a do głowy wchodzą Ci myśli o mężczynie i jest nim Twój mąż. Gdy czujesz rozumem, że musisz walczyć o małżeństwo, bo wiesz że on Cię kocha. Gdy w sercu masz mieszane uczucia. Gdy nie wiesz i nie potrafisz powiedzieć czy jesteś szczęśliwa. Ale wiesz, że powinnaś, bo macie wspólne dziecko, a ono kocha ojca! Bo ojciec kocha dziecko, kocha też Ciebie choć trochę się zmienił. Bo widzisz i dociera do Ciebie, że on Cię kocha bo stara się poprawić swoje zachowanie (po ostatnich poważnych rozmowach). Bo zaczynasz się bać, że on się stara i wierzy, a ty możesz go zawieść. Bo szukasz w sobie uczucia do niego, ale nie zawsze je znajdujesz... Bo znajdujesz je tylko na chwilę, a ono zaraz ulatnia się nim dążysz je dobrze złapać. Gdy nie chcesz mu powiedzieć, ze nie wiesz czy go kochasz bo nie chcesz go zranić. Ale czujesz, że go ranisz oszukując go (nie mówiąc prawdy o swoich wątpliwościach)
Powiem Ci - czujesz się paskudnie!!! Boisz się... czy uda Ci się obudzić uśpioną miłość? A jeśli nie?
Koleżanka wrzuciła mi do głowy myśl (cytat) - jeśli się zastawiasz nad tym czy kochasz, to Twoja miłość już dawno umarła...
Siedzi mi to w głowie i spokoju nie daje...
Dziś jest między nami fajnie... dziś - od 4 dni. Nie wiem co będzie dalej...
Trzymam za WAS kciuki i pozdrawiam z drugiej strony barykady (od strony gasnącej miłości i prób wskrzeszenia jej)
cieszę się ze go znowu zobaczę jakby była w jakimś śnie, czekam zawsze na niego jak późno nie wraca, nie mogę spać,jeść myśleć i niczym innym.
niepokojący objaw, to wrażenie snu (czegoś nierealnego), brak snu, apetytu... myślenie tylko o nim i skupianie się wyłącznie na nim... NIEPOKOJĄCE ... czy aby nie kochasz za bardzo? warto zadac sobie to pytanie, aby przynajmniej wykluczyć ewentualne zaburzenie... jesli by się potwierdziło jednak to mogłoby być wytłumaczeniem "zobojetnienia" męża... on wcale nie musiał przestać kochac, on może być zmęczony żoną kochającą za bardzo... przemyśl to, w necie jest mnóstwo materiałów, wpisz w google "kochac za bardzo test"...
MARTYNKA34 napisał/a:cieszę się ze go znowu zobaczę jakby była w jakimś śnie, czekam zawsze na niego jak późno nie wraca, nie mogę spać,jeść myśleć i niczym innym.
niepokojący objaw, to wrażenie snu (czegoś nierealnego), brak snu, apetytu... myślenie tylko o nim i skupianie się wyłącznie na nim... NIEPOKOJĄCE ... czy aby nie kochasz za bardzo? warto zadac sobie to pytanie, aby przynajmniej wykluczyć ewentualne zaburzenie... jesli by się potwierdziło jednak to mogłoby być wytłumaczeniem "zobojetnienia" męża... on wcale nie musiał przestać kochac, on może być zmęczony żoną kochającą za bardzo... przemyśl to, w necie jest mnóstwo materiałów, wpisz w google "kochac za bardzo test"...
moja miłość do mojego męża ............ w zeszłym roku powoli umierałam, ale nie powiedziałam mu o tym tylko stałam się zimna, nie starałam się za bardzo, myślałam że to tylko przejściowe. To się zmieniło kiedy on mnie odrzucił, wtedy zrozumiałam jak bardzo mi go brakuje. Na pewno nie "kochałam za bardzo". Teraz małymi kroczkami brnę do przodu ale nie wiem co zrobić żeby go znowu nie przestraszyć swoim zrzędzeniem, nad tym pracuje. On dalej jest zimny, ale stara się być miły. To już coś. Nie ma dobrego przepisu na życie, zawsze czegoś dodajemy za mało innego za dużo. A ja po prostu nie chcę go stracić, i żałować później ze nic nie zrobiłam aby nasze małżeństwo przetrwało. Ten kryzys jest po coś, aby spojrzeć na nasze życie w inny sposób. Nie popadać w rutynę, nie zadręczać się pierdołami..........
47 2018-07-15 00:40:10 Ostatnio edytowany przez Madziollka (2018-07-15 00:40:44)
to boli....znam to
Witaj Martynka, czytająć Twój temat widzę moje małżeństwo w najbliższej przyszłości. My jesteśmy razem 11lat. Od 5 jesteśmy małżeństwem, od 8 mieszkamy razem. Mamy synka 4 lata.
Widzę nas za jakiś czas jeśli nic nie zmienię teraz. Mam swój temat, jeśli masz ochotę poczytać (miłość? szczęście? kompromis? gubię się...), w dziale Miłość, Związki, Partnerstwo.
Różnica u nas taka, że to MOJA miłość się wypala... to ja nie wiem czy kocham... wiem, że kochałam, wiem że zabija nas rutyna, wiem że żyłam podporządkowując się i tracąc siebie przez 11 lat...
teraz nie wiem czy kocham!
Mam ogromne wahania emocji, nastrojów. On się na mnie ostatnio złości dużo bardziej niż kiedyś. Średnio kłócimy się raz w tygodniu. Od lipca miewamy ciche dni. Mam wrażenie, że żyjemy obok siebie, nie razem.
Zaczęłam pewne zmiany.... walczę o NAS...
Są chwile gdy jest bardo fajnie (ostatnie 4 dni), ale są chwile gdy chcę uciec, zniknąć! Chwile gdy patrzę na obcego człowieka! Chwile, gdy ten człowiek zabija mnie swoim zimnym wzrokiem!Powiem Ci, to okropne uczucie gdy nie wiesz co czujesz do swojego Towarzysza Życia, gdy patrzysz na niego i nie jesteś pewna czy chcesz się przy nim zestarzeć. Gdy wiesz, że przyrzekałaś wierność i uczciwość małżeńską, a do głowy wchodzą Ci myśli o mężczynie i jest nim Twój mąż. Gdy czujesz rozumem, że musisz walczyć o małżeństwo, bo wiesz że on Cię kocha. Gdy w sercu masz mieszane uczucia. Gdy nie wiesz i nie potrafisz powiedzieć czy jesteś szczęśliwa. Ale wiesz, że powinnaś, bo macie wspólne dziecko, a ono kocha ojca! Bo ojciec kocha dziecko, kocha też Ciebie choć trochę się zmienił. Bo widzisz i dociera do Ciebie, że on Cię kocha bo stara się poprawić swoje zachowanie (po ostatnich poważnych rozmowach). Bo zaczynasz się bać, że on się stara i wierzy, a ty możesz go zawieść. Bo szukasz w sobie uczucia do niego, ale nie zawsze je znajdujesz... Bo znajdujesz je tylko na chwilę, a ono zaraz ulatnia się nim dążysz je dobrze złapać. Gdy nie chcesz mu powiedzieć, ze nie wiesz czy go kochasz bo nie chcesz go zranić. Ale czujesz, że go ranisz oszukując go (nie mówiąc prawdy o swoich wątpliwościach)
Powiem Ci - czujesz się paskudnie!!! Boisz się... czy uda Ci się obudzić uśpioną miłość? A jeśli nie?Koleżanka wrzuciła mi do głowy myśl (cytat) - jeśli się zastawiasz nad tym czy kochasz, to Twoja miłość już dawno umarła...
Siedzi mi to w głowie i spokoju nie daje...Dziś jest między nami fajnie... dziś - od 4 dni. Nie wiem co będzie dalej...
Trzymam za WAS kciuki i pozdrawiam z drugiej strony barykady (od strony gasnącej miłości i prób wskrzeszenia jej)
Silkytouch - muszę przyznać, że czyta się to okropnie... jak to czytam mogę sobie wyobrazić co czuł mój ex, a nie chciałabym wiedzieć tego że miał takie wątpliwości wobec mnie i jego mózg tak wariował.
Tak jak od rozstania wariuje mój.
Jednak on nie chciał walczyć. Przykre to wszystko...
mysle, ze wroci... jak sobie przypomni chwile w ktorych byl zakochany. Ja mialam takiego rozwodnika, ktory rozstal sie z zona bo oboje poczuli rutyne.. Ona zaczela ukladac zycie - nie wyszlo jej , on zaczal ukladac zycie ze mna ( nawet dziecko juz bylo w planach). Po 4 latach sie zeszli . Mnie to zniszczylo ,ale oni jednak wrocili. Wydaje mi sie , ze on musi odpoczac , moze zobaczyc jak wyglada inne zycie i byc moze ( jak bylo w przypadku mojego ex ) uczucia do Ciebie wroca . Tak mi to tlumaczyl on : ze myslal ze to skonczone ,ale wiele przeszli i wszystko wrocilo. Nie wiem co obecnie u niego bo nie chce go znac ,ale z tego co wiem pol roku i sa nadal razem.