Poznałam go 4 lata temu. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, wpadłam po uszy. Wydawało się, że on też. Oboje mieliśmy jakieś przejścia za sobą, przy sobie czuliśmy się dobrze jak z nikim. Wspólnie robiliśmy szalone rzeczy, były wyjazdy, wakacje - masa pięknych wspomnień. Później zaręczyny i nagle wszystko przystopowało. Od jakiegoś pół roku jest coraz gorzej - ciągłe kłótnie, awantury, wypominanie wszystkiego, wyzywanie mnie, poniżanie, upokarzanie. Wszystko podsyca jeszcze jego matka. Kiedyś miałyśmy świetny kontakt, kiedy zaczęła być coraz bardziej wścibska wypytywać o moje rodzinne sprawy, ograniczyłam nieco kontakt. Oczywiście wszystko zostało wykorzystane przeciwko mnie co tylko dolewa oliwy do ognia. Nie mamy z nim już do siebie żadnego szacunku. Ani zaufania. Coraz częściej mnie okłamuje z tym co robi i gdzie jest. Kilka razy już go na tym przyłapałam. Ostatnio znalazłam w komputerze zdjęcia jakiś panienek twierdził, że zapisywał je po po prostu mu się podobały. Spytałam wprost czy masturbował się czy może brakuje mu seksu. Stwierdził, że nie, że po prostu lubi oglądać ładne kobiety. Później wyszło, że ma fikcyjny profil na Fotce. Jak mówił tylko do przeglądania... Moim zdaniem jednak te zdjęcia są z czata wysłane przez różne laski. Seks mamy zawsze świetny więc nie wiem czego mu brakuje. Nie robimy już tego tak często jak wcześniej, ale za każdym razem jest jeszcze lepiej niż poprzednim. Dzieje się coś bardzo złego, ten związek się kompletnie rozsypuje. nie ufamy sobie, nie szanujemy się. Sama nie wiem czy jest jeszcze co ratować. Z obu stron padło już tyle przykrych słów... Doszło do tego że wczorajszy dzień spędziliśmy osobno, kłócąc się przez telefon. On twierdzi, że wszystko to moja wina. Ja oskarżam jego. Co robić? Nie mam pomysłu. On twierdzi, że nadal mnie kocha. Ja jego też, ale widzę, że nie możemy ze sobą wytrzymać ani się dogadać. On swoje, ja swoje. A przecież kiedyś było nam razem tak cudownie... Myślicie ze warto jeszcze to ratować? Mieliśmy w końcu razem zamieszkać, planowaliśmy ślub, a tu szlag trafił wszystkie bombki strzelił, świąt nie będzie.
Bardzo proszę, doradźcie mi coś, bo kompletnie nie wiem, co mam robić ![]()
Skoro się tak traktujecie to już się nie kochacie. Jak się kogoś naprawdę kocha to się go nie okłamuje, nie podrywa się jakichś lasek w necie itp.
Moim zdaniem nie ma co ratować.
Milosc to szczunek ,zaufanie i tolerancja.
Poproś go o rozmowe w jakims neutralnym miejscu, powiedz ze masz dosc wtracania jego mamusi, nie rozumiesz jego zachowania i niech ci to wyjasni.Podejmij tą ostatnią próbe skoro mowisz ze kochasz.
Jeśli nie wyjasnicie sobie albo on bedzie dalej zwalał wszystko na cb to zakoncz ten związek. Nie ma co sie meczyc. To że jest wam dobrze w łozku nie ma wiekszego znaczenia skoro nie potraficie sie dogadac. ON MUSI CIĘ SZNOWAĆ!:)