Witam ponownie. Jestem z żoną w trakcie rozwodu. Odeszła pod koniec lipca z bardzo niejasnych powodów, których do dziś nie chce podać. Mi mówiła, że robi to, bo się wypaliła ( zaledwie dwa lata po ślubie?), bo dusiła się w małżeństwie itd. Wszystkie powody, o których mi mówiła są dla mnie zupełnie rozbieżne z jej zachowaniem aż do chwili wyprowadzki, ponieważ na 3 dni przed wyprowadzeniem się mówiła mi, że mnie bardzo kocha, a na 14 przed opuszczeniem moją rodzinę zapewniała, że mnie nigdy nie zostawi i nie opuści.. Wspomnę, że wyprowadziła się z pokaźną częścią naszego wspólnego dobytku podczas gdy ja byłem w pracy. Od razu po odejściu zdjęła obrączkę i założyła tylko na pierwszą rozprawę sądową, po której zresztą mi ją rzuciła, rozczarowana, że na pierwszej rozprawie nie dostała rozwodu. W pozwie napisała same kłamstwa, ale takie, które robią ze mnie najgorszego człowieka. Zarzuciła mi wielokrotne zdrady ( które nigdy nie miały miejsca, bo żeniłem się z nią z prawdziwej i ogromnej miłości ), zarzuciła, że gdyby zaszła w ciążę to ja żądałbym aborcji oraz przemoc fizyczną. Muszę dodać, że mimo, że ona dwukrotnie podczas bycia razem podniosła na mnie rękę, to ja nigdy nie zrobiłem tego wobec jej. Oprócz pozwu były ze strony żony i jej adwokata do tej pory 2 pisma procesowe, w których było nakłamane tak solidnie, jak w pozwie. Cały czas mimo podawanych przez nią powodów rozwodowych, którymi mnie karmi, w głowie lata mi jedna myśl. Co lub kto jest prawdziwym powodem odejścia. Ciekawostką jest, że przed pierwszą rozprawą jej adwokat podszedł do mojego i pierwsze słowa jakie wypowiedział brzmiały mniej więcej: "panie mecenasie, to co jest w pozwie nie ma najmniejszego znaczenia". W późniejszej konsultacji mój adwokat powiedział, że to oznacza, że on nie bezpośrednio przyznał się, że w pozwie są same kłamstwa. Przed pierwszą rozprawą nie do końca legalnie dostałem się na maila mojej żony ( niezbyt honorowe to z mojej strony, ale konieczne, żeby poznać prawdę ). Wszedłem na jej skrzynkę w taki sposób, że zresetowało się jej hasło. Na skrzynce znalazłem zamówienie z księgarni internetowej, w której żona zakupiła książkę o fotografowaniu aktów kobiecych i wysłała bezpośrednio na adres domowy swojego adwokata. Z moim adwokatem mamy bardzo poważne podejrzenia, że coś ich łączy. Podejrzenia biorą się też z obserwacji ich podczas pierwszej rozprawy, gdzie wyglądali na zbyt spoufalonych ze sobą. Może być tak, że to błędne podejrzenia, ale intuicja jakoś mi nie daje spokoju. Podsumowując - gdyby żona zechciała, to by mogła założyć mi sprawę karną za włamanie się na jej maila. Ale o dziwo zarówno ona jak i jej adwokat tego nie zrobili, mimo, że minął już ponad miesiąc od tego faktu. Zupełnie nie poruszyli tego tematu w ostatnim piśmie, mimo, że moja żona chciałaby mi jak najbardziej dokopać ( też ciekawi mnie, skąd wzięła się u niej taka nienawiść ). Czy ktoś mógłby mi poradzić, co mogę zrobić ze zrzutem tego zamówienia z księgarni, by wykorzystać przeciwko żonie i jej adwokatowi, ale w taki sposób, by samemu nie wejść na minę? Czy mogę przedstawić to w sądzie twierdząc, że żona w trakcie małżeństwa dała mi hasło do swojej skrzynki? Jedynym problemem jest to, że podczas dostawania się na jej maila zresetowało się hasło, bo wchodziłem przez opcję odzyskiwania hasła. Jak wykorzystać ten dowód wielkiej zażyłości pomiędzy jeszcze mężatką, a jej adwokatem? Bardzo proszę o pomoc. Będę wdzięczny za każdą, nawet najmniejszą sugestię.
Pozdrawiam