Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?

Hej! Witam wszystkich. Swego czasu udzielałam się na tutejszym forum. Od tamtej pory minął ponad rok? dla mnie okropny rok, który poprzewracał moje życie do góry nogami. Nie wiem czego tu szukam? Porady? Może pocieszenia? A może po prostu potrzebuje się wygadać.

On ? ideał, mój ideał, nawet bez tego seksu, którego u nas nie było, zniknął i oszukał? Ale czy to właściwe słowo?
Byliśmy razem prawie cztery lata, zakochani, nierozłączni. Mieliśmy jeden problem, z seksem, którego on unikał, zresztą poruszałam na forum ten temat w wątku http://www.netkobiety.pl/t25474.html. Nie kochaliśmy ani razu i choć zdarzały się kryzysy z tego powodu to nauczyłam się z tym żyć i czekałam na jakiś przełom. Mimo wszystko byłam szczęśliwa, bardzo szczęśliwa?

Siedem miesięcy temu On zniknął. Zostawił wszystko, mnie, rodziców, pracę, tak bez słowa, z dnia na dzień. Zostawił mi nagranie z samym sobą, w którym zwracał mi wolność i prosił żebym ułożyła sobie życie z kimś zdrowym, kto da mi szczęście. Nie rozumiałam, byłam w szoku. Z kimś zdrowym? Nie wiedziałam co jest grane, przecież On nie chorował, zawsze był szczerzy, nie ukrywał nic przede mną? Kilka następnych dni wegetowałam, z marazmu wyrwała mnie Jego matka, która też odchodziła od zmysłów, choć zostawił jej list, że wyjeżdża bo musi zacząć nowe życie. Ona nie rozumiała tak jak ja. Przez następnych kilka tygodni poruszyłam niebo i ziemię, żeby dowiedzieć się czegokolwiek, gdzie jest, co się stało, telefony do znajomych, przeszukiwanie rzeczy i NIC. Nie mogłam więcej zrobić, czekałam na jakikolwiek odzew z jego strony. Zadzwonił.. milczał przez parę minut. Tylko tyle, a ja w tym czasie zadawałam tysiące pytań, które zostały bez odpowiedzi?

Dzisiaj znam na nie odpowiedź. O swoich podejrzeniach co do HIV powiedział mi Jego brat. Wkurzył się, że G. się tak zachował. Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Te uniki seksu, to przerywanie pieszczot, uważanie na wszystko, jego ciągłe bóle głowy i przeziębienia. Dniami i nocami zaczęłam szukać informacji o wirusie. Kiedy znowu zadzwonił i milczał jak zwykle zapytałam czy jest zarażony... Nie odpowiedział ale dostałam list, w którym w końcu wyznał prawdę...

Przez prawie cztery lata byłam z mężczyzną, który od 12 lat żyje z HIV. Miał tyle czasu na powiedzenie mi prawdy. Dlaczego zdecydował za mnie? Zniknął bo niby wiedział, że odejdę gdy się dowiem. Skąd mógł to wiedzieć? Nie wiem jakbym się zachowała, bo to wszystko jest dla mnie obce, ale on nawet nie dał mi wyboru. Martwię się o jego życie, do tej pory nie wiem gdzie jest. Dzwoni i milczy, czasami wydaje mi się że płacze do tej słuchawki.

Ja na dzień dzisiejszy walczę z nawrotem nerwicy. Ta choroba wróciła do mnie po kilku latach spokoju. W zasadzie mnie to nie dziwi, bo moja przebiegła "przyjaciółka" wie kiedy zaatakować. Biorę leki i jakoś funkcjonuję, ale musiałam zrezygnować z ukochanej pracy na uczelni i zająć się czymś innym. Nie wiem co robić? Szukać go? Czekać? Jego brat powtarza mi, że On mnie bardzo kocha.

Zastanawiam się co ja czuję? Wściekłość, a zarazem bezsilność. Właściwie targają mną różne uczucia.

Wiem, że piszę chaotycznie, a zawsze byłam poukładana ale takie "chaosowe" teraz jest moje życie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?
Hatiuszka napisał/a:

Przez prawie cztery lata byłam z mężczyzną, który od 12 lat żyje z HIV. Miał tyle czasu na powiedzenie mi prawdy. Dlaczego zdecydował za mnie? Zniknął bo niby wiedział, że odejdę gdy się dowiem. Skąd mógł to wiedzieć?

Jest tyle odpowiedzi na kwestie, które Cię trapią. Czy jednak jesteś w stanie sama z pomocą forumowiczów znaleźć taką, która Cię usatysfakcjonuje? A czy tak na prawdę na tym Ci najbardziej zależy? Skoro go kochasz, to powinnaś uszanować jego decyzję. Taki był jego ruch. Nie znaczy to jednak, że Ty nie masz prawa wykonać kolejnego...

Czy nie jest tak, że najbardziej cierpisz nie z powodu tego, że nie powiedział Ci o chorobie, ale dlatego, że odszedł i przez to skończył się Wasz związek?

Hatiuszka napisał/a:

Ja na dzień dzisiejszy walczę z nawrotem nerwicy. Ta choroba wróciła do mnie po kilku latach spokoju. W zasadzie mnie to nie dziwi, bo moja przebiegła "przyjaciółka" wie kiedy zaatakować.

Może on się tego obawiał albo to przewidywał? Może uznał, że dwoje ludzi z problemem zdrowotnym, to za duże obciążenie dla szczęście związku? Może miał wyrzuty, że kiedyś zamiast on Tobą, to Ty nim będziesz musiała się opiekować?

Hatiuszka napisał/a:

Nie wiem co robić? Szukać go? Czekać? Jego brat powtarza mi, że On mnie bardzo kocha.

Nie rób więc nic, dopóki nie będziesz wiedzieć i czuć, co chcesz zrobić. Przeczekaj. Niech będzie to Twoją świadomą decyzją, bo tylko Ty poniesiesz jej konsekwencje.
Czy jego brat musi Cię upewniać w jego miłości? Nie wiedziałaś tego?

3 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-12-28 00:59:40)

Odp: Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?

Pamiętam Twój wątek. Powiem szczerze, że nie przyszło mi do głowy, że to choroba jest powodem unikania zbliżeń przez Twojego chłopaka, choć oczywiście jest to realny powód. Obstawiałam zupełnie inne opcje niż brak czucia pociągu seksualnego, jak widać, życie czasem potrafi zaskoczyć.

Zafundował Ci wiele stresów, widocznie bał się powiedzieć o wirusie. Dla każdego chorego to z pewnością trudne, wiadomo, że wpływa to na współżycie, musiał się bardzo bać, że Cię zarazi, pewnie czuł się gorszy. Nie możemy go oceniać, bo możliwe, że spotkał się z niemiłym traktowaniem np kogoś, kto wiedział o jego chorobie. A że jesteś bardzo ważna, to bał się, że Cię straci. Sądzę, że to realne...

Wiadomo, nie powinien odjeżdżać, bez wytłumaczenia... Co Ty teraz możesz zrobić? Spróbować się z nim skontaktować, zapewnić, że nadal bardzo go kochasz i chciałabyś z nim o tym porozmawiać, a nie być na odległość... Może przemyśli, ochłonie i wróci, a wtedy szczerze o tym porozmawiacie. W końcu znasz prawdę i będziecie mogli wszystko sobie wyjaśnić.
Zgadzam się z dorotą.f, to jego wybór, ale jeżeli czujesz, że go kochasz, nie chcesz rozstania, to działaj. Jeżeli on przemyśli sprawę, to może też zrozumie, że wyjazd nie był dobry i że możecie się jeszcze dogadać.

4

Odp: Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?

Teraz widzę, że nie ma go 7 miesięcy (a nie mogę edytować posta). To spory kawałek czasu, nie pojawił się? Prosiłaś, by wrócił? Na pewno on potrzebuje poczucia, że Ty nadal byś go chciała... bardzo współczuję Ci, że tak wyjechał.

5

Odp: Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?
dorota.f napisał/a:

Jest tyle odpowiedzi na kwestie, które Cię trapią. Czy jednak jesteś w stanie sama z pomocą forumowiczów znaleźć taką, która Cię usatysfakcjonuje? A czy tak na prawdę na tym Ci najbardziej zależy? Skoro go kochasz, to powinnaś uszanować jego decyzję. Taki był jego ruch. Nie znaczy to jednak, że Ty nie masz prawa wykonać kolejnego...

Czy nie jest tak, że najbardziej cierpisz nie z powodu tego, że nie powiedział Ci o chorobie, ale dlatego, że odszedł i przez to skończył się Wasz związek?

Kocham a zarazem nienawidzę, wcześniej nie wiedziałam że tak można. Chciałabym uszanować tę decyzję ale nie potrafię przez Niego. Skoro zdecydował się odejść i żyć po swojemu to dlaczego ciągle przypomina mi o sobie i nie daje zaznać spokoju? Jestem zła, że nie przygotował mnie na to odejście, że do końca pozostał wspaniałą osobą. Cierpię bo czuję się oszukana przez kogoś kto zawsze brzydził się kłamstwem. Nie rozumiem dlaczego On zdecydował co jest dla lepsze, lepsze według Niego.

dorota.f napisał/a:

Może on się tego obawiał albo to przewidywał? Może uznał, że dwoje ludzi z problemem zdrowotnym, to za duże obciążenie dla szczęście związku? Może miał wyrzuty, że kiedyś zamiast on Tobą, to Ty nim będziesz musiała się opiekować?

On nigdy nie widział u mnie ataku choroby, choć wiedział, że z nerwicą zetknęłam się kilka lat wcześniej po przeżyciach związanych z nowotworem mamy. Podczas naszego związku owszem zdarzały się pojedyncze epizody kiedy byłam w gorszej formie ale radziłam sobie z tym sama. On uważał mnie za silną osobę, zresztą sama się za taką uważałam, nie przypuszczając że choroba zaatakuje z taką siłą, że będę zmuszona korzystać z pomocy terapeuty.

dorota.f napisał/a:

Nie rób więc nic, dopóki nie będziesz wiedzieć i czuć, co chcesz zrobić. Przeczekaj. Niech będzie to Twoją świadomą decyzją, bo tylko Ty poniesiesz jej konsekwencje.
Czy jego brat musi Cię upewniać w jego miłości? Nie wiedziałaś tego?

Kiedyś wiedziałam, ale czy nie mogłam zwątpić? Wierzyłam, że jak ludzie się kochają to są w stanie przezwyciężyć wszystko, a skoro uciekają to może nie ma w tym miłości.




Truskaweczko ja sama nie mogę nawiązać z Nim kontaktu. Nie mam pojęcia gdzie jest, czy 5 km ode mnie, czy 50, czy może 500. Nie wiem jak wygląda teraz Jego życie. Jedyne czego jestem pewna to to, że wszystkie głuche telefony z zastrzeżonego numeru i wszystkie prezenty które przychodzą do mnie co jakiś czas są od niego.

Do tej ?ciszy, którą słyszę? w słuchawce prosiłam by wrócił.. ale nie do mnie.. prosiłam by wrócił dla siebie, bo tu ma bliskich. Zostawił mnie ale dlaczego pozwolił by to odbiło się na Jego rodzicach? Dlaczego zrezygnował ze swojego dotychczasowego życia, dobrej pracy i przyjaźni? Mógł odejść ale nie musiał tak znikać.

6

Odp: Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?

A jego brat ma z nim kontakt czy całkowicie odciął się od rodziny? Jeżeli chciałabyś go znaleźć, to może jego podpytać? Zostawił Cię w niekomfortowej sytuacji, tak wiele macie sobie do wyjaśnienia...
Jeżeli nie wiesz gdzie jest i nie jesteś w stanie dowiedzieć się tego od jego rodziny, to ja następnym razem, jakby zadzwonił powiedziałabym mniej więcej tak: "Zostawiłeś wszystko, widzisz jak cierpię, a do tego dzwonisz i przysyłasz prezenciki.. zamiast porozmawiać.. nie chcę tak dłużej". Może wtedy otrząśnie się i podejmie jakąś decyzję, bo tak, to tylko jest niedobre dla Was obojga...

7

Odp: Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?
Hatiuszka napisał/a:

Kocham a zarazem nienawidzę, wcześniej nie wiedziałam że tak można.

Jesteś pewna?
To dwa skrajne uczucia. Tyle w tym stwierdzeniu dramatyzmu, ale czy ono jest prawdziwe?

Hatiuszka napisał/a:

Chciałabym uszanować tę decyzję ale nie potrafię przez Niego. Skoro zdecydował się odejść i żyć po swojemu to dlaczego ciągle przypomina mi o sobie i nie daje zaznać spokoju?

Skoro nie potrafisz, to nie zmuszaj się do tego.
Jak zadzwoni, powiedz mu dokładnie to samo, że chcesz, aby dał Ci spokój.
Możesz też powiedzieć mu o złości na niego, którą w sobie kumulujesz.
Warto mówić bliskim o swoich uczuciach. Skoro on je spowodował, niech zostanie nimi obarczony. To jego konsekwencje takiego odejścia.

Hatiuszka napisał/a:

Nie rozumiem dlaczego On zdecydował co jest dla lepsze, lepsze według Niego.

Czasami to oznaka dojrzałości i rozsądku, czasami głupoty i tchórzostwa. Możesz go o to zapyć.


Hatiuszka napisał/a:

Kiedyś wiedziałam, ale czy nie mogłam zwątpić? Wierzyłam, że jak ludzie się kochają to są w stanie przezwyciężyć wszystko, a skoro uciekają to może nie ma w tym miłości.

Oczywiście, że mogłaś. Czy jednak to jego brat powinien Cię o tej miłości upewniać?
Niektórzy uważają, że kochać, to też pozwolić komuś odejść lub odejść samemu. Nie ma jednej miłości i jednej jej definicji.

8

Odp: Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?
Hatiuszka napisał/a:

On ? ideał, mój ideał, nawet bez tego seksu, którego u nas nie było ................ Dlaczego zdecydował za mnie? Zniknął bo niby wiedział, że odejdę gdy się dowiem. Skąd mógł to wiedzieć? Nie wiem jakbym się zachowała

Czy on wie o tym co wyżej zacytowałem?

Po drugie jak byś się zachowała? Musi być honorowy skoro zniknął. Może potrzebuje jasnej deklaracji "Wracaj -- powalczymy razem!".

9

Odp: Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?

fajny temat dla tych co czekały na faceta . Ja poznałam 5 lat temu faceta kilka lat starszego i co? Miałam na uwadze zastrzeżenia innych że partner jest nie w porządku wobec innych . on zachowuje się jak nastolatek naskrobie i przeprasza i w kółko . Jak można odpuszczać facetowi skoro już ma 34 prawie lat. to przerosło mnie. Tkwiłam w tym związku i dalej niezaplanowana wpadka ale dobrze się stało przynajmniej dla mnie uwolniłam się od matki nie będzie dyktować ale nie całkiem bo mieszkając dalej z nią duszę się. Jest złośliwa nie wiem skąd wzięło tyle u niej podłości . wszystkich chce podporządkować sobie.
wracając do tematu małżeństwa potraktowałam jako deskę ratunku, żeby nikt mi się nie wpieprzał do moich interesów. On che mnie zmienić , żebym ustępowała bo jestem młodsza od niego i innych. myślę nawet odejść porozmawiam z pracownikiem że chcę na nowo ułożyć życie podejmę pracę i poszukam mieszkania . u mnie w gminie rzadko jest znaleźć mieszkanie do wynajęcia bo wszystko idzie na sprzedaż . urząd gminy też nieudolny nie wie jak mieszkania przydzielać. taka polityka . Na szczęście że mam wsparcie od osób które wiedzą o mojej sytuacji bytowej i życiowej . Może źle ukierunkowałam albo źle trafiłam w życiu intymnym. Przestałam kochać partnera który oznajmił że dobrze było kiedy byłam w szpitalu. Zranił mnie i wtedy miałam z człowiekiem który wolałaby być kawalerem. on na tyle bezczelny płaci na jedzenie na opłaty a reszta ja dziecko nie obchodzimy go.nie wiem kogo wzięłam byłam nieświadoma że on taki jest. Myślę że nadszedł czas od nowa swoje życie zacząć z dala od partnera .

10

Odp: Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?
dorota.f napisał/a:
Hatiuszka napisał/a:

Kocham a zarazem nienawidzę, wcześniej nie wiedziałam że tak można.

Jesteś pewna?
To dwa skrajne uczucia. Tyle w tym stwierdzeniu dramatyzmu, ale czy ono jest prawdziwe?

Kiedyś słyszałam, że miłość często przeplata się z nienawiścią. Sama myślałam, że albo jedno albo drugie, albo się kocha albo nienawidzi. Czy nie jest jednak tak, że gdy się kocha i ktoś zrani, pojawia się żal i właśnie nienawiść. Kocha się dalej tę osobę za to kim jest dla Nas, a nienawidzi za czyn, za krzywdę, za to co zrobił, za to jak się zachował.
Czasami można też nienawidzić, za samo to, że się kocha i nie można przestać.

dorota.f napisał/a:
Hatiuszka napisał/a:

Kiedyś wiedziałam, ale czy nie mogłam zwątpić? Wierzyłam, że jak ludzie się kochają to są w stanie przezwyciężyć wszystko, a skoro uciekają to może nie ma w tym miłości.

Oczywiście, że mogłaś. Czy jednak to jego brat powinien Cię o tej miłości upewniać?
Niektórzy uważają, że kochać, to też pozwolić komuś odejść lub odejść samemu. Nie ma jednej miłości i jednej jej definicji.

Jego brat to osoba, której dużo zawdzięczam, może dlatego tak duże znaczenie ma dla mnie to co on mówi. Czasami mam wrażenie, że to był taki Anioł Stróż tego związku.

Kochać to pozwolić komuś odejść, ale czy to nie odnosi się do sytuacji, w której ta druga osoba już nie kocha, więc powinniśmy pozwolić jej pójść swoją drogą?

ban napisał/a:

Czy on wie o tym co wyżej zacytowałem? Po drugie jak byś się zachowała? Musi być honorowy skoro zniknął. Może potrzebuje jasnej deklaracji "Wracaj -- powalczymy razem!".

O tym, że był ideałem? Wiedział, że był nim dla mnie, choć często powtarzał, że się nim nie czuje, a jedynym ideałem w tym związku jestem ja. Hmm ja też się nim nie czułam, ale myślę że to normalne, że ludzie nie chcą się czuć ideałami.

Jakbym się zachowała? Nie umiem na to odpowiedzieć, bo trudno przewidzieć swoje reakcje, patrząc na coś z pewnej odległości. Czasem człowiek myśli, że zrobiłby tak, a jego pierwsze reakcje na daną sprawę wyglądają całkiem inaczej. Wiem jedno, nie opuściłabym Go, niezależnie od tego czy związek by przetrwał czy nie, ale nawet gdyby przestał być partnerem to zawsze byłby przyjacielem. A teraz tak bardzo boje się, że już Go nigdy nie zobaczę. HIV to nie przeziębienie. Wiem, że lecząc się można żyć jak zdrowi ludzie, ale.. Powiem tak, niedawno straciłam kochaną prababcię, która? odebrała sobie życie. A ja nawet nie zdążyłam się pożegnać. Ciężko mi to pisać? ale ja nie chce po prostu tak stracić kiedyś Jego.


Truskaweczko On decyzję już podjął, to tylko ja jak widać nie mogę się z nią pogodzić. Wydaje mi się, że brat jest jedyną osobą, która wie gdzie On jest, ale to zbyt lojalna osoba, więc nie zdradzi mi tego.
 

Kundziu współczuje Ci tego co przeszłaś i życzę powodzenia zamknięcia tego rozdziału i rozpoczęcia nowego życia, z dala od osoby, która Cię skrzywdziła.

11 Ostatnio edytowany przez dorota.f (2012-12-30 17:46:25)

Odp: Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?
Hatiuszka napisał/a:
dorota.f napisał/a:
Hatiuszka napisał/a:

Kocham a zarazem nienawidzę, wcześniej nie wiedziałam że tak można.

Jesteś pewna?
To dwa skrajne uczucia. Tyle w tym stwierdzeniu dramatyzmu, ale czy ono jest prawdziwe?

Kiedyś słyszałam, że miłość często przeplata się z nienawiścią. Sama myślałam, że albo jedno albo drugie, albo się kocha albo nienawidzi.

Możliwe. Dla mnie to jednak za dalekie pojęciowo emocje. Jedno wyklucza drugie. Jeśli czuje się ich mieszankę, to myślę, że w takim układzie miłość jest już u schyłku albo tylko wspomnieniem.

Hatiuszka napisał/a:

Czy nie jest jednak tak, że gdy się kocha i ktoś zrani, pojawia się żal i właśnie nienawiść. Kocha się dalej tę osobę za to kim jest dla Nas, a nienawidzi za czyn, za krzywdę, za to co zrobił, za to jak się zachował.

Miłość to pojemne naczynie; podczas jej trwania mieszają się w nim również i inne emocje oraz uczucia.
Więc jeśli pojawi się nienawiść za czyn, to powinna minąć, gdy człowiek się otrząśnie. No chyba, że jest to czyn niewybaczalny (tu każdy ma swoją listę).
W Twoim przypadku musisz zdecydować, czy negatywne emocje są na tyle trwałe i mocne, że przyćmiły i zniszczyły miłość, czy też okazała się ona silniejsza.

Hatiuszka napisał/a:

Czasami można też nienawidzić, za samo to, że się kocha i nie można przestać.

Ale taką nienawiść to chyba odczuwa się do samego uczucia (na odczuwalną dalszą miłość), a nie do osoby. No chyba, że do samego siebie...

Hatiuszka napisał/a:

Kochać to pozwolić komuś odejść, ale czy to nie odnosi się do sytuacji, w której ta druga osoba już nie kocha, więc powinniśmy pozwolić jej pójść swoją drogą?

Jest wiele sytuacji, kiedy powinno się partnerowi pozwolić na zdecydowaną i mocną reakcję. Uważam, że wygaśnięcie miłości to tylko skrajny przypadek.
A co jak jedna ze stron zacznie wątpić? Chociażby w swoją rolę w związku?
Nie znam Waszej sytuacji na tyle, żeby stawiać mocna hipotezy, ale tak sobie gdybam, że może Twój mężczyzna podłamał się tym, że nie może być dla Ciebie stuprocentowym partnerem?
Odszedł, by dać Ci temu wyraz. Nie powiedział o tym, żeby pokazać swoją decyzję bez konsultowania.
Jeśli jednak te głuche telefony są od niego, to być może są jego wyrazem tego, że czeka na Twoją decyzję.
Możesz nic nie robić, wtedy on do końca zniknie z Twojego życia. Jeśli będziesz jednak pewna i zdeterminowana, dasz mu sygnał, by wrócił.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Gdy szczęście pęka jak bańka mydlana?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024