Witaj,
Nie pozostaje mi nic innego - słowem wstępu oczywiście - jak poprzeć moje poprzedniczki.
A teraz do rzeczy - z mojego męskiego punktu widzenia - wczuwając się w rolę Twojego eks.
mala12 napisał/a:... mam zaburzenia adaptacyjne i zawsze przed ważnymi życiowo decyzjami mam silne lęki. Tak było już w przeszłości i on o tym wiedział... Bałam się , że mnie też ktoś skrzywdzi, ale nie bałam się mojego narzeczonego... booooo... On przed decyją powiedział ze nie ważne jak byle razem.
Zbagatelizuje tutaj trochę te Twoje zaburzenia adaptacyjno - lękowe przed dokonaniem ważnych życiowych wyborów.
Z jednej strony to prawidłowe podejście do życia i ważnych wyborów jako pełnej kalkulacji wszelkich "za i przeciw" Decyzja o ślubie bez względu na jego formę jest poważną decyzją na dalsze życie i tutaj Twoje obawy są na plus dla Ciebie.
Z drugiej jednak strony doszukiwałbym się w Twoich problemach natury psychologicznej - mając na myśli zaburzenia - jakieś traumy wywołanej przez rozwód rodziców jak również ich podłoża z czasów młodości czy też dzieciństwa.
Tutaj pokusiłbym się na Twoim miejscu o własną terapię z psychologiem - fachowcem, specjalistą a nie kimś z "ogłoszenia" co to robi terapie taśmowo "na odwal". (Centrum pomocy rodzinie, poradnia rodzinna - niekiedy funkcjonuje przy parafiach)
mala12 napisał/a:Pózniej troche był zły za to odwołanie ślubu koscielnego... Na 2 miesiące przed ślubem zerwał ze mną ,mówiąc że już nie kocha mnie tak jak wcześniej. Jeszcze na tydzień przed zerwanie mówił, że kocha. Cały czas spaliśmy razem , była czułość, kocham itd. Na początku nie wiedziałam co się stało, byłam tak zaskoczono... Po jakimś czasie okazało się że jest z inna, którą poznał na 2 tyg przed zerwaniem. Po miesiącu od zerwania ze mną wyznali sobie miłość. Pogubilam się...
Niedojrzały emocjonalnie gówniarz - nie bójmy się nazwać rzeczy po imieniu - Wiedział na co się decyduje i kogo bierze sobie za żonę, 4 lata związku to nie w kij dmuchał tylko szmat czasu wyrwany z życiorysu. Potem nagle zły o odwołanie ślubu - no moment, chwila... najpierw był pewny i świadomy swojej decyzji a tu nagle wiadomość "zonk" dla partnerki?
To co się okazało po pewnym czasie, że ma kogoś za Twoimi plecami, to zastanowiłbym się czy nie działał na dwa fronty od pewnego czasu wstecz jak byliście razem - nic nie dostrzegłaś niepokojącego w jego zachowaniu?
Reasumując - on uciekł od problemu pod tytułem ślub i wspólna przyszłość zamiast się z nim zmierzyć jak na faceta przystało. Podjął zdecydowaną decyzję, że "niech się pali, niech się wali a ja i tak ognisko pod wodą rozpalę" i mimo przeciwności losu będziemy razem a za moment chowa głowę w piasek jak struś. Ciamajda nie facet. Jeszcze mogę zrozumieć, że kobieta zwątpi i się podda w tej ślubnej materii, ale facet... śmiech na sali. Bez urazy.
Zastanów się, jak widzisz swoje małżeństwo z nim za te 10, 20 lat skoro on teraz - pomijając Twoje problemy - zachowuje się jak dziecko. Małżeństwo, dziecko i mąż też jak dziecko. Dorosła kobieta i dwójka dzieci w związku, z czego jedne to mąż??
Bez urazy i szczerze - ciemno to widzę.
EDIT
Teoretycznie zakochać się i odkochać można bardzo szybko. Ja jestem przykładem gdzie partnerka po 9 m-cach po ślubie dokonała tego - co prawda pewnie pod wpływem matki - w trybie ekspresowym
Praktyka bywa niekiedy mocno zdumiewająca.