Nigdy nie musiałem się niczego specjalnie uczyć bo wszystko przychodziło z łatwością, ale na studiach wymagają ode mnie uczenia się wielu rzeczy na pamięć, a czasami wyćwiczania umiejętności które mnie nie interesują. Nie potrafię się na tym skupić ,a gdy się zmuszam to po kilkunastu minutach dostaję szału, jestem po prostu wściekły. Znacie drogie panie jakieś sposoby żeby się skutecznie wyciszyć i skupić?
Mi pomagała świadomość,że jak to zaliczę to mam trzy miechy wakacji:)) i że jak zdam to nie będę musiała do tego wracać (np przy poprawce).Do tego poważnym bodźcem była dla mnie wizja stypendium:)
Studiowałam dwa kierunki- jeden pamięciówa i niezbyt przeze mnie lubiany(okazało się dopiero po pierwszym roku),drugi też w sumie pamięciówka ale przynajmniej bardzo lubiany przeze mnie.
No niestety,tak to jest na studiach,że częto musisz mało ważne pierdoły wkuwać.
Najbardziej współczułam znajomym z prawa,którzy już na pierwszym roku wrywali na pamięć grubaśną knigę z prawa rzymskiego:(
Każdy znajduje sobie jakąś adekwatną motywację,żeby nauczyć się czegoś co przychodzi z trudem.Ty też musisz bo inaczej nie przetrwasz.
Jeśli nie potrafisz się na czymś skupić, to znaczy, że nie potrafisz kontrolować swojej uwagi (straszne, nie? Już na samą myśl zdolność do koncentracji rośnie!). Wiadomo, że nie potrafisz kontrolować np. swojego pulsu, czy podobnych czynności życiowych, ale kierować uwagą powinieneś jak najbardziej. Tak naprawdę czujesz wewnętrzny opór przeciwko zajęciu się przez jakiś czas tylko jedną jedyną rzeczą (uczeniem się materiału). Wynika to z Twojego negatywnego nastawienia do tego materiału, może nie widzisz sensu w tej nauce. A przecież sens polega chociażby na tym, by zaliczyć egzamin i w sumie ukończyć studia. Co zrobić? Określ sens nauki, postanów przez 15 minut tylko się uczyć, wytrzymaj, zrób przerwę. Powtórz cały cykl. Skupienie się tylko na nauce przez jakiś czas to nie koniec świata, da się wytrzymać.
Pan Lewski cóż, mam ten sam problem co ty:) co pomaga? Nic:)
Dobra, dziękuję za uwagę, może normalnym ludziom by to były jakieś rady.
6 2012-05-24 00:07:19 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-05-24 00:10:37)
Kurczę, mam teraz to samo. Mój kierunek mnie ciekawi, jest taki "szeroki", lecz czasem sama się w tym gubię i z niektórych przedmiotw musimy się uczyć np takich szczegółów np "jakiego koloru jest podłoga w tym wierszu" że ręce opadają. I dodam, że nie jest to raczej związane z tym kierunkiem albo tym przedmiotem, bo przepraszam do czego przyda mi się wiedza, że w wierszu tym i tym Norwida podłoga jest taka i taka.. i to ma być nauka o XIX wieku, dobra chociaż będę wiedzieć jakie mieli wtedy podłogi
. I do nauczenia się mam jeszcze dużo takich dupereli i niby się uczę, uczę, ale wejść mi to do głowy nie chce
. Ten facet chyba chciałby, żeby nad jednym wierszem siedzieć 9 godzin.. ale ja nie jestem w stanie na jedną rzecz tyle przeznaczyć. Dlatego na razie modlę się, by zaliczenie przebiegło pomyślnie, bo naprawdę zapowiada się masakra i jestem w czarnej.. i motywacji brak. Dlatego chętnie poczytam co piszecie.
I często mam tak, że mówię sobie, że dziś nauka, a potem się odkłada, odkłada.. I kurczę, tak sobie myślę, ze w liceum np to więcej motywacji było. Może więcej sensu widziałam w tym co było w materiale.. a tutaj prawie wszystko jakieś takie niepowiązane, niespójne i dlatego chyba tak się nie chce i jest taki wewnętrzny opór. No i często nawet to czytam i skupić się nie mogę.
druga sprawa jest taka ze tych informacji jest za dużo. z każdego przedmiotu. a to zniechęca bo zabiera cenny czas a tak naprawdę niczego nie wnosi.
Bratnie dusze
A myślałam, że to tylko ja tak mam (tradycyjnie niesprawdzające się twierdzenie). Został mi ostatni tydzień przed sesją - część rzeczy uległa nieodwracalnemu zawaleniu i nawet na finiszu, tak jak zawsze mnie termin zbliżający się mobilizował, to teraz nie jestem w stanie z siebie niczego wykrzesać. Czytam notatki na kilka godzin przed zaliczeniem i raz wychodzi, a raz nie. Jeszcze gdyby to była pamięciówka i tyle. Ale na polibudzie trzeba coś więcej. I w zasadzie zero emocji, poza jakimś takim niewielkim demonem wstydu, który podgryza mnie od czasu do czasu;]