Mam ogromny problem z którym czuje się źle i potrzebuje rady co mam dalej robic!
Postaram się krótko. Mieszkamy z narzeczonym u niego w domu na piętrze, jego rodzice mieszkają na parterze. Ja otrzymuje rentę rodzinną, studiuje. On pracuje. Właściwie to jego rodzice trzymają wszystkie rachunki i za nie płacą. Nie zgodzili się na to, abyśmy przejeli swoje. No ale wspomagamy ich finansowo, mój narzeczony Tomek daje matce pieniądze, na codzienne wydatki. Ja wiele razy rozmawiałam z teściową pytając czy mogę jej płącic jakieś rachunki. Nie zgodziła się, nawet się oburzyła że ona da sobie radę! Więc staram się kupowac żywnosc i ogólnie codzienne produkty.
I jest też inna kwestia. Dlatego że nie zgodziła się abym jej opłacała rachunki, uważa że powinnam jej co jakiś czas pożyczac pieniądze.
I zawsze kiedy pożycza ode mnie, prosi mnie abym nikomu nie mówiła, nawet narzeczonemu. i ok, nie mówię. Pożyczyłam jej 1200 zł z mojego konta oszczędnościowego gdzie składam sobie pieniądze na przyszłosc. Później pożyczyłam jej 250 zł bo potrzebowała - to było jakieś 4 miesiące temu. Mówiła że te 250 zł odda mi za kilka dni. Minęło kilka dni i cisza. Ja nie upominałam się. Minął jeden miesiąc, drugi, trzeci. W tym miesiącu brakło mi kasy bo miałam ważny wydatek. Poprosiłam ją kilka dni temu, czy by mogła mi oddac chociaż częsc z tych 200 zł. Powiedziała DOBRZE DAM CI. Na drugi dzień jej przypomniałam. Powiedziała znów że mi da. Na trzeci dzień już trochę wkurzona byłam bo nie miałam za co wydrukowac pracy lic. do sprawdzenia promotorce.
I wieczorem znów jej przypomniałam, powiedziała że pojedzie do bankomatu jeszcze w ten sam dzień i mi odda. Na kolejny dzień myślałam że przyjdzie z rana i mi da te pieniądze. Nie dałą, słyszałam tylko jak odjeżdza samochodem do pracy. A ja bez grosza. Byłam już tak zła że mnie znowu olała! Po południu napisałam jej smsa że mam miec te 100 zł dzisiaj bo są mi bardzo potrzebne to niech odrazu wypłaci i nie zapomni bo potrzebuje tych pieniędzy. To kiedy wróciłam i weszłam do jej pokoju ta wydarła się na mnie zapłakana, że jak ja mogłam jej takiego smsa napisac, że ona dla mnie tyle robi a ja taka jestem, że ona tego smsa pokaże Tomkowi itp. To ja jej próbowałam tłumaczyc że po co tyle dni mnie okłamywała że mi DA TE PIENIADZE skoro nie miała kasy! Że wystarczyło normalnie po ludzku powiedziec że nie ma, że odda mi w innym terminie to by było wszystko ok! To ona dalej swój lament jaka ja jestem zła i niedobra, w ogóle nie zrozumiała tego co do niej mówiłam, że po co mnie okłamywała i robiła nadzieje że mi odda jeszcze w tym samym dniu?
Wyszłam. Powiedziałam Tomkowi jaka sytuacja. Powiedziałam jakiego jej napisałam smsa. On stwierdził że nie raz jej już dał kase kiedy potrzebowała a kiedy on chciał chociażby 50 zł to nie miała. Trochę się poczułam olana przez niego. Ale później pojechałam na chwile z domu. Kiedy wróciłam Tomek już się do mnie nie odzywał. Był na mnie zły, nie chciał rozmawiac. I dziś tak samo, nie jest taki jak zawsze.
I co? Moja teściowa pod moją nieobecnosc pewnie przyszła i coś na mnie nagadała do Tomka. I teraz ja jestem zła, okrutna, niedobra. A wystarczyło że by mi powiedziała już pierwszego dnia że nie ma pieniędzy na razie to bym się zamkła!
Czuje się teraz jak jakiś pasożyt, jak wredna baba bez serca. W dodatku nie mam w nikim wsparcia, mój facet stanął po jej stronie, nawet nie starał się mnie zrozumiec jak wyglądała sytuacja!