Jestem mężatką od 18 lat, mam 15 letnią córkę i poranione serce.... kiedy nasza córka miała 1,5 roku, dowiedziałam się że mój mąż przez 6 m-c zdradzał mnie z koleżanką z pracy ( żeby było śmieszniej wszyscy pracowaliśmy w jednym zakładzie, tylko w innych działach). Kiedy odkryłam prawdę, nie mogłam w to uwierzyć...nie miał odwagi przyznać się do wszystkiego, musiałam przypierać go do muru....poprosiłam aby wyprowadził się z domu?.. przez niecałe dwa tygodnie mieszkał u rodziców?..i dopiero ta sytuacja podziałała na niego jak zimny prysznic. Przepraszał, błagał, obiecywał?.pozwoliłam mu wrócić, dałam kolejną szansę?..
Minęło 13 lat, między nami bywało różnie, ale wiedziałam że mogę na niego liczyć, odbudował zaufanie i poczucie bezpieczeństwa jednak od jakiegoś czasu czułam że coś jest nie tak?.dużo pracował, wieczory spędzał zmęczony przy butelce piwa, kiedy opowiadałam co wydarzyło się w danym dniu, stawał się rozdrażniony, lub zwyczajnie znudzony?.próbowałam rozmawiać z nim o tym że dzieje się między nami coś nie dobrego, ale on zbywał mnie, a czasami przyznawał rację, tylko że niczego to nie zmieniało. W styczniu podjął decyzję że wyjeżdża za granicę do pracy, nie zapytał mnie o zdanie , po prostu oświadczył co zamierza zrobić. Nie byłam tym zachwycona, ale on nigdy nie liczył się ze mną- więc czego mogłam się spodziewać. Wyjechał. Kilka dni później przyszedł rachunek za telefon komórkowy wraz z bilingiem. Szok, przeżyłam szok. Jeden numer który powtarzał się niekończącą ilość razy. Prowadził rozmowy które trwały nie kiedy 40 mim i wysłał przeszło 330 sms-ów pod jeden numer . Zadzwoniłam do niego żądałam wyjaśnień. Mówił że dopatruję się czegoś, czego nie ma, że to tylko koleżanka której pomagał, bo miała problemy z dorastającymi synami??koleżanka, która była żoną mężczyzny który załatwiał mu pracę w Holandii, koleżanka do której wysyłał smsy dzień i noc. Zajrzałam do poprzednich bilingów, to trwało od października. Poczułam się oszukana i upokorzona. Poświęcał jej tyle czasu, dla mnie i dla dziecka pozostawały tylko resztki. Przez telefon, przepraszał, próbował tłumaczyć się, mówił że żałuje, że chce wszystko naprawić. Po miesiącu zjechał do domu na tydzień?..zimny, obojętny, nieobecny- a ja czekająca na wyjaśnienia?.mówił tylko że nie tęsknił, że przyjechał bo myślał że może ?coś? poczuje, że może rozpali się w nim ogień?.dopiero dzień przed wyjazdem, kiedy powiedziałam mu że daje mu wolność?rozpłakał się, powiedział że kocha, że przeprasza, obiecał że zerwie ż tamtą kobieta kontakt?.. Minął kolejny miesiąc, znów przyjechał na tydzień tym razem na święta. Cieszyłam się jak głupia, ale znów musiałam zderzyć się z betonową ścianą. Był, ale równie dobrze mogłoby go nie być. Nie wysilał się, znów czułam że coś jest nie tak, znów dopytywałam, żebrałam o przytulenie,wszystko robił tak beznamiętnie, bez zaangażowania więc kazałam mu się wyprowadzić?..spakował się, wyjechał , a po 40 min, zadzwonił i chciał wrócić?.Pozwoliłam mu, jednak nic się nie zmieniło, mało tego zajrzałam do jego komórki kiedy dostał sms-a, nie jestem z siebie dumna, i nigdy przedtem tego nie robiłam, ale wiedziałam też że jeśli mnie kłamie to muszę mieć na to dowód i??..to była ?ona?, myślałam że oszaleje??znów tłumaczył , nawet zadzwonił do niej przy mnie i mówił że ja się chce z nią spotkać?..nie zgodziła się, powiedziała że to jest jego problem i sam ma sobie z tym poradzić. ??. Dzisiaj wyjechał znów do Holandii, zostawił list że przeprasza, że wie iż okazał się oszustem i kłamcą, że jest egoista, że romantyzm zamienił na chamstwo i brak szacunku, ale kocha mnie i chce to wszystko odbudować.
Podawałam mu siebie na tacy, mówiłam że kocham, że zależy mi na nim, nie potrafiłam udawać?. Teraz jestem poraniona z płaczącą duszą?.. nie wiem jak dalej żyć, boję się jutra, boję się zaufać, chciałabym wierzyć że on potrafi się zmienić. Przed wyjazdem poprosiłam go tylko aby nie dzwonił do mnie i nie wysyłał sms-ów, aby nie pytał jak się czuję i jak sobie radzę??.
Szkoda życia na niego, bo on się nie zmieni - przykro mi.
Czy chcesz takiego małżeńtwa?
Przed wyjazdem poprosiłam go tylko aby nie dzwonił do mnie i nie wysyłał sms-ów, aby nie pytał jak się czuję i jak sobie radzę??.
życzę Ci wytrwałości w tym postanowieniu...inaczej spokoju nie znajdziesz...on się nie zmieni, a Ty będziesz cierpieć
4 2012-04-15 17:04:47 Ostatnio edytowany przez Wieczornik (2012-04-15 17:05:59)
Megi, nie owijajmy w bawełnę, ktoś nie traktuje Cie poważnie to nie możemy być marionetkami czy zabawkami dziecięcymi które jak są potrzebne to okazuje im się troskę. A jak już się znudzą to odkładamy w kąt. Ja jako mężczyzna próbowałbym kobietę po takich akcjach raczej podbudować, próbować po raz kolejny rozpalić ogień, zapraszać na randki, do restauracji czy kina, albo nawet zwykłe spacery.
To rzeczywiście ciężka sytuacja kiedy z kimś rozmawiasz, wszystko "wyjaśniacie", on przyznaje się do błędu, Ty mówisz że kochasz.
Nagle mija jakiś okres czasu i ponownie dzieje się jak wcześniej.
Odpowiedz sobie w takim wypadku jaki to wszystko może mieć sens?
Nie możemy w nieskończoność wybaczać komuś i wierzyć w jego chęci zmiany. Szkoda Twojego czasu, szkoda Twoich nerwów.
Wyciągnęłaś bardzo słuszne konsekwencje wobec niego, żadnych kontaktów.
I niestety, Lady_AL/f ma racje.. On się nie zmieni.
Megi, ODŻYJ na nowo! ![]()
Obawiam sie ze tacy sie nie zmieniajä.
Pszeszlam takä droge z moim, röznica jest taka ze möj nie mial jednej a wiele kobiet i to w internecie albo handy...mimo to zachowywal sie tak samo. Staralam sie o niego, ale wszystkie obietnice i przysiegi ginely jak tylko zniklam mu z oczu.
Obecnie nasze szarpanie o prawde, rodzine, zazdrosc , doprowadzily do tego ze go nienawidze i chociaz bardzo mi ciezko z trojkä dzieci (5, 9, 11) postanowilam sie z nim rozstac i zaluje ze nie zrobilam to wczesniej.
Właśnie tak sie czuję, jak zabawka , marionetka, mało tego mówiłam mu o tym, ale on słuchał mnie, nie słysząc.Podawałam gotowe recepty, mówiłam czego oczekuję, nie musiał niczego sie domyślać.......... nic z tym jednak nie zrobił. Milczał i patrzył na mnie beznamiętnym wzrokiem , marząc o tym abym sie wreszcie zamknęła. Jak wrócił na święta to chciałam mieć go w pigułce, aby nie utracić ani chwili , aby nic nie przeoczyć,aby starczyło mi go na kolejny miesiąc. Gotowa byłam nawet wziąć urlop aby z nim być....gdyby tylko mnie o to poprosił......Jedyne na co było go stać to słowa "naucz się życ beze mnie", a ja właśnie chciałam uczyć sie życia razem z nim. Dziękuję wszystkim za zainteresowanie i pomoc, chciałabym czytać takie posty codziennie, aby mieć siłę, i walczyc o siebie.
7 2012-04-15 17:50:54 Ostatnio edytowany przez Lady_AL/F (2012-04-15 17:53:10)
Walcz o siebie i córkę.
Jestem w takiej sytuacji jak Ty ale ja już zdecydowałam.
Na początku było ciężko ale teraz po ponad roku od rozstania, mimo toczącej się sprawy rozwodowej, jestem szczęśliwa, że już z nim nie jestem.
Pozdrawiam i trzymam kciuki:)
W ogóle dla mnie to jest trudne do pojęcia, że on wciąż wyjeżdża zagranicę. Skoro tak postanawia się zmienić, skoro chce odbudować wszystko - to jak zamierza to zrobić będąc w obcym kraju, przyjeżdżając raz na jakiś czas do rodziny? Wiadomo, ze praca jest ważna, ale nie najważniejsza. Nie może rzucić tego wszystkiego i wrócić?
Poza tym, nawet jeśli ta kobieta nie chce spotkania z Tobą samą, to poszłabym na spotkanie z nią razem z mężem. Jeśli obiecywał, że zerwie z nią kontakt, niech zrobi to przy Tobie, nie przez telefon.
W innym przypadku nie ma co dawać więcej szans... Bo to się będzie powtarzać jeszcze wiele wiele lat. Potrzebujesz ciepła, troski, wsparcia dla siebie i córki, a nie ciągłego odtrącania i braku zaangażowania.
Będzie pracował zagranicą jeszcze do czerwca, potem ma zjechać już na stałe. Ja tez nie wyobrażam sobie żeby mozna było naprawić coś na odległość, jesli mając mnie na wyciągnięcie ręki nie potrafił tego zrobić. Stąd moja decyzja o zerwaniu kontaktu. Chociaż to bardzo boli......
Co do tej kobiety, to on proponował jej właśnie to abysmy spotkali się w trójkę....odmówiła, wiem bo rozmawiał z nią przy mnie.
Lady_AL/F podziwiam cie za odwagę i dziękuję za świadectwo, że można się z tej sytuacji podnieść. Ja jeszcze tego nie potrafię, boję się, ale gdzieś w środku mam nadzieję że zmieni się.....wiem przemawia przeze mnie naiwność
Dajesz sobie rade sama przez miesiäc to i dasz rade dwa, trzy i cztery.
Mysle ze nie bedziesz z nim szczesliwa, nawet jak spröbuje z tobä zyc to nieufnosc, zal i protensje zostanä. Bedä dyskusje, moze klötnie i tak bedziesz sie wypalac przez nastepne lata, az ktöregos dnia go znienawidzisz i bedziesz zalowac ze nie ulozylas sobie zycia na poczätku nieszczescia.
Pisze z wlasnego doswiadczenia, nim dluzej z nim bedziesz...tym bardziej ucierpisz.
Doonna, wszystko co piszesz to prawda, wiem o tym, i kiedy próbuję stanąć z boku i przyglądam się tej całej chorej sytuacj to też to widzę.......zdaję sobie sprawę że jeśli z nim będę, to pewnie jeszcze wiele razy doznam, upokorzenia i samotnośi w jego ramionach. Mogłabym też wymienic teraz wiele powodów dla których mogłabym się poświecić, żeby tylko znaleźć usprawiedliwienie tego, że nie umiem bez niego żyć. Boje sie bycia samej, chociaż jego i tak prawie nigdy nie było w domu (pracował od 7 do 19 czasami 20 ) a teraz od końca marca jest w Holandii. Niby mam zaprawę aby to przetrwać, ale paraliżuje mnie strach, niepewność, i to że wciąż bardzo mi na nim zależy.
Zaraz, zaraz.
Naprawdę Ci na nim zależy?
Na człowieku, który Cię zdradza, oszukuje, lekceważy, upokarza?
Przepraszam, ale przypomniały mi się słowa: "Masz to, na co godzisz się.."
Mówisz, że kochasz. A ja nie widzę tu szczęśliwej, zakochanej kobiety - tylko przerażoną i zrozpaczoną .. jeśli jednak chcesz: powtarzaj sobie że nie potrafisz bez niego żyć (choć przecież nie można powiedzieć, że żyjesz z nim- tylko obok).
Ciężko mi to przyznać, widząc jak się starasz, ale jeśli pozwolisz mu wrócić do siebie to on to odbierze, jako brak Twojej konsekwencji i nadal będzie Cię zdradzał. Mało tego, nie będzie Cię szanował- bo czy można szanować osobę która płaszczy się przed kimś i żebrze o czułość, zgadza się na zdrady... w końcu zaczniesz sama się sobą brzydzić a Twoja samoocena spadnie do zera. To czarny scenariusz, wiem - niestety bardzo prawdopodobny.
Możesz też liczyć na cud, który nigdy się nie wydarzy. Potem obudzisz się po kilku latach z niczym. Dzieci dorosną a Ty będziesz się zastanawiać jak to się stało, że życie Ci gdzieś umknęło..
Jesteś wartościową osobą, masz dla kogo żyć. Jesteś młoda- daj sobie szansę na poznanie kogoś, kto będzie wart Twojego uczucia. Kto Ci powiedział, że masz być do końca życia sama?
Może czas właśnie zacząć myśleć o SOBIE ? a nie o nim..
Jak czytam to wszystko co mi piszecie to dochodze do w niosku że to chyba ze mna jest większy problem niż z nim. On pewnie szybko sie otrząśnie i zacznie iść dalej, a ja znając siebie będę się, taplała w tej swojej bezradności i bezsilności.... może własnie wasze posty są dla mnie terapią - szokujacą , bolesną , ale może uzdrawiającą. Jednak widzieć to i dostrzegać to tylko początek drogi, wciąż jeszcze załancza mi sie tłumaczenie go i wiara że może sie zmienić.
I chociaż wiem że to chore, to zależy mi na nim, może potrzebuję czasu, aby to wszystko w sobie przerobić, poukładać na nowo.........jak ja mam to zrobić? Zachowuję się tak jakbym była od niego uzależniona ![]()
15 2012-04-15 21:04:18 Ostatnio edytowany przez daisy20 (2012-04-15 21:05:36)
megi17, czytałam Twoją historię i bardzo się w nią wczułam. Mimo, że różni nas wiek i doświadczenie w życiu, to czuję, że masz podobny problem jak ja... Sama stwierdziłaś, że 'dochodze do wniosku że to chyba ze mna jest większy problem niż z nim. On pewnie szybko sie otrząśnie i zacznie iść dalej, a ja znając siebie będę się, taplała w tej swojej bezradności i bezsilności'. Widzę u siebie tą samą sytuację. I choć wcześniej radziłam dać jeszcze szansę, a żeby porozmawiał z nią, a żeby wrócił to teraz myślę, że może reszta ma rację... Może lepiej zacząć już od dziś próbować to skończyć, trochę się znieczulić na to wszystko? Łączy Was tyle lat, szkoda to stracić, jednak z drugiej strony, wyobraź sobie, że gdybyś już te naście lat temu to skończyła, poznałabyś najprawdopodobniej kogoś kto byłby dla Ciebie lepszy, kto doceniłby jakie masz dobre, kochające serce... Nie ma co żałować, wracać do przyszłości, ale wyobraź sobie siebie za kolejne kilkanaście lat. Znowu stojącą w tym samym punkcie. A może być zupełnie inaczej, jeśli powiesz sobie stop i przestaniesz brnąć w coś co Cię rani. Przemyśl to wszystko na spokojnie.
Pozdrawiam ciepło.
Wybacz ale ja napisze Ci tak,zdrada w malzenstwie jest bledem nie wybaczalnym,nie naprawialnym,niestety nalezy sie pogodzic z porazka i zorganizowac sobie przyszlosc na lepszych i bardziej stabilnych fundamentach,trudne,niestety nalezy probowac.Gdy ktos raz przekroczy pewna granice,uczciwosci,lojalnosci nie bedzie mial zachamowan aby to uczynic powtornie w innych kolejnych okolicznosciach.Przemysl rozwaznie bez emocji.Wiem jak to boli.
Jeszcze raz dziękuje za wszystkie wasze ciepłe słowa i te , których sama bałam sie wypowiadać.
Deisy, powiedz jak mam sie znieczulić, jak nie czuć, kiedy to tak boli, jak zabić w sobie tęsknotę za człowiekiem który był ( i chyba jeszcze jest ) dla mnie tak ważny.....marzę o tym aby odzyskac spokój i równowagę, marzę o tym aby kochać i być kochaną, aby nie bać się czy ktoś mnie zrani, oszuka..... moja naiwność jak widać na załączonym obrazku jest żałosna. Miotam się , zawieszona gdześ pomiędzy sercem, a rozumem, ale tak własnie czuję....
Od jutra rozpocznie sie dla mnie prawdziwa walka, muszę wytrwać i nie kontaktować się z nim. Ale wiem ,że będzie to bardzo trudne, bo on będzie dzwonił do córki...... ale to dopiero jutro ![]()
megi 17 przeczytalam Twoja historie widze ze nie tylko ja mam takie super życie ..tez ciezko doradzic ...bo milosc jest i tak naszym drogowskazem..mysle ze jesli on ma wrocic w czerwcu to warto poczekac i pozrmaiwac ale tylko wtedy gdy masz mala nadzieje ze sie zmieni.fakt jest taki ze to nie bylo klamstwo jednorazowe...podobno ludzie sie nie zmieniaja...ale dla milosci moze...ja juz sam nie wiem czy tylko kobiety tak kochaja na zaboj...facet..ja ich nigdy nie zrozumiem...ma wspaniał rodzine wiadomo wszedzie bywa różnie..raz lepiej raz gozej czasem...ale wszystko da sie przejsc razem..jesli on sie nie zmieni i sama tego nie dostrzegasz tej mozliwosci kochana to pewnie daj sobie spokoj..najlepszym sposobem jest milczenie jesli kocha to wlasnie twoja obojętnosc powinna dac mu kopniaka..trzymaj sie i daj znac kochana jak sprawa stoi..
Jak sprawy stoją..... dzisiaj jest nasza rocznica ślubu... rano dostałam od niego sms-a w którym napisał że jestem wyjątkowa, że chce okazywac mi to na kazdym kroku....że chce zapracować sobie na moje zaufanie.....do domu przyjechał kurier z kwiatami, a na stole czekał na mnie list od niego (mówił mi przed wyjazdem , że napisał do mnie kilka słów, ale mam przeczytać je dopiero dzisiaj) Przyznał że romantyzm, zamienił na egoizm, cynizm i chamstwo....że oszukiwał i kłamał..... że błaga o wybaczenie...przepraszał za upokorzenie i zranienie....chce abym wiedziała że mnie kocha tylko, bardzo zaniedbał to uczucie.
Odpisałam że dziekuje za kwiaty, ale w jego słowa nie wierzę........ Jak ja mam sie w tym wszystkim odnaleźć ![]()
I chociaż wiem że to chore, to zależy mi na nim, może potrzebuję czasu, aby to wszystko w sobie przerobić, poukładać na nowo.........jak ja mam to zrobić? Zachowuję się tak jakbym była od niego uzależniona
Bo jesteś od niego uzależniona ale jest na to rada - zacznij od terapii u psychologa albo wejdz na wątek kochających za bardzo.
Nie oczekuj, że twój maż się zmieni, bo to nigdy nie nastąpi a ty stracisz kolejne lata swojego życia. Twoja córka niedługo zacznie swoje dorosłe życie i wtedy odczujesz samotność. Wiem, że trudno podjąć decyzję, ale dziwię się tobie, że mając wiedzę o zdradach męża pozwalasz mu na to wszystko. Ja spakowałam mężowi kartoniki z rzeczami i walizki w dniu kiedy dowiedziałam się, że mnie zdradza i jak wrócił następnego dnia z "delegacji" to z domu zabrał tylko przygotowane przez mnie rzeczy. Szczerze - nie żałuję tego i zrobiła bym tak samo. Nie będę ukrywać, że jest łatwo, ale wolę być sama niż udawać przed sobą i światem, że mam kochającego męża. Też bałam się samotności ale czy teraz nie jesteś samotna? Ja przez lata miałam depresję, ale o tym dowiedziałam się po rozstaniu z męzem, po tym jak przeszły mi wszystkie fizjologiczne objawy.
Ratuj siebie i córkę a przede wszystkim zacznij SIĘ SZANOWAĆ, bo twój mąż ...
megi17 napisał/a:I chociaż wiem że to chore, to zależy mi na nim, może potrzebuję czasu, aby to wszystko w sobie przerobić, poukładać na nowo.........jak ja mam to zrobić? Zachowuję się tak jakbym była od niego uzależniona
Bo jesteś od niego uzależniona ale jest na to rada - zacznij od terapii u psychologa albo wejdz na wątek kochających za bardzo.
Nie oczekuj, że twój maż się zmieni, bo to nigdy nie nastąpi a ty stracisz kolejne lata swojego życia. Twoja córka niedługo zacznie swoje dorosłe życie i wtedy odczujesz samotność. Wiem, że trudno podjąć decyzję, ale dziwię się tobie, że mając wiedzę o zdradach męża pozwalasz mu na to wszystko. Ja spakowałam mężowi kartoniki z rzeczami i walizki w dniu kiedy dowiedziałam się, że mnie zdradza i jak wrócił następnego dnia z "delegacji" to z domu zabrał tylko przygotowane przez mnie rzeczy. Szczerze - nie żałuję tego i zrobiła bym tak samo. Nie będę ukrywać, że jest łatwo, ale wolę być sama niż udawać przed sobą i światem, że mam kochającego męża. Też bałam się samotności ale czy teraz nie jesteś samotna? Ja przez lata miałam depresję, ale o tym dowiedziałam się po rozstaniu z męzem, po tym jak przeszły mi wszystkie fizjologiczne objawy.
Ratuj siebie i córkę a przede wszystkim zacznij SIĘ SZANOWAĆ, bo twój mąż ...
Calkowicie cie popieram i gratuluje odwagi.
Mam pytanie po czym poznac ze ma sie depresje, bo piszesz ze nie wiedzialas przez lata.
Kiedy dowiedzialam sie co wyprawia möj mäz bardzo to przezylam i od tego czasu mam straszne zmiany nystrojöw... placze albo sie zalamuje za chwil czuje sie silna i pewna siebie, nie wiem za bardzo co sie ze mnä dzieje.
Witam mam problem z mężem ostatnio dziwnie się zachowuje okłamuje mnie mówi że jedzie z bratem a znajduje się w barze i nawet nie wiem z kim bo wtedy jestem w pracy dzwonie ale oczywiście nie odbiera dziecko zostawia z babcia i ciągle gdzieś jeździ jak się pytam to do pracy bo dyrektor go wzywał nie wiem co mam robić jak się go pytam to zaraz kłutnia i wychodzi z domu bardzo proszę o pomoc
Bardzo proszę o pomoc bo nie wiem co mam robić aby cierpie i rozmyślam w pracy w domu a najgorzej cierpi nasze dziecko
Jak sprawy stoją..... dzisiaj jest nasza rocznica ślubu... rano dostałam od niego sms-a w którym napisał że jestem wyjątkowa, że chce okazywac mi to na kazdym kroku....że chce zapracować sobie na moje zaufanie.....do domu przyjechał kurier z kwiatami, a na stole czekał na mnie list od niego (mówił mi przed wyjazdem , że napisał do mnie kilka słów, ale mam przeczytać je dopiero dzisiaj) Przyznał że romantyzm, zamienił na egoizm, cynizm i chamstwo....że oszukiwał i kłamał..... że błaga o wybaczenie...przepraszał za upokorzenie i zranienie....chce abym wiedziała że mnie kocha tylko, bardzo zaniedbał to uczucie.
Odpisałam że dziekuje za kwiaty, ale w jego słowa nie wierzę........ Jak ja mam sie w tym wszystkim odnaleźć
Jakis on mocno z rozdwojona jaznia - najpierw Ci funduje w czasie pobytu w domu uczuciowa lodowke, zeby za chwile przysylac kwiatki z wyrazami uznania.
Mozliwosc jest taka ze kochanica sie zbiesila po telefonie i zagrozila zerwaniem, moze obawia sie, ze bedziesz aferzyc i zacznie mu sie palic kolo du...y, moze chce miec na czas jakis swiety spokoj,
Nie bardzo chce mi sie wierzyc zeby te wyrazy skruchy i obietnice milosci , ktora bedzie Ci okazywal na kazdym kroku byly szczere, kiedy jeszcze pare godzin temu robil wrecz odwrotnie.
Megi, wybaczanie ma swoje granice - sadze, ze powinnas mocno sie zastanowic nad mozliwoscia rekonstrukcji zwiazku. On to deklaruje, nie wiadomo na ile szczerze, ale czy Ty po pierwszym entuzjazmie po jego powrocie moglabys zyc z jego przeszloscia. Czy poradzilabys sobie z trauma jego zdrady i okrucienstwem, ktore Ci zafundowal. Czy umialabys zamknac ten rozdzial? No i ciagle w tyle glowy, ze to nie bylo po raz pierwszy.
Jak znam zycie i doswiadczenia wlasne powtorka z rozrywki gwarantowana. A zamieniac sie w Cerbera, ktory bedzie pilnowal faceta na kazdym kroku - przyjemnosc srednia i nie kazdy to potrafi.
Daj sobie oddech do czerwca, nie nawiazuj zbyt milych relacji, on zaraz to uzna, ze jest OK i wyruszy stara utarta sciezka. Pokaz mu swoja nowa twarz, ze tym razem nie bedziesz zbywana. Nie kwiatki i lisciki swiadcza o uczuciu, ale czyny..... Nie obiecuj sobie za duzo z takich gestow.
Pozdrawiam B.
Witam mam problem z mężem ostatnio dziwnie się zachowuje okłamuje mnie mówi że jedzie z bratem a znajduje się w barze i nawet nie wiem z kim bo wtedy jestem w pracy dzwonie ale oczywiście nie odbiera dziecko zostawia z babcia i ciągle gdzieś jeździ jak się pytam to do pracy bo dyrektor go wzywał nie wiem co mam robić jak się go pytam to zaraz kłutnia i wychodzi z domu bardzo proszę o pomoc
Moge zapytac ile maz ma lat, bo zachowuje sie jakby przezywal druga mlodosc... rodzina sie troche znudzila i trzeba poszalec.
Mysle ze w tej chwili ciezko Ci bedzie do niego dotrzec, moze poobserwuj o co chodzi, oczywiscie poinformuj go ze jego zachowanie Ci sie nie podoba, ale trzymaj sie twardo, wybierz sie tez gdzies i nie mow gdzie bylas, a jak bedzie marudzil to trzasnij drzwiami i idz gdzies na kawe.
Moze on nie zdaje sobie sprawy ze swojego zachowania i w ten sposob otworzysz mu oczy.
Bardzo proszę o pomoc bo nie wiem co mam robić aby cierpie i rozmyślam w pracy w domu a najgorzej cierpi nasze dziecko
To dla nikogo nie będzie łatwe;(. Niestety twój mąż, zranił nie tylko Ciebie a konsekwencje będą się ciągnąć. Nie myśl jednak o tym, znajdź siły i walcz o swoje szczęście. Nie ma sensu tracić życia dla drania, on się już nie zmieni. To drugi raz. Poradzisz sobie, jesteś silna, przetrwałaś zdradę, co uważam za ogromne osiągniecie. Tyle musiałaś wycierpieć przez ten czas. Skończ z tym. Taka moja rada.