Witam dziewczyny ![]()
Ostatnio znów dopadają mnie wspomnienia z przeszłości. Może zacznę od początku. Przeżyłam moją młodośc i dzieciństwo zupełnie nie tak jakbym chciała. Byłam nieśmiała i małomówna, z resztą moja uroda też nie była cudowna. żałuję wielu rzeczy których nie zrobiłam, myślę sobie, że gdybym wtedy postąpiła inaczej to może moje życie wyglądało by teraz inaczej. "Szkolne wspomnienia" to jedno, ale jest jeszcze druga sprawa. Mam kochanego chłopaka, już długo jesteśmy razem, jest atrakcyjnym mężczyzną a na początku naszej znajomości miał mnóstwo koleżanek, teraz już zniknęły, ale wtedy byłam strasznie zazdrosna, zostało mi to do dzisiaj. Było kilka sytuacji które do dzisiaj nie dają mi spokoju (nocne telefony od jednej z nich, ich wspolne imprezy itd). Wiem że mnie nie zdradził czy cos, i nie powinnam się czepiac o byle co, ale mimo tego dręczy mnie to do dzisiaj. Nie umiem dac sobie rady z przeszłościa. Przytłacza mnie. Chciałabym iśc do przodu, realizowac się, spełniac marzenia. Nawet po części to robię, ale ciągle myślę że gdybym kiedyś inaczej postąpiła (postępowała) to teraz było by mi łatwiej> byłabym silna i zdecydowana a czuję się wręcz niepewna i zagubiona. W Tym co robie brakuje mi także przyjaznej duszy(przyjaciółki). Mój chłopak jest dla mnie dużym oparciem, ale poza nim nie mam nikogo z kim mogłabym pogadac. On ma grono kolegów i mogłoby się wydawac że niczego mu nie brakuje do szczęscia, mówi mi: "idz, znajdz sobie pasję, zainteresuj się czyms i poznaj nowych ludzi". Starałam się to zrobic ale mi nie wyszło. Ile można próbowac... Poza tym nie mam czasu na to żeby gdzies wychodzic w tygodniu, wracam późno z pracy a potem marzę juz tylko o tym żeby odpocząc.
Już teraz za późno żeby ,,gdybać".. Świat idzie do przodu, zastanów się co możesz zrobić TERAZ i TU żeby być szczęśliwa.Masz dopiero 20 lat życie przed Tobą. Domyślam się że też chodzi Ci o szkołę, że mogłaś iść dalej, uczyć się itd. Nic nie stoi na przeszkodzie. Teraz są studia zaoczne więc spokojnie mogłabyś pogodzić pracę z nauką. I znalazłabyś tam wiele przyjaznych dusz (jak to napisałaś) ![]()
Zastanawiałam się...
Przyszło mi do głowy tylko to, że musiałabym się wyrwac z mojej małej mieściny. Tak jakby zacząc od nowa.
Kocham mój dom, ale czuję się jak ryba w wodzie w tym co inne i nieznane (wbrew pozorom).
Tylko, że to jest po prostu NIE MOŻLIWE.
Inne pomysły nie przychodzą mi do głowy...