"Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia

Do napisania tego postu skłonił mnie post Liwii, która opisuje swoje życie z nadopiekuńczą matką. Miałam toćka w toćkę tak samo, aż w końcu udało mi się przeprowadzić do domu, który dostałam w spadku. Dokładniej mówiąc, matka kolejny raz kazała mi się wynosić z JEJ domu (słowami, które nie nadają się do cytowania), co mnie zmotywowało, żeby faktycznie spakować najpotrzebniejsze rzeczy i przenieść się do pół wyremontowanego, ale własnego domu. Warunki co prawda partyzanckie jeszcze, ale odpoczywam psychicznie. Już po miesiącu widzę kolosalną różnicę w swoim zachowaniu. Stałam się spokojniejsza, częściej się uśmiecham, nie krzyczę... Potrafię z większym dystansem spojrzeć na pewne problemy, a co za tym idzie, szybciej sobie z nimi poradzić.
Ale oczywiście jest pewne "ale". Mój dom jest oddalony od domu mojej matki o jakieś 50 metrów. Boję się, żeby w przyszłości nie wdepnęła znów w moje życie. Piszę: w przyszłości, bo jak do tej pory matka nie odezwała się do mnie ani słowem. Na razie granica jest jasno wyznaczona i przyznam szczerze: jest mi z tym fantastycznie. Mogę nawet powiedzieć, że nie mam do niej już żalu. Mogę wybaczyć, ale nie zapomnę. Nie chcę jej dawać kolejnej "szansy" na to, żeby znów mnie traktowała jak niepełnosprawnego śmiecia, a jestem przekonana, że po naszym "pojednaniu" nie minie wiele czasu, a wtrąbi się znów w moje życie, a ja będę znów traktowana jak niepełnosprawny śmieć.
Mój mąż jednak jest innego zdania. Nie podoba mu się ta sytuacja (dodam, że moja matka go uwielbia, a on pomaga mojemu ojcu w drobnych naprawach itp.) i chce, żebyśmy się pogodziły.

Chciałabym poczytać Waszą opinię na ten temat. Co zrobiłybyście na moim miejscu?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2011-09-30 10:41:05)

Odp: "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia

Ty tez masz byc szczesliwa.
Jesli Twojemu mezowi pasuje pomaganie tacie czy mamie to na zdrowie-nikt mu tego nie broni. NIech sobie jezdzi i pomaga, ale niech Ciebie nie zmusza do niezdrowych relacji. Powiedz mu jak sie czulas calez zycie, ze teraz jest Ci dobrze i nie chcesz tego psuc.

I ZYJ pelna piersia i CZUJ zycie. Powodzonka


edit: sadze, ze mama truje mu glowe podczas jego wizyt i dlatego on naklania Cie do "pogodzenia sie" -ale to juz jego problem a nie Twoj. Nie daj sie zmanipulowac-zyj tak jak chcesz i jak t ego potrzebujesz.

3

Odp: "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia
Bullinka napisał/a:

NIech sobie jezdzi i pomaga

Jakie jezdzi? Chyba na deskorolce, bo nawet na rower te 50 metrow to za malo:)
Droga Luno: to nie jest zadne wyprowadzenie sie od matki, Ty mieszkasz za plotem i pod okiem rodzicielki. Chcesz sie uwolnic to znajdz cos o "ociupinke" dalej, tak zeby nie czuc jej oddechu na swoich plecach.

4

Odp: "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia

Nawet na rolkach jak chce smile Napisalam z "rozpedu" smile.
Uwierz, ze nawet na taka odleglosc mozna dac sobie rade. Mam bardzo zblizona sytuacje w swoim srodowisku i widze, ze dziewczyna doskonale sobie poradzila. Zadne sraty-taty nie pomogly i mamusia nie wlazi do domu ani nie wcina sie w zycie.
Jak sie chce to mozna, byle nie pod tym samym dachem. A tutaj ma swoj dom, swoj azyl, wiec wystarczy sie nei dac i bedzie ok.

5

Odp: "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia

Nie mam nic przeciwko, mąż może sobie chodzić tudzież jeździć do mojej matki i remontować czy tam się kawkować. Słyszeć słyszy na mój temat oczywiście różne rzeczy, ale na szczęście ma do tego dystans. Ale nawet, gdyby tego nie słyszał, byłby pewnie zdania, że powinnyśmy ze sobą rozmawiać. On był wychowany w zgodzie, nie potrafi się gniewać na kogoś, nie zna czegoś takiego, że matka własne dziecko potrafi zwyzywać od najgorszych. Cieszę się, że pomieszkaliśmy razem z moją mamą, bo dzięki temu uwierzył, że takie relacje istnieją i że nie zmyśliłam ich sobie.
Nie wykluczam możliwości sprzedania domu i przeprowadzki, ale kurcze, skoro już tutaj się urządzam i inwestuję, to nie chciałabym znów zaczynać gdzie indziej. W każdym razie jak na dzisiejszy dzień nie czuję jej oddechu na plecach, wręcz przeciwnie: to ja oddycham pełnym cycem smile
Tylko czy to faktycznie nie chore, nie odzywać się do własnej matki?

6

Odp: "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia

Czy to aby nie ucieczka? Zamiast stawić czoła matce, wyprowadzać się do innego domu.

7

Odp: "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia

1 zasada funkcjonalności - nie ważne co, ważne, że działa (whatever works... wink)

Miała się z nią naparzać tam do końca życia? Mi też szkoda było czasu na naprawianie relacji, których naprawiać nie chcę (i mi się nie chce) i delikatnie mówiąc, sobie poszłam. Każdy powinien wybierać rozwiązanie fukncjonalne dla niego, bez oglądania się na "normalność", "poprawność", "słuszność", etc, etc

8

Odp: "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia
Entropia napisał/a:

Czy to aby nie ucieczka? Zamiast stawić czoła matce, wyprowadzać się do innego domu.

Dziwne podejście... Gdy poparzysz sobie paluchy na piecu, to nie zabierasz ich najpierw z płyty grzewczej, a dopiero potem ją wyłączasz? Wydaje mi się, że "ucieczka", albo jak ja to nazywam "dystans", pozwoli mi dopiero teraz, bez emocji, ponaprawiać, co trzeba. Inna sprawa, że nie wiem, czy ja cokolwiek jeszcze chcę naprawiać.

9

Odp: "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia

Nie uwazam tego za ucieczke. Dziewczyna nie zwiala do kogos, ale wyprowadzila sie do wlasnego domu.
Nie daj sie zwariowac. Jestes u siebie i czuj sie u siebie.
Znam apodyktyczne matki i Twoj sposob jest naprawde dobry.
Dlaczego masz sprzedawac dom? Ustaw wszystko na wlasciwych torach i... bedzie dobrze smile

10 Ostatnio edytowany przez igla16 (2011-10-09 12:33:41)

Odp: "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia

Moja bliska koleżanka zrobiła tak samo. Z tym że jej matka nie była nadopiekuńcza, tylko nie mogły się dogadać. Były wieczne kłótnie, kazania, obrażanie się. Przeprowadziła się do swojego chłopaka i jest świetnie. Jeżdżą do jej rodziców co jakiś czas, jej chłopak pomaga ojcu, ona matce i przy okazji super się dogadują. Koleżanka mi powiedziała tak: wyfrunął ptaszek, to się zaczęło zastanawiać, co źle się zrobiło. Teraz i matka ma spokój, i dziewczyna ma spokój.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » "Zabawa w dom", czyli jak "rozwiązałam" problem, o którym pisze Liwia

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024