Problem jest tego rodzaju, ze nie wiem co robic?
przedstawie w skrócie swój problem....
Bylam w zwiazku ok 4lat z moim partnerm. Poczatek naszego zwiazku byl piekny,jakie to zwykle bywaja poczatki. Po okresie poltora roku zaczely sie klótnie ,ktore jak dla mnie tez sa rzecza normalna,tymbardziej ze oboje mamy ciezki charater. Bylo miedzy nami roznie ....czesto sie rozstawalismy z blachych powodów,lecz zawsze do siebie wracalismy. Po pewnym czasie mielismy juz tego dosc...ktores z nas stwierdzalo ze zakancza zwiazek. Zawsze bywalo tak ze jak jedno z nas chcialo cos naprawic do drugie nie chcialo i tak w kolko sie mijalismy. Ja nie ukrywam ze czesto wykorzystywalam slabosć jaka wynikala z milosci mojego partnera do mojej osoby. Meczylo mnie ze bylam zawsze dla niego dobra,a on w sobie nie umial zmienic kompletnie nic...dlatego tez robilam tzw.przerwy-zrywajac. Lecz i tak wracalismy. Wiele razy mialam stawiane warunki,ze jesli czegos nie zrobie,to bedzie to koniec zwiazku...nigdy w to nie wierzylam....poniewaz nie raz slyszalam zapewnienia ze tego juz dość i to definitywny koniec...a i tak wracalismy do siebie,bo zadne z nas nie umialo zyc bez siebie. Po 4latach nie bylismy juz razem,wiele sie wydarzylo w naszym zyciu,lecz zawsze za soba tesknilismy i lgnelismy do siebie...Dawalismy sobie kolejna szanse,ktora zwykle trawla ok.miesiaca ,mijal miesiac i nastepowalo to samo,czasem mijalo troszke wiecej czasu....
Prawde mowiac przez poltora roku wracalismy do siebie i sie rozstawalismy....
Az przyszedl moment w ktorym po raz kolejny dalismy sobie szanse,ale bylo juz inaczej..lepiej
tylko cos sprawilo,jakas blachostka,ze sie odsunelismy od siebie na jakis czas...lecz tesknota przyszla i do mnie i do niego.
Tylko ze moj partner byl juz w nowym zwiazku; na poczatku chcialam sobie i jemu udowodnic,ze po raz kolejny do siebie wrocimy....
Robilam wszystko,co dawalo rezultaty....na kazdy mozliwy sposob chcialam by zrozumial ze go kocham i to ze mna bedzie mu najlepiej....
Spotykalismy sie w ten sposob 2msc,mimo tego ze byl juz on z nowa partnerka godzilam sie na to wszystko,sadzac ze w koncu ja zostawi.
Po jakims czasie zaczelam sie czuc wykorzystywana...co zaczelo mnie strasznie meczyc....lecz nie umialam zrezygnowac z niego.
Nie umialam przestac sie z nim spotykac,balam sie ze go strace....
Zaczelo sie dziwnie dziac,on zaczal sie odsuwac...a ja nie wiedzialam,co moge jeszcze zrobic,by go przy sobie zatrzymac.
Odbylismy szczera rozmowe,poniewaz zauwazylam ze nowy zwiazek zaczal mu rozkwitac....nie bylo juz miedzy nami intymnosci,bliskoci....
Wtedy wyznal mi ze pokochal swoja nowa partnereke i nie chce juz wiecej za jej plecami sie ze mna spotykac....
Jak wczesniej napisalam nie wierzylam nigdy w jego "koniec" lecz tym razem zrozumialam ze jest on definitywny.
Po tej rozmowie ,po jakis 2-3 tyg potrzebowalam rozmowy z osoba ktora wciaz tak mocno kochalam...lecz zakonczyla sie ona tym,ze wyladowalismy razem w lozku.Po tym spotkaniu czulam sie strasznie zmieszana i nie wiedzialam co myslec...nie chcialam o tym rozmawiac,nie chcialam jedynie by bylo to jedynie zaspokojenie wlasnych potrzeb mojego eks.
Dwa dni temu odbylam z nim rozmowe,powiedzialam mu ze potraktowal mnie strasznie nie odzywajac sie po tym spotkaniu do mnie,ze poczulam sie wykorzystana...lecz on powiedzial ze nigdy mnie nie wykorzystal,dla zaspokojenia swoich potrzeb....ze zwykle jak dochodzilo do intymnych sytuacji,bylo to spowodowane uczuciem jakim jeszcze mnie darzyl i sentymentem.
Jednak po raz kolejny uslyszalam,ze nie bedzie juz tego wiecej....poniewaz jest szczesliwy,kocha swoja nowa partnerke z ktora jest juz 3badz 4 msc,a chwile ktore z nia spedza sa wyjatkowymi ktorych by nie zamienil na zadne pieniadze.
On widzi ze wciaz go kocham i na niego czekam,wie o tym ze zmienilam sie na lepsze ze jestem taka jaka mnie zawsze chcial.
Kocham go tak bezgranicznie i bez wzgledu na wszytsko,ze jestem w stanie wybaczyc mu wszystkie krzywdy i bol jaki czulam i czuje ...
Meczy mnie to, ze nie ma go obok....na kazdym naszym spotkaniu daje mi tyle ciepla...ze mam pewnosc ze we wlasciwej osobie zlokalizowalam uczucia i nadal chce je miec.
On uwaza mnie za kogos wyjatkowego,uwaza sie szczesciarzem ze mial mnie u swojego boku...lecz nie wraca!!!
Tak mi go brakuje...coraz rzadziej sie widujemy,ale za kazdym razem czuje sie wyjatkowo,bo tak mnie traktuje.
W jaki sposob mam sprawić,by wrocil do mnie??
Co moge jeszcze zrobic?
Nie jedna osoba doradzala mi by urwac kontakt,choc na jakis czas...Twierdzac ze facet ma swiadomosc tego,ze ma nademna wladze,taka jaka ja kiedys mialam....
Problem tkwi w tym,ze choc raz chce wytrwac w swoim postanowieniu,bo zwykle bylo tak ze sie staralam by go zdobyc jakies 2 tyg i wszystko mijalo...
Nie chce by pomyslal,ze poraz kolejny zrobilam tak samo,a z drugiej strony boje sie ze jak odpuszcze...to on ulozy sobie zycie z ta druga,widzac ze ja odpuscilam....
PROSZE POMOŻCIE MI!!
TAK BARDZO MNIE TO BOLI!!
ps.nie jestem zainteresowana innym mezczyzna,wiec rady w stylu "znajdz innego" nie będa dla mnie pomocne.