Agatko, przeżywałam to samo, z dnia na dzień nagle się zmienił, zaczął się oddalać. Robiłam wszystko co mogłam ale niestety się nie udało. Powiedział, że wie jaką wspaniałą kobietą jestem ale on chyba nie jest gotowy na tak poważny związek. Przez jakies 3 tygodnie nie żyłam tylko egzystowałam... Co swoje musiałam wypłakać. Potem mimo nagłych chęci do płaczu wzięłam się w garść. Znowu po miesięcznej przerwie zaczęłam chodzić na siłownię, żyć... poznałam tam wcześniej nie dostrzeganych mężczyzn. Z jednym się zaprzyjaźniłam i bardzo pomógł mi otrząsnąć się po tym wszystkim. I co? Nadal budziłam się z myślą, że oddałabym wszystko by wrócił, ale zaczęłam żyć, widzieć jasne strony życia, poznawać nowych ludzi (w tym facetów). Zaczęłam nawet dostrzegać jakie on miał wady
Moja opowieść kończy się inaczej. Po ponad miesiącu mój były zrozumiał swój błąd i poprosił o powrót. Dużo nad tym myślałam i wbrew wszystkim wróciłam. Czas pokaże, czy to była dobra decyzja. Na razie tak jest. Ale po części cieszę się, że mogłam przeżyć coś takiego. Jestem o niebo silniejsza i wiem, że w każdej sytuacji sobie poradzę. Pamiętaj, co nas nie zabije, to nas wzmocni.
Cóż mogę powiedzieć odnośnie Twojej sytuacji. Nie będę Cię wpuszczała w maliny i wmawiała Ci: Nie martw się, wszystko będzie dobrze, on nie był Ciebie wart. Ja nie chciałam słuchać takich rzeczy jak byłam w takiej sytuacji. Prawda jest taka, że nie będzie Ci łatwo... Wiem co ja przeżywałam. Schudłam 8kg. A przez pierwsze 2-3 tygodnie miałam wrażenie, że moje serce nie wytrzyma tego zwiększonego tempa bicia. Po prostu ze stresu biło chyba 3 razy szybciej, w dzień, w nocy... ciągle... Gdzieś po tym czasie baaaaaaardzo powoli zaczęłam dochodzić do siebie. Zmobilizowałam się, żeby wyjść gdzieś do ludzi (wiedziałam już, że będę w stanie zapanować nad płaczem w autobusie czy na siłowni). W takiej sytuacji wydawały mi się głupie rady innych, żebym wyszła do ludzi a jednak nic lepszego nie mogło mnie spotkać. Ilekroć ktoś podszedł, zagadał, na początku na siłę zmuszałam się do tego, żeby się uśmiechnąć itp. Później jednak ten dobry humor ludzi udzielał się także mnie.
Reasumując, jest mi bardzo przykro, że kobiety są stawiane w takich sytuacjach, choćby dlatego, że bardziej się wszystkim przejmują, taka nasza natura... Wypłacz się ile tylko będziesz chciała. Nie zatrzymuj łez, niech płyną. One pomogą Ci dojść do siebie. Gdy już choćby mała część Ciebie będzie gotowa na to, byś zaczęła żyć normalnie od razu z tego korzystaj ! Wychodząc z domu, do znajomych czy na basen pewnie całą drogę będziesz się zastanawiała co Ty najlepszego robisz, przecież lepiej gdybyś siedziała w domu. Nie ! Musisz się przełamać i stawić czoła światu. Pamiętaj, życie masz tylko jedno, nie trać go na smutki