Jakiś czas temu miałam takie zdarzenie. Był już wieczór, ciemno, podjechałam na parking, ale że był do niego dojazd z dwóch stron, a nie zauważyłam nowego znaku, to wjechałam od złej strony. Czekałam już dobrą chwilę (miałam męża odebrać z autobusu), kiedy podjechał do mnie policyjny radiowóz. Policjant wyjaśnił, że zauważyli mój niefortunny manewr na miejskim minitoringu oraz że będzie mnie to kosztować 300 zł i pięć punktów karnych. Zdziwiło mnie trochę, że tak dużo, więc swoim zwyczajem zapytałam czy nie można byłoby sprawy zakończyć na pouczeniu, bo przecież zmieniono tu ruch, a znak jest w ciemności niewidoczny i zwyczajnie nie wiedziałam, że coś jest inaczej niż było do tej pory. Policjant stwierdził, że nie może, bo przecież jest nagranie. Kazałam więc pisać, na co on pyta czy mi nie szkoda tych pieniędzy i tych punktów. Ja, że szkoda, ale skoro nie może być pouczenia, to niech pisze, bo co mam zrobić? On, że przecież wszystko da się załatwić. I wiecie co? Sam mi zasugerował wręczenie łapówki. Ale że ja nie mam zwyczaju płacić komuś za coś co mu się absolutnie nie należy, to kazałam wypisać mandat.
Jest w polskim prawie taki przepis (Art.229. Kodeksu Karnego), że kto udziela albo obiecuje udzielić korzyści majątkowej (czytaj: łapówki) osobie pełniącej funkcję publiczną (w tym policjantowi) podlega karze więzienia od 6 miesięcy do 8 lat!!! Jednak w sprawach mniejszej wagi może być to grzywna, ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności do lat 2.
Jest jednak wyjście z takiej sytuacji (ale wyłącznie pod warunkiem, że policjant wręczane pieniądze weźmie). Po zdarzeniu należy zgłosić ten fakt organom ścigania i ujawnić wszystkie jego okoliczności, jednak i tu również jest warunek- trzeba to zgłosić zanim sprawa się wyda. Wówczas osoba jest zwolniona z odpowiedzialności, a problem ma policjant.
Na koniec dodam, że po około pół roku zostałam wezwana w charakterze świadka do Komendy Wojewódzkiej Policji w sprawie dyscyplinarnej toczącej się przeciwko wspomnianemu policjantowi. Chcielibyście widzieć mój stres, a potem ulgę, że znając wspomniany przepis miałam w sobie tyle przytomności umysłu, że nie uległam. Bo prawda jest taka, że to równie dobrze mogłaby być prowokacja. Pamiętajcie o tym!