Klasyczny schemat: piękne początki, straszne końce. Byłam w toksycznym związku. Odeszłam parę miesięcy temu. Eks stosował przemoc psychiczną: były wyzwiska, doprowadzanie do sytuacji gdzie się bałam, racjonowanie snu poprzez wymyślanie nocnych aktywności przeciw którym się buntowałam bo czułam się zmęczona, ale ostatecznie im ulegałam, było umniejszanie mi poprzez pokazywanie mi, że nie mam siły = przytrzymanie mnie tak żebym jako słabsza nie mogła się wyswobodzić z uścisku przez co często miałam siniaki, było podważanie mojej inteligencji mimo iż mój poziom inteligencji jest wyższy niż jego, insynuowanie mi chorób, raz mnie uderzył, noce kiedy zaciskałam zęby żeby przetrwać ten natłok obrzydliwych słów. Potrafił w dzień był czułym, a w nocy wyzywać. Eks nie jest osobowością narcystyczną, potrafi odczuwać empatię, a mimo wszystko zadawał ból. Jest osobą uzależnioną. Po tym jak odeszłam poszedł się leczyć, stara się o mnie, kwiaty, pierdoły itp. Nie chce wracać, bo nie mam gwarancji, że już taki nie będzie, że nie będzie mnie męczył. Mimo lęku przed nim czuję też trochę, że go lubię, ale nie wrócę. Chciałabym się pozbyć wyrzutów, że on teraz taki dobry, a ja zła kobieta go nie chce. Pozbyć się myśli, że jestem mu coś winna.
1 2020-12-08 13:41:37 Ostatnio edytowany przez Kummernis (2020-12-08 14:29:14)
Skoro sama nie umiesz sobie tego wyjaśnić, że najprawdopodobniej piekło zaczęło by się znowu, to może sama też potrzebujesz terapii.
3 2020-12-08 14:41:49 Ostatnio edytowany przez Kummernis (2020-12-08 15:14:12)
Skoro sama nie umiesz sobie tego wyjaśnić, że najprawdopodobniej piekło zaczęło by się znowu, to może sama też potrzebujesz terapii.
Tego czy by się zaczęło nie zamierzam sprawdzać, bo ma też wiele innych cech, które wyszły, których u partnera nie zaakceptuje jak np. odmienny od mojego stosunek do pieniędzy. Bardziej nie potrafię odpowiedzieć czy całe to piekło i agresja to jego natura czy natura jego choroby. Czy wobec tego myśleć o nim jak o osobie, która mnie skrzywdziła, ale sama jest ofiarą swojej choroby czy jak o bezdusznym skurczybyku.
Jeśli będę czuć, że terapii potrzebuję to pójdę. Na razie z racji tego, że to jedyna w moim życiu toksyczna relacja, z której o własnych siłach odeszłam i nie trwałam w niej długo wierzę, że mogę dać radę sama. Potrzebuję raczej informacji, że nie ma co traktować jego z sentymentem.
Ale co u niego stwierdzono?
Nie traktuj tego z sentymentem, wypisz sobie wszystkie przykrości i złe momenty i w chwili zwątpienia zerkaj, powinno Ci przejść jak ręką odjął jakiekolwiek deliberowanie na temat tego człowieka.
Jeśli będę czuć, że terapii potrzebuję to pójdę. Na razie z racji tego, że to jedyna w moim życiu toksyczna relacja, z której o własnych siłach odeszłam i nie trwałam w niej długo wierzę, że mogę dać radę sama. Potrzebuję raczej informacji, że nie ma co traktować jego z sentymentem.
Byłaś w toksycznej relacji = potrzebujesz terapii.
Potrzebujesz potwierdzenia, że nie jesteś mu nic winna = na 100% potrzebujesz terapii.
Terapia to nie powinna być ostateczność, tylko naturalny krok dla osoby, która dba o siebie. ![]()
Ale co u niego stwierdzono?
Nie traktuj tego z sentymentem, wypisz sobie wszystkie przykrości i złe momenty i w chwili zwątpienia zerkaj, powinno Ci przejść jak ręką odjął jakiekolwiek deliberowanie na temat tego człowieka.
Jest uzależniony od alkoholu i narkotyków. Zastanawiałam się czy przemoc wynika z uzależnienia czy jest po prostu częścią charakteru tego człowieka. Nie znam innych uzależnionych osób i nie byłam w stanie tego porównać. Ale dobrze mi zrobiło napisanie tego i uświadomienie sobie, że odpowiedz na to pytanie nie ma tu znaczenia, a znaczenie ma tylko to, że mnie skrzywdził.
Kummernis napisał/a:Jeśli będę czuć, że terapii potrzebuję to pójdę. Na razie z racji tego, że to jedyna w moim życiu toksyczna relacja, z której o własnych siłach odeszłam i nie trwałam w niej długo wierzę, że mogę dać radę sama. Potrzebuję raczej informacji, że nie ma co traktować jego z sentymentem.
Byłaś w toksycznej relacji = potrzebujesz terapii.
Potrzebujesz potwierdzenia, że nie jesteś mu nic winna = na 100% potrzebujesz terapii.Terapia to nie powinna być ostateczność, tylko naturalny krok dla osoby, która dba o siebie.
Po związkach, które były okej, ale wychodziło, ze chcemy innych rzeczy itp. dawałam sobie czas na poukładanie sobie tego w głowie. I myślałam, że tak starczy i tu. No bo nie wpuszczam go do swojego życia, poukładałam sobie w nim różne rzeczy, trzymam się swojej decyzji o odejściu i jestem jej pewna i wiem, że to co mi się zdarzyło to przemoc, no i daję radę.
Ale może masz rację, może spotkanie się ze specjalistą też jest dobrym pomysłem. Zapiszę się. Dzięki.
8 2020-12-08 20:39:40 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-12-08 20:58:26)
Po tym jak odeszłam poszedł się leczyć, stara się o mnie, kwiaty, pierdoły itp. Nie chce wracać, bo nie mam gwarancji, że już taki nie będzie, że nie będzie mnie męczył. Mimo lęku przed nim czuję też trochę, że go lubię, ale nie wrócę. Chciałabym się pozbyć wyrzutów, że on teraz taki dobry, a ja zła kobieta go nie chce. Pozbyć się myśli, że jestem mu coś winna.
Masz z nim kontakt przez ten czas od rozstania ?Jak długo byliście w związku i mieszkaliście ze sobą ?
Nie ma pewności ,że to leczenie jest czyś autentycznym i nie jest próbą odzyskania Ciebie za wszelką cenę, znam wiele przypadków gdzie po powrocie nagle leczenie się kończyło i okazywało czymś na pokaz-nie dla siebie ,ewentualnie leczenie trwało po powrocie przez jakiś czas,ale przy pierwszej lepszej sprzeczce z partnerem,partnerką szybko się kończyło a związek przestawał istnieć niedługo po tym.Bardzo długo jestem w tym temacie uzależnień i połowę życia jestem trzeźwy i przez lata poznałem wiele bardzo wiele historii osób uzależnionych,łącznie ze swoją własną.
Tęsknota i wątpliwości to moim zdaniem normalka ,gorzej jakbyś obwiniała się o to że pomagałaś mu w chorowaniu to też się zdarza i jest dręczące.Żal,urazy,poczucie krzywdy to też nic niezwykłego i raczej to jest zrozumiałe wymaga leczenia a jak to już Twój wybór.
Nikomu nic winna nie jesteś ,a znam też wiele przypadków w tym mój własny gdzie po latach jest się wdzięcznym za takie odejście - twardą miłość i terapię szokową,a nie ulgę w tym sensie ( że nareszcie se poszła,ale nieźle mieć w rezerwie z braku laku) ,czasu jednak się nie cofnie.
Jest uzależniony od alkoholu i narkotyków. Zastanawiałam się czy przemoc wynika z uzależnienia czy jest po prostu częścią charakteru tego człowieka. Nie znam innych uzależnionych osób i nie byłam w stanie tego porównać..
Z tym to naprawdę jest różnie trzeba by znać chłopaka zanim stracił kontrolę na substancjami i zdolność kierowania życiem na skutek uzależnienia.
Taki proces degeneracji i eskalacji agresji,przemocy różnie przebiega i w różnej formie u ludzi z zespołami uzależnienia,przemoc fizyczna bywa dość częsta ale nie jest jakby obowiązkowa, natomiast różne formy przemocy psychicznej występują prędzej czy później nawet u dość łagodnych uzależnionych osób,zaburzenia egotyczne to skutek życia z bardzo silnymi obsesjami to uzależnienie psychiczne temat ocean ,to wpływa na charakter, a nawet osobowość w czasie aktywnego ćpania,picia ( może być z przerwami) wady i ciemne strony ulegają wzmocnieniu ZAWSZE na różnym jednak poziomie bo różne są typy uzależnionych osób ,jest to też wpływ działania samych substancji i poddawaniu organizmu ekstremalnym doznaniom w to wliczyć trzeba nałogową regulację chorych emocji i zespoły odstawienia np rozdrażnienie po dłuższym ,krótszym zażywaniu,nie bez wpływu jest też mieszania substancji i różne eksperymenty to to jest już połączenie alchemii i ruskiej ruletki, jazda bez trzymanki .Obsesja panowania władzy nad kimś uzależnienia się i od kogoś jest jednym z narkotyków dostarcza emocji ,powodów,prowokacji,jest też praktyczna bo osoby bliskie służą i są zmuszane do pomocy w łagodzeniu konsekwencji ćpania ,dają też alibi że jest normalnie to taki azyl na siłę pod presją .
Bardziej nie potrafię odpowiedzieć czy całe to piekło i agresja to jego natura czy natura jego choroby. Czy wobec tego myśleć o nim jak o osobie, która mnie skrzywdziła, ale sama jest ofiarą swojej choroby czy jak o bezdusznym skurczybyku.
Może być i jedno i drugie tak jak wyżej uzależniają się najróżniejsze osoby z ogromnym spektrum charakterów i Ci spokojni i Ci bardzo źli po czasie jak w tym się tkwi to obraz takiej osoby jest przenoszony,zniekształcony wiele złudzeń i pobożnych życzeń się przyczepia oraz wiele wykoślawionych mechanizmów obronnych u osób związanych emocjonalnie co nazywane jest współuzależnieniem albo współzależnością .
To czy chłopak lecząc się zdrowieje naprawdę - potrwa żeby to określić i się przekonać,taki pierwszy etap to dwa lata terapii do czterech oczywiście plus minus żeby budować równowagę fizyczną psychiczną duchową a potem ją utrzymać rozwijając dojrzałość i spokój wewnętrzny .
Tu masz wątki dziewczyn z podobnymi dylematami
https://www.netkobiety.pl/t112733.html
https://www.netkobiety.pl/t119545.html
https://www.netkobiety.pl/t117868.html
https://www.netkobiety.pl/t117196.html
Autorko, piszesz ze to nie narcyz, bo odczuwał empatię.
Od razu zastanowiło mnie, gdzie była ta empatia w momencie stosowania wobec Ciebie przemocy psychicznej i fizycznej.
Kummernis napisał/a:Po tym jak odeszłam poszedł się leczyć, stara się o mnie, kwiaty, pierdoły itp. Nie chce wracać, bo nie mam gwarancji, że już taki nie będzie, że nie będzie mnie męczył. Mimo lęku przed nim czuję też trochę, że go lubię, ale nie wrócę. Chciałabym się pozbyć wyrzutów, że on teraz taki dobry, a ja zła kobieta go nie chce. Pozbyć się myśli, że jestem mu coś winna.
Masz z nim kontakt przez ten czas od rozstania ?Jak długo byliście w związku i mieszkaliście ze sobą ?
Nie ma pewności ,że to leczenie jest czyś autentycznym i nie jest próbą odzyskania Ciebie za wszelką cenę, znam wiele przypadków gdzie po powrocie nagle leczenie się kończyło i okazywało czymś na pokaz-nie dla siebie ,ewentualnie leczenie trwało po powrocie przez jakiś czas,ale przy pierwszej lepszej sprzeczce z partnerem,partnerką szybko się kończyło a związek przestawał istnieć niedługo po tym.Bardzo długo jestem w tym temacie uzależnień i połowę życia jestem trzeźwy i przez lata poznałem wiele bardzo wiele historii osób uzależnionych,łącznie ze swoją własną.
Tęsknota i wątpliwości to moim zdaniem normalka ,gorzej jakbyś obwiniała się o to że pomagałaś mu w chorowaniu to też się zdarza i jest dręczące.Żal,urazy,poczucie krzywdy to też nic niezwykłego i raczej to jest zrozumiałe wymaga leczenia a jak to już Twój wybór.
Nikomu nic winna nie jesteś ,a znam też wiele przypadków w tym mój własny gdzie po latach jest się wdzięcznym za takie odejście - twardą miłość i terapię szokową,a nie ulgę w tym sensie ( że nareszcie se poszła,ale nieźle mieć w rezerwie z braku laku) ,czasu jednak się nie cofnie.Kummernis napisał/a:Jest uzależniony od alkoholu i narkotyków. Zastanawiałam się czy przemoc wynika z uzależnienia czy jest po prostu częścią charakteru tego człowieka. Nie znam innych uzależnionych osób i nie byłam w stanie tego porównać..
Z tym to naprawdę jest różnie trzeba by znać chłopaka zanim stracił kontrolę na substancjami i zdolność kierowania życiem na skutek uzależnienia.
Taki proces degeneracji i eskalacji agresji,przemocy różnie przebiega i w różnej formie u ludzi z zespołami uzależnienia,przemoc fizyczna bywa dość częsta ale nie jest jakby obowiązkowa, natomiast różne formy przemocy psychicznej występują prędzej czy później nawet u dość łagodnych uzależnionych osób,zaburzenia egotyczne to skutek życia z bardzo silnymi obsesjami to uzależnienie psychiczne temat ocean ,to wpływa na charakter, a nawet osobowość w czasie aktywnego ćpania,picia ( może być z przerwami) wady i ciemne strony ulegają wzmocnieniu ZAWSZE na różnym jednak poziomie bo różne są typy uzależnionych osób ,jest to też wpływ działania samych substancji i poddawaniu organizmu ekstremalnym doznaniom w to wliczyć trzeba nałogową regulację chorych emocji i zespoły odstawienia np rozdrażnienie po dłuższym ,krótszym zażywaniu,nie bez wpływu jest też mieszania substancji i różne eksperymenty to to jest już połączenie alchemii i ruskiej ruletki, jazda bez trzymanki .Obsesja panowania władzy nad kimś uzależnienia się i od kogoś jest jednym z narkotyków dostarcza emocji ,powodów,prowokacji,jest też praktyczna bo osoby bliskie służą i są zmuszane do pomocy w łagodzeniu konsekwencji ćpania ,dają też alibi że jest normalnie to taki azyl na siłę pod presją .Kummernis napisał/a:Bardziej nie potrafię odpowiedzieć czy całe to piekło i agresja to jego natura czy natura jego choroby. Czy wobec tego myśleć o nim jak o osobie, która mnie skrzywdziła, ale sama jest ofiarą swojej choroby czy jak o bezdusznym skurczybyku.
Może być i jedno i drugie tak jak wyżej uzależniają się najróżniejsze osoby z ogromnym spektrum charakterów i Ci spokojni i Ci bardzo źli po czasie jak w tym się tkwi to obraz takiej osoby jest przenoszony,zniekształcony wiele złudzeń i pobożnych życzeń się przyczepia oraz wiele wykoślawionych mechanizmów obronnych u osób związanych emocjonalnie co nazywane jest współuzależnieniem albo współzależnością .
To czy chłopak lecząc się zdrowieje naprawdę - potrwa żeby to określić i się przekonać,taki pierwszy etap to dwa lata terapii do czterech oczywiście plus minus żeby budować równowagę fizyczną psychiczną duchową a potem ją utrzymać rozwijając dojrzałość i spokój wewnętrzny .Tu masz wątki dziewczyn z podobnymi dylematami
Dziękuję, że napisałeś i dziękuję za linki do wątków. Pierwszy przeczytałam i znajduję podobieństwa - po pierwsze wyzwiska, po drugie negocjacje ze mną po obietnicy, że więcej nie będzie (to tylko jedno); z sobą samym (napiję sie za rok).
Nie inicjuje z nim kontaktu. On czasem inicjuje. Mieszkaliśmy razem parę miesięcy, związek ponad rok.
Nie mam poczucia pomagania chorobie chyba dlatego, że większość poważnych skutków jego picia - ratowania mu tyłka - ponosiły inne bliskie mu osoby.
Dzięki za napisanie, że nie jestem mu nic winna. Na początku pojawiają się myśli, że się go zostawia z tym samego.
Zastanawiam się nad jego osobowością, bo z początku związku pamiętam go ciepłego i szanującego. Z drugiej strony słyszałam, że ma wiele konfliktów z dawnych czasów. Z trzeciej jak już pojawiła się przemoc to eskalowała w bardzo szybkim tempie.
Lendy mógłby mieć cechy narcystyczne, ale jak słucham o narcyzach to mam wrażenie, że te historie z moją łączy tylko ten toksyczny cykl. Nie odnajduje w nim narcyza.
11 2020-12-09 01:43:18 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-12-09 02:00:39)
Nie inicjuje z nim kontaktu. On czasem inicjuje. Mieszkaliśmy razem parę miesięcy, związek ponad rok.
Nie mam poczucia pomagania chorobie chyba dlatego, że większość poważnych skutków jego picia - ratowania mu tyłka - ponosiły inne bliskie mu osoby.
Dzięki za napisanie, że nie jestem mu nic winna. Na początku pojawiają się myśli, że się go zostawia z tym samego.Zastanawiam się nad jego osobowością, bo z początku związku pamiętam go ciepłego i szanującego. Z drugiej strony słyszałam, że ma wiele konfliktów z dawnych czasów. Z trzeciej jak już pojawiła się przemoc to eskalowała w bardzo szybkim tempie.
Nie ma innego wyjścia jak zostawić go samego z jego osobistym wyborem czy chce zdrowieć,czy chorować,sporej części ludzi taka postawa wydaje się okrutna,bezlitosna,ale skoro rozmowy,próby przekonywania,argumenty racjonalne i logiczne,pokazanie że choroba krzywdzi,szkodzi,całe to namawianie wymuszanie presja i perswazja nic nie dały pozostaje się ratować z tego ,bo uzależnienia są bardzo groźne,niebezpieczne i toksyczne,niestety łatwo też się przystosować i uzależnić od życia z takim człowiekiem zaczynają działać wtedy różne mechanizmy bardzo podobne do obsesyjnego chorego myślenia jak u osoby uzależnianej.Często taki związek przeradza się w toksyczną symbiozę i trwa latami wyniszczając wszystkich.To z resztą dziwna,dla niektórych dalej kontrowersyjna choroba to uzależnienie,dla niektórych to wcale nie jest choroba ale to szerszy temat, rozczulanie się, wyręczanie, użalanie litość mają odwrotny skutek od zamierzonego na osobą z problemem wykorzystuje takie postawy do trwania i łagodzenia skutków podtrzymując obsesyjne chore myślenie.Pozwolenia na sięgnięcie dna,ultimatum nie jest bezpiecznym może ale skutecznym w jakimś procencie - działa i jak na razie nie ma nic lepszego do dyspozycji.
Ze mną było nieco podobnie i z moja ówczesną dziewczyną jak z wami,co prawda byliśmy w związku z 5 lat mieszkaliśmy ponad dwa lata razem,dziewczyna odeszła bo miała dość życia w ciągłym napięciu i w lęku ja co prawda nie uderzyłem jej nigdy ,ale manipulowałem nią i stosowałem przemoc psychiczną ,raz poszedłem pod wpływem wyrzutów niby się leczyć i dla świętego spokoju żeby nie słuchać marudzenia ,ale nie byłem gotowy i udawałem szybko wróciłem do ćpania i picia ,to oznaczało koniec.
Pod wpływem terapii trochę później uświadomiłem sobie że od pewnego momentu dziewczyna mi po prostu przeszkadzała i robiłem jej na złość żeby odeszła jednocześnie myśląc że i tak wróci .Nie wróciła a ja skorzystałem z wolności i jeszcze przez dwa lata żyłem w obłędzie ,przez dwa lata wiele się działo zaliczyłem sporo z faz uzależnienia i dobiłem do dna ,wtedy już sam dla siebie poszedłem się leczyć,a to że tak się stało z pewnością zawdzięczam temu że dziewczyna zastosowała konsekwentnie twardą miłość wobec mnie.
Nie wróciliśmy do siebie już nigdy .Takie rzeczy się zdarzają ale wcale nie gwarantują że osobnik wybierze leczenie często kończy się to tragicznie,ale takie są konsekwencje i skutki uzależnienia wpływ na to osoby bliskie mają tak naprawdę żaden bo decyzja nie jest w ich zasięgu.
Zdarza się też że ktoś idzie się leczyć na początku nie dla siebie bo to takie wzniosłe się wydaje ,ale samo odstawienie to początek a z dnia na dzień mechanizmy choroby nie przestają działać z resztą ludzie nie są idealni nawet Ci dla który idzie się leczyć potrafią zranić ,zawieść czy popełnić błąd wtedy taka osoba z problemem na ogół wraca do picia ćpania,zdarza się tez że pod wpływem terapii zaskakuje i leczy się na pierwszym miejscu dla siebie .Te dna są różne też dla mnie nieprzewidywalne.Terapii polega między innymi na uświadomieniu sobie pewnych spraw i wzmocnieniu motywacji do zdrowienia jak ktoś jest nawet trochę otwarty ma szansę.
Narcyzm i uzależnienia bardzo rzadko idą w parze mają jednak wspólne mianowniki to te zaburzenia egotyczne bardzo do siebie podobne ,różnica jest taka w praktyce że uzależnione osoby znacznie częściej się idą leczyć .
Ty masz szansę zająć się sobą bo życie nawet z trzeźwiejącym narkomanem,alkoholikiem na początku wcale nie jest takie łatwe i różowe jak się wydaje ,nie musisz czekać i podporządkowywać swojego życia jemu , z resztą tu konkrety są bardzo ważne i świadomość,wiedza na temat uzależnień żeby żyć w związku z uzależniona osoba .
Czas jak zwykle pokarze czy chłopak wytrzeźwieje ,jak macie być razem to będziecie ,a jak nie to nie różne zmiany mogą mieć miejsce.
Ty zajmij się swoim życiem dla siebie to najlepszy sposób żeby mu pomóc.Dobrz by było jak byś skorzystała z pomocy przekonasz się być może o skutkach jakie wywarł ten związek na Tobie ,możesz też popracować nad tym sama zapewniam Cię że ci to nie zaszkodzi w życiu jeżeli podejdziesz do tego z szacunkiem dla siebie,ale też nie ma co panikować i wyszukiwać zaburzeń u siebie na siłę.
12 2020-12-09 02:09:15 Ostatnio edytowany przez Kummernis (2020-12-09 02:26:35)
paslawek super, dzięki, że odpisujesz. Wpisując "toksyczna relacja" na początek trafiałam na materiały o narcyzach - no i chociaż zgadzał się schemat to czułam właśnie, że to nie ta historia. Z kolei materiały dotyczące alkoholików też nie dostarczały mi informacji, których szukałam, a które masz Ty - dzięki!
Wyrzuty znam. Zdarzyło mi się postawić ultimatum - idź się leczyć, a nie odejdę. Wtedy jeszcze nie odeszłam, chociaż na terapię nie poszedł. Odeszłam dopiero jak stwierdziłam, że przy nim własnego życia nie dam rady uratować, a ja chcę - chcę wszystko poukładać i być szczęśliwa. To i owo już się udało poukładać, np. pewne relacje, które się posuły gdy z nim byłam. No i cieszę się teraz świętym spokojem bez afer. On podobno się leczy, ale nie sprawdzałam tej informacji. Zdaję sobie sprawę, że to zależy tylko od niego. U nas jak widzisz wszystko poszło szybciutko, bo ja nawet na początku nie miałam pojęcia o jego nałogu, a kilka miesięcy później już była przemoc.
Trochę mam problem z tym, że internet trochę narzuca narracje, że by wejść w toksyczną relację trzeba mieć coś zaburzone (co nie jest niczyją winą i nie uważam tego za coś złego), ale ja miałam szczęśliwe życie i ciągle czułam, że nie wgrywam się w schemat szukając wiadomości. Na własną rękę szukam informacji o psychologicznych schematach i staram się jak najlepiej samą siebie otoczyć swoją własną miłością i opieką, ale chyba faktycznie kilka sesji terapeutycznych nie zawadzi, bo to jednak silne doświadczenie.
13 2020-12-09 02:22:43 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-12-09 02:31:01)
Drobiazg.
Fajnie że szukasz odpowiedzi i nie uciekasz od pytań ,nie lekceważysz tego co Ciebie spotkało .
Moja tamta dziewczyna też wcale nie była ani DDA ani DDD to się zdarza ,a wzorce opisywane w literaturze po prostu zdarzają się częściej stąd pierwszy odruch dopasowania kogoś pod znany schemat,stereotypów i mitów też jest wiele na temat uzależnień i współuzależnienia to obszerny temat cały czas badany.Wiele pojęć mam wrażenie jest też nadużywanych,typu depresja,neurotyczny,toksyczny,narcyz,border,psychopata itp ,ale to insza inszość takie czasy .