"Piekło w domu"- o co kaman? To, że ja jestem na co dzień "babą z jajami" nie oznacza, że jestem furią, która wkoło ludzi opierdziela i jest agresywna. Stanowczość nie równa się chamstwu. Asertywność niekoniecznie musi być niegrzeczna. Ot, jestem stanowcza, wiem czego chcę i to egzekwuję, by efekt mojej pracy było dobry. Ot co. Nie udaję na siłę babochłopa, w kontaktach neutralnych nie ukrywam swojego prawdziwego ja, które jest kobiece i czasem bezradne. Nie uważam, że to jakiś dyshonor dla mnie. Najważniejsze, to umieć się zachować odpowiednio do sytuacji- w pracy być zdecydowaną, w domu zupełnie wyluzowaną, ciepłą, opiekuńczą.
Należę do tych, którzy jednak od czasu do czasu potrzebują "ciepełka". Potrzebują poczuć bliskość drugiej osoby i mieć pewność, że dla tejże osoby jest się kimś naprawdę ważnym. Przez ostatnie miesiące mojego wieloletniego związku miałam tego coraz mniej, dodatkowo teraz jestem sama, więc coraz mocniej to odczuwam, szczególnie wieczorami. Nie czyni to jednak ze mnie desperatki i nie zamierzam dopuścić, by ta potrzeba bliskości pchnęła mnie w objęcia "pierwszego lepszego", który wyrazi zainteresowanie. Wiem, że w takim stanie łatwo o wielki błąd, dlatego staram się nie myśleć specjalnie o swoich uczuciach i skupić się na pracy, samorozwoju. I poznawaniu nowych ludzi. Wychodzę z założenia, że sytuacja sama się unormuje.