Lovelka17 napisał/a:A ja tam zawsze wierze, że mi się uda i wtedy dążę do tego i się udaje.
No, ale jeśli dążysz to po co wierzyć? To tak jak z wiarą w jakiegokolwiek boga - ludzie wierzą, bo nie mają gwarancji, że istnieje. I na tym polega wiara - na tym, że przyjmujesz, że coś jest, choć nie ma żadnych dowodów na to. I to jest ok. Jeśli wiesz, że 2 + 2 = 4, to nie musisz już w to wierzyć, bo to wiesz.
A wiara w to, że coś się uda jest jednak pewnym oddawaniem swoich spraw w "cudze" ręce. Ja jednak wolę sama dbać o to, żeby było tak jak chcę, a nie powierzać swój los komuś czy czemuś 
ujawniony napisał/a:Nie no goopi żart
No wiem o co ci chodzi no 

Lovelka17 napisał/a:Wiara jest potrzebna, do wszystkiego, bez tego nie ma nic, nie ma motywacji jak nie wierzysz , że nie będzie dobrze, nie ma chęci, nie ma poczucia, że kiedyś zaświeci słońce, a jak tego nie ma to tak też opadają chęci, a póxniej możliwości, a póxniej to już człowiek.
O! Tego szukałam! Wiara nie motywuje. Mnie np. motywuje wizja sukcesu (w sensie powodzenia danego działania). Z samą wiarą to można podejmować walkę z wiatrakami i tracić mnóstwo czasu i energii na coś, co jest z góry skazane na porażkę, ale się tego nie widzi, bo właśnie "wiara motywuje". Stąd tylu ludzi w bezsensownych związkach - wierzą, że będzie dobrze, że się poukłada. Nawet podejmują jakieś działania, ale wiara przytłumia im zmysły i nie widzą, że powinni to sobie darować, bo nic z tego nie będzie. Realna ocena sytuacji to podstawa, siostruniu 