Lejdilejdi napisał/a:Obietnico a w swojej codzienności poznajesz często nowych znajomych w sensie mężczyzn wolnych?
Bo ja sobie tak samo mówię, że nie zamierzam już nic robić i jak spotkam kogoś w codzienności to będzie fajnie, a jak nie to też ok.
Ale zaraz analizuje cały mój tydzień i to jest nierealne na ten moment. W tygodniu nie wychodzę już nigdzie po pracy poza kursami (gdzie wszyscy mają rodzinę) weekendy sprzątanie, zakupy, czasem się spotkam z jakąś znajomą i tyle.
Dziś np. jadę na zakupy, a potem nie zamierzam wychodzić nigdzie więc wiadomo, że kolejny dzień nic.
Ja poznawałam zwykle jak się bardzoo mocno wzięłam za życie towarzyskie (nowe grupy, imprezy, podróże z singlami, umawiania z netu, warsztaty różne itd). Ale wtedy miałam sporo czasu też.
Może stąd tyle osób się poznaje w necie po prostu.
Lejdi, ale na codzienność w XXI wieku internet też się składa. Ale to właśnie nie o to chodzi - nie zamierzam wychodzić z domu i myśleć poznam/nie poznam, nie zamierzam przypisywać albo odbierać wartości mojemu życiu na podstawie tego, czy poznałam, czy nie. To tylko jedna ze sfer. Dlaczego pójście na kurs, zakupy, do pracy czy posiedzenie w domu ma sprawiać, że nic nie osiągnęłam, a mój dzień był beznadziejny? Ja naprawdę czuję się dość szczęśliwa i spełniona w życiu, no poza kryzysowymi chwilami, ale ogólnie jestem zadowolona. I właśnie - jeśli ktoś będzie chciał dołączyć do mojego życiowego szczęścia, podzielić się ze mną swoim, to ja jestem otwarta. Ale jeśli nie będzie chciał, to nie uznam, że jestem beznadziejna albo że moje życie jest bezwartościowe.
Ja po prostu nie chcę uczestniczyć w tym cyrku, pogoni za możliwościami, wiecznym myśleniu, że nie jest doskonale i z następnym człowiekiem może być lepiej, bo może mieć coś, czego ten nie ma. To jest pułapka, w którą nie dam się złapać.
kardamon napisał/a:Asiu, Obietnico, to nie jesteście jedyne. Też dochodzę do wniosku, że robienie czegoś na siłę jest bez sensu, bo rodzi tylko złość i frustrację, zwłaszcza kiedy po raz kolejny się nie uda, no przynajmniej u mnie. Zamierzam mocno zluzować, i to chyba będzie najlepsze wyjście.
Załóżmy własną frakcję - będziemy takimi buntownikami przeciwko współczesnemu szaleństwu 
arcania napisał/a:A ja swoje uwielbienie dla Obietnicy już dawno temu wyjawiłam i prawie się już oświadczyłam, ale chłopaki mi tu trochę namieszali 
A ja je odwzajemniłam, ale się wycofałaś 
ujawniony napisał/a:Apropos Poranka, chyba nie masz fantazji o drugiej kobiecie co ? 
To są raczej Wasze fantazje 
arcania napisał/a:Bo marzenia są po to by je spełniać a nie gromadzić
i właśnie idę spełnić jedno z nich...piesy, śnieg i spacer.... 
A ja tam lubię się dobrze przygotować do realizacji czegokolwiek i lubię tworzyć listy zadań
.
Właśnie, mnie ten śnieg bardzo zaskoczył
. I aż nie wiem, czy mam wyciągać z szafy zimową kurtkę, czy może jesienny płaszczyk jeszcze wystarczy 
Aenima napisał/a:Z życiem, emocjami, niepoukładaniem, kolejnymi motywacjami do postanowień wcale nie noworocznych, a życiowych, sobą samą. Ten niedoszły się nie odzywa, a ja nie mam zamiaru odzywać się pierwsza, bo nie czuję takiej potrzeby ani chęci. "Kolegów" mam od zatrzęsienia, także tak się mówi raczej.
Swoją drogą, znów pozwoliłam sobie na regres, co jest męczące, dlatego pora pójść na przód. I to najwyższa pora. I pora już nigdy nie patrzeć wstecz.
Naprawdę przydałby nam się ten maraton z GG
. Ale regres jest czasami potrzebny, wiesz? Jest męczący, ale później odkrywasz, że był przydatny, a nawet przełomowy
.