theonlyone napisał/a:Takie tłumaczenie poniekąd do mnie przemawia,ja mam pracę którą bardzo lubię i już długo pracuje w jednej firmie,ale nie poświęcam jej więcej czasu niż muszę,nie licząc kilkunastu nadgodzin miesięcznie.Ale to nie jest coś co kocham robić i może dlatego tak do tego podchodzę .W każdym razie wyżej pisałaś,że ilość czasu który poświęcasz pracy mógłby być problemem dla drugiej połówki.Faktycznie tak mogłoby się zdarzyć.
Only, tylko to nie do końca tak. To nie chodzi o to, że lubisz pracę czy pracujesz długo w jednej firmie. Po prostu są branże, które są wymagające, w których dużo czasu zajmuje Ci dojście do poziomu prawdziwego eksperta, specjalisty czy jak to tam nazwać. Są branże, w których (symbolicznie) nie wychodzi się z pracy. Bo na co dzień niekoniecznie czujesz się pracownikiem tej konkretnej firmy, ale przedstawicielem danego zawodu. Jesteś nim, gdy oglądasz film, spacerujesz z psem czy spotykasz się ze znajomymi. Widzisz świat jak przedstawiciel tego zawodu. Możesz nawet co roku zmieniać firmy, ale ciągle jesteś tym samym - bo (jak już pisałam) nie jesteś pracownikiem firmy X, ale przedstawicielem zawodu Y, członkiem pewnej większej społeczności, która rozsiana po świecie rozumie Twoje uczucia, odczucia, dylematy, radości i smutki, która na co dzień mierzy się z podobnymi wyzwaniami. Bo właśnie taka praca to w pewnym stopniu wyzwanie, które sprawia, że się rozwijasz, ciągle czegoś uczysz i masz świadomość, że jeszcze dużo przed Tobą. I to Cię cieszy - że jeszcze tyle spraw do odkrycia. I jesteś dumny ze wszystkiego, czego już dokonałeś. I to nie jest praca, którą mierzy się nadgodzinami, tylko efektami.
Gdybym miała scharakteryzować samą siebie, to jedną z pierwszych cech, jakie bym wymieniła, byłoby właśnie to, że jestem tym, kim jestem z zawodu. Bo to nie jest przypadek, że jestem właśnie tym, to była świadoma decyzja, którą podjęłam wiele lat temu, pewnego rodzaju cel, do którego przez te lata dążyłam.
Nie pisałam, że "poświęcam czas pracy" - ja moją pracę traktuję jak zabawę i fascynującą przygodę, która jest sposobem na życie. Ale tak, mogłoby to być problemem. Tylko, że ja nie chcę być z człowiekiem, który tego nie rozumie. Który nie rozumie, że mój zawód jest wpisany w moją osobowość i tak jak przyjmuje mnie z moim kolorem oczu czy włosów, tak i właśnie z moim zawodem. Nie da się żyć z człowiekiem, który tego nie rozumie, który twierdzi, że poświęcam się nie wiadomo po co, który myśli, że praca służy wyłącznie do zarabiania pieniędzy i jest przykrym obowiązkiem. Zresztą ja już taki związek przerabiałam i wiem, że się nie da.
A i jeszcze - ja bym to porównała do Himalaisty, który przez kupę godzin wdrapuje się na szczyt, tylko po to, żeby przez chwilę poczuć to, że tam jest, że dokonał tego samodzielnie, pokonał wiele trudności, przezwyciężył własne słabości. Dla tej jednej chwili, w jego odczuciu, warto to wszystko robić i to nie jest żadne poświęcenie. I tak samo jest wtedy, gdy Twoja praca daje Ci spełnienie. Też, tak jak ten Himalaista, masz wątpliwości, obawy, w wielu momentach myślisz, że nie dasz rady, masz ochotę to wszystko rzucić. Ale znasz to uczucie, które Ci towarzyszy, gdy po wielu trudach odnosisz upragniony sukces. To jest jak stanięcie na Mount Everest, spojrzenie w dół i powiedzenie, e właściwie nic nie trzeba wtedy mówić. Wystarczy spojrzeć i poczuć całym sobą tę dziką radość z osiągnięcia tego, na co przez ostatni czas pracowałeś.
Inaczej tego wytłumaczyć nie umiem.