Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 113 ]

1

Temat: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Niezwykle trudną jest ocena stanu psychicznego osoby żyjącej ponad 2000 lat temu, której historyczność  przez wieki podważano i na temat której brak wiarygodnych materiałów źródłowych nie tyle o zdrowiu co o samej działalności, życiu codziennym.

Niemniej można się podjąć próby oceny stanu zdrowia Jezusa na podstawie czterech ewangelii, czyli tekstów uznawanych przez kościół za natchnione a przez wiernych za opis działalności i osoby Jezusa.

Próby takie czyniło w przeszłości wielu psychiatrów. Przykładowo Charles Binet-Sangle stwierdził u Jezusa paranoję na tle religijnym. Dr Hirsh potwierdza to, o czym pisał Sangle. Także stwierdza u Jezusa chorobę psychiczną, urojenia które nieustannie potęgowały się.

Po drugiej stronie stoją krytycy opcji jakoby Jezus był osobą chorą psychicznie, wśród których najciekawszymi polemikami zasłynął dr Albert Schweitzer, które według znowu krytyków jego prac są co najmniej nieobiektywne i oderwane od rzeczywistości.

Jung juważał Jezusa za przykład ?doskonałego, zintegrowanego archetypu jaźni?. Jak pisał: ?Chrystus nigdy nie wywarłby takiego wrażenia, jakie wywarł na swoich zwolennikach, gdyby nie wyrażał czegoś żywotnego i sprawczego w ich podświadomości. Samo chrześcijaństwo nigdy nie rozpowszechniłoby się w pogańskim świecie z tak zdumiewającą szybkością, gdyby jego idee nie napotkały analogicznej gotowości psychicznej na ich przyjęcie.?


Cóż, Hitler też pociągnął za sobą masy, które go uwielbiały, a posiadał poważne problemy psychiczne.
Chciałem pokusić się o własne zestawienie przykładów wyjętych wprost z ewangelii na chorobę psychiczną Jezusa, ale skoro w sieci znaleźć można ładne opracowanie, skopiuje więc to co znalazłem bez starty czasu na pisanie własnych przemyśleń. Autor podzielił problematykę choroby Jezusa na kilka kategorii:

Kategoria 1: Halucynacje, wizje i głosy Jezusa

Najczęściej cytowaną halucynacją Jezusa jest ta, która miała miejsce podczas chrztu udzielonego mu przez Jana Chrzciciela.

Mt 3,16-17: A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: ?Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie?.

Łk 22,43-44: Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię.

W Mt 4,1-11 opowiada się nam, że diabeł ukazał się Jezusowi, zaprowadził go do Miasta Świętego i postawił na narożniku świątyni (to przeżycie mogło się dla Jezusa zakończyć boleśnie, ale raport biblijny opowiada, że nie miało ono następstw zdrowotnych). Później diabeł przetransportował Jezusa na ?bardzo wysoką górę?, lecz Jezus nie dał się skusić do służenia diabłu ? przedstawia się nam.

W J 12,27-33, gdy Jezus zapowiada swoją śmierć, słyszy ?głos z nieba: ?Już wsławiłem i jeszcze wsławię??. Inni jawnie podzielają te halucynacje, ponieważ J 12,29 wyjaśnia: ?Tłum stojący [to] usłyszał i mówił: ?Zagrzmiało!? Inni mówili: ?Anioł przemówił do Niego??.

W Mk 9,2-8 Piotr, Jakub i Jan poświadczają: ?Jezus przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: ?Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza?. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: ?To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!?. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa?. Schweitzer argumentuje, że ta halucynacja dotyczy Piotra oraz Jana i byłoby nieuczciwe, przypisywać ją Jezusowi. Liczne inne sytuacje i głosy, które mówią do Jezusa, pozwalają objaśniać je wyłącznie jako halucynacje. Jest interesujące, że liczni fundamentalistyczni chrześcijanie traktują te sytuacje jako prawdę, natomiast nazywają je wizjami. Gdyby komuś powiedzieć ? poza religijną żarliwością ? ?on ma wizję?, znaczy: ma halucynacje.

Kategoria 2: Wypędzenie przekupniów ze świątyni (dosł.: Oczyszczenie świątyni)

Ta sytuacja odnosi się do emocjonalnego wybuchu Jezusa w Jerozolimie, gdy wszedł do świątyni, ?powywracał stoły zmieniających pieniądze oraz ławki tych, którzy sprzedawali gołębie?. Mt 21,12. W wersji Jana (2,15) miał on i wykorzystał bicz ze sznurków. To postępowanie świadczy o tym, że Jezus nie był osobą całkiem racjonalną.

Kategoria 3: Jezus przeklina drzewo figowe czyli przykład mściwości Jezusa

Chociaż kategoria ta zawiera tylko jedno wydarzenie, to jest ono omawiane we wszystkich badaniach dotyczących stanu psychicznego Jezusa i zasługuje na szczególne zauważenie. Co ciekawe, ta sytuacja została opisana tylko kilka wersów po (Mt 21,19) ?występie? Jezusa w świątyni. Oczywiście ? jeszcze wściekły, poczuł on następnego ranka głód a na swojej drodze do miasta, którą przemierzał z kilkoma uczniami, zobaczył drzewo figowe: ?A widząc drzewo figowe przy drodze, podszedł ku niemu, lecz nic na nim nie znalazł oprócz liści (wg Mk 11,13: ... ?gdyż nie był to czas na figi?.). I rzekł do niego: ?Niechże już nigdy nie rodzi się z ciebie owoc!? I drzewo figowe natychmiast uschło?. Zwolennicy Jezusa zawsze podkreślali, że to jest tylko przypowieść, mająca na celu zilustrowanie siły wiary. Jezus wyjaśnia to w następnym wierszu: ?Zaprawdę, powiadam wam: jeśli będziecie mieć wiarę, a nie zwątpicie, to nie tylko z figowym drzewem to uczynicie, ale nawet jeśli powiecie tej górze: "Podnieś się i rzuć się w morze!", stanie się.? Mt 21,21. Taka ilustracja siły wiary jest trochę idiotyczna. Do dzisiaj nie mamy żadnych doniesień od jakiegokolwiek chrześcijanina o głębokiej i prawdziwej wierze, by była ona wystarczająca do zorganizowania chociaż drobnej telekinezy.

Kategoria 4: Eksplozje słowne i wezwania do przemocy

Najczęściej cytowanym biblijnym miejscem w tej kategorii jest Mt 23. Niemal wszystkie 39 wierszy tego rozdziału jest poświęconych Jezusowym pretensjom. Od początku mnóstwo zarzutów pod adresem ?uczonych w piśmie? i faryzeuszów. Nazywa ich ?obłudnikami?, ?przewodnikami ślepymi?, ?głupcami?, ?grobami pobielanymi?, ?wężami? oraz ?plemieniem żmijowym?. Dużo daje do myślenia to, że jednak Jezus ich nie lubi. W obszarze wezwań do przemocy znajduje się często cytowany Mt 10,34-36: ?Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy?. Podobne słowa popierające kłótnie rodzinne znajdziemy w Łk 12,51,53: ?Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam?. (Wiersz 53. jak u Mt 10,35). Dla mnie jest to jasne! W Łk 22,36 Jezus żąda od uczniów, aby brali na swoje barki problemy: ?...a kto nie ma, niech sprzeda swój płaszcz i kupi miecz? a w wierszu 38: ?Oni rzekli: ?Panie, tu są dwa miecze?. Odpowiedział im: ?Wystarczy??. Dodając do swoich częstych wezwań do przemocy, skierowanych do własnych uczniów, tę czy tamtą grupę niewierzących do dręczenia czy nawiedzenia, życzy sobie Jezus widocznie szczególnie męczeńskiej śmierci dla swoich przeciwników, skoro mówi: ?Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach"??. (Łk 19,27). Jezus nigdy nie był zmęczony wygłaszaniem kazań o straszliwych, niekończących się mękach i katuszach, jakie cierpieć będą w piekle niewierzący i moralni potępieńcy.

Na dowód powyższego przytaczam kilka cytatów z Nowego Testamentu:

Mt 3,12

?Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym?.

Mt 5,22

?A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: "Bezbożniku", podlega karze piekła ognistego?.

Mt 8,12

?A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz - w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów?.

Mt 13,40-42

?Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów?.

Mt 13,49-50

?Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów?.

Mt 22,13

?Wtedy król rzekł sługom: "Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów"?.

Mt 25,41

?Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: "Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom?.

Mt 25,46

?I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego?.

Mk 9,45-46

I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie?.

Łk 12,5

?Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie?.

Łk 13,27-28

?Lecz On rzecze: "Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!" Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych?.

Łk 16,23-26

?Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: "Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu". Lecz Abraham odrzekł: "Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać"?.

W Łk 16,19-31 Jezus opowiada przypowieść o śmierci nieskruszonego bogacza oraz Łazarza ? wierzącego żebraka. Bogacz ląduje w piekle. Prosi on o trochę miłosierdzia, aby ukoić jego ból. Prosi Abrahama: ?poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu?. Żadnej szansy! Jak Jezus to w swojej przypowieści podkreśla, ponieważ między nimi ?zionie ogromna przepaść?, która nie pozwala na przejście. Wtedy bogacz prosi Abrahama, aby przynajmniej posłał Łazarza do jego pięciu braci, by ich ostrzec ?żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki?. Bogacz zdawał się być przekonanym, że ?gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą?. Przypowieść mówi dalej, że nawet te drobne gesty dobra są niedozwolone, gdyż jego bracia mieli właściwie wiele możliwości ?Mojżesza i Proroków posłuchać?, ale niewątpliwie: nie posłuchali. Dlatego Jezus mówi: ?Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą?. Nawyk Jezusa, polegający na wypowiadaniu się z uznaniem o mękach piekielnych, nie jest jeszcze dowodem na jego chorobę psychiczną, ale też nie sprzyja tezie o jego zdrowiu psychicznym.

Kategoria 5: Stosunek Jezusa do jego rodziny


Mt 10,34-36 cytowany już powyżej, pokazuje jak Jezus myśli o życiu rodzinnym: ?i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy?. Gdy jeden z jego uczniów poprosił go, aby mu pozwolił pójść na pogrzeb ojca, Jezus go zganił i powiedział: ?Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych?. (Mt 8,22). Do swojej własnej matki: ?Niewiasto, co ja mam z tobą wspólnego?? [Cytat za przekładem niemieckim. W Biblii Tysiąclecia: ?Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto??] (J 2,4). U Łk 14,26 Jezus wyraźnie mówi, że powinniśmy swoje rodziny nienawidzić: ?Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem?. U Łk 12,52-53 czytamy: ?Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu? (patrz też: kategoria 4). Jest mnóstwo zdarzeń, które świadczą o tym, że rodzina Jezusa ?nie wierzyła? jemu, albo ?nie wierzyła w niego?. Na przykład Mt 13,57-58: ?I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: ?Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony?. I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa?. Taka sama historia o niewierze rodziny Jezusa ?w jego własnej ojczyźnie? została przytoczona w Mk 6,3-6 oraz u J 7,5: ?Bo nawet Jego bracia nie wierzyli w Niego?. Wreszcie gdy Jezus został zapytany wprost (Mt 12,48-50) ??Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: ?Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką??. On wie, jak wszyscy dobrzy Kult-Führer [org. niem. ? LN], że jego uczniowie są jego rodziną. To by było na tyle o wartościach rodzinnych.

Kategoria 6: Niestabilny stan psychiczny Jezusa, widziany oczami jego rodziny oraz innych osób

Gdy Jezus zapytał grupę słuchaczy, dlaczego niektórzy spośród nich mu nie wierzą i chcieliby go zabić, ci odpowiedzieli mu: ?Jesteś opętany przez złego ducha.? (J 7,20). Później gdy ponownie był on indagowany: ?Czyż nie słusznie mówimy, że jesteś Samarytaninem i jesteś opętany przez złego ducha?? Jezus odpowiedział: ?Ja nie jestem opętany, ale czczę Ojca mego, a wy Mnie znieważacie.? (J 8,48-49). Dalej u J 10,20: ?Wielu spośród nich mówiło: ?On jest opętany przez złego ducha i odchodzi od zmysłów. Czemu Go słuchacie???. Jego własna rodzina kwestionowała jego zdrowie psychiczne: ?A gdy dowiedzieli się o tym Jego bliscy, poszli, żeby Go upomnieć. Mówili bowiem między sobą: Postradał zmysły. Tymczasem uczeni w Piśmie, ci, którzy przybyli z Jerozolimy, mówili: Ma Belzebuba i wyrzuca złe duchy przez przywódcę złych duchów.? (Mk 3,21-22) [Ten cytat pochodzi z Biblii Warszawsko-Praskiej ? LN].

Kategoria 7: Poczucie posłannictwa mesjanistycznego oraz megalomania Jezusa

Jezus utrzymywał, że jest mesjaszem, który powróci na obłokach, w przepychu i wspaniałości. We wczesnych ewangeliach (1-3) można przeczytać, że Jezus chce zachować to w tajemnicy, np. w Mk 3,12: ?Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały?. Również w Mk 9,9 nakazuje on swoim uczniom: ?A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych.? (zob.: Mk 9,2-8 w kategorii 1). Mt 12,15-16 opowiada nam: ?A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali?. W odróżnieniu od powyższego Jezus w ewangelii Jana ustawicznie proklamuje swą mesjanistyczną godność.

Ewangelia Jana:

6,29             ?Na tym polega dzieło [zamierzone przez] Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał.?

6,35             ?Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.?

6,38             ?... ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał.?

6,40             ?To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.?

6,47-48       ?Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne. Jam jest chleb życia.?

7,37-38       ?Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza.?

8,12             ?Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia.?

11,25-26     ?Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.?

14,6             ?Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.?

14,13-14     ?A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię.?

Wielkie urojenia i zaślepienie Jezusa, jakoby był wybrańcem, posłanym przez swojego ojca (Boga), aby ocalić wybranych, zdawało się nieustannie rosnąć. W wypowiedzi A. J. Mattill Jr. w ?The Book Your Church Doesn´t Want You To Read? (Książka o tym, czego Twój kościół nie chce, abyś czytał) czytamy: ?Im bardziej ktoś wierzy w wizerunek Jezusa przedstawiony w czterech ewangeliach, tym trudniej jest dyskutować na temat Jezusa?. Również dr Schweitzer mówi: ?Wielu przypadkowych czytelników czwartej ewangelii musi zauważyć, że słowa Jezusa są w niej wyłącznie egocentryczne. Słowo ?Ja? występuje w tej ewangelii sześć razy częściej, niż w ewangelii Mateusza. Siedmiokrotne ?Ja jestem? znajdujemy tylko w ewangelii Jana... Ewangelie synoptyczne przedstawiają Jezusa zaabsorbowanego rozmyślaniem o królestwie niebieskim, natomiast w ewangelii Jana jest on pochłonięty wyłącznie własnym ego.?

Dr Schweitzer komentuje  ten drażliwy temat stanu psychicznego Jezusa niejako okrężną drogą, objaśniając czwartą ewangelię jako ?niehistoryczną?. Stawia on śliską tezę: ?Egocentryczne słowa, pochodzące w czwartej ewangelii z ust Jezusa, nie są słowami Jezusa, lecz chrystocentrycznym wyznaniem czwartego ewangelisty. I jako takie nie mogą zostać użyte jako obiekt badań do diagnozowania paranoi.? Miłe! Prawda?

Dr Schweitzer podchodzi do pozostałych ewangelii według tej samej metody. Stwierdza on: ?Ewangelia Łukasza jest zgodna w zasadniczych sprawach z ewangelią Marka oraz Mateusza. Natomiast zawsze gdy trafi się na wątpliwy fragment, który ponadto nie ma większego znaczenia dla krytyki Jezusa, może on być nieuwzględniony (można na niego nie zwracać uwagi).?

Co on mówi? Dobrze to przeczytałem? Część świętych słów Boga, których nie rozumiemy, możemy łatwo zignorować? Nawiasem mówiąc również dr Bundy w swojej książce ?The Psychic Health of Jesus? (Zdrowie psychiczne Jezusa) używa tych samych argumentów, jak dr Schweitzer.

Kategoria 8: Wezwania do samookaleczenia

Mt 19,12 jest najczęściej używanym cytatem potwierdzającym dziwaczną aprobatę (pochwałę, uznanie) dla mężczyzn, którzy się sami kastrują ?dla królestwa niebieskiego?. Oto on: ?Albowiem są rzezańcy, którzy się tak z żywota matki narodzili; są też rzezańcy, którzy od ludzi są urzezani; są też rzezańcy, którzy się sami urzezali dla królestwa niebieskiego. Kto może pojąć, niechaj pojmuje!? [Ten cytat pochodzi z Biblii Gdańskiej ? LN]. Ojciec Kościoła Orygenes oraz inni wcześni chrześcijanie, jak również nowożytni wyznawcy Heaven´s Gate-Kult przyjmowali to dosłownie. Inne wezwanie do samookaleczenia zostało wygłoszone w Mt 5,29-30. słuchacze Jezusa są zachęcani do tego, aby pozbywać się wszystkich części ciała, które ich gorszą (wywołują zgorszenie): ?Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła?. Widocznie te gorszące lewe oczy i ręce będą z tego fatum wyłączone. Jezus powtarza to wezwanie w Mt 18,8-9. Brzmi to wszystko racjonalnie? Jeżeli ktoś ma jeszcze wątpliwości co do tych wezwań do samookaleczenia, to o takich instrukcjach obcinania członków i wyłupywania sobie oczu może przeczytać w Mk 9,43-47.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Ojciecpiotr (2013-01-05 16:16:54)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Nie ma najmniejszego znaczenia stan jego zdrowia psychicznego, który na przestrzeni wieków był pewnie wielokrotnie analizowany. Istotne jest jak postępują jego wyznawcy w imię jego nauk, a to bywa okrutne i niegodziwe.
Poza tym w dziejach świata było wielu władców,którym przypisywano cechy boskie. Np. cesarze Rzymscy czy przywódcy komunistycznej Korei.

3

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

A ja myśle że ma, i to bardzo wiele.

Dla ludzi wierzących Chrystus jest odkupicielem który zmarł na krzyżu za nasze grzechy. BÓG KTÓRY POTRZEBUJE ODKUPIENIA ZSYŁA SWOJEGO SYNA ABY GO UKRZYŻOWANO I W TEN SPOSÓB ODKUPI NASZE GRZECHY jest taką samą niedorzecznością, jak niepokalane poczęcie czy zmartwychwstanie po trzech dniach. Ale wiara nie jest ani logiczna, ani sensowna. Nie o to w tym przecież chodzi.

Dla mnie jest po prostu wichrzycielem i twórcą sekty dopuszczającym się wielu przestępstw w świetle obowiązującego wtedy prawa i słusznie skazanym na najsurowszą karę przybicia do krzyża. Sam się tego spodziewał, w końcu za rzeczy które wyprawiał nie można go było tak po prostu wsadzić jedynie do więzienia. Nie bez powodu otoczył się też kilkunastoma zaufanymi osobami, które stały się jego pomocnikami, nie za bardzo pojmującymi to o czym on mówi skoro wielokrotnie musiał im wyjaśniać swoje mowy.

Uczniów zaczął poszukiwać w Galilei, regionie wówczas niestabilnym i podatnym na ruchy mesjanistyczne. Zaczął od ludzi prostych intelektualnie- rybaków. Ci nie mieli nic, on im obiecywał złote góry, więc poszli za nim jak pewnie przewidywał. Następnie pociągnął za sobą tłumy, tak jak i tym rybakom obiecując wiele, wywyższając to że są prostakami i biedakami, a jednocześnie potępiając to że inni są bogaci i że nie wejdą oni do jego królestwa jeśli nie staną się biednymi. Tłumy to kupiły. Proste tłumy do niego przychodziły gdziekolwiek się pojawiał.

Nadal uważam, że na kłamstwie stworzono jedną z największych na świecie religii monoteistycznych. Kłamstwie ubranym w piękne hasła miłości bliźniego. Żydzi nie takiego proroka oczekiwali i nie miał on prawa twierdzić, że może być inaczej skoro nie dał im żadnego znaku poza znakiem Jonasza, który de facto był przewidywalną karą za to, czego się Jezus dopuścił.

Jezus świetnie znał pisma święte, w końcu chodził do szkoły gdzie jedną z obowiązkowych czynności było studiowanie takich pism. Aż do 30 roku życia był normalnym obywatelem. Jego zachowanie można tłumaczyć jedynie zaburzeniami psychicznymi, które spowodowały, że zaczął traktować siebie jak mesjasza i syna bożego.

Znane są przypadki ludzi, którzy poznając prawdę odstępują od wiary. Przykładem z ostatnich lat jest profesor Tomasz Węcławski, znany teolog który po wielu latach kapłaństwa zrezygnował z współtworzenia tej sekty i dokonał apostazji, za co oczywiście obłożono go ekskomuniką. Jeden z niewielu który po latach studiów nad księgami świętymi miał odwagę powiedzieć prawdę i zrezygnował z tego watykańskiego układu.

4

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Były tysiące mesjaszy, których wyznawcy wszystkich innych uważali za fałszywych. Nie ma żadnej podstawy by wierzyć właśnie Jezusowi. Każda sekta ma swojego guru a różnica między sektą a kościołem jest tylko w ilości wyznawców.

5

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

......
Jak się patrzy na Jezusa jak tylko i wyłącznie na człowieka to się wszystkiego można dopatrzeć. Podobnie gdy się nie wierzy, że jest współistotny Ojcu, że jest jedną z Trzech Osób Boskich itd. Jak się patrzy tylko na słowa, a nie widzi ich przesłania i ich sensu, no to przykro mi.

Rozumiem, że szukasz uparcie jakichkolwiek przesłanek, które dałyby Ci nadzieje, że masz racje, że Kościół się myli, a w ogóle to Ci katolicy to jacyś głupi. Nie wiem naprawdę po co to robisz Matt. Może Bóg się przed Tobą chowa, ale Ty go nie chcesz szukać. Raczej uparcie chcesz go nie znaleźć.

6 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-06 21:10:33)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Allegra, co do pierwszego akapitu, to o czym piszesz to kwestie wiary. Możesz wierzyć, że Jezus był synem bożym, częścią tzw. trójcy itp. rzeczy. To są kwestie o których nie ma sensu dyskutować. W sytuacji gdy wiara odnosi się do innej rzeczywistości nie ma za bardzo o czym mówić (Jezus synem bożym). Gdy wiara dotyczy natury rzeczy odmiennej tej jaka jest jej właściwą wtedy jest po prostu niedorzeczna, irracjonalna (zmartwychwstanie, niepokalane poczęcie).

Dla mnie Jezus był człowiekiem, który żył w mniej więcej określonej czasoprzestrzeni i głosił określone poglądy. To są fakty, bo mają określone źródła w literaturze. Jakie przesłanie może płynąć z tego, że Jezus uśmierca drzewo figowe tylko dlatego, że nie znalazł na nim owocu? Jakie, że wzywa do podziałów i nienawiści? A jakież znowu, że straszy często ludzi wokół konsekwencjami tego, że nie przyjmą jego nauk? Dobrze zaczął, ludzie prości i niewykształceni są najlepszym materiałem, aby rozwijać swoje ugrupowanie. Przeczytaj mój pierwszy post w tym temacie ze zrozumieniem. To co miał na myśli pozostanie tajemnicą nierozwiązaną, skoro miał psychiczne huśtawki jego tok rozumowania mógł też być zaburzony.

Co do drugiego akapitu, ciężko się do czegokolwiek odnosić. Typowa wypowiedź osoby wierzącej, dla której racjonalność to obłok który gdzieś tam leci na niebie ale jego natury nie sposób jej poznać. Myśle, że żyjesz schematem: "określony system wyznaniowy to temat tabu- nie roztrząsamy jego natury aby czasem się nie dowiedzieć czegoś czego wiedzieć nie chcemy".

7

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Mogę powiedzieć inaczej: Ten, kto poznał Jezusa w swoim życiu, wie kim On był i kim jest. Nie potrzeba tu dowodzeń teologicznych smile

8 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-06 21:27:31)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty
Catwoman napisał/a:

Mogę powiedzieć inaczej: Ten, kto poznał Jezusa w swoim życiu, wie kim On był i kim jest. Nie potrzeba tu dowodzeń teologicznych smile

Tyle, że Jezus otoczył się dosadnie pisząc prymitywami. Prosty tłum stał się jego rodziną, jak to określał. Zwykle go też nie rozumieli, on mówił metaforami, oni to interpretowali na swój sposób jeśli to było możliwe. Tylko apostołom wyjaśniał naturę swoich przekonań, ale i oni mieli z tym problem.
Inteligencja tamtych czasów generalnie była względem niego w opozycji. Nie ma się co dziwić. Jakiś człowiek żyje między nami przez 30 lat, znamy jego rodziców, a po 30 mu odbija i zaczyna głosić się mesjaszem, synem bożym, obraża uczonych w piśmie i faryzeuszów, zapowiada nieodległe królestwo boże. Sama rodzina jego uważała, że odszedł od zmysłów.
Rozumiem że osoby wierzące patrzą na jego postać przez pryzmat tego, co głosi kościół ale na dobrą sprawę ten wizerunek jest kwestią wiary. Mógł być synem bożym ale nie musiał. Jako człowiek natomiast podlega ocenom. Nie muszę też chyba wyjaśniać że w interesie kościoła leży to, aby wizerunek syna bożego trwał bo oni na tym robią niezły biznes.

9

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Ja -osobiście- nie patrzę na to, co KTOŚ mówi o Nim. Sama Go doświadczyłam, doświadczam, może też jestem szalona, a może nie:) Jednak wolę takie szaleństwo niż bez-szaleństwo bez Niego smile
Oczywiście, szanuję Twoje zdanie, pogląd, wątpliwości- osobiście dzielę się swoimi doświadczeniami, jak i również wielu ludzi, których znam, a których życie zmienił On smile

10 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-06 21:37:56)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Najlepsze jest to, że pewnie nie znasz natury tej rzeczy, zjawiska a twierdzisz, że to za sprawą Jezusa tylko dlatego, że wyznajesz religię chrześcijańską. Gwarantuje, że urodzenie np. w Indiach spowodowało by że pisałabyś mi teraz o doświadczeniach związanych z prorokami, synami bożymi właściwymi innemu wyznaniu. A tak naprawdę możesz pisać jedynie o właściwości mózgu którą bierzesz za coś tam smile

Ja nie piszę o bliżej nieokreślonych odczuciach ludzkich tylko o człowieku z krwi i kości, który jest w tym temacie oceniany.
Bez obrazy, ale ktoś kiedyś powiedział, że "religia to opium dla ludu" i po takich komentarzach jak powyższy tylko się w tym utwierdzam.

11

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Być może Matt! A jednak jestem niezmiernie wdzięczna Bogu, że mogłam Go poznać takiego jakim się objawił smile

12

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Nie sposób ustosunkować się do takiej opinii, wewnętrzne odczucia pozostają tylko i wyłącznie odczuciami. Tzn. nie jest to żaden argument w temacie Jezusa jako osoby żyjącej tysiące lat temu na Bliskim Wschodzie smile

13 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-01-06 21:46:03)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Ale ja nie chcę walki na argumenty, bo te są nienaukowe, a zatem jak napisałeś: subiektywne smile Wiem, kim dla mnie jest Jezus, na pewno nie osobą psychiczną, a nawet jeśli to jednocześnie w 100% prawdziwą, nieznającą fałszu, jest Synem Boga żywego. Dla mnie smile  A każdy moze Go poznać osobiście i mieć własne odczucia.

14 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-06 21:52:15)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Skoro jest tak jak piszesz ponawiam pytanie, co chciał osiągnąć Jezus przykładowo uśmiercając drzewo figowe? Czemu wielokrotnie straszył ludzi piekłem czyniąc z tego argument na przyjęcie jego wiary? Czemu nie dawał innym wyboru stwierdzając "z nami lub przeciwko nam?" Czemu obrażał publicznie elitę? Skoro masz jakieś doświadczenia z nim związane, poznałaś go osobiście, powinnaś wiedzieć co miał na celu, dlaczego tak postępował? Dlaczego był taki?

15

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Jezus, przychodząc jak pewnie zauważyłeś czytając Biblię (a zakładam, ze czytałeś, chociaż NT) był totalnym wywrotowcem, anarchistą, rebeliantem -w oczach "elity"; Uczonych w Piśmie i Faryzeuszy. Czemu? Bo przyniósł tylko 1 przykazanie: miłości. Wniósł tą swoją filozofię miłości do świata, w którym odliczano w szabat ilość kroków i zastanawiano się, czy w szabat można uratować człowieka. Ludzie żyli przepisami/ zakonem i mieli szczerze tego dość. Jezus i na ten temat się wypowiedział ("Na innych nakładacie ciężary, których sami unieść nie umiecie"). Jezus znał serca ludzi; ich motywy, poznanie, wiedział, że Faryzeusze to hipokryci ("plemię żmijowe" jak ich nazwał) i że TO NIE JEST prawdziwa wiara, to nie to, co przybliża ludzi do Boga; uczynkowość. Jezus niósł zbawienie z łaski, nie z uczynków ("Z uczynków zakonu nie będzie zbawiony żaden człowiek- aby się kto nie chlubił") i to starał się przekazywać wszystkim; jednoczył ich w duchu miłości.

Pytasz, czemu nie dawał wyboru. Wybór dawał: z nami lub przeciwko:) W innym fragmencie Biblii Bóg chce opowiedzenia się: za jedną lub drugą stroną ("Obyś był zimny lub gorący, a tak, żeś ani zimny ani gorący, a letni, wypluję cię z ust moich") bo ostatecznie zostaną tylko 2 brygady; owce po prawicy i kozły po lewicy. Zbawienie jest u BOga i nie chce On niczyjej straty, ale jednocześnie dał człowiekowi wolną wolę- aby zdecydował. Bo pójście za Jezusem to zmiana swojego życia; nie mozna stać jedną nogą tu a drugą gdzie indziej. Albo idziesz, albo nie.

Czemu straszył piekłem.... wiesz, że ja tych fragmentów jakoś nie widziałam zbyt wielu w Biblii....Raczej czytam obietnice związane z Nową Ziemią, życiem wiecznym, sercem, które On potrafi zmienić całkowicie, dary, które da "swoim", wszystko, o co poproszą Boga w Jego imieniu.

W totalnie telegraficznym skrócie ujęte.......  smile

16 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-06 22:43:21)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Bez lektury raczej nie podjąłbym się dyskusji. Opracowanie problemów psychicznych Jezusa znalezione w sieci skopiowałem, aby nie marnować czasu. Zetknąłem się z nim tak czy siak czytając ewangelie.

Był rebeliantem w oczach każdego kto wtedy miał z nim do czynienia. Wywracał światopogląd ludzi do góry nogami, burząc ład i porządek tam obowiązujący. Trzeba przyznać, że przykazanie miłości które głosił, wyrażał w różnorodny i niekoniecznie pozytywny sposób.

Pamiętaj, że nauczał wśród ludzi prostych. Tak naprawdę nie dawał im żadnego wyboru, a hasła typu "ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi" czy "do królestwa bożego można wejść tylko biednym" zjednywały mu tłumy. Wielokrotnie w ewangeliach można przeczytać o tym, jak straszył tych ludzi ogniem piekielnym, zgrzytaniem zębów poza królestwem itp. Czasami uciekał się do szantażu, jak to było w przypadku misji z którą wysłał apostołów po miastach Palestyny. Tam, gdzie jego uczniów by nie przyjęto mieli strzepywać kurz ze swoich sandałów aby je oznaczyć, bo jak mówił Jezus, lżej Sodomie będzie na sądzie niż tym miastom. Uważasz, że są to przejawy haseł miłości, ja zaś- że przejawem czegoś całkowicie odwrotnego. Ludzie mogli być głupi, ale nie aż tak. Jego nauka musiała mieć sens, i wykłady o miłości bliźniego takie były. Problem w tym, że stały za nimi groźby i szantaż, które prostym ludziom miały dość szybko ukierunkować światopogląd na jedyny właściwy. Miały w szybkim czasie zjednać mu wyznawców. Syn boży tak by nie robił. To że obrażał uczonych w piśmie nie jest bynajmniej przejawem miłości bliźniego, a ukierunkowanym działaniem. To co robił było najcięższym przestępstwem, wiedział więc że zostanie ukrzyżowany i nie świadczy to dobrze o jego zdrowiu psychicznym. W konsekwencji Jezus na krzyżu wypowiedział słowa: "boże mój, czemuś mnie opuścił" czego komentować chyba nie trzeba.

Tu nie chodzi o fakt posiadania własnego zdania (obyś był zimny lub gorący) ale abyś przyjął naukę Chrystusa lub zginął w piekła czeluściach. Logicznym jest że wybór był żaden.

Każdy zwraca uwagę na to, co uważa za słuszne. A wersetów o straszeniu w NT jest kilkadziesiąt. Ja chcę być obiektywny, zwracam wiec uwagę na to co pozytywnego niósł z sobą Jezus ale też i to, jakie zło wiązało się z jego działalnością. Ty jako osoba wierząca, co zrozumiałe, skupiasz się na pozytywnych aspektach nauczania.

17

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Matt, ale ja żadnego szantażu nie widzę! Sama doznałam, doświadczyłam Jego słów "Poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi". Jednak nie chcę wrzucać tu słów wyrwanych z kontekstu, nie o to chodzi. Pragnę jedynie przekazać, że .... jeśli poznasz pewnego dnia Jezusa, jeśli zechcesz- to zrozumiesz o Nim wszystko; nawet gdybyś był odizolowany od ludzi, Kościołów, internetu... Bedziesz wiedział, kim On naprawdę jest. Tak samo gdy wiesz, kiedy darzysz kogoś miłością- jedynie tak mogę to porównać. Z tym, że ta pierwsza pewność jest jeszcze większa. To nie jest do opisania ludzkimi słowami, dlatego proponowałabym każdemu osobiście tego doświadczyć smile

Matt, tylko w jednym uwierz mi na słowo: Jezus nikogo nie szantażował i do niczego nie przymuszał; On wiedział, co stanie się z danym człowiekiem i miastem, znał serca ludzi, potrafił w nich czytać. Dawał każdemu wolną wolę.  "Oto stawiam przed tobą życie i śmierć. Wybierz zatem życie, abyś żył".
Jezus pokazywał w sposób kontrastowy, że nie ma innej drogi niż te 2- ostatecznie. I kto zdecyduje się na Niego, może liczyć na wszelką pomoc, dary, błogosławieństwa i..... życie -w kontekście tego wiecznego, już gdy ciało umrze. Bo ta druga strona mocy, to śmierć. Jezus nie zachęcałby nikogo do przystąpienia na Jego stronę, gdyby nie mógł obiecać "złotych gór". Na mnie, w moim życiu spełniły się Jego słowa o "wodzie żywota" o "wyzwalającej prawdzie" o "radości w duchu" i wiele, wiele innych smile

18 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-07 15:04:24)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Jesteś osobą jak sądze głęboko wierzącą. Widzisz, mnie prawda wyzwoliła, ale w całkowicie odmiennym kierunku. Zrozumiałem, że Jezus był tylko człowiekiem, w dodatku musiał mieć problemy natury psychicznej. Mógł mieć charyzmę co w połączeniu z głoszonymi hasłami zjednywało mu tłumy, proste i niewykształcone. Wszystko to układa mi się w logiczną układankę, w której brakuje kilku elementów, ale spoglądając na całość wiem z czym mogę mieć do czynienia.

Jego nauki to odrębna kwestia. Tak samo jako ludzkie odczucia które mają różnorodny wymiar i pozostają sprawą indywidualną. Zaskakuje mnie z jaką pewnością stwierdasz, że wewnętrzne odczucia natury boskiej są tym, czym chcesz aby były w sytuacji kiedy mogą być tylko wytworem ludzkiego intelektu. Nie jesteś w stanie udowodnić mi, że to co bierzesz za poznanie Jezusa, kontakt z bogiem nie jest jedynie wytworem mózgu bo nie zdajesz sobie z tego sprawy. Dopóki nie poznasz natury pewnego zjawiska możesz błędnie oceniać jego właściwości.

Tak jak pisałem wyboru nie dawał żadnego. Jednocześnie twierdził, że to on jest synem bożym, a cała reszta religii nie ma większego znaczenia skoro tylko przez niego można znaleźć się w niebie. Nie zauważasz problemu podziału religijnego, który przeczy temu o czym piszesz. Gdybyś miała rację trzeba by przyjąć, że jeden bóg powysyłał w różnym czasie swoich proroków, synów bożych w różne części świata aby głosili zwykle odmienne postrzeganie jego postaci. To jest dobry argument na potwierdzenie założenia, że religie i bogów tworzą ludzie i związane jest to z czasem i regionem, gdzie dany kult się tworzył. Niestety jako wyznawca jednej z religii nie spoglądasz na ten problem obiektywnie.

Harmonię o której piszesz daje mi kontakt z naturą. Natura nie potrzebuje, aby ją wyznawać. Natura nie potrzebuje opowiadania się po lepszej lub gorszej stronie. Natura daje wszystko to czego potrzebuje człowiek, aby zachować równowagę i regenerację psychiczną poza jednym: nie daje boosta jakim jest wiara w to wszystko co dawno temu sprytni ludzie wymyślili mędrkując nad problematyką życia i śmierci: wiary w niebo i piekło, wiary w siły nadprzyrodzone które domniemanie wywierają wpływ na nasze losy.

Widzisz, nie dostrzegasz jednego poważnego mankamentu w problematyce Jezusa jako syna bożego. Zaczął on działać w rzeczywistości w której istniała już jedna obowiązująca religia. Co gorsza zaczął głosić hasła, które w tę religię uderzały i narzucały nowy porządek. Był tym samym twórcą sekty. Gdy przedstawiciele obowiązującej religii, powtórzę się, poprosili go o znak który by potwierdzał to, że jest mesjaszem, bo nie jego oczekiwali, nie pokazał im żadnego znaku. Stwierdził jedynie, że kara jaką poniesie za zniewagi których się dopuścił jest owym znakiem jego boskości- znakiem Jonasza. Jednak się przeliczył, bo nawet na krzyżu zwątpił w to co robił. Jakąś racjonalność więc jednak zachował. Trzeba zaznaczyć że okres w którym żył Jezus to okres wewnętrznych niepokojów w państwie, problem z Rzymianami. Chrystus wykorzystał nastroje panujące w otoczeniu.

19

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Matt, nie zrozumiemy się smile Dlatego Ty jesteś ateistą, a ja wyznawczynią Chrystusa smile Nie zamierzam Cię nawet przekonywać, szanuję Twoje zdanie bo to też jest dowód tego, że myślisz po swojemu, nie idziesz za tłumem. Jak będzie ostatecznie- zobaczymy w swoim dniu smile

20 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-07 20:17:34)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Tyle, że ja byłem osobą wierzącą i wiem jak to wszystko wygląda. Niby nie zaszkodzi wierzyć, że po śmierci czeka nas coś jeszcze, ale ja z natury nie lubię się oszukiwać. Jestem przekonany, że nie można się kontaktować z żadnym bogiem, a to co ludzie sobie tłumaczą za takowe to tylko ich insynuacje lub też nadinterpretacja zjawiska.

Problem w tym, że najprawdopodobniej niczego nie dowiemy się w tym konkretnym dniu. Aby nie odlatywać w obłoki i nie bajdurzyć trzeba zaznaczyć, że wedle obecnego stanu wiedzy człowiek z chwilą kiedy jego mózg przestaje funkcjonować nieodwracalnie rozstaje się z życiem i jego ciało zamknie wkrótce obieg materii bez którego życie na naszej planecie nie mogłoby funkcjonować.
To są fakty. Istnienie duszy itp. tworów pozostaje w kwestiach wiary. To znaczy że na dobrą sprawę nigdy się o tym nie przekonasz. Na chwilę obecną mogę więc najzupełniej w świecie stwierdzić, że dusza, niebo, bóg, religie są tylko i wyłącznie wytworem ludzkiej wyobraźni które przez wieki ewoluowały od prymitywnych wierzeń do zaawansowanych kultów monoteistycznych. Dla mnie to dość klarowny ciąg zdarzeń. Nie uważam, aby twórcy tych kultów w jakikolwiek sposób nawiązywali kontakt z istotami paranormalnymi.
Możesz uważać, że trzymam się schematu, który tworzy coraz więcej pytań, ale przecież w niczym nie szkodzi to nauce i jej rozwojowi. Im więcej różnorodnych ale i rzeczowych stanowisk, tym lepiej dla nauki. Religia stoi w miejscu i to jest jej największy mankament w wymiarze epok a nie krótkiej chwili jaką jest nasze życie. Jak nie raz już pisałem, wierzenia przegrywają z nauką. Tak jak kiedyś czczoną jako boga kulę gazu dzisiaj najzwyczajniej w świecie nazywamy Słońcem, tak i w przyszłości współcześnie wyznawanego boga który potencjalnie stworzył świat określimy po prostu siłą sprawczą określonej właściwości bynajmniej nie z brodą i spełniającą nasze prośby gdy długo się modlimy. Z tego problemu nie zdawali sobie sprawy ani wyznawcy wierzeń politeistycznych, ani dzisiaj- wyznawcy monoteizmu. A to wszystko uproszczenia. Zresztą nie można mówić o chrześcijaństwie w oderwaniu od innych religii i ich ewolucji- to jeden ciąg wydarzeń.

Wiem, że masz na to wszystko określone wyjaśnienia, wszyscy jesteśmy w jakimś tam stopniu ignorantami.

21

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Tylko, że wiara polega właśnie na tym, by wierzyć, a nie szukać dowodów smile Bóg jednak obiecał, że da się znaleźć tym, którzy Go szukają i spełnia swoją obietnicę smile

22

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Czy Jezus Chrystus był chory psychicznie?

Tego to się już nie dowiemy ale trochę mu współczuję, że za kompanów wziął sobie takich cudaków jak apostołowie. Mohamet nie popełnił tego błędu i ciekaw jestem czy autor wątku zadał by pytanie o poczytalność umysłową Mahometa na jakimś forum muzułmańskim?. Pewnie chętnych do debaty oko w oko nie zabrakło by.

23

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Catwoman, masz rację. Z tego powodu odrzuciłem wiarę. Dla mnie to po prostu nie miało sensu a że z natury jestem dociekliwy.. Co do wszelakich obietnic boskich zalecam daleko posunięty sceptycyzm- historia pokazuje, że różnie z tym bywało. Niestety nie przekonują się o tym wyznawcy, bo żyją zbyt krótko aby widzieć koniec swojej religii, czego Ci nie życzę.

Womanizer, podobno dinozaury żyły kiedyś na Ziemi ale raczej się tego nie dowiemy bo na podstawie kości które znaleźliśmy ciężko coś powiedzieć. Teksty biblijne pozwalają podważać zdrowie psychiczne Jezusa.
Apropo chętnych do debaty oko w oko, z fanatykami się nie dyskutuje. Przemoc ma uzasadnienie jedynie podczas samoobrony, a nie wymiany argumentów smile

24

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Matt, powtarzam raz jeszcze: ja się z żadną religią nie identyfikuję smile Dla mnie jest ważny Jezus, ale nie przypinam Go do żadnego wyznania, ani religii. Jest dla mnie ponad-religijny.

25

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Się wtrącę raz jeszcze wink

Matt, chciałabym dodać, że wyciągając swoje wnioski opierasz się na zapiskach ludzi, którzy uwierzyli Jezusowi i w Jezusa. Czemu ich przekaz uważasz za wiarygodny na tyle, żeby go brać poważnie, skoro wątpisz w równowagę psychiczną Jezusa? Bo skoro oni tego nie dostrzegli (choćby Mateusz i Jan znający Jezusa osobiście), znaczy, że zgodnie z Twoim założenie, też musieli by mieć zaburzenia psychiczne.

Oprócz tego fragmenty swoistych rozmów Jezusa z Bogiem Ojcem, które przytoczyłeś, nie mogą być odczytywane inaczej jak przez pryzmat wiary. Bo jeżeli zakładasz, że Boga nie ma, to one nie mogły mieć miejsca, a Jezus sobie je wymyślił bądź mu się wydawało. Wtedy Twoja teza o chorobie psychicznej byłaby sensowna. Jednak Twoje założenie wynika z braku wiary i szukania bez niej zrozumienia Pisma Świętego. Bez niej ono nigdy nie będzie mieć sensu. Po prostu.

Większość fragmentów sama z siebie może brzmieć wręcz strasznie, ale gdy patrzy się na cały sens Nowego Testamentu i dodatkowo na symbolikę niektórych zachowań (które były zrozumiałe dla apostołów i generalnie są zrozumiałe dla katolików), to z całej treści tryska MIŁOŚĆ. Miłość Boga do ludzi, który ich poucza tylko dlatego, że ich kocha i chce ich wiecznego szczęścia. Żydzi czekali na Mesjasza i spora część Go nie przegapiła. Skoro znasz Pismo Święte, to wiesz, że Jezus nie był oderwany od Starego Testamentu, ale był jego realizacją. O innych rzeczach napisała już Catwoman smile

26

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Matt - wiara jest łaską.

Wszystko co mam do powiedzenia podsumowując Twoje wywody.

27 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-07 21:22:02)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Allegra, to nie towarzystwo wzajemnej adoracji tylko otwarta dyskusja wink

Dokładnie, moje wnioski oparte są na zapiskach ludzi którzy byli blisko niego i starali się zrozumieć jego postępowanie. Zauważ, że Jezus rekrutował swoich uczniów głównie wśród ludzi prostych i niewykształconych, którzy nie rozumieli jego nauk. Wiele rzeczy im objaśniał. Oni po prostu spisali jego nauki, bez jakiegokolwiek weryfikowania. Zresztą wątpię, aby mieli kompetencje ku temu, by oceniać jaki jest stan jego psychicznego zdrowia. Mogli być pod wpływem jego charyzmy, obietnic. Cienka nić rozdziela to, czy jest się wariatem lub nie.
Wielu ludzi postronnych zauważyło, że coś z nim jest nie tak. Również najbliższa rodzina stwierdziła, że musiał on odejść od zmysłów.

Nie staram się zrozumieć pism świętych w aspekcie nauk bo jest mi to dobrze znany temat. Staram się zrozumieć motywy Jezusa w odniesieniu do rzeczywistości w której żył.

Wybacz, ale każdy ocenia wedle swej miary. Rozumiem, że bronicie swojej wiary, stąd ocena NT nie może być inna niż ta którą prezentujecie. Krytyczne oko dostrzeże jednak coś innego. Jezus był mściwy, miał huśtawki nastrojów, mówił różne dziwne rzeczy. W psychologii takie zaburzenia są jasno określane.

28

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Matt, Jezus był człowiekiem na ziemi smile Ale nie zgrzeszył. Nigdy.

29

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Ty tak uważasz smile Podstawowy grzech jaki popełnił to bluźnierstwa względem uczonych w piśmie i faryzeuszy. Bądźmy poważni, Jezus głosił że jest synem bożym ale nie chciał dać im znaku pomimo tego, że go o niego pytali. Niewiernym uczniom natomiast niby dawał świadectwa tego, że jest mesjaszem. To wszystko nie trzyma się kupy i budzi we mnie różne skrajne emocje.

30

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty
Matt87 napisał/a:

Allegra, to nie towarzystwo wzajemnej adoracji tylko otwarta dyskusja wink

Dokładnie, moje wnioski oparte są na zapiskach ludzi którzy byli blisko niego i starali się zrozumieć jego postępowanie. Zauważ, że Jezus rekrutował swoich uczniów głównie wśród ludzi prostych i niewykształconych, którzy nie rozumieli jego nauk. Wiele rzeczy im objaśniał. Oni po prostu spisali jego nauki, bez jakiegokolwiek weryfikowania. Zresztą wątpię, aby mieli kompetencje ku temu, by oceniać jaki jest stan jego psychicznego zdrowia. Mogli być pod wpływem jego charyzmy, obietnic. Cienka nić rozdziela to, czy jest się wariatem lub nie.
Wielu ludzi postronnych zauważyło, że coś z nim jest nie tak. Również najbliższa rodzina stwierdziła, że musiał on odejść od zmysłów.

Nie staram się zrozumieć pism świętych w aspekcie nauk bo jest mi to dobrze znany temat. Staram się zrozumieć motywy Jezusa w odniesieniu do rzeczywistości w której żył.

Wybacz, ale każdy ocenia wedle swej miary. Rozumiem, że bronicie swojej wiary, stąd ocena NT nie może być inna niż ta którą prezentujecie. Krytyczne oko dostrzeże jednak coś innego. Jezus był mściwy, miał huśtawki nastrojów, mówił różne dziwne rzeczy. W psychologii takie zaburzenia są jasno określane.

A święty Paweł? wink On był wykształcony a potem stał się,moim zdaniem, bardziej dosadny i wymagający niż inni wyznawcy.

Ja ,,badam'' swoją wiarę codziennie, zgłębiam rzeczy, których z początku nie rozumiem i dochodzę do innych wniosków niż Ty.

W Twoich przykładach nie jestem w stanie zupełnie zrozumieć mściwości Jezusa. Przykład z drzewem zupełnie tego nie odzwierciedla.

31

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Wspomniałem, że mogli być pod wpływem jego charyzmy bądź obietnic.

Zacznij postrzegać Jezusa jak człowieka a nie jak bóstwo nadprzyrodzone a zrozumiesz, że też miał wady.
Kto normalny, zakładając że posiada moc przenoszenia gór, niszczy drzewo tylko dlatego że będąc głodnym nie znalazł na nim owoców? Zakładamy że miało to miejsce niedługo po akcji z przepędzaniem kupców spod świątyni i rozwalaniem ich dobytku.
Jezus lubił straszyć ludzi piekłem, w pismach wielokrotnie się o tym wspomina. Stosował wyrafinowane metafory, aby działać na wyobraźnię prostych ludzi. Przekleństwa rzucane na faryzeuszy również nie są godne syna bożego.

32

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Masakra w Jamestown w Gujanie, osoba pastora Jima Jonesa.

Artykuł 7 "Jak zrozumieć coś co nie ma sensu..." w książce "Człowiek istota społeczna" pod red. Aronsona. Opisane szczegółowo wszystkie metody pastora Jima m.in. fałszywe cuda, wymaganie bezwzględnego zgadzania się z jego zdaniem co stało się samonapędzającą się machiną, poddawanie w wątpliwość opinii osób z poza sekty, nazywanie ich wrogami, kłamcami, mordercami, przepowiadanie ich agresji. Sekta składała się głównie z ludzi biednych i słabo wykształconych, takich którym się nie powiodło, białych i czarnych (ich braterstwo w sekcie robiło w latach 70tych wielkie wrażenie na przyszłych rekrutach), także narkomanów itd. Elita sekty składała się z kolei z ludzi wykształconych. Studentów, prawników, lekarzy itp. którzy pomagali w manipulacjach i prawdopodobnie działali na zasadzie "cel uświęca środki". Działalność znacznej części sekty skończyła się zbiorowym samobójstwem i morderstwem na dzieciach, niedobitki mordowały odszczepieńców na terenie USA już po rytualnym samounicestwieniu sekty i śmierci Jonesa. Polecam Ci Matt książkę i jestem ciekaw analizy porównawczej.

33 Ostatnio edytowany przez KA_pl (2013-01-08 12:31:14)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty
Matt87 napisał/a:

"do królestwa bożego można wejść tylko biednym"

To nie jest prawda. Cudzysłów wskazuje na jakiś cytat, ale skąd go wziąłeś - nie wiem.

23 Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: "Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego". 24 Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: "Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego <tym, którzy w dostatkach pokładają ufność>. 25 Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego". 26 A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: "Któż więc może się zbawić?" 27 Jezus spojrzał na nich i rzekł: "U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe".

(Mk 10, 23-27)

Zwróć uwagę w szczególności na werset 24 (pokładanie ufności w dostatkach),25 i 27.
Zauważ też w jaki sposób Jezus przemawia, inaczej nie zrozumiesz wiele.

Matt87 napisał/a:

W konsekwencji Jezus na krzyżu wypowiedział słowa: "boże mój, czemuś mnie opuścił" czego komentować chyba nie trzeba.

Oczywiście że trzeba, bo rozumiem, iż myślisz, że Jezus wyraził tymi słowami zwątpienie, rozpacz. Przeczytaj cały Psalm 22. Bardzo istotny jest też moim zdaniem znak ? na końcu zdania, znak, którego pominąłeś.

34 O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: "Eloi, Eloi, lema sabachthani", to znaczy: Boże mój, Boże mój, czmuś Mnie opuścił?"

(Mk 15,34)

Jezus wiedział co go czeka:

31 I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie.

(Mk 8, 31)

30 Po wyjściu stamtąd podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. 31 Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: "Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie". 32 Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.

(Mk 9, 30)


Ja natomiast, gdy zostanę wywyższony nad ziemię, pociągnę wszystkich ku sobie.

J (12, 32)

Gdybyś miał wątpliwości co oznacza wywyższenie:

14 A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, 15 aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. 16 Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. 17 Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. 18 Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. 19 A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. 20 Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. 21 Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu".

J (3, 14-21)

7 Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: "Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże". I wstawił się Mojżesz za ludem. 8 Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: "Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu". 9 Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu.

Księga Liczb (21, 7-9)

W Ewangelii św. Jana znajdziemy też:

"Kości Jego nie będą łamane" (J 19, 36; Wj 12, 46)

?I znowu na innym miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili.? (J 19, 37)
?Będą patrzeć na Tego, którego przebili" (Za 12,10)

17 Przypomnieli sobie wtedy Jego uczniowie, że jest napisane: "Gorliwość o Twój dom rozpala mnie". 18 Judejczycy zapytali Go: "Jaki znak nam pokażesz, że to czynisz?" 19 Jezus w odpowiedzi rzekł im: "Zburzcie tę świątynię, a w trzy dni ją odbuduję". 20 Na to Judejczycy powiedzieli: "Już czterdzieści sześć lat, jak zaczęto budować tę świątynię, a Ty w trzy dni ją postawisz?" 21 On jednak mówił o świątyni swego ciała. 22 Kiedy powstał z martwych, przypomnieli sobie Jego uczniowie, że o tym mówił, dlatego uwierzyli Pismu i każdemu słowu, które Jezus wypowiedział.

J 2,17-22


Matt87 napisał/a:

Jakiś człowiek żyje między nami przez 30 lat...

Jezus już w wieku 12 lat zadziwiał ludzi.

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

Łk (2,41-52)



Matt87 napisał/a:

Czemu obrażał publicznie elitę?

Jezus zawraca uwagę wszystkim tym, który są m.in. zapatrzeni w samych siebie:

41 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? 42 Jak możesz mówić swemu bratu: ?Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku?, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego.

Łk (6, 41-42)

Nie wydaje mi się, aby użycie słowa obłudniku miało charakter obrażający. Użycie tego słowa ma na celu, abyś lepiej potrafił dostrzec swoje wady.

Część przywódców żydowskich (np. wyższych kapłanów, faryzeuszy) była zapatrzona w siebie, nie widziała swoich wad, wywyższała się. Często zadawali Jezusowi podchwytliwe pytania.
Nie mieli oni wiary:

45 Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszy, a ci rzekli do nich: ?Czemu go nie pojmaliście?? 46 Strażnicy odpowiedzieli: ?Nigdy jeszcze nikt tak nie przemawiał jak ten człowiek?. 47 Odpowiedzieli im faryzeusze: ?Czyż i wy daliście się zwieść? 48 Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszy uwierzył w niego? 49 A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty?. 50 Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: 51 ?Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw nie przesłucha i zbada, co on czyni?? 52 Odpowiedzieli mu: ?Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj i zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei?.
53 I rozeszli się ? każdy do swego domu.

J (7, 45-53)

Pewnego razu Jezus przechodził w szabat pośród zbóż. Uczniowie Jego, odczuwając głód, zaczęli zrywać kłosy i jeść [ziarna]. Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: "Oto twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat". A On im odpowiedział: (...) "Gdybyście zrozumieli, co znaczy: chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych"

Mt (12, 1-2,7)

12 A oto znów przemówił do nich Jezus tymi słowami: ?Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia?. 13 Rzekli do Niego faryzeusze: ?Ty sam o sobie dajesz świadectwo. Twoje świadectwo nie jest prawdziwe?. 14 W odpowiedzi rzekł do nich Jezus: ?Nawet jeżeli Ja sam o sobie daję świadectwo, to świadectwo moje jest prawdziwe, bo wiem, skąd przyszedłem i dokąd idę. Wy zaś nie wiecie, ani skąd przychodzę, ani dokąd idę. 15 Wy osądzacie według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo. 16 A jeślibym nawet sądził, to sąd mój jest prawdziwy, ponieważ nie jestem sam, lecz Ja i Ten, który Mnie posłał. 17 Także w waszym Prawie jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest prawdziwe. 18 Oto Ja daję świadectwo o sobie samym oraz zaświadcza o Mnie Ojciec, który Mnie posłał?. 19 Na to powiedzieli Mu: ?Gdzież jest twój Ojciec?? Jezus odpowiedział: ?Nie znacie ani Mnie, ani mego Ojca. Gdybyście Mnie poznali, poznalibyście i mojego Ojca?.

J (8, 12-19).

1 Przystąpili do Niego faryzeusze i saduceusze i wystawiając Go na próbę, prosili o ukazanie im znaku z nieba. 2 Lecz On im odpowiedział: ?Wieczorem mówicie: "Będzie piękna pogoda, bo niebo się czerwieni", 3 rano zaś: "Dziś burza, bo niebo się czerwieni i jest zasępione". Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie? 4 Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza?. Z tym ich zostawił i odszedł.

Mt (16, 1-4)

Znak Jonasza to zmartwychwstanie.


Uważasz, że Jezus nie potrafił dyskutować np. z faryzeuszami, arcykapłanami czy uczonymi w piśmie?

1 Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, 2 ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich. 3 Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, 4 powiedzieli do Niego: ?Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. 5 W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. a ty co powiesz?? 6 Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. 7 A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: ?Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem?. 8 I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi. 9 Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku. 10 Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: ?Kobieto, gdzież [oni] są? Nikt cię nie potępił?? 11 A ona odrzekła: ?Nikt, Panie!? Rzekł do niej Jezus: ?I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz?.

J (8, 1-11)

36 Jeden z faryzeuszów zaprosił Go do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. 37 A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że gości w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku 38 i stanąwszy z tyłu u Jego stóp, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego stopy i włosami swej głowy je wycierała. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem.
39 Widząc to, faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: ?Gdyby on był prorokiem, wiedziałby, co to za jedna i jaka to jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą?. 40 Na to Jezus rzekł do niego: ?Szymonie, mam ci coś do powiedzenia?. On rzekł: ?Powiedz, Nauczycielu?. 41 ?Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. 42 Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który z nich więc będzie go bardziej miłował?? 43 Szymon odpowiedział: ?Przypuszczam, że ten, któremu więcej darował?. On zaś mu rzekł: ?Słusznie osądziłeś?.
44 Potem zwróciwszy się w stronę kobiety, rzekł do Szymona: ?Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i otarła je swymi włosami. 45 Nie powitałeś Mnie pocałunkiem; a ona, odkąd wszedłem, nie przestała całować stóp moich. 46 Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje stopy. 47 Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje?. 48 Do niej zaś rzekł: ?Odpuszczone są twoje grzechy?. 49 Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: ?Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?? 50 On zaś rzekł do kobiety: ?Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju?.

Łk (7, 36-50)

9 Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: ?Pójdź za Mną!? On wstał i poszedł za Nim. 10 Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. 11 Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: ?Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?? 12 On usłyszawszy to, rzekł: ?Lekarz nie jest potrzebny zdrowym, lecz chorym. 13 Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Miłosierdzia chcę, a nie ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników?.

Mt (9, 9-13)

Ja myślę, że potrafił rzeczowo dyskutować.

Matt87 napisał/a:

[...] wezwania do przemocy

"Miłosierdzia chcę, a nie ofiary."


Mk 9, 43-47 to hiperbola. Człowiek nie powinien być przyczyną grzechu innych a także zawsze powinien unikać powodów do grzechu.

Mt 19, 12 - "Niektórzy bowiem już od urodzenia są niezdolni do małżeństwa. Innych niezdolnymi uczynili ludzie. A jeszcze inni postanowili nie zawierać małżeństwa ze względu na królestwo niebieskie. Kto może to pojąć, niech pojmuje".

A co do drzewa figowego, przytoczę fragment wypowiedzi pewnego księdza:

[...]
Święty Marek podzielił perykopę o drzewie figowym na dwie części i w powstałą lukę wstawił opowiadanie o wypędzeniu przekupniów ze świątyni. Oznacza to, że Ewangelista interpretuje oba wydarzenia, odnosząc je nawzajem do siebie. Przeciwnikami Jezusa w scenie oczyszczenia świątyni są jednoznacznie arcykapłani i uczeni w Piśmie. W Markowej Ewangelii to nie cały naród żydowski odrzuca Jezusa (jak sądzą niektórzy), ale tylko przywódcy ludu; ?Cały tłum był zachwycony Jego nauką? (Mk 11,18). Jezus kieruje więc oskarżenie i przekleństwo do starszych, którzy przez swoją postawę sami ściągnęli na siebie wyrok potępienia, ponieważ nie uwierzyli Jezusowi i głoszonemu przez Niego Królestwu Bożemu. Dlatego też Ewangelista - po opowiadaniu o drzewie figowym - umieszcza pouczenie Jezusa na temat prawdziwej wiary. Arcykapłani i uczeni w Prawie jej nie mieli. Nie przyjmując Jezusa i wydając Go na śmierć krzyżową, okazali się drzewem, które nie przyniosło żadnego owocu.

ks. Artur Filipiak

34

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

KA_pl wow! A mnie się nie chciało tak rozdrabniać- jednak dzięki że Ty to zrobiła/eś smile

35

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty
KA_pl napisał/a:

To nie jest prawda. Cudzysłów wskazuje na jakiś cytat, ale skąd go wziąłeś - nie wiem.

Catwoman, Twoja radość jest przedwczesna wink
KA_pl, widzisz po przeczytaniu posta którego popełniłaś już wiem, że prezentujesz stanowisko podobne Catwoman, dla którego dość łatwo przyjdzie mi znaleźć kontrargumenty, i to prosto z ewangelii.
Co do cytatu z bogatymi masz rację, nie wiem czemu wtrąciłem tam słowo ?tylko? skoro jak pisze w ewangelii ?bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego?. Niczego to jednak nie zmienia w dyskusji.
Przy okazji czytając dalej w Mt o sądzie dwunastu pokoleń Izraela przez dwunastu apostołów, jak widzimy historia się potoczyła trochę inaczej i ciekawi mnie, jak mógłby ten sąd wyglądać, zakładając że coś takiego może nastąpić,  bez Judasza. Jezus umieści w jego miejsce jakiegoś anioła? ;0

KA_pl napisał/a:

Oczywiście że trzeba, bo rozumiem, iż myślisz, że Jezus wyraził tymi słowami zwątpienie, rozpacz. Przeczytaj cały Psalm 22. Bardzo istotny jest też moim zdaniem znak ? na końcu zdania, znak, którego pominąłeś.

Jezus wyraził stan faktyczny. To, że zawołał słowami które przypisuje się Dawidowi niczego nie zmienia. Jezus używał specyficznych sformułowań, mówił metaforami. Nie bez powodu wypowiedział ten zwrot i nie było to bez znaczenia mając na uwadze fakt, co nastąpiło wcześniej. Niestety interpretując te słowa w oderwaniu od problemu działalności Jezusa w ujęciu racjonalnym niczego nie zrozumiesz. Jezus był wichrzycielem, w dodatku miał zaburzenia osobowości. Jego chore przekonanie o byciu synem bożym połączone z licznymi przestępstwami zaprowadziło go na krzyż, tak jak dzisiaj morderca ze szczególnym okrucieństwem w USA przykładowo w wybranych stanach ląduje na krześle elektrycznym. To było do przewidzenia. Na krzyżu w swojej psychozie Jezus mógł myśleć, że bóg go wesprze, niestety gorzko się przekonał że nawet choroba psychiczna nie pozwala istnieć wymiarom przeczącym zdrowemu rozsądkowi. Wygrał racjonalizm.

KA_pl napisał/a:

17 Przypomnieli sobie wtedy Jego uczniowie, że jest napisane: "Gorliwość o Twój dom rozpala mnie". 18 Judejczycy zapytali Go: "Jaki znak nam pokażesz, że to czynisz?" 19 Jezus w odpowiedzi rzekł im: "Zburzcie tę świątynię, a w trzy dni ją odbuduję". 20 Na to Judejczycy powiedzieli: "Już czterdzieści sześć lat, jak zaczęto budować tę świątynię, a Ty w trzy dni ją postawisz?" 21 On jednak mówił o świątyni swego ciała. 22 Kiedy powstał z martwych, przypomnieli sobie Jego uczniowie, że o tym mówił, dlatego uwierzyli Pismu i każdemu słowu, które Jezus wypowiedział.

"Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?" Jezus mówił metaforami, żył w swoim świecie. Resztę dołożyli spisujący jego nauki. To kolejny przykład na to, że Jezus intelektualnie błądził.

KA_pl napisał/a:

Jezus już w wieku 12 lat zadziwiał ludzi.

Inteligencją i wiedzą, i niczym więcej o czym możemy się dowiedzieć ze sceny w świątyni. Nie zmienia to faktu, że przez 30 lat żył pośród ludzi jak wszyscy. Tak zresztą mówili o nim ci, którzy dziwi się temu, co robił po 30 r.ż. Ci, którzy go znali najbliżej, mówili wprost, że musiał oszaleć: "Jego bliscy wybrali się, żeby go powstrzymać. Mówiono bowiem: odszedł od zmysłów". Mk 3,21. Zdaję sobie sprawę, że będziesz tłumaczyć ten fakt tym, że Jezusa i jego nauk nie rozumiano, ale to tylko typowe dla osoby wierzące uzasadnianie tego, co stoi w sprzeczności z jej wiarą.

Co do odnoszenia się Jezusa wobec elity:
Dzisiejszy kler prezentuje podobne stanowisko co faryzeusze w tamtych czasach, ale jest tym co reprezentuje religię i albo się stosujesz do ich zaleceń albo może sobie wierzyć w co tylko zechcesz, nie mając już dostępu do ich nieba, profitów itp. Papieże to z kolei następcy Piotra.

KA_pl napisał/a:

1 Przystąpili do Niego faryzeusze i saduceusze i wystawiając Go na próbę, prosili o ukazanie im znaku z nieba. 2 Lecz On im odpowiedział: ?Wieczorem mówicie: "Będzie piękna pogoda, bo niebo się czerwieni", 3 rano zaś: "Dziś burza, bo niebo się czerwieni i jest zasępione". Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie? 4 Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza?. Z tym ich zostawił i odszedł.

Jezus, który elicie nie da żadnego znaku, a niektórym uczniom którzy prezentują podobne stanowisko takich znaków udziela potwierdza moje przekonanie o tym, że był wichrzycielem wśród ludzi prostych.

Gdyby ktoś mnie dzisiaj określił: "fałszywym ścierwem" uznałbym to za poważną obrazę. A wcale nie jestem naczelnym jakiejś sekty czy religii. Jezus obrażał ich epitetami:
"plemię żmijowe i przewrotne"
"Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa."

straszył:
"biada wam uczeni w piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi".
"Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?"

Jak trzeba być zaślepionym wiarą, aby nie dostrzegać mocy przekazu tego typu słów? To że Jezus zarówno obrażał uczonych jak i rozmawiał z nimi świadczy o huśtawkach intelektualnych.

Znak Jonasza nie był żadnym znakiem. To kwestia wiary, że Jezus zmartwychwstał, a my tu piszemy o faktach. Faktem jest, że grób był pusty, nie ma tylko pewności czy to był ten sam grób w którym faktycznie złożono ciało Chrystusa. Niektórzy otwarcie przyznają, że chodziło o zmartwychwstanie duchowe, ale w ewangelii można przeczytać, że Jezus po śmierci przychodził kilkukrotnie do uczniów i to w cielesnej postaci. W świetle dzisiejszych nauk zmartwychwstanie w które wierzy kościół jest niedorzeczne, tak samo jak owe przyjścia i fizyczne bycie z uczniami.

KA_pl napisał/a:

A co do drzewa figowego, przytoczę fragment wypowiedzi pewnego księdza:

    [...]
    Święty Marek podzielił perykopę o drzewie figowym na dwie części i w powstałą lukę wstawił opowiadanie o wypędzeniu przekupniów ze świątyni. Oznacza to, że Ewangelista interpretuje oba wydarzenia, odnosząc je nawzajem do siebie. Przeciwnikami Jezusa w scenie oczyszczenia świątyni są jednoznacznie arcykapłani i uczeni w Piśmie. W Markowej Ewangelii to nie cały naród żydowski odrzuca Jezusa (jak sądzą niektórzy), ale tylko przywódcy ludu; ?Cały tłum był zachwycony Jego nauką? (Mk 11,18). Jezus kieruje więc oskarżenie i przekleństwo do starszych, którzy przez swoją postawę sami ściągnęli na siebie wyrok potępienia, ponieważ nie uwierzyli Jezusowi i głoszonemu przez Niego Królestwu Bożemu. Dlatego też Ewangelista - po opowiadaniu o drzewie figowym - umieszcza pouczenie Jezusa na temat prawdziwej wiary. Arcykapłani i uczeni w Prawie jej nie mieli. Nie przyjmując Jezusa i wydając Go na śmierć krzyżową, okazali się drzewem, które nie przyniosło żadnego owocu.

    ks. Artur Filipiak

W takiej sytuacji podważając to że Jezus faktycznie uśmiercił drzewo (co jak pisałem nie jest normalne zważywszy na pobudki) wiele innych zdarzeń w tym zmartwychwstanie możemy traktować jako środki literackie, metafory. Innymi słowy, te wszystkie bajki przestają mieć sens poza przesłaniem miłości. Nadal nie starasz się zrozumieć jak to wszystko mogło wyglądać, a postrzegasz Jezusa przez pryzmat jego domniemanej boskości. Twój osąd jest nieobiektywny, bo oparty na wierze. Już samo zdarzenie z akcją w świątyni i tym drzewem figowym jest dowodem na to, że Jezusem targały różne skrajne i negatywne emocje. Zakładając, że było tak jak uczniowie to spisali. Mi po kilkukrotnym przeczytaniu tego wszystkiego co zawarto w samych ewangeliach i całościowym zebraniu najważniejszych o nim faktów wyłania się obraz oszusta zachwianego psychicznie. Co ciekawe wielu psychiatrów podejmowało się problematyki oceny jego zdrowia psychicznego i za racjonalne uznawano, że miał paranoję na tle religijnym. Możesz dorabiać do tego otoczkę religijną, wierzeniową, ale pewnych rzeczy nie zmienisz.

Zdaję sobie doskonale też sprawę z tego, że kościół i wierni interpretują te wszystkie wydarzenia na swój specyficzny sposób. Nie byłoby bez tego wiary. Ja staram się trzymać faktów. Nie rozumiesz też pewnie tego, że wiara i religia są ulotne, przemijają.
Mogę spisać dzisiaj teksty w których zawrę treści przeczące temu, że jest jeden bóg bo miałem wielokrotne objawienia i to nie podczas snu a realne widzenia, w których jawiły mi się rzeczy przeczące pojmowaniu boskości przez religie monoteistyczne typu chrześcijaństwo, czy islam. Znajdę kilku innych, którzy zrobią podobne rzeczy a za ileś tam lat grupka ludzi zbuduje na tym nowy system wierzeń domniemanie oparty na nowym wymiarze boskości, jeśli będą ku temu sprzyjające warunki.
Jezus natrafił na takowe w okresie kiedy żył, tyle że bazował na religii już istniejącej, wykorzystał też fakt, że Żydzi oczekiwali na proroka. Miał jednak pecha, bo oczekiwali kogo innego, a jego za wichrzycielstwo powieszono na krzyżu.

36

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Matt.... wiele można by pisać,mnie się nie chce. Wiem jedno: Bóg chce aby Go kochać, nie rozumieć. Boga nikt nie jest w stanie przeniknąć, bo jest poza ludzkim pojęciem. Jego miłości można doświadczyć w pełni- jeśli się na nią otworzy.

37

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Ty uważasz, że bóg chce aby go kochać. Ktoś inny, że bóg chce aby składać mu ofiary z krwi. Jeszcze ktoś inny twierdzi, że bogiem jest jednocześnie władca który siedzi na tronie i chce aby mu oddawano cześć. Kto ma rację?

38

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Matt z dedykacją dla Ciebie :

"Zdarza się, że postanawiamy uwierzyć w coś, co normalnie uznalibyśmy za całkowicie irracjonalne. To nie oznacza, że naprawdę jest irracjonalne, tylko że z pewnością nie jest racjonalne. Może istnieje nadracjonalność: coś, co wykracza poza normalne definicje faktu albo logikę opartą na danych i ma sens tylko wtedy, jeśli zobaczy się większy obraz rzeczywistości. Może właśnie tam jest miejsce dla wiary." Paul Young, Chata

39 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-08 15:15:41)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Dziękuję Blair, ale po co błądzić po aspektach, które dają pole do mnożenia różnych irracjonalnych wariantów skoro można przyjąć do wiadomości, że współczesne religie monoteistyczne to następstwo wcześniejszych prymitywniejszych wierzeń mających początek w animizmie, a wiara z kolei jest że tak to ujmę jednym z wytworów naszego intelektu. To że z właściwości tej wynika zarówno wiara w powodzenie jakiegoś naukowego eksperymentu, wiara w to że jutro wygram w totka, jak i systemy wierzeń religijnych to inna sprawa. Problematyka wiary jest znana naukowcom. Niesie ze sobą wiele pozytywnego dla funkcjonowania mózgu i organizmu i ja tego nie neguję, ale problem pojawia się w sytuacji, gdy ktoś swoimi wyobrażeniami próbuje udowadniać że taka jest rzeczywistość. Wiara niczego nie wyjaśnia ani nie tłumaczy rzeczywistości. Wiara ułatwia po prostu życie.
Dobrze że Young pyta, a nie stwierdza wink

40 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2013-01-08 17:46:03)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty
Catwoman napisał/a:

Matt.... wiele można by pisać,mnie się nie chce. Wiem jedno: Bóg chce aby Go kochać, nie rozumieć. Boga nikt nie jest w stanie przeniknąć, bo jest poza ludzkim pojęciem. Jego miłości można doświadczyć w pełni- jeśli się na nią otworzy.

Mamy tutaj do czynienia ze zderzeniem dwóch spojrzeń z którego nie może wyniknąć żaden konsensus. Ty piszesz o swojej wierze, i mówisz jaki wg. niej jest Bóg, a Matta nie obchodzi niczyja wiara tylko próbuje badać dostępne fakty. Dyskusja tych dwóch stanowisk jest z gruntu niemożliwa, bo jedyne wyjście do jakiego mogą dojść będzie takie że ty podpalisz Matta ,a Matt ciebie zamknie w domu bez klamek.

41

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Masz rację Pan_Lewski, dlatego nie zamierzam przekonywać nikogo.

42 Ostatnio edytowany przez KA_pl (2013-01-08 19:29:44)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty
Catwoman napisał/a:

KA_pl wow! A mnie się nie chciało tak rozdrabniać- jednak dzięki że Ty to zrobiła/eś

"-łeś", zrobiłeś, jestem mężczyzną. wink


Matt87 napisał/a:

Jezus wyraził stan faktyczny. To, że zawołał słowami które przypisuje się Dawidowi niczego nie zmienia.

Jezus wiedział co go czeka i mówił o tym otwarcie - śmierć i zmartwychwstanie. Cytaty z Ewangelii podałem wcześniej. Umierając na krzyżu wiedział, wierzył, że po 3 dniach zmartwychwstanie. A skoro tak to jak najbardziej zasadne jest rozpatrywanie wypowiedzi "Eloi, Eloi, lema sabachthani", to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" w myśl Psalmu 22.

Sam zresztą też napisałeś:

Mat87 napisał/a:

Jezus używał specyficznych sformułowań, mówił metaforami.

Mat87 napisał/a:

Jezus, który elicie nie da żadnego znaku, a niektórym uczniom którzy prezentują podobne stanowisko takich znaków udziela potwierdza moje przekonanie o tym, że był wichrzycielem wśród ludzi prostych.

A człowiek prosty nie może być według ciebie wiarygodnym świadkiem przynajmniej niektórych wydarzeń? Gdybyś w obecnych czasach zastosował tę zasadę w sądownictwie to z pewnością bardzo wiele przestępstw nie zostałoby nigdy wyjaśnionych. Dostojnicy też dostawali znaki, tylko nie aż w tak bezpośredni sposób.

1 Gdy zszedł z góry, postępowały za Nim wielkie tłumy. 2 A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim i prosił Go: ?Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić?. 3 [Jezus] wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: ?Chcę, bądź oczyszczony!?. I natychmiast został oczyszczony z trądu. 4 A Jezus rzekł do niego: ?Uważaj, nie mów nikomu, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich?.

Mt (8, 1-4)

1 On wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. 2 I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: ?Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy?. 3 Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. 4 A Jezus, znając ich myśli, rzekł: ?Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? 5 Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: "Odpuszczają ci się twoje grzechy", czy też powiedzieć: "Wstań i chodź!" 6 Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!? 7 On wstał i poszedł do domu. 8 A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom.

Mt (9, 1-8)

1 Potem nastąpiło święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. 2 W Jerozolimie zaś znajduje się sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. 3 Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych, 4 Anioł bowiem zstępował w stosownym czasie i poruszał wodę. A kto pierwszy wchodził po poruszeniu się wody, doznawał uzdrowienia niezależnie od tego, na jaką cierpiał chorobę. 5 Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. 6 Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: "Czy chcesz stać się zdrowym?" 7 Odpowiedział Mu chory: "Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny wchodzi przede mną". 8 Rzekł do niego Jezus: "Wstań, weź swoje łoże i chodź!" 9 Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. 10 Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: "Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża". 11 On im odpowiedział: "Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź". 12 Pytali go więc: "Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i swoje łoże chodź?" 13 Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. 14 Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: "Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło". 15 Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. 16 I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat. 17 Lecz Jezus im odpowiedział: "Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam". 18 Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.

J (5, 1-18)

Wiara setnika, wierzył że Jezus jest wstanie uzdrowić jego sługę, inaczej ów setnik nie szukałby z Jezusem kontaktu.

5 Gdy wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, 6 mówiąc: ?Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi? 7 Rzekł mu Jezus: ?Przyjdę i uzdrowię go?. 8 Lecz setnik odpowiedział: ?Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. 9 Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: "Idź!" - a idzie; drugiemu: "Chodź tu!" - a przychodzi; a słudze: "Zrób to!" - a robi?. 10 Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: ?Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. 11 Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. 12 A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz - w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów?. 13 Do setnika zaś Jezus rzekł: ?Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś?. I o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie.

Mt (8, 5-13)


11 Niedługo potem udał się do miasta zwanego Nain. Zebrali się przy Nim uczniowie i wielki tłum. 12 Gdy zbliżał się do bramy tego miasta, wynoszono właśnie zmarłego, jedynego syna jego matki. Była wdową. Towarzyszyła jej znaczna gromada ludzi z miasta. 13 Kiedy Jezus ją ujrzał, wzruszył się nad nią i odezwał się do niej: "Nie płacz". 14 Potem podszedł i dotknął się mar. Niosący zatrzymali się. On rzekł: "Młodzieńcze, rozkazuję ci, wstań!" 15 Zmarły usiadł i zaczął mówić. Wtedy oddał go jego matce. 16 Lęk wszystkich ogarnął i oddawali chwałę Bogu, mówiąc: "Wielki prorok powstał wśród nas", oraz: "Wejrzał Bóg na swój lud". 17 Taka opinia o Nim poszła po całej Judei i po wszystkich okolicznych krainach.

Łk (7,11-17)

A w tłumie mogły się znajdować bardzo różne osoby, nie tylko te z najniższych klas społecznych...
Skoro czytałeś Pismo Święte to znasz też opisy innych cudów np. Wskrzeszenia Łazarza.

32 A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: ?Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł?. 33 Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił 34 i zapytał: ?Gdzie go położyliście?? Odpowiedzieli Mu: ?Panie, chodź i zobacz!? 35 Jezus zapłakał. 36 Żydzi więc mówili: ?Oto jak go miłował!? 37 Niektórzy zaś z nich powiedzieli: ?Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł??
38 A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. 39 Jezus powiedział: ?Usuńcie kamień!? Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: ?Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie?. 40 Jezus rzekł do niej: ?Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?? 41 Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: ?Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. 42 Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś?. 43 To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: ?Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!? 44 I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: ?Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić?.

J (11, 32-44)

Czy wierzysz to już jest Twój wybór. Nie dostaniesz zapisu video czy nagrań z tamtych czasów i z tamtych wydarzeń. Masz pisma, jak ich zrozumiesz, to od Ciebie zależy. Możesz też spojrzeć w późniejsze czasy - np. przeanalizować objawienia Maryjne, historie egzorcyzmów (np. historię Anneliese Michel (część nagrań jest dostępna), możesz też zajrzeć do książki prof. Simone Morabito, Psychiatra w piekle czy też książek innych autorów np. ks. Gabriele Amortha, obejrzeć wykłady ks. Piotra Glasa (video na youtube)), życiorysy Świętych (np. Ojca Pio, Katarzyny Laboure) i z powrotem wrócić do lektury Pisma Świętego.

43

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Pan Lewski, w dyskusji tej problem został jasno określony: Jezus jako człowiek z zaburzeniami psychicznymi. Jak wspomniałem trzymam się faktów, bo to one opisują rzeczywistość, a nie wierzeń. Wierzenia nie są w stanie wnieść czegokolwiek do problemu choroby psychicznej Jezusa. Z pism staram się więc wyciągać do tej dyskusji określone zdarzenia, cechy, które budzą wątpliwości. Osoby wierzące traktują Jezusa jako byt boski, nie chcą lub nie są w stanie nawet przyjąć do wiadomości, że mógł mieć złe cechy. Jeżeli komuś od dziecka wmawia się w kółko o dobrym i miłosiernym bogu to potem stwierdzenia, że Jezus mógł być chory stają od razu w opozycji i są przez świadomość odrzucane, choćby to mogła być prawda. To jest efekt indoktrynacji.
Zawsze mnie też zaskakiwało wśród osób wierzących to, jak dowolnie i różnorodnie tłumaczą sobie boga, Jezusa i rzeczy nadprzyrodzone.

KA_pl, trzymajmy się faktów. Jezus wiedział co go czeka w kontekście kary i informował o tym otoczenie. Stosowny przykład przytoczyłem wcześniej. Inaczej zainteresowani przyjęliby stanowisko faryzeuszy, że był wichrzycielem. Ukierunkował ich myślenie tak, aby sądzili o tym wedle jego miary. Mógł wierzyć, że zmartwychwstanie, ale z mojej strony w aspekcie tego, że mógł być chory psychicznie ma to całkowicie odmienne uzasadnienie, które także przytoczyłem wcześniej.

W cytacie który przytoczyłeś o znaku danym nie faryzeuszom a uczniom chciałem zaznaczyć głównie to, że kluczowe wydarzenia zawierają się w najbliższym otoczeniu, które przecież cały czas urabiał. Pamiętaj też że nie wszystko w ewangeliach można brać dosłownie. Opętaniami np. nazywano padaczkę i inne pospolite choroby. Wszelakie cuda, w tym spektakularne uzdrowienia, to zdarzenia posiadające jedno tylko źródło- pisma święte. Ewangelistów czasem ponosiła fantazja, ubarwiali wydarzenia i nie można wykluczyć że ze zwykłej choroby mogli zrobić coś więcej.

Co do ostatniego akapitu staram się korzystać z różnych źródeł, bo aby wyrobić sobie obiektywne zdanie trzeba poznać argumenty obydwu stron. Już dawno jednak doszedłem do wniosku, że argumenty wielu wierzących wynikają często z ich niewiedzy, tj. braku zrozumienia natury danego zjawiska które można wytłumaczyć na gruncie racjonalnym.
Zawsze też mam na uwadze to, że brak racjonalnej odpowiedzi na dany problem nie jest równoznaczny z tym, że można to tłumaczyć na gruncie wierzeń, bo wiem że powstają one i są wytworem mózgu. Niczego więc nie wytłumaczą a jedynie uproszczą. Wiele już napisałem w tej kwestii w poprzednich postach.
Wiem, że wierzenia są zawodne. Wiem, że tysiące lat temu ludzie równie wytrwale twierdzili, że Słońce jest bogiem tak jak dzisiaj twierdzą, że istnieje bóg który stworzył świat oraz że zesłał na Ziemię swego syna aby odkupił nasze grzechy które to wymyślili twórcy religii judaistycznej i im podobnym aby związać wiernych. Twierdzą tak nie mając nawet świadomości tego, jak wielki jest wszechświat i że mogą istnieć inne całkiem odmienne formy życia świadczące o czymś innym.
Nie istnieją żadne dowody na to, że wiara mogłaby przenieść może nie góry, ale nawet drobne przedmioty na nieduże odległości.
Dla mnie to wszystko jest w miarę jasne i logiczne, choć wiele jeszcze czeka na wyjaśnienie. Wiara jest czymś co powstaje w mózgu i rządzi się pewnymi prawidłowościami. To, że dzięki temu udało się stworzyć religię to inna sprawa. A to, czy za wszelakimi bogami i ich religiami przemawia coś więcej niż tylko wyobraźnia ich twórców to jeszcze inna sprawa. Wszystko to jednak ładnie można wytłumaczyć, bez odpływania w sfery nieweryfikowalne, będące de facto tworem naszego umysłu.
Ty będziesz twierdzić, że wiara to kontakt z bogiem, inna rzeczywistość, ja że ta rzeczywistość, bogowie kreowany jest przez mózg i jest wynikiem tego, że zaczęliśmy myśleć.

44

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Jak tak myślałam nad tym wątkiem, to dotarła do mnie pewna analogia. Faryzeusze, podobnie jak Ty Matt, znali Pisma bardzo dobrze, uważali się za ludzi bardzo mądrych i przy tym dobrych. Mimo swojej wiedzy, nie zauważyli w Jezusie Mesjasza, przeciwnie, wzieli Go za bluźniercę, więc logicznym dla nich było, że zasługuje na karę śmierci. Spotęgował to fakt, że Jezus znał ich serca i myśli (co ich pewnie przerażało, bo co sobie inni pomyślą jak odkryją jacy jesteśmy?), do tego porywał tłumy (wierni nam uciekają!) i zmieniał lub naginał prawo (jak On śmie?). Nie wspominając już o tym, że dokonywał wielu cudów. Wysłali go więc na krzyż.

A teraz do rzeczy... Przypominasz mi Matt właśnie takiego faryzeusza, który jest inteligentny i zna Pismo Święte, ale nie dostrzega w nim istoty i roli Jezusa. W żadnym razie nie traktuj tego jako obrazy, pozwoliłeś mi swoją argumentacją zrozumieć, dlaczego oni Go nie poznali. Wcześniej mniej to ,,czułam''.  Muszę Ci wręcz podziękować smile

KA_pl, bardzo rzeczowa analiza smile Niestety nie dla ateisty...

45 Ostatnio edytowany przez KA_pl (2013-01-09 16:31:42)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty
Matt87 napisał/a:

Co do cytatu z bogatymi masz rację, nie wiem czemu wtrąciłem tam słowo ?tylko? skoro jak pisze w ewangelii ?bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego?. Niczego to jednak nie zmienia w dyskusji.

Zmienia, zmienia. Bo jak sam zauważyłeś, wcześniej napisałeś "do królestwa bożego można wejść tylko biednym".

A już tym bardziej w połączeniu z wersetem 10, 27, z Ewangelii św. Marka (Mk 10, 23-27).

27 Jezus spojrzał na nich i rzekł: "U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe".

Matt87 napisał/a:

Ewangelistów czasem ponosiła fantazja, ubarwiali wydarzenia i nie można wykluczyć że ze zwykłej choroby mogli zrobić coś więcej.

W Ewangeliach są jednak opisy uzdrowień dokonanych przez Jezusa z paraliżu, głuchoty i niemości, ślepoty - a te schorzenia/wady jest trudno pomylić z innymi. Prawda? Prawda.

Dochodzi jeszcze kwestia wskrzeszeń - oczywiście możesz zaraz napisać, że te osoby zapadły np. "tylko" w śpiączkę, ok. Tylko zwróć uwagę, że na wydane przez Jezusa do nich polecenie np.
- "Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!" (J 11, 43),
- Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: "Talitha kum", to znaczy: "Dziewczynko, mówię ci, wstań!" (Mk 5, 41),
- Potem podszedł i dotknął się mar. Niosący zatrzymali się. On rzekł: "Młodzieńcze, rozkazuję ci, wstań!" (Łk, 7,14),

one wstawały. Inna sprawa - nawet jak chory wybudzi się ze śpiączki to czy od razu wstaje i chodzi jakby nic mu się nie stało?

Łazarza już nawet pochowano.

39 Jezus powiedział: ?Usuńcie kamień!? Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: ?Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie?.

J (11, 39)

44 I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: ?Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić?.

J (11, 44)

42 Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. 43 Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Mk (5, 42-43)

15 A zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. 16 Wszystkich zaś ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: ?Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg nawiedził lud swój?. 17 I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

Łk (7, 15-17)

Inne uzdrowienia (również były natychmiastowe):

38 Po opuszczeniu synagogi przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią. 39 On, stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała [uzdrowiona], i usługiwała im.
40 O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. 41 Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: ?Ty jesteś Syn Boży!? Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem.

Łk (4, 38-41).

Uzdrowienie trędowatego
12 Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: ?Panie, jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić?. 13 Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: ?Chcę, bądź oczyszczony?. I natychmiast trąd z niego ustąpił. 14 A On mu przykazał, żeby nikomu nie mówił: ?Ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich?. 15 Lecz tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i uzyskać uzdrowienie z ich niedomagań. 16 On jednak usuwał się na pustkowie i [tam] się modlił.

Łk (5, 12-16)

1 On wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. 2 I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: ?Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy?. 3 Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. 4 A Jezus, znając ich myśli, rzekł: ?Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? 5 Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: "Odpuszczają ci się twoje grzechy", czy też powiedzieć: "Wstań i chodź!" 6 Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!? 7 On wstał i poszedł do domu. 8 A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom.

Mt (9, 1-8)

Niewidomi pod Jerychem
29 Gdy wychodzili z Jerycha, towarzyszył Mu wielki tłum ludu. 30 A oto dwaj niewidomi, którzy siedzieli przy drodze, słysząc, że Jezus przechodzi, zaczęli wołać: ?Panie, ulituj się nad nami, Synu Dawida!?. 31 Tłum nastawał na nich, żeby umilkli; lecz oni jeszcze głośniej wołali: ?Panie, ulituj się nad nami, Synu Dawida!?. 32 Jezus przystanął, kazał ich przywołać i zapytał: ?Cóż chcecie, żebym wam uczynił?? 33 Odpowiedzieli Mu: ?Panie, żeby się oczy nasze otworzyły?. 34 Jezus więc zdjęty litością dotknął ich oczu, a natychmiast przejrzeli i poszli za Nim.

Mt  (20, 29-34)

46 Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie [przedtem] przemienił wodę w wino. a był w Kafarnaum pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. 47 Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna, był on już bowiem umierający. 48 Jezus rzekł do niego: ?Jeżeli nie zobaczycie znaków i cudów, nie uwierzycie?. 49 Powiedział do Niego urzędnik królewski: ?Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko?. 50 Rzekł do niego Jezus: ?Idź, syn twój żyje?. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i poszedł. 51 A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. 52 Zapytał ich o godzinę, kiedy poczuł się lepiej. Rzekli mu: ?Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka?. 53 Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, kiedy Jezus rzekł do niego: ?Syn twój żyje?. i uwierzył on sam i cała jego rodzina. 54 Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.

J (4, 46-54)

Uzdrowienie niewidomego od urodzenia

1 [Jezus], przechodząc obok, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. 2 Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: ?Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy ? on czy jego rodzice?? 3 Jezus odpowiedział: ?Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże. 4 Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. 5 Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata?. 6 To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego; 7 i rzekł do niego: ?Idź, obmyj się w sadzawce Siloam? ? co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. 8 A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: ?Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?? 9 Jedni twierdzili: ?Tak, to jest ten?, a inni przeczyli: ?Nie, jest tylko do tamtego podobny?. On zaś mówił: ?To ja jestem?. 10 Mówili więc do niego: ?Jakżeż oczy ci się otwarły?? 11 On odpowiedział: ?Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: ?Idź do sadzawki Siloam i obmyj się?. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem?. 12 Rzekli do niego: ?Gdzież on jest?? Odrzekł: ?Nie wiem?.
13 Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. 14 A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. 15 I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: ?Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę?. 16 Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: ?Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu?. Inni powiedzieli: ?Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?? i powstał wśród nich rozłam. 17 Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: ?A ty, co o nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?? Odpowiedział: ?To prorok?. 18 Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; 19 i wypytywali ich, mówiąc: ?Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? w jaki to sposób teraz widzi?? 20 Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: ?Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. 21 Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata: będzie mówił sam za siebie?. 22 Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. 23 Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: ?Ma swoje lata, jego samego zapytajcie?.
24 Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: ?Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem?. 25 Na to odpowiedział: ?Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę?. 26 Rzekli więc do niego: ?Cóż ci uczynił? w jaki sposób otworzył ci oczy?? 27 Odpowiedział im: ?Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?? 28 Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: ?To ty jesteś jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. 29 My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi?. 30 Na to odpowiedział im ów człowiek: ?W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. 31 Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. 32 Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. 33 Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić?. 34 Rzekli mu w odpowiedzi: ?Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?? i wyrzucili go precz.
35 Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: ?Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?? 36 On odpowiedział: ?A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?? 37 Rzekł do niego Jezus: ?Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie?. 38 On zaś odpowiedział: ?Wierzę, Panie!? i oddał Mu pokłon. 39 A Jezus rzekł: ?Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi?. 40 Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: ?Czyż i my jesteśmy niewidomi?? 41 Jezus powiedział do nich: ?Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: ?Widzimy?, grzech wasz trwa nadal.

J (9, 1-41)

Duchowa ślepota.^. Niewidomy odzyskał wzrok, bu uwierzył w Jezusa. Natomiast faryzeusze, mimo że wszystko widzieli, to nie wierzyli.
-----------

Matt87 często powtarza w dyskusji - dlaczego Jezus nie dał znaku dostojnikom żydowskim.

Matt87 napisał/a:

Jezus, który elicie nie da żadnego znaku, a niektórym uczniom którzy prezentują podobne stanowisko takich znaków udziela potwierdza moje przekonanie o tym, że był wichrzycielem wśród ludzi prostych.

Ja jednak myślę, że nawet gdyby Jezus dał bardzo wyraźny znak ów dostojnikom (a dał - było tym znakiem zmartwychwstanie, lecz jednak to nie była ich (dostojników) "zachcianka"), to i tak Matt nie zmieniłby swojego zdania (jeżeli równocześnie nie zmieniłby swojego podejścia do analizowanego tematu, spójrzcie co Matt napisał, gdy napisałem o zmartwychwstaniu/znaku Jonasza).

Matt87 napisał/a:
KA_pl napisał/a:

1 Przystąpili do Niego faryzeusze i saduceusze i wystawiając Go na próbę, prosili o ukazanie im znaku z nieba. 2 Lecz On im odpowiedział: ?Wieczorem mówicie: "Będzie piękna pogoda, bo niebo się czerwieni", 3 rano zaś: "Dziś burza, bo niebo się czerwieni i jest zasępione". Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie? 4 Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza?. Z tym ich zostawił i odszedł.

Mt (16, 1-4)

Znak Jonasza to zmartwychwstanie.

Znak Jonasza nie był żadnym znakiem. To kwestia wiary, że Jezus zmartwychwstał, a my tu piszemy o faktach.

Przypomniałem sobie pewną przypowieść:

19 Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień ucztował wystawnie. 20 U bramy jego pałacu leżał żebrak pokryty wrzodami, imieniem Łazarz. 21 Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza. A także psy przychodziły i lizały jego wrzody. 22 Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. 23 Gdy cierpiąc męki w Otchłani, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. 24 I zawołał: ?Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i przyślij Łazarza, aby koniec swego palca umoczył w wodzie i ochłodził mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu?. 25 Lecz Abraham odrzekł: ?Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz w podobny sposób ? niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. 26 A ponadto między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd nie przedostają się do nas?. 27 Tamten rzekł: ?Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. 28 Mam bowiem pięciu braci: niech ich ostrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki?. 29 Lecz Abraham odparł: ?Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!? 30 ?Nie, ojcze Abrahamie ? odrzekł tamten ? lecz gdyby ktoś z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą?. 31 Odpowiedział mu: ?Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby ktoś z umarłych powstał, nie uwierzą??.

Łk (16, 19-31)


Znalazłem jeszcze jeden ciekawy fragment (jak faryzeusze reagowali na cuda Jezusa, będąc też świadkami cudu):

Uzdrowienie w szabat

6 W inny szabat wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę. 7 Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go. 8 On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: ?Podnieś się i stań na środku!? Podniósł się i stanął. 9 Wtedy Jezus rzekł do nich: ?Pytam was: Czy wolno w szabat czynić coś dobrego, czy coś złego, życie ocalić czy zniszczyć?? 10 I spojrzawszy dokoła po wszystkich, rzekł do niego: ?Wyciągnij rękę!? Uczynił to, i jego ręka stała się znów zdrowa. 11 Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, jak mają postąpić wobec Jezusa.

Łk (6, 6-11)

Uzdrowienie w szabat

9 Idąc stamtąd, wszedł do ich synagogi. 10 A [był tam] człowiek, który miał uschłą rękę. Zapytali Go, by móc Go oskarżyć: ?Czy wolno uzdrawiać w szabat?? 11 Lecz On im odpowiedział: ?Kto z was jeśli ma jedną owcę, i jeżeli mu ta w dół wpadnie w szabat, nie chwyci i nie wyciągnie jej? 12 O ileż ważniejszy jest człowiek niż owca! Tak więc wolno jest w szabat dobrze czynić?. 13 Wtedy rzekł do owego człowieka: ?Wyciągnij rękę!? Wyciągnął, i stała się znów tak zdrowa jak druga. 14 Faryzeusze zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

Mt (12, 9-14)

Matt87 napisał/a:

Zdaję sobie doskonale też sprawę z tego, że kościół i wierni interpretują te wszystkie wydarzenia na swój specyficzny sposób. Nie byłoby bez tego wiary. Ja staram się trzymać faktów. Nie rozumiesz też pewnie tego, że wiara i religia są ulotne, przemijają. [...]
Twierdzą tak nie mając nawet świadomości tego, jak wielki jest wszechświat i że mogą istnieć inne całkiem odmienne formy życia świadczące o czymś innym. [...] Dla mnie to wszystko jest w miarę jasne i logiczne, choć wiele jeszcze czeka na wyjaśnienie.

Więc może trzeba spojrzeć na wszystko przynajmniej trochę z pokorą? Właśnie z powodu tego, że nie wszystko wiemy.
Naukowcy również są często ludźmi wierzącymi, dotyczy to także nauk ścisłych.

Max Planck mawiał:

Jedynie ci, którzy w swoim myśleniu zatrzymują się w połowie, stają się ateistami. Ci, którzy sięgają głębiej i dostrzegają cudowne zależności między prawami ogólnymi, rozpoznają moc stwórczą. Dla wierzącego Bóg stoi na początku, dla fizyka zaś na końcu wszelkich dociekań.

@allegra90, dzięki.

46

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty
allegra90 napisał/a:

Jak tak myślałam nad tym wątkiem, to dotarła do mnie pewna analogia. Faryzeusze, podobnie jak Ty Matt, znali Pisma bardzo dobrze, uważali się za ludzi bardzo mądrych i przy tym dobrych. Mimo swojej wiedzy, nie zauważyli w Jezusie Mesjasza, przeciwnie, wzieli Go za bluźniercę, więc logicznym dla nich było, że zasługuje na karę śmierci. Spotęgował to fakt, że Jezus znał ich serca i myśli (co ich pewnie przerażało, bo co sobie inni pomyślą jak odkryją jacy jesteśmy?), do tego porywał tłumy (wierni nam uciekają!) i zmieniał lub naginał prawo (jak On śmie?). Nie wspominając już o tym, że dokonywał wielu cudów. Wysłali go więc na krzyż.

A teraz do rzeczy... Przypominasz mi Matt właśnie takiego faryzeusza, który jest inteligentny i zna Pismo Święte, ale nie dostrzega w nim istoty i roli Jezusa. W żadnym razie nie traktuj tego jako obrazy, pozwoliłeś mi swoją argumentacją zrozumieć, dlaczego oni Go nie poznali. Wcześniej mniej to ,,czułam''.  Muszę Ci wręcz podziękować smile

KA_pl, bardzo rzeczowa analiza smile Niestety nie dla ateisty...

Za ten komentarz również dziękuję. Zbieram taką radosną twórczość osób wierzących, może kiedyś będzie na podstawie tego  jakaś publikacja naukowa.
Faryzeusze to byli ludzie wierzący, może nawet i fanatycy. Stalibyście po tej samej stronie. Wiarę ciężko ograniczyć, skoro jest częścią umysłu. Ma swoje zastosowanie. Pozwala np. podnosić dobre samopoczucie w trakcie projektu, którego powodzenia nie jesteśmy pewni. Problem w tym że niektórzy uczynili z tej właściwości coś, co kształtuje i światopogląd i wiedzę jeśliby tak nazwać zbiór uproszczeń, wyobrażeń powstałych na jej bazie, a może to prowadzić jedynie do ignorancji.

Szkoda, że w swojej ograniczonej jak podejrzewam świadomości (nie traktuj tego jak obrazy, bo nie jest to niczym nadzwyczajnym ani złym- ludzie rodzą się różni) nie możesz tego zrozumieć, co z kolei ja rozumiem. Ty natomiast utrzymujesz, że nie rozumiem tego co jest dla mnie jasne bo znam tego naturę ale nie pozwalam temu na rzucanie mojej inteligencji w jej otchłanie, bo to prowadzi do radosnej twórczości pokroju Jana i jego wizji apokalipsy.

47

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

KA_pl, niczego nie zmienia w dyskusji, gdzie tematem jest zdrowie psychiczne Jezusa. Potwierdza jedynie to, że nie przykładam do tak niepoważnych tekstów większej wagi.

Dość bezkrytycznie podchodzisz do kwestii wszelakich uzdrowień, cudów w ewangelii. Na dobrą sprawę nie wiadomo gdzie ewangelistów poniosła fantazja. Myśle że fantazjami jest to, że Jezus rzeczywiście uzdrowił uschniętą rękę potrzebującego w świątyni, że wskrzesił Łazarza ze śmierci jak i z kilku ryb i bochenków chleba wyczarował takie ilości, że obdzielił nimi tysiące ludzi. Ewangeliści ubarwiali rzeczywistość, w końcu ewangelie pisali z myślą o ich kolportażu wśród potencjalnych wyznawców. Ktoś kto przeczyta o tylu cudownych uzdrowieniach a jest podatnym na wiarę, powinien uwierzyć. W całym tym metaforycznym przesłaniu zaznacza się jednak to, w jaki sposób Jezus się zachowuje i pozwala to dokonać oceny jego zachowania.
Bajkopisarstwo ewangelistów można wywnioskować np. z tego fragmentu: Jn,21,24-25

Myśle że co do znaku danego elicie żydowskiej przez Jezusa, oczywiście nie dałby im żadnego znaku. Dla osoby wierzącej jasne jest tłumaczenie które przytaczasz, dla osoby racjonalnej jest to tłumaczenie naiwne, i nie mam tu bynajmniej ochoty kogokolwiek obrażać. To że Ty tak uważasz to jedynie osobista refleksja. Faktem jest, że w niczym nie rozwiał ich wątpliwości a byłoby po sprawie. W zestawieniu z jego działalnością i motywami jest to dla mnie bardzo logiczne. Znak dany Żydom spowodowałby, że nie mogliby go osądzić o wichrzycielstwo i cały plan z odkupieniem grzechów na krzyżu wziąłby w łeb. Jezus musiał mieć paranoję lub inne problemy psychiczne.

Co do wierzących naukowców już się wypowiadałem. Zwykle są przykładem religijnej indoktrynacji oraz ofiarami swojej specjalizacji. Tylko duża wiedza ogólna jest kluczem do zrozumienia. I nie traktujmy naukowców jak kogoś kto wszystko wie. Oni są po prostu specjalistami we własnej dziedzinie, a połączenie tego co wszyscy oni w swojej różnorodności tworzą w nauce daje nam wiedzę. Przykładowo specjalista od nauk Ziemi może na dobra sprawę nie mieć nawet pojęcia o tym, jak powstawały religie na Ziemi, bo i po co? Robi swoją robotę i na tym skupia intelekt.
Jeżeli masz jednak na myśli kreacjonistów, to  oni działają w obrębie filozofii, religii a nie nauki ścisłej.

O wszelakich mocach stwórczych poczytaj w moich ostatnich wyjaśnieniach w tematach w tym dziale.

48

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Matt87,
strasnzie dużo energii wkładasz w udowadnianie czegoś, o czym nie masz pojęcia smile

49

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Catwoman, obawiam się że mam, obawiam się także że mam dużo bardziej rozbudowany światopogląd, bo byłem zarówno wiernym jak i obecnie jestem ateistą, więc spoglądam na to wszystko w dużo szerszej perspektywie niż osoba wierząca:)
Wiem więc, że jeśli ktoś całe życie żyje jedynie w silnym przekonaniu, że bóg istnieje i wszystko od niego podchodzi jest ignorantem oszukującym się, że jego wyobrażenia są prawdą hmm Taka osoba wielu aspektom swojego życia przypisuje boskie intencje. Jeżeli przez całe życie nie wychodzi poza pewien obszar świadomości, niestety nie będzie w stanie zrozumieć nawet o czym tak naprawdę mówi. Ty bez urazy pewnie masz podobnie. Coś w stylu wiernego, który całe życie zakładał że słońce które wisi, to bóg a promienie które muskają jego ciało to boskie oddziaływanie sprawiające, że jego ciało i umysł przechodzą w stan bezpośredniego kontaktu z bóstwem.

Mnie naprawdę nie rusza ta bezkrytyczna pewność osób wierzących co do tego, że to w co wierzą jest tym czym chcą aby było. Ja mam z tym pewne doświadczenia wink

50

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Matt87 byłam w swoim życiu osobą niewierzącą, więc mnie z kolei nie szokują i nie zszokują żadne Twoje tezy czy przemyślenia odnośnie wiary, Boga itd.
Ty masz swój światopogląd, ja swój i tego się trzymajmy smile

51

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Jak widzę zrobiłaś krok w tył w kwestii oświecenia, ale każdy jak napisałaś żyje w sposób, który jest mu odpowiedni. Ja szukam prawdy, a religia i wiara prawdy nie zapewniają. Rozumiem też że jesteś kobietą, bo zwykle kobiety cechuje pewien stopień irracjonalności i marzycielstwa, faceci są bardziej racjonalni, i nie ma w tym bynajmniej nic szowinistycznego smile

52

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Cóż, jeśli wychodzisz z założenia, że ateiści są najmądrzejsi i cechuje ich inteligencja większa niż osoby wierzącej.... ... dla mnie to chęć przekabacania innych na swoją stronę, a robisz to w tym momencie silniej niż religijny bigoci smile

53

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Wychodzę z założenia, że osoby wierzące cechuje pewien stopień ignorancji, szerzej odniosłem się do tego wcześniej. Idealnie pokazujesz, że to prawda ale tego też nie chce mi się już rozwijać. Nie chcę nikogo przekonywać, osoby wierzące są takie jakie są. Tkwią w swym schemacie wierząc że to w co wierzą jest tym czym chcą aby było nawet nie znając natury tego ani nie mając pojęcia że wystarczyłoby zdezaktywować pewne partie mózgu aby ich wiara z bogami zniknęła razem z tym, co oni o niej sądzą wink

Co do tego, że ateiści są najmądrzejsi tendencja jest taka, że wraz ze wzrostem wykształcenia spada odsetek osób wierzących. Nie osoby wierzące wyjaśniają prawidła tego świata, one stoją w miejscu.

54

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Masz rację; osoby wierzące często cechuje ignorancja, są często tzw. narrow-minded. Również jestem za tym, by poznać świat lepiej niż tylko przez pryzmat 1 wiary czy w ogóle wiary i wtedy wybrać, co  człowieka uszczęśliwi najbardziej i co go przekonuje najlepiej smile
Ale chyba wierzysz w to, ze człowiek mający dojrzały umysł, potrafi dokonać wyboru?

55

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Człowiek dojrzały potrafi dokonać wyboru, kwestia czy tego chce, czy potrzebuje. Niestety współczesne, jak i wcześniejsze systemy religijne nie pozwalają na to, aby poznać świat przez pryzmat inny niż pryzmat wiary. Zauważyłaś że gdyby tak nie było ludzie dorośli intelektualnie podejmowaliby decyzję o tym, w co chcą lub nie chcą wierzyć. Indoktrynacja im to uniemożliwia ukształtowując ich poglądy w sposób sobie właściwy. A że wiele osób nie czuje intelektualnej potrzeby roztrząsania problemów natury naukowej czy też religijnej tkwi w schemacie, w którym ich osadzono.
Kwestia, czy człowiek szuka prawdy, odpowiedzi czy tylko ułatwień. Myśle, że wiara w boga nie jest odpowiedzią a ułatwieniem. Ułatwieniem nie tylko tego, że nie ma już sensu zastanawiać się nad istotą boga ale przyjęcie do świadomości tego że on istnieje pomaga w wielu życiowych sprawach, podbudowuje psychicznie. Dla mnie nie rozwiązuje to jednak problemów natury naukowej, jedynie problemy ludzkie, te przyziemne smile

56

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Dla Ciebie nie rozwiązuje, dla mnie tak smile Dokonałam wyboru w swoim życiu i czuję się z tym dobrze, szczęśliwie, a przede wszystkim wolna smile

Ja bym się tak ta indoktrynacją nie bala; kto szuka, ten znajdzie smile

57

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Dla Ciebie rozwiązuje problemy natury naukowej czy problemy życia codziennego, bo nie zrozumiałem? To dobrze, że wybór daje Ci szczęście czy też wolność. Dla mnie nie ma w tym żadnego problemu, że ktoś odnajduje radość w wierze czy w nauce. Problem zaczyna się wtedy jak pisałem, gdy ktoś wyobrażeniami opartymi na wierze, religii, próbuje tłumaczyć rzeczywistość smile Tego już nie akceptuje, bo wiem że to pogląd fałszywy i nierzeczywisty.

A cała reszta zostanie we wspólnocie przykładowo religijnej, bo czy w niej czy poza nią, jaka różnica? I tak nie dokonają żadnego wyboru.

Osobom wierzącym ich światopogląd pozwala przyjmować do wiadomości, to że Jezus był synem bożym, mi, że był zwykłym człowiekiem a jego losy ubarwili ewangeliści.

58

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

No i OK! Przecież nikt Ci nie każe nie mieć swojej teorii na ten temat smile

59

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Ale nie to jest przedmiotem dyskusji (czy mam swoją teorie czy nie), a zdrowie psychiczne Jezusa smile Podałem przykłady ze świata nauki na to, że Jezus był chory, że miał paranoję. Osoby wierzące wierzą że nie był, że był synem bożym. W tym wszystkim zwracam zawsze uwagę na sposób argumentacji osób wierzących, zarówno tych które bezkrytycznie przyjmują to co napisano w ewangeliach jak i tych, które wierzą mimo wszystko, mając swoje indywidualne wyobrażenie boga i wiary smile Całe życie człowiek się uczy, choć ta dyskusja nie może doprowadzić do kompromisu nie uważam jej za bezcelową. Może ja się dowiem czegoś nowego, może ktoś inny coś zrozumie.

60

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Jeśli Jezus był psychiczny to i ja jestem smile Bo doświadczam Go w swoim życiu, w moim życiu spełniły się jego psychiczne obietnice i władował do mojego serca wszystkie te psychiczne uczucia, o których mowa w Biblii -zanim w ogóle do Biblii sięgnęłam.
Nie mam usprawiedliwienia na swoją chorobę smile

61 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-11 13:20:38)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Chyba się nie zrozumieliśmy smile Pisząc o jego paranoi miałem na myśli fakt chorego przeświadczenia o tym, że jest synem bożym, niezrównoważenie emocjonalne, emocjonalne szantaże ludzi którzy go słuchali oraz mówienie niedorzeczności jakby pomieszały mu się zmysły co zauważyli jego bliscy, a nie to że część jego nauk to przesłanie miłości, mocno uniwersalne, dlatego tak bardzo zapadające w ludzkie umysły, co sama pokazujesz. Nie było więc chorym to, że głosił przesłanie miłości bliźniego.

62

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Jak dla mnie On był i jest miłością- nie tylko głosił smile

63 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-11 13:29:55)

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Możliwe smile Dla osoby wierzącej pewnie to ma największe znaczenie, to o czym nauczał. Mnie analizując temat dyskusji bardziej interesuje jego osoba, czasy w których żył w tym sytuacja polityczna i motywy działania. Miłość to coś, co wypływa z człowieka bez względu na to czy Jezus by się narodził czy też nie smile

64

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Miłość to jedno, ale dary mówienia językami, uzdrawiania chorych, prorokowania to jeszcze co innego wink

65

Odp: Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

No tak, tyle że jak wspominałem nie wiemy jak bardzo ewangelistów ponosiła fantazja, jak często posługiwali się metaforami aby nadać czynom Jezusa wymiar nadnaturalny, co było nieodzowne w sytuacji, gdy ewangelie miały zdobywać nowych wyznawców smile Samo przesłanie miłości by tego nie uczyniło. Trzeba też mieć na uwadze, że Jezus przez wiele lat studiował pisma święte, znał więc dokładnie ich treść i w swojej paranoi mógł działać tak, aby swoje postępowanie jak najbardziej upodabniać do tego, czego oczekiwano od mesjasza, poza jednym. Nie był w stanie przyjść w sposób którego oczekiwali Żydzi, a był to sposób który by jednoznacznie określił że jest synem bożym i nikt nie miałby wątpliwości, nawet faryzeusze.

Posty [ 1 do 65 z 113 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Jezus - psychologiczny punkt widzenia ateisty

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024