Czytko...dobrze napisałaś o tej nerwicy.
Ja tak szczerze to nie wiem, co miałam bardziej. Pierw była depresja z elementami nerwicy, a potem mówiono mi , że to nerwica lękowa z elementami depresji.
Ja miałam ogromną wole życia i ratowania się. Bardzo chciałam brać leki by się wyleczyć. Wiec bardziej myślę. ., że to była nerwica a na jej skutek nastąpiło wycofanie i depresyjne stany.
Jednak dla mnie auto to tez był azyl. Albo zaszylam się w nim na podwórku i tam czekałam. , aż atak minie albo jeździłam. Tylko to nie było takie jeżdżenie "jadę na zakupy". Czasem jechałam przed siebie. Nikomu nie potrafiłam powiedzieć gdzie i na jak długo. Im mniej ktoś się mi przyglądał tym łatwiej było mi dojść do normalności.
Ja w sumie nigdy nie pytałam lekarza jak się nazywa moja choroba. Spytałam tylko czy jestem chora psychicznie (bo ex tak twierdził i chciał mi odebrac dzieci) . A on mi powiedział, że nie. Ze mam tylko rozregulowany organizm. . Choroba jak każda inna. Ja to porównuje do padaczki. Bo masz ataki z tym ze jesteś świadoma.

