Dobry na wieczór
Dzięki waszym ciepłym myślom dobrze mi się jechało.
Zadzwonił mi kierowca wczoraj popołudniu, że będzie po mnie około 22;30, ale wcześniej oczywiście jeszcze zadzwoni.
Około 17:30 przyjechała Wala (Walentina)- okazało się, że mówi po polsku, ale z mocną ukraińską naleciałością. Po niemiecku- słabiutko. To jej pierwszy taki wyjazd.
Cały wieczór więc jej tłumaczyłam obowiązki, co i jak w domu i oprócz tego je obydwie tłumaczyłam, co któraś do drugiej mówi ;/ Zobaczymy, jak to tam pójdzie.
Siedziałyśmy sobie więc wieczorkiem z Walą na luzie i "rozgawariwały", a tu około 21:00 telefon- "za 20 minut będę po panią".
Na szybko pomóc jeszcze babce pończochę zdjąć, walizy na zewnątrz, ubrać się. Babka mnie wyściskała ze łzami w oczach, Wala też....każda z innego powodu 
Kierowca wyjątkowo sam, jeden. Miejsce miałam obok niego, a że lekko się znaliśmy, bo i ja już z nim jechałam, i moją córkę do mnie przywoził, więc gadaliśmy prawie całą drogę.
Krótko przed granicą się zdrzemnęłam, ale niedługo.
W domu byłam koło 8:00 (o 8:15 już dzwoniłam do taty, że jestem).
Rozpakowałam się, odświeżyłam trochę i ruszyłam na zakupy, bo w domu pustki.
Popołudniu z córką pojechałyśmy do centrum handlowego i zakupiłam zamrażarkę.
Polecane przez Was Bosch były tylko duże (byłam w Euro RTV i w Media Markt).
Z tych, które były wybrałam Whirpool. Ze względu na niski poziom hałasu, szybki czas mrożenia, dłuższy czas utrzymania temp gdy zabraknie prądu. Wszystko to było ok.Klasa energetyczna u wszystkich była taka sama.
Mają przywieźć mi jutro. Co prawda chcieli w poniedziałek (ale ja za bardzo nie mam czasu, by siedzieć w domu), ale pani w obsłudze klienta to taka trochę znajoma (nasi synowie chodzili razem do szkoły) i załatwiła to na sobotę.
Padnięta jestem, mam za sobą dłuuuugi dzień.
Do jutra, Laleczki.