Witam wszystkie STOKROTKI 
No proszę u was już po remontach zewnętrznych i wewnętrznych, a u mnie będzie w tym tygodniu malowanko, ale tylko kotłowni i łazienki. Reszta musi czekać do wiosny, bo do wesele córki byłoby znowu brudno, kot skacze mi po ścianach do wysokości metra mam odbite jego łapki tak jak by jakiś wzór koś nieudolnie zrobił:).. pies tez chlapie jęzorem więc malowanie będzie gdzieś w marcu lub w kwietniu, bo w maju będzie wesele. Ja swojej Liny (to pies mój) nie zostawiam na zewnątrz, nawet w lecie bo nie chcę aby za długo szczekała pod oknami sąsiadom, jak jestem w domu to wypuszczam do ogrodu, ale pilnuję jak poszczeka 10 min to już ja wołam i odwracam jej uwagę od tego na co szczeka, wole to kontrolować i nie drażnić sąsiadów.
Marysiu dobrze, ze zgłosiłaś, pies w kojcu też nie powinien przebywać długo, bo on wymaga ruchu, tak jak i na łańcuchu, bardzo dobrze, że weszły przepisy mające na celu ochronę zwierząt, bo dla mnie trzymanie psa na łańcuchu lub w kojcu cały czas to znęcanie nad zwierzęciem, bo psy wymagają ruchu i potrzebujące towarzystwa ludzi, bo to zwierze stadne i człowiek mu zastępuje stado
.
Ja stan wojenny pamiętam trochę słabo, musiałam wrócić do domu, bo mama przechodziła menopauzę i to okropnie ja przechodziła więc ojciec przyjechał po mnie na Śląsk i kazał mi wracać do domu i zająć się matką i domem. Udało mi się załapać do sklepu wiejskiego, prawie go otwierali u nas na wsi i potrzebowali kogoś do sprzedaży. Nikt nie chciał bo to była praca wtedy bardzo ciężka, tam uszkodziłam sobie kręgosłup tak już do końca, przywozili kasze i cukier w workach 50 kg i ja to musiałam rozładowywać i układać na półkach w magazynie, to były te czasy, ze w sklepach nic nie było i wszystko było na kartki więc jak towar przywozili to ludzie zbiegali się i bez znaczenia dla nich było czy godziny są otwarcia czy już późno w nocy, chcieli towar i już z braku. W dzień pracowałam w domu i polu, a wieczorami i nocami sprzedawałam w sklepie. Co ja się tam wyzwisk nasłuchałam to moje, bo każdy chciał dostać coś z dostawy a tu np. przysłali tylko 5 sztuk. Nie raz ktoś we mnie czymś rzucił, np. jajkiem, bo skup jajek też prowadziłam
. pracę w sklepie zaczęłam 2 grudnia 1981 r., a stan wojenny zaraz wprowadzili, czasami towar ( kiełbasę i boczek) przywozili o 1 czy 2 w nocy, pijani i w asyście pijanych milicjantów, milicjanci wpadali do domu z wyzwiskami, co k..rwa śpisz, a mu ty kiełbasę mamy
. U nas nie było zamków w drzwiach, bo ojciec ciągle te drzwi wywalał jak wracał pijany wiec mogli sobie wchodzić. Najbardziej bałam się wtedy o mamę i babcie bo one chorowały na serce i bałam się że zawału dostaną. Kiedyś nie pozwolili mi się ubrać tylko miałam zbierać się natychmiast i jechać z nimi do sklepu, któryś z nich poszarpał mnie za rękę i brat 17 latek skoczył w obronie to pijamy milicjant przystawił mu pistolet do głowy i kazał mu uklęknąć przed sobą i przeprosić, brat hardy był wiec bałam się że zrobią mu krzywdę. Tyle pamiętam ze stanu wojennego, bo ojciec nie mniejsze nam piekło urządzał, a i mama wtedy zachowywała się jak chora psychicznie, rzucała nożami gdzie popadło, w drzwi, podłogę czy ścianę, trzeba było pilnować w trakcie tych jej ataków aby komuś czy sobie krzywdy nie zrobiła.
A co chodzi o pamieć wczesną to dość dużo pamiętam z okresu miedzy 2 a 3 rokiem życia, tak do może 4 no może nawet 5 roku to było życie takie dość beztroskie, ojciec jeszcze z nami bawił się i te zabawy pamiętam, później już nic dobrego nie pamiętam, chociaż może i było jednak ten strach i oczekiwanie na to co może se stać przyćmiły wszystko. Pamiętam jak miałam niewiele ponad dwa lata, oni kupowali dom od sąsiadów i poszli oglądać , zabrali mnie wtedy i pamiętam jak byłam ubrana, tak ładnie w sukieneczkę z krótkim rękawkiem na gumce i sweterek jasny oraz buciki i skarpetki, bardzo podobałam się sobie i jak ojciec prowadził mnie za rękę to cały czas patrzyłam po sobie i rozglądałam czy ludzie widza jak pięknie wyglądam
. Przeprowadziliśmy się do tego domu jak nie miałam jeszcze ukończone 3 lat i było później z każdym rokiem co raz gorzej (:.
Ale pamiętam kilka takich scen jak było ciepło i ja miałam nie więcej jak dwa lata i kilka miesięcy. Pamiętam jak po deszczu (wtedy deszcze były w lecie ciepłe) taplałam się w kałuży na golasa z kuzynką, albo jak biłyśmy się o korytko do karmienia kur, każda chciała w nim siedzieć i biłyśmy się po głowach, babcia przyszła i nas pogodziła, dała każdej klapsa i solidarnie wyłyśmy na cały głos
.
włosy farbuje sama, nie cierpię chodzić do fryzjera, ale będę musiała przed weselem się wybrać na farbowanie, bo chciałabym mieć pasemka, planowałam przed świętami pójść i ściąć włosy, bo mi jednak najlepiej w krótkich, bo trzymają się głowy i jakoś wyglądają, natomiast jak podrosną to katastrofa, na głowie ma kędziorki i każdy wywija się w inna stronę, nie pomaga moczenie, ani piankowanie trzeba by było nalać lakieru i zrobić taka czapkę z włosów, co mi znowu nie odpowiada, bo nie lubię sztywnych włosów, bo wyglądają jak martwe w dotyku.
Klaudynko zazdroszczę ci tej szafy, ona ma drzwi rozsuwane czy otwierane, bo nie doczytałam? Zdradź jaki to koszt jest takiej szafy.
Grażynko, fajna masz wnusie, a jak inne wnuki chcą utrzymywać z tobą kontakt? Moja matka jako matka, to może nie spisała się, ale jako babcia to świetnie, nie żyje już 10 lat, a wnuki co chwilę o niej mówią i to wszystkie, szczególnie jak się zjadą do kupy to sobie tak wspominają jaka to babcię fajna mieli, przypominają sobie rożne jej opowiadania i jak ich kryła przed rodzicami (czyli nami:)), zresztą ona była bardzo oczytana i opowieści różnych kupę znała i to takie z morałami. Nie wprowadzam swoich córek, ani siostrzeńców w swoje przeżycia, no bo i po co, dobrze że maja takie wspomnienia.
Lucynko co ty tak pracujesz po nocach? Pewnie nadrabiasz zaległości, tak jak ja, bo dzień jest za krótki.
Strzałko w te święta nie wiele będziemy mieć wolnego, tak jakoś niefortunnie wypadły
. Ale na drugi rok będzie już lepiej 
Morawko widzę, że ze zdrowiem już lepiej, ale to chyba dlatego, że to chyba teraz moja kolej na chorowanie, cały nos obdarłam sobie chusteczkami, nie pomaga nawet smarowanie, całą noc prawie , bo od 1 w nocy nie spałam tak dało mi w kość gardło, ratowałam się gryzieniem żyworódki i trochę (nawet więcej niż trochę) pomogło choć na tyle ze mogłam zacząć s przełykać ślinę.
Sandro ciesze się że u ciebie trochę lepiej, ale to źle że przerwałaś terapię, niestety ta terapia niesie z sobą (tak jak lodowiec kamienie) momenty upokorzenia, strachu, wstydu i Bóg wie jeszcze czego, ale podstawa zacisnąć zęby i wytrwać. U nas grupa była duża, około 40 osób, ale niestety zaczęła się wykruszać, bo ludzie nie chcieli się przełamać i zacząć mówić, pisać, przyznawać się do ukrytych na samym dnie wspomnień wydarzeń, a odblokowanie to podstawa. Nam przed wyjazdem na zgrupowanie, a wyjazdy były obowiązkowe bo tam była najcięższa praca, kazali zaopatrzyć się w duża ilość chusteczek, kontakt z rodzina odbywał się tez tylko na zasadzie jak coś się stało w domu to dzwonią do terapeutów, trzeba było zostawić nr telefonu w domu, a prywatne telefony zdeponować u terapeutów. Tez kto nie mógł powiedzieć , wyrazić swoich uczuć, bo blokada była silna musiał je wcześniej napisać i odczytać, bo tu chodzi o nauczenie się wyrażania lub określania swoich uczuć, miedzy innymi chodzi o wyjście z tak zwanego syndromu sztokholmskiego i nauczenie się asertywności. śmialiśmy się z tych chusteczek, w końcu jesteśmy dorosłe i może i coś tak komuś jakaś łezka poleci, ale po co tony chusteczek? Później jak przyszło opisać swoje wspomnienia, to nic nie opisałam, bo nagle dostałam takiej gorączki, że mnie totalnie rozłożyło, przeprosiłam terapeutki i grupę, że nie mam nic do odczytania na swój temat, jednak one mi nie odpuściły i nie pomagało tłumaczenie, ze się źle czuję, kazały mi mówić to co pamiętam, miałam się cofnąć we wspomnieniach jak tylko pamięć sięga i jak tylko zaczęłam coś tam mówić, zrobiło mi się tak słabo, dostałam migreny takiej jakiej jeszcze nigdy nie miałam, zaczęłam tam wymiotować, myślałam że nastał mój koniec
. Przeleżałam cała noc w bólu i mdłościach jak bym była cały czas na karuzeli. Na drugi dzień było mi wstyd, zeszłam na zajęcia i przepraszać zaczęłam za moje wczorajsze zachowanie, a terapeutka mi mówi, to dlatego kazałyśmy się zaopatrzyć w chusteczki, bo dla nas to normalny widok i wiemy jakie mogą być reakcje. Bardzo często u zablokowanych osób dochodzi do takich reakcji i nie ma co się tego wstydzić, jedni maja takie życie a inni jeszcze inne i reakcje są rożne, ale każda reakcja choćby najgorzej i najobrzydliwiej przebiegła prowadzi do otwarcia tak jak by dziury przez którą wyjdą niszczące emocje. Terapeutka powiedziała mi, ze teraz będę miała z górki i faktycznie z każdym tygodniem mogłam bardziej wyrazić swoje myśli i uczucia. Dlatego ten terapeuta prawdopodobnie próbował poruszyć w tobie jakieś więzione emocje, szkoda że zrezygnowałaś, ale wtedy może nie byłaś gotowa. Pomyśl czy nie zrobić tego jeszcze raz, u mnie teraz na terapię uczęszcza córka. A od matki nie oczekuj, ze przyzna ci rację, ja swojej nie powiedziałam, bo i tak by mi nie uwierzyła, albo by mi kłamała. Wtedy też tylko wypytałam ją o to dlaczego biła mnie wtedy i wtedy, pytałam bo miałam żal, bo kto zostawia dzieci pod opieka 14 czy 15 latka, a bo on chciał się z wami bawić usłyszałam, a ja musiałam iść do pola, co miałam z wami zrobić. A wtedy gdy kuzyn mnie zabrał na rowerze, to wolała się siostrze nie narażać, a mogła krzyknąć za nim aby mnie odstawił natychmiast, skoro wiedziała że dobierał się w szkole do dziewczynek. Nie ma po co mówić, szkoda własnego zdrowia i tak nie wesprzą jak nie wsparli wtedy kiedy mogli.
Pozdrawiam wszystkie pozostałe panie Stokrotki i pana wielbiciela . Miłej nocki życzę, biorę polopierynkę, albo gripeksik co tam znajdę w szafce i idę spać, może dzisiaj będzie lepiej. 