Dziś przeczytałam ciekawy artykuł, pozwólcie że się nim tu podzielę na temat tego, ILU KATOLIKÓW w Polsce rzeczywiście jest:
?Hartman: Katolików w Polsce jak na lekarstwo:
Ilu jest w Polsce katolików? Jeśli wyłączymy spod tej kategorii uzurpatorów i bluźnierców, wyznających herezje, to zostanie garstka. Nie bądźmy jednak bardziej papiescy o papieża. Zgódźmy się zaliczyć do katolików wszystkich tych łachmytów (niech im Bóg wybaczy). Przyjmijmy więc takie kryteria, które nie będą obrażać samego kościoła i samego rozumu. Po pierwsze więc katolik to ktoś, kto został ochrzczony w kościele katolickim. Jest to chyba warunek konieczny, acz z pewnością niewystarczający - czytamy na blogu prof. Hartmana uproszczoną i mającą prowokować do refleksji definicję "bycia katolikiem".
Hartman pochyla się nad chrztem świętym, który, jak zauważa, "jest przymusowy i odbywa się poza świadomością chrzczonej dzidzi, więc żadnych wniosków z faktu ochrzczenia wyciągać nie można".
Jeśli ktoś twierdzi, że w Polsce jest 90% katolików, bo tyle jest ochrzczonych, to pluje na swój kościół, czyniąc niedwuznaczną aluzję, że można być katolikiem bez wiary w Boga i dogmaty katolickie. No właśnie - kryterium wiary w kilka chociaż podstawowych dogmatów wydaje się podstawowe. Obawiam się jednak, że nawet redukując wiedzę o tych dogmatach do powtarzanego w kościołach wyznania wiary, ma o nich jako takie pojęcie zaledwie niewielka część chodzących do kościoła, nie mówiąc już o tym, aby mieli je nie tylko znać i rozumieć, lecz jeszcze w nie wierzyć - dowodzi filozof.
Hartman do "bycia katolikiem" podchodzi także z innej strony. Pyta, czy może to zależeć jedynie od naszego uczestnictwa w kościelnych nabożeństwach.
Cóż, chodzi się do kościoła nie tylko z powodu wiary w to, a nie inne wyznanie, lecz również dlatego, że taka jest tradycja, że "jest przecież Coś", że gdzieś trzeba się modlić, a u nas akurat do tego służy kościół katolicki. No a co do samookreślenia się jako katolik czy katoliczka, to z pewnością kościół nie jest jakimś publicznym szaletem, gdzie wystarczy chętka, aby weń wejść. Czuć się katolikiem nie wystarczy, aby nim być. Od znajomości dogmatów i wiary w nie uciec się nie da, jeśli szukamy definicji katolika nie uwłaczającej kościołowi - napisał prof. Jan Hartman.
Hartman stara się także uspokoić rządzących, którzy jego zdaniem żyją i działają w strachu przed "samodzierżawnym kościołem katolickim, mającym status niemalże eksterytorialności i obdarzony bizantyjskimi przywilejami".
Nie jest to oczywiście argument na rzecz deklerykalizacji państwa (bo ta jest wymogiem etycznym i konstytucyjnym), ale jest to dobry powód dla polityków, prokuratorów czy sędziów, by przestali się trząść jak w febrze na widok sutanny - pisze filozof.
Nie lękajcie, się politycy! Niech zstąpi duch liberalnej rewolucji etycznej, która pozwoli kościołowi żyć na równych prawach z innymi wolnymi zrzeszeniami obywateli, a tym samym zrzucić z siebie grzech, jakim jest korzystanie z nienależnego uprzywilejowania! - uspokaja Hartman polityków oraz wymiar sprawiedliwości.