givemesun napisał/a:A można zapytac dlaczego błąd? Co się stało? Jak nie chcesz nie odp.
Och, to był długi proces. Doszłam do wniosku, że nauka KK i nauki Jezusa o moralności dość często stoją w sprzeczności. KK to instytucja, która na bardzo wczesnym etapie została upolityczniona i dlatego sądzę, że nauki Jezusa (z którymi w większości się zgadzam) są lepszym źródłem do decydowania co jest dobre a co złe. Jeśli Jezus mówił, że nawet jak Cię zaatakują to masz nadstawić drugi policzek, to jak to możliwe, że KK dopuszcza morderstwo w obronie własnej? Jeśli Jezus jasno powiedział, że należy Bogu oddać co boskie a Cezarowi co Cezara(a więc odradzał Żydom buntowanie się przeciwko Rzymowi) to jakim cudem księża błogosławią powstańców? Myślę też, że wielu ludziom religia przeszkadza w byciu dobrym człowiekiem - za bardzo skupiają się na pouczaniu innyc, a nie na czynieniu dobra (widzisz drzazgę w oku bliźniego, nie widzisz belki w swoim).
Sądzę, że Bóg (jeśli istnieje, a chciałabym wierzyć, że coś tam jednak jest) wolałby, aby człowiek był szczęśliwy i dlatego celibat (księży, nastolatków) całkowicie mnie odrzuca. Biologia jasno mówi, że seks jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka, a celibat wręcz nie służy zdrowiu.
Na etapie, kiedy byłam bardzo wierząca, miałam chłopaka i uważałam, że naprawdę go kocham. Było zresztą dość blisko ślubu. Dzisiaj dziekuję opatrzności, że poszliśmy do łóżka, bo dzięki temu dowiedziałam się, że jednak nie jest osobą dla mnie
Bez tego pewnie dzisiaj bylibyśmy nieszczęśliwym małżeństwem. Uważam, że nauka KK w tym względzie bardzo krzywdzi ludzi, ponieważ ci przed ślubem poznają się tylko na płaszczyźnie platonicznej, a na płaszczyźnie cielesnej, która też jest ważną częścią małżeństwa, są sobie kompletnie obcy.
Co do Twojego dylematu odnośnie masturbacji (ale też seksu przedmałżeńskiego): dla mnie seksualność jest jak coś, czego się dopiero uczymy. Albo nauczysz się swojego ciała sama, albo skażesz siebie i swojego partnera na eksperymenty po ślubie. Kobiety i mężczyźni się różnią. Na płaszczyźnie seksualnej kobiece eksperymenty (zwłaszcza z niedoświadczonym partnerem) często kończą się bólem. Nie mówię tylko o nocy poślubnej, ale także o sytuacjach, które mają miejsce później. Co jeśli okaże się, że Twój mąż kompletnie nie umie Cię zadowolić? Skażesz siebie na ból czy jego na celibat? Czy naprawdę poświęcenie to dobry fundament małżeństwa?
Dzisiaj jestem szczęśliwą małżonką, ale wiem, że nie byłoby tak, gdybym bezrefleksyjnie słuchała nauk KK. Także nikogo do niczego nie namawiam, ale moje doświadczenie mówi mi, że w moim wypadku wstrzemięźliwość doprowadziłaby mnie do bycia nieszczęśliwym człowiekiem. Nie sądzę, żeby Bóg tego dla mnie chciał (ani dla kogokolwiek innego).
Odnośnie o tym "drugim policzku" -bo jest stary testament - tam jest "oko za oko" a nowy testament to sa nauki Jezusa, katolików obowiazują nauki Jeuza czyli nowy testament, i tu np zabójstwo w obronie własnej grzechem nie jest.
To tak w skrócie.
Oj to dobrze, że wyszło przed ślubem niż po z tym "niedopasowaniem" ale aż tak źle było?
Ogólnie wiesz, wiem ,że będzie czas nauki z "chłopakiem" ale taki czas czy po ślubie czy przed to nie minie.
Ogólnie można obgadac przed ślubem co kto lubi żeby nie było potem po slubie zdziwinia. Czy wszystko działa też można sprawdzić bez seksu, wystarczy usiąśc chłopakowi na kolana i pocalowac w usta - w ubraniu oczywiscie,
pocałunek to nie grzech.