Pewnie mi się posypie za to co napisze, ale trzeba być inteligentnym, aby zorzumiec co tak naprawde kościól mówi. A mówi, że seksualnośc nie jest zła, zwłaszcza z drugą osoba mąż/żona. Zła jest masturbacja jako czyn nienaturalny bo samotny, i każdy seksuolog powie że masturbacja to nie seks, owszem jakaś aktywność seksualna tak, ale nie seks, a kościól "propuje" normalny seks penis/pochwa, jak natura stworzyła człowieka a nie wynaturzenia różneog rodzaju, homo, ze zwierzetami czy samotnie(chociaż to ostatnie najmniej dewiacyjne)
I oczywiscie kosciół ponownie nie mosi ze skesuialnosc jest zła, ale problem dzieci młodzieży -nastolatków, bierze się z przedwczesnie rozbudzonej seksualnosci, włąsnie poprzez praktyki onanistyczne, a potem problem bo sie nie da przestać, i to natura i jak to kościół zakazuje natury jaki on ble i średniowiecze.
Problem w tym że seks a zwłaszcza masturbacja to tabu, i jak nikt jako dziecka czy nastolatek nie pchał rączek pod kołderkę aby mieć przyjemnosć toby potem nie musiał teog robić, Każdy by rozbudził seksualność w małżenstwie, w własciwej formie jak do tego pasują narządy płciowe ŁADNIE SIE UZUPEŁNIAJĄ MĘSKIE NARZĄDY Z DAMSKIMI Prawda? I wtedy można używac sobie w malzenstwie ile sie chce, a wrecz bblia głosi o nie unikaniu się i obowiazku względem siebie.
Wy po prostu nie wierzycie jak powinna działać zdrowa seksualność, która jest NIEROZBUDZONA. Wy czujecie to jak jedzenie głód i zaspokojenia, głod i karmienie, czy to żołądka czy to krocza. i nie wyobrażacie sobie, ze moze być inaczej.
Dobrze, nie lubię takich pisac rzeczy w internecie, ale napisze, swoje doświadczenie. Poparte o tym co ludize pisza na NOFAP, można poczytac jak nie wierzycie.
Tak byłam jak wy wszystkie, typowa nastolatka, która 11- czy 12 lat przypadkiem odkryła że gdy tam się dotknę jest mi przyjemnie, leżałam na brzuchu nie mogłam zasnąć kręciłam się, i robiło mi się dobrze, a gdy nie przerywałam miałam nieziemską przyjemność. Nie wiedziałam co to jest, nikt mi o tym nie wspominał, a myślałam ze to ja odkryłam, i to taka moja tajemnica, że tylko ja tak umiem a dorośli nawet nie wiedzą że coś takiego istnieje, nawet zastanawiałam się czy komuś z dorosłych nie powiedzieć -słuchaj jak tak zrobisz będzie bosko, bo chciałam zeby ktoś z dorosłych mi bliskich tez "miała fajnie" ale oczywiście wstyd i zostawiłam to sobie. Robiłam jak była tylko do tego zdolna, przykład zrobiłam dziś, fajnie, to na drugi dzień znów chciałam aby przed snem było fajnie, ale gdy próbowałam nie cuzłam nic zbyt wiele, na drugi dzień mało co czułam dopiero na 3-4 dzień znów byłam w stanie to przezy. pozniej znow próby, i potem zdałam sobie sprawę, że mogę mieć tak fajnie co 3-4 dni, bo jak wczęśniej to nie wiadomo dlaczego to nie działa, więc robiłam tak co 3-4 dni. Tak trwało to z miesiącami potem rok czy dwa, dojrzewałam wpadały mi ksiazki o teamtyce seksu, masturbacji, religia, i dopiero wtedy jak maiłąm 13-14 ktoś oznajmił co to jest chyba ksiadz na religgi że coś takieog isteeniej i nie jest to dobre.
Wiec przestałam, ale nie na długo, bo gdy zbliżał się już ten 3-4 dzień a nie zrobiłam, to mogłam jeszcze "przeciągnąć" o kolejne 3-4 dni ale gdzie było łącznie tydzień to napięcie tak narosła, że umierałam, nie oglądałam porno, nie fantazjowałam, a to narastało we mnie samo, i po tygodniu, chiałam albo tylko marzyłam o ulgę, robiłam to, a w myślach myślałam choćby o kalsówce myśli odciete od seksu, a i tak było mi dobrze i była potem ulga.
Miałam jak wy, myślałam to przychodzi samo, i jest jak jedzenie. Potem wiedziałam, że chyba grzech ale nie mówiłąm nikomu nawet ksiedzu ze wstydu, bo myslałam ze ja tak robię tylko, i że zostanę napietnowana, że rodzice się dowiedzą i pomysla ze jestem zaburzona, a ksiądz w konfesjonale powie, precz zboczona z kosciola.
Tkwiłam tak jeszcze z rok, 3-4 dni bez, i chcica gdy przeciągnęłam do tygodnia bez, to tydzien u mnie taki maks bez był potem szał, jakby jakiś 80 letni dziadek na ulicy by powiedział, w tamtym momencie ze mi ulzy zgodziłabym się, ale już po zaspokojeniu na myśl o tym dziadku wymiotowac mi się chciało.
Chciałam przerwać, i udało mi się, kiedy po kolejnym roku prób zaprzestania, gdy znów przeciągnełam do tygodnia bez, byłam chora, miałam grypę, i leżałam bez sił w łóżku, przyszedł ten tydzień, i z jednej strony mega chcica, z drugiej nie miałam sił iśc, leżałam w salonie gdzie ktoś był, przeważnie mama, wiec bałam się to przy kimś, leżałam i myślałam że "eksploduje" przelazałam tak na drugi dzień, i o dziwo na drugi dzień chcica mniejsza, ale dalej była, na trzeci dzień jeszcze mniejsza, a po moim wyzdrowieniu z grypy, byłam uzdrowiona z masturbacji.
Od tamtego momentu samo z siebie nic mi nie przychodzi, żadna mega chcica, tylko przy podnieceniu, myślę oglądam coś chce się, jak przestaje myśleć oglądać to po jakimś czasie minuty/godziny samo mija i dalej jest spokój. Nawet jak mi się potem zdarzyło, podneicić=zaspokoić, to potem znów dni mijały a ja nie musiałam, jak nie było podniecenia z zewnątrz to nie było chcicy, ze środka nic samo nie powstawało we mnie napiecie.
O tym piszą głownie chłopcy z nofap, po 30 dniach gdy wcześniej niewyobrażali sobie nie ulzyc sobie, to po "odwyku" w ogole im sie nie chciało, nie tyle że stali się aseksualni, ale to że napięcie pojawiał się jak pojawiło się podniecenie,. Brak podniecenia=brak napięc i przymusu robienia tego.
Nie pisze tego, aby kogoś przekonać, bo i tak kazdy ma swoje zdanie, pisze, jak to fajnie panowac nad swoją seksualnością. Jak się podniece mogę mieć super przyjemnośc, nie podniecam się nie czuję napięc, i to jest cudowne.
Nie wiem, czy byłam uzależniona, czy po prostu rozbudziłam swoją seksualność, powstało libido które wynoisło u mnie-potrzeba raz na 3-4 dni. Ale ja wiem, ze jest się wolnym, bez ślubu, a zwłaszcza bez partnera to takie rozbudzenie nie ejst do niczego potrzebne, i o tym głosi kościół.
Jedyne co już pisałam co mnie martwi, to rozpoczecie regularnego seksu a małżenstwie, i nawet jak znów pojawia się po slubie,, nie wiem nałóg/libido, to niby nic złego, można korzystać do woli, tylko martwi mnie kwestia ANTYKONCEPCJI, pisałam tu już swoje obawy, bo kościół odrzuca, formy anty, a naturalne metody są pewnie, ale trzeba się ograniczać, i właśnie jak się po slubie rozbudze i znów będę potrzebowałą raz na 3-4 dni, czy jeśli przyciągne bez do tygodnia, a będzie trzeba czekać na dzień niepłody 2 tygodnie, to obawiam się że mogę nie dac rady i popadac w jakiś grzech-prezerwatywy, masturbacji, czy pieszczot z mężem.
Na chwilę jest pięknie, i cieszą mnie nauki kościoła, w temacie masturbacji, tylko żałuję, że zanim powstała u mnie możliwość przeżywania przyjemności, to nikt mnie nie uświadomił, że nikt mi nie wytłumaczył, ze takie dotykanie sie rozbudzi mnie, a takie rozbudzenie w tym wieku nie jest potrzebne, najlepszy czas rozbudzenia to wierzącym po slubie, niewierzącym z chłopakiem w parze. Tego bardzo żałuję, tego braku wiedzy w tamtym czasie.