A ja cały czas powtarzam ze poświęcenie moze byc i z wlasnej woli jednak ono oznacza wyższą cene niz uzyskane wartosci i moze byc zaakceptowane jako pewnego rodzaju sluszne dzialanie jeśli obiektywizm sytuacji w zwiazku wymaga wiecej energii od jednej ze stron. Jakiejkolwiek energii... Np. choroba. Ale w kwestii akceptacji czyichś wartości nie moze byc poswiecania bo to oznacza zaanektowanie czyli niby dobrowolne podporzadkowanie drugiego czlowieka... Cos typu: kocham go, poswiece sie... Wtedy nie odejdzie. Kochasz a on potrzebuje odejsc? Moze dac mu odejść? Dla jego dobra bo go przecież kochasz.
Inna kwestia to takie swobodne rzucanie teza odejscia. Cos nie pasuje to sie rozchodzimy. No wtedy by rotacja byla...nie, chodzi o odejście kiedy wyczerpalo sie te srodki porozumienia a poprawy nie ma lub nasze granice nie wytrzymuja np. zdrady. Wtedy a nie pierwsza mysl... Bo ta mysl ma byc ostatnia ale realna.
A tu nie chodzi po prostu o różne pojęcia? Kompromis, poświęcenie, zasada wzajemności- to zupełnie co innego.
W związku powinna przede wszystkim panować zasada wzajemności (każdy daje tyle- czasu, zaangażowania, uczucia- , ile daje druga strona). Kompromis może pojawiać się wtedy, gdy są sprzeczne opinie co do miejsca wyjazdu na wakacje, czy kupna auta (wtedy po odpowiedniej argumentacji jedna osoba może dać się przekonać, a jeśli nie, to wybierają 3 alternatywę, taką, żeby każdy był choć po części zadowolony).
A poświęcenie? Poświęcenie nie jest za dobre i tu nie chodzi tylko o relacje związkowe, ale o jakiekolwiek. Dlaczego? Bo druga osoba zazwyczaj nie wie, że ktoś się poświęca. Myśli, że może ktoś robi coś, bo chce, bo lubi itd., a potem pojawiają się pretensje i wypominanie. Podam przykład: moja mama bardzo kocha nas, swoje dzieci. Wiem, że chce dla nas jak najlepiej itd. Przejawia się to tym, że m.in. ciągle coś gotuje/piecze dla rodziny. Często jest tak, że chcemy, żeby sobie odpoczęła. Sama pyta np., co upiec. Mówimy, że nic nie trzeba, żeby sobie odpoczęła i miło spędziła czas. To ona i tak piecze (jak już nie widzimy), bo wydaje jej się, że komuś z nas będzie przykro, gdy tego nie zrobi. Ok, jest to pyszne, każdy potem pochwali, choć widzimy, że jest zmęczona. Zaczynamy więc mówić, że nie musiała tego robić, że wolimy, by sobie odpoczęła w tym czasie. I wtedy zaczyna się kłótnia, że jesteśmy niewdzięczni, że ona się poświęca, namęczy, a my nawet tego nie docenimy. I pojawia się wtedy pretensja: nawet mi nie pomogliście (a nie wiedzieliśmy nawet, że coś piecze, mówiliśmy, że nie chcemy, żeby to robiła). Oczywiście podaję przykład skrajny, ale czasem tak było.
I kto tu źle postąpił?
My, bo nie doceniliśmy "poświęcenia"? Czegoś, o co nawet nie prosiliśmy i czego nie chcieliśmy? Bo chcieliśmy jej dobra, żeby sobie odpoczęła?
Czy ona, bo poświęca się (też dla naszego dobra), choć nikt tego od niej nie oczekuje, a potem ma pretensje za niedocenienie poświęcenia i brak pomocy?
Podaję ten przykład, bo nie zawsze wiemy, że ktoś się akurat dla nas "poświęca", nie zawsze tego nawet chcemy, a potem ktoś może nam wypominać, że się poświęcił na darmo. Widzicie, obie strony chcą dobrze- my chcemy, żeby mama sobie odpoczywała i nie męczyła się, a mama chce dobrze w swoim mniemaniu, czyli nagotować jeść, żeby nikt nie był głodny.
Rozmową i słuchaniem siebie nawzajem dałoby się uniknąć sytuacji konfliktowej.
A czym innym jest natomiast kompromis, ustępstwo, np. wspólne ustalenie, że pojedzie się w inne miejsce, że marzenie o tatuażu będzie zamienione na coś innego itd.
Przy kompromisie i ustępstwach sytuacja jest jasna, są rozmowy, wiemy, co ktoś chce i coś wspólnie ustalamy.
Przy poświęceniu, choć nieraz i są rozmowy, jedna strona postanawia "poświęcić się mimo to", zrobić coś dla kogoś innego, męcząc się. Niby dla dobra tej osoby, ale tak naprawdę oczekując czegoś w zamian (pochwały, uznania itd.). I gdy tego nie ma lub ktoś powie, że dzięki, ale nie musiałeś tego robić- to wtedy ta osoba ma poczucie, że męczyła się na darmo, że nikt tego nie docenił itd. I zaczynają się konflikty.
Podsumowując, moim zdaniem: w związku powinna być przede wszystkim zasada wzajemności, równowaga. A nie tak, że jedna strona daje z siebie dużo, a druga nic. Kompromisy i ustępstwa w życiu codziennym też powinny być, bo inaczej byłaby ciągła wojna. Ale trzeba uważać na poświęcanie się, bo nikt nie lubi, jak ktoś poświęca się dla nas wbrew naszej woli i często wbrew naszej wiedzy, a później wymaga za to np. wdzięczności. Bo w takiej sytuacji, nawet jeśli 2 strony chcą dla siebie nawzajem dobrze, to i tak później wychodzą z tego konflikty.