Sztuka kompromisu w związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Sztuka kompromisu w związku

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 297 z 297 ]

261

Odp: Sztuka kompromisu w związku
rh72 napisał/a:

A ja cały czas powtarzam ze poświęcenie moze byc i z wlasnej woli jednak ono oznacza wyższą cene niz uzyskane wartosci i moze byc zaakceptowane jako pewnego rodzaju sluszne dzialanie jeśli obiektywizm sytuacji w zwiazku wymaga wiecej energii od jednej ze stron. Jakiejkolwiek energii... Np. choroba. Ale w kwestii akceptacji czyichś wartości nie moze byc poswiecania bo to oznacza zaanektowanie czyli niby dobrowolne podporzadkowanie drugiego czlowieka... Cos typu: kocham go, poswiece sie... Wtedy nie odejdzie. Kochasz a on potrzebuje odejsc? Moze dac mu odejść? Dla jego dobra bo go przecież kochasz.
Inna kwestia to takie swobodne rzucanie teza odejscia. Cos nie pasuje to sie rozchodzimy. No wtedy by rotacja byla... tongue nie, chodzi o odejście kiedy wyczerpalo sie te srodki porozumienia a poprawy nie ma lub nasze granice nie wytrzymuja np. zdrady. Wtedy a nie pierwsza mysl... Bo ta mysl ma byc ostatnia ale realna.

A tu nie chodzi po prostu o różne pojęcia? Kompromis, poświęcenie, zasada wzajemności- to zupełnie co innego.

W związku powinna przede wszystkim panować zasada wzajemności (każdy daje tyle- czasu, zaangażowania, uczucia- , ile daje druga strona). Kompromis może pojawiać się wtedy, gdy są sprzeczne opinie co do miejsca wyjazdu na wakacje, czy kupna auta (wtedy po odpowiedniej argumentacji jedna osoba może dać się przekonać, a jeśli nie, to wybierają 3 alternatywę, taką, żeby każdy był choć po części zadowolony).

A poświęcenie? Poświęcenie nie jest za dobre i tu nie chodzi tylko o relacje związkowe, ale o jakiekolwiek. Dlaczego? Bo druga osoba zazwyczaj nie wie, że ktoś się poświęca. Myśli, że może ktoś robi coś, bo chce, bo lubi itd., a potem pojawiają się pretensje i wypominanie. Podam przykład: moja mama bardzo kocha nas, swoje dzieci. Wiem, że chce dla nas jak najlepiej itd. Przejawia się to tym, że m.in. ciągle coś gotuje/piecze dla rodziny. Często jest tak, że chcemy, żeby sobie odpoczęła. Sama pyta np., co upiec. Mówimy, że nic nie trzeba, żeby sobie odpoczęła i miło spędziła czas. To ona i tak piecze (jak już nie widzimy), bo wydaje jej się, że komuś z nas będzie przykro, gdy tego nie zrobi. Ok, jest to pyszne, każdy potem pochwali, choć widzimy, że jest zmęczona. Zaczynamy więc mówić, że nie musiała tego robić, że wolimy, by sobie odpoczęła w tym czasie. I wtedy zaczyna się kłótnia, że jesteśmy niewdzięczni, że ona się poświęca, namęczy, a my nawet tego nie docenimy. I pojawia się wtedy pretensja: nawet mi nie pomogliście (a nie wiedzieliśmy nawet, że coś piecze, mówiliśmy, że nie chcemy, żeby to robiła). Oczywiście podaję przykład skrajny, ale czasem tak było.
I kto tu źle postąpił?
My, bo nie doceniliśmy "poświęcenia"? Czegoś, o co nawet nie prosiliśmy i czego nie chcieliśmy? Bo chcieliśmy jej dobra, żeby sobie odpoczęła?
Czy ona, bo poświęca się (też dla naszego dobra), choć nikt tego od niej nie oczekuje, a potem ma pretensje za niedocenienie poświęcenia i brak pomocy?

Podaję ten przykład, bo nie zawsze wiemy, że ktoś się akurat dla nas "poświęca", nie zawsze tego nawet chcemy, a potem ktoś może nam wypominać, że się poświęcił na darmo. Widzicie, obie strony chcą dobrze- my chcemy, żeby mama sobie odpoczywała i nie męczyła się, a mama chce dobrze w swoim mniemaniu, czyli nagotować jeść, żeby nikt nie był głodny.

Rozmową i słuchaniem siebie nawzajem dałoby się uniknąć sytuacji konfliktowej.

A czym innym jest natomiast kompromis, ustępstwo, np. wspólne ustalenie, że pojedzie się w inne miejsce, że marzenie o tatuażu będzie zamienione na coś innego itd.

Przy kompromisie i ustępstwach sytuacja jest jasna, są rozmowy, wiemy, co ktoś chce i coś wspólnie ustalamy.

Przy poświęceniu, choć nieraz i są rozmowy, jedna strona postanawia "poświęcić się mimo to", zrobić coś dla kogoś innego, męcząc się. Niby dla dobra tej osoby, ale tak naprawdę oczekując czegoś w zamian (pochwały, uznania itd.). I gdy tego nie ma lub ktoś powie, że dzięki, ale nie musiałeś tego robić- to wtedy ta osoba ma poczucie, że męczyła się na darmo, że nikt tego nie docenił itd. I zaczynają się konflikty.

Podsumowując, moim zdaniem: w związku powinna być przede wszystkim zasada wzajemności, równowaga. A nie tak, że jedna strona daje z siebie dużo, a druga nic. Kompromisy i ustępstwa w życiu codziennym też powinny być, bo inaczej byłaby ciągła wojna. Ale trzeba uważać na poświęcanie się, bo nikt nie lubi, jak ktoś poświęca się dla nas wbrew naszej woli i często wbrew naszej wiedzy, a później wymaga za to np. wdzięczności. Bo w takiej sytuacji, nawet jeśli 2 strony chcą dla siebie nawzajem dobrze, to i tak później wychodzą z tego konflikty.

Zobacz podobne tematy :

262 Ostatnio edytowany przez rh72 (2017-09-09 13:00:14)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Han_na, Kinga24 - jeśli dobrze zrozumiałem to zgoda smile
Tylko bez idealizowania... Równowagi nie będzie i zrównania brania i dawania (może okresowo się zmieniać kto bardziej inwestuje a jak nie to i tak zależy od granic partnerów) oraz nie dopracujemy siebie ani partner tak aby się zrównać i być super wysoko czyli bez kompleksów, oczekiwań, stereotypów, uproszczeń itp...
Stąd mówimy o tych mechanizmach przywracania i równowagi i porozumienia.

Ach... nie mówimy za bardzo jak ich używać bo to inna historia smile

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Han_Na napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

2. Poświęcenie świadome i dobrowolne np. z potrzeby serca, wynikające z własnych przekonań, empatii.

To już moim zdaniem nie jest poświęcenie. Poświęcenie jest wtedy kiedy coś tracisz. Jeśli robisz coś z własnej woli, coś co wynika w Twoich przekonań to co tracisz? Nic.

Jeśli robisz coś, co godzi w Twoje wewnętrzne poczucie odrębności, coś z czym kompletnie się nie zgadzasz ale i tak robisz to w imię "wyższej wartości" jaka w Twoim mniemaniu jest związek, i zadowolenie drugiej osoby - no to już jest poświęcenie.
Tylko problem jest taki, że ten kto się "poświęcił" często używa tego poświęcenia jako karty przetargowej, żeby potem coś ugrać. "Skoro ja nagiąłem swoje granice dla Ciebie to teraz Twoim obowiązkiem jest swoje nagiąć dla mnie"  .

Świadome i dobrowolne poświęcenie istnieje i polega np. na tym, że poświęcasz czas na daną czynność (pomoc innym), który mógłbyś poświęcić na coś innego.
Owszem trafiają się osoby, które traktują poświęcenie nie jak dobrowolny akt, ale jako element przetargowy. Pół biedy jeśli wyjdzie to na samym początku. Gorzej jeżeli taka osoba nie przejawia skłonności "handlowych" przez dłuższy czas i nagle, gdy już się zaangażujemy na poważnie zaczyna tak postępować. Według mnie handlować można na targu albo przez portale handlowe, a nie w związku. Jeżeli chcę coś dać drugiej osobie, poświęcić jej czas, pomóc to robię to bezinteresownie. A jeżeli ta 2 strona za jakiś czas również zechce mi pomóc to będzie mi bardzo miło z tego powodu.
Samo poświęcenie zresztą podobnie jak kompromis można rozpatrywać na wiele sposobów i to zależy od podejścia każdej z osób. Nie ma jednej idealnej definicji smile

264

Odp: Sztuka kompromisu w związku
rh72 napisał/a:

Równowagi nie będzie i zrównania brania i dawania (może okresowo się zmieniać kto bardziej inwestuje a jak nie to i tak zależy od granic partnerów) oraz nie dopracujemy siebie ani partner tak aby się zrównać i być super wysoko czyli bez kompleksów, oczekiwań, stereotypów, uproszczeń itp.. Stąd mówimy o tych mechanizmach przywracania i równowagi i porozumienia.

Tak, dlatego nawet mówi się, że zawsze jednej ze stron zależy bardziej. Wiadomo też, że nikt nigdy nie będzie w stanie 100% uwagi poświęcać i dawać tyle samo, bo mogą pojawić się jakieś chwilowe kłopoty, problemy, czy choćby zmęczenie. I często jest też tak, że gdy jedna osoba mniej się stara (np.przez kłopoty), to druga zaczyna starać się jeszcze bardziej. Po prostu trzeba jak najwięcej dążyć do równowagi.

265

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Bardziej mi chodziło o wymianę i spełnianie swoich potrzeb... nie staranie się czy zaangażowanie. Po prostu zwykle jedna strona wnosi więcej w jednym obszarze, druga więcej w innym i jest wymiana i jest dopełnienie. Więc trudno o taką wymierność typu ja zarabiam i przynoszę do budżetu domowego 1000zł i Ty tak samo... Tu chodzi, że razem sobie pomagamy i wypełniamy jakieś luki oraz dzielimy obowiązki. Najlepsze to partycypowanie w profitach smile Aby cieszyć się jeszcze z podobnych rzeczy to miodzio ale nie zawsze tak jest i nawet tutaj mogę pojawić się konflikty...

Odp: Sztuka kompromisu w związku
rh72 napisał/a:

Bardziej mi chodziło o wymianę i spełnianie swoich potrzeb... nie staranie się czy zaangażowanie. Po prostu zwykle jedna strona wnosi więcej w jednym obszarze, druga więcej w innym i jest wymiana i jest dopełnienie. Więc trudno o taką wymierność typu ja zarabiam i przynoszę do budżetu domowego 1000zł i Ty tak samo... Tu chodzi, że razem sobie pomagamy i wypełniamy jakieś luki oraz dzielimy obowiązki. Najlepsze to partycypowanie w profitach smile Aby cieszyć się jeszcze z podobnych rzeczy to miodzio ale nie zawsze tak jest i nawet tutaj mogę pojawić się konflikty...

Związek to nie równanie matematyczne. Nigdy nie da się dawać równo 50% od siebie. Dlatego trzeba się uzupełniać w różnych obszarach. Byle było mniej więcej po równo.

267

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Ja się chyba źle wyrażam...

Nie ma dobrowolnego poświęcenia. Może być akceptacja poświęcenia, dobra wola do poświęcenia, czyli zgoda na nie. Jest gdzieś dobrowolny 'ból'? Jeśli potrzebny to jest dobra wola aby był czasami. Poświęcenie nie ma nic w sobie z dobrowolności bo Chrystusami nie jesteśmy - przynajmniej w zdrowym związku. Poświęcenie można zaakceptować w pewnych sytuacjach. Jednak nie oznacza to nic dobrego - zwykle wymusza je na nas sytuacja i jakkolwiek szlachetne nie jest to z naszej strony to nic dobrego w tym nie ma! Poprzez samą sytuację nic w tym dobrego nie ma...

W związku nie ma interesowności? Sorki... Really? W związku nie ma handlu... Really? I to jest i to. Realnie jesteśmy w związku bo coś osiągamy więc jest 'interesowność' stricte - aby było też dawanie. I z tych samych powodów jest handel bo handel to wymiana. Nie powinno być świadomego handlowania czyli ja ci coś to ty wtedy mi POWINIENEŚ coś i do tego jeszcze konkretnie to to.

268

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
rh72 napisał/a:

Bardziej mi chodziło o wymianę i spełnianie swoich potrzeb... nie staranie się czy zaangażowanie. Po prostu zwykle jedna strona wnosi więcej w jednym obszarze, druga więcej w innym i jest wymiana i jest dopełnienie. Więc trudno o taką wymierność typu ja zarabiam i przynoszę do budżetu domowego 1000zł i Ty tak samo... Tu chodzi, że razem sobie pomagamy i wypełniamy jakieś luki oraz dzielimy obowiązki. Najlepsze to partycypowanie w profitach smile Aby cieszyć się jeszcze z podobnych rzeczy to miodzio ale nie zawsze tak jest i nawet tutaj mogę pojawić się konflikty...

Związek to nie równanie matematyczne. Nigdy nie da się dawać równo 50% od siebie. Dlatego trzeba się uzupełniać w różnych obszarach. Byle było mniej więcej po równo.

Albo znowu w akceptowalnej nierównowadze... ale w granicach obu stron.

Odp: Sztuka kompromisu w związku
rh72 napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:
rh72 napisał/a:

Bardziej mi chodziło o wymianę i spełnianie swoich potrzeb... nie staranie się czy zaangażowanie. Po prostu zwykle jedna strona wnosi więcej w jednym obszarze, druga więcej w innym i jest wymiana i jest dopełnienie. Więc trudno o taką wymierność typu ja zarabiam i przynoszę do budżetu domowego 1000zł i Ty tak samo... Tu chodzi, że razem sobie pomagamy i wypełniamy jakieś luki oraz dzielimy obowiązki. Najlepsze to partycypowanie w profitach smile Aby cieszyć się jeszcze z podobnych rzeczy to miodzio ale nie zawsze tak jest i nawet tutaj mogę pojawić się konflikty...

Związek to nie równanie matematyczne. Nigdy nie da się dawać równo 50% od siebie. Dlatego trzeba się uzupełniać w różnych obszarach. Byle było mniej więcej po równo.

Albo znowu w akceptowalnej nierównowadze... ale w granicach obu stron.

Tylko pytanie brzmi, gdzie są te granice i jak je rozpoznać? Czy da się je ustalić?

270

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
rh72 napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Związek to nie równanie matematyczne. Nigdy nie da się dawać równo 50% od siebie. Dlatego trzeba się uzupełniać w różnych obszarach. Byle było mniej więcej po równo.

Albo znowu w akceptowalnej nierównowadze... ale w granicach obu stron.

Tylko pytanie brzmi, gdzie są te granice i jak je rozpoznać? Czy da się je ustalić?

Każdy sobie sam te granicę ustala. Każdy ma do nich święte prawo i nie musi się z nich tłumaczyć. Alea ta druga strona ma świete prawo ich nie akceptować i się z nimi nie zgadzać. Jeśli nie tolerujesz tatuaży to ich nie toleruj. Twoje święte prawo. Twoja granica, której TY bronisz. ALE Twoja dziewczyna te tatuaże lubi i chce mieć jeden na tyłku, na czole czy gdziekolwiek to ona TEŻ ma do tego prawo. To JEJ granica i ona jej broni. Jeśli Tobie, albo jej nie pasuje granica ktora została przez druga stronę ustanowiona to nie kombinujesz jak tą granicę partnerki przesunąć tylko przyjmujesz do wiadomości i jeśli jesteś w stanie przesuwać SWOJA granice to ją przesuwasz (chociaż moim zdaniem to droga do nikąd, bo każdy powinien mieć nieprzekraczalne granice) a jeśli nie - to podajecie sobie rękę i rozstajecie się w zgodzie.

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Pytanie czy granice powinno się przesuwać dla dobra związku, czy też próbować je likwidować (wtedy w grę wchodzi poświęcenie)? Zgadzam się z tym, że szacunek do drugiej osoby jest najważniejszy. Nie powinno się niczego wymuszać (aczkolwiek niektórzy i tak to stosują). Jedynym sposobem jest chyba obszerne obgadanie tematu na początku. Takie trochę zapoznanie 2 stron z oczekiwaniami, zaletami i wadami. Wtedy po "akceptacji" z obu stron można przejść do kolejnego etapu (brzmi trochę jak teleturniej tongue ).

272

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Pytanie czy granice powinno się przesuwać dla dobra związku, czy też próbować je likwidować (wtedy w grę wchodzi poświęcenie)? Zgadzam się z tym, że szacunek do drugiej osoby jest najważniejszy. Nie powinno się niczego wymuszać (aczkolwiek niektórzy i tak to stosują). Jedynym sposobem jest chyba obszerne obgadanie tematu na początku. Takie trochę zapoznanie 2 stron z oczekiwaniami, zaletami i wadami. Wtedy po "akceptacji" z obu stron można przejść do kolejnego etapu (brzmi trochę jak teleturniej tongue ).

Moim zdaniem nieprzesuwalna granica to nieprzesuwalna granica. Kropka. Bo tak sobie to można przesuwać do końca świata. Aż w końcu tracisz tożsamość. Ewentualnie za plecami masz tylko ścianę i nie dasz rady przesunąć się dalej. Żaden "związek" nie jest ważniejszy niż zdrowo rozumiana miłość własna (zdrowa czy nie naruszająca granic drugiej osoby). Generalnie to kobiety mają tendencję do ciągłego przesuwania swoich granic w imię miłości do Misiaczka. Najczęściej wynika to z braku pewności siebie i strachu przed samotnością "jak powiem, że coś mi się niepodoba to mnie zostawi". Rezygnują z własnych marzeń, z pasji, rezygnują z siebie bo miłość jest najważniejsza. Pewnego dnia budzą się i okazuje się, że nie mają już nic oprócz tego związku i tego Misiaczka. Co więcej ani one nie są szczęśliwe ani Misiaczek ale one Misiaczka nie zostawią bo przecież tyle w ten związek zainwestowały. Ma się zmarnować? I tak tkwią sobie w swoim bagienku.

A jak Misiaczek nauczy się, że granice są cały czas przesuwane tak jak on chce to potem jak kobieta mówi STOP jest foch smile I've been there. I've done that.
W teorii to wszystko jest bardzo ładne, bardzo romantyczne. Love conquers  it all. A życie swoje. Można kogoś bardzo kochać i jednocześnie nie móc z tą osoba wytrzymać na codzień bo jej zwyczaje, przekonania itd w stoją w opozycji do moich. Jak ja się poświęce to będe nieszczęsliwa. Jak on się poświęci to on będzie nieszczęsliwy. Tak sobie będziemy żyli na kupce nieszczęścia.

273

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Granice każdy ustala sam wg siebie - oczywistość. Jak je zdefiniować..? No mi się jedna kiedyś odpowiedź spodobała. Nie ustalisz ich po prostu jasno - jesteś je jedynie w stanie zobaczyć jeśli ktoś je przekroczy tongue. Czyli je tylko przybliżasz - ich definicję - sobie lub komuś ale nie wiesz dokładnie jakie są dopóki ich ktoś nie spróbuje naruszyć smile
Stąd należy je weryfikować... one są zmienne. Wydaje Ci się, ze tam są to raz a po drugie w pewnym etapie życia tam były a potem już nie. Przeżyłeś coś, poczułeś - może to też zmienić granice i do tego je przybliżyć a nie rozszerzyć.
Granic swoich nie zlikwidujesz bo to nie jakaś bariera niepełnosprawności ani nie obejdziesz ani sam nie przesuniesz łatwo (możesz jednak nie tak prosto) - to jest twoja integralna część osobowości. Jak _v_ pisała - praca nad sobą to też praca nad swoimi granicami więc możesz je wypracowywać. I do tego one mogą być inne dla różnych ludzi - w zależności czego np. oczekujesz od relacji itp. Dla kogoś będzie ta granica bliżej a komuś dasz z przyjemnością wejść na głowę. big_smile

274

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Han_Na napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Pytanie czy granice powinno się przesuwać dla dobra związku, czy też próbować je likwidować (wtedy w grę wchodzi poświęcenie)? Zgadzam się z tym, że szacunek do drugiej osoby jest najważniejszy. Nie powinno się niczego wymuszać (aczkolwiek niektórzy i tak to stosują). Jedynym sposobem jest chyba obszerne obgadanie tematu na początku. Takie trochę zapoznanie 2 stron z oczekiwaniami, zaletami i wadami. Wtedy po "akceptacji" z obu stron można przejść do kolejnego etapu (brzmi trochę jak teleturniej tongue ).

Moim zdaniem nieprzesuwalna granica to nieprzesuwalna granica. Kropka. Bo tak sobie to można przesuwać do końca świata. Aż w końcu tracisz tożsamość. Ewentualnie za plecami masz tylko ścianę i nie dasz rady przesunąć się dalej. Żaden "związek" nie jest ważniejszy niż zdrowo rozumiana miłość własna (zdrowa czy nie naruszająca granic drugiej osoby). Generalnie to kobiety mają tendencję do ciągłego przesuwania swoich granic w imię miłości do Misiaczka. Najczęściej wynika to z braku pewności siebie i strachu przed samotnością "jak powiem, że coś mi się niepodoba to mnie zostawi". Rezygnują z własnych marzeń, z pasji, rezygnują z siebie bo miłość jest najważniejsza. Pewnego dnia budzą się i okazuje się, że nie mają już nic oprócz tego związku i tego Misiaczka. Co więcej ani one nie są szczęśliwe ani Misiaczek ale one Misiaczka nie zostawią bo przecież tyle w ten związek zainwestowały. Ma się zmarnować? I tak tkwią sobie w swoim bagienku.

A jak Misiaczek nauczy się, że granice są cały czas przesuwane tak jak on chce to potem jak kobieta mówi STOP jest foch smile I've been there. I've done that.
W teorii to wszystko jest bardzo ładne, bardzo romantyczne. Love conquers  it all. A życie swoje. Można kogoś bardzo kochać i jednocześnie nie móc z tą osoba wytrzymać na codzień bo jej zwyczaje, przekonania itd w stoją w opozycji do moich. Jak ja się poświęce to będe nieszczęsliwa. Jak on się poświęci to on będzie nieszczęsliwy. Tak sobie będziemy żyli na kupce nieszczęścia.

Muszę Han_na poddenerwować bo to mój konik wręcz smile To co koleżanko - miłość nie przesunie Ci granic??? big_smile Tak uważasz? Nie piszę o utracie tożsamości ale o właśnie wyróżnieniu tej osoby, która może więcej i Ty z tym nie będziesz miała problemu...?

275

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Zapomniałam dodać - z tym obgadywaniem co i jak "przed" jest jak najbardziej słusznym krokiem. Wiem, że to mało romantyczne, ale niestety małżeństwa i generalnie związki są kiepskie bo ludzie po pierwsze ze sobą nie rozmawiają (tzn rozmawiają ale o pierdołach w stylu co dzis zjadlem na obiad) a po drugie udaja kogoś, kim nie są, po to, żeby przypadkiem ta druga osoba nie zwiała. Tylko poudawać sobie można ile? Rok? 2? Potem jest zdziwienie, że jak się poznaliśmy to on/ona był inny. Ewentualnie uprawiają myślenie "on się zmieni po ślubie".

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Tutaj właśnie pojawia się problem rozmów. Ludzie w związkach często nie potrafią ze sobą rozmawiać, mówić wprost o problemach tylko zamiatają je pod dywan i to narasta. W pewnym momencie jest już tyle różnic, że nie da się nic na to poradzić, a czasu cofnąć nie można. Dlatego jestem zwolennikiem przeprowadzania częstych rozmów z drugą połową. Dzięki temu mogę dowiedzieć się co ją martwi, co cieszy, co chciałaby zrobić itp. Oczywiście zależy mi w takiej sytuacji na wzajemności, a nie na tym, że to ja będę ciągle zapraszał ją do "pokoju zwierzeń" smile

277

Odp: Sztuka kompromisu w związku
rh72 napisał/a:

Muszę Han_na poddenerwować bo to mój konik wręcz smile To co koleżanko - miłość nie przesunie Ci granic??? big_smile Tak uważasz? Nie piszę o utracie tożsamości ale o właśnie wyróżnieniu tej osoby, która może więcej i Ty z tym nie będziesz miała problemu...?

Stracić głowę i potem mieć kaca moralnego? Nie wiem. Po prostu nie wiem. Ale nie sądzę. Mam zbyt sztywny kręgosłup moralny:)
Ja na przesuwaniu swoich granic i pokazywaniu, że ktoś jest dla mnie wyjątkowy ani razu nie wyszłam dobrze. Uczę się szybko i nie popełnie więcej tych samych błędów

278

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Kobiety na innym wątku tu dobrze piszą... Właśnie można być w związku i tak się porozumieć aby nie udawać i czuć się sobą, więc znowu bez przesady o tym innym człowieku. Pewnie, że zawsze będzie rozczarowanie - aby drobne było i do zaakceptowania tylko smile

279

Odp: Sztuka kompromisu w związku

zgadzam sie z Han_na w całości

a nie zgadzam sie z tym, ze granic nie mozemy zdefiniowac do poki ich ktos nie przekroczy.
mozemy. i warto to robic. oczywiście troche inaczej jest jak czegos nie znamy,bo wtedy ciezko wytyczyc granice rzeczywiście. ale o tym tez wystarczy powiedziec.

ja umawiać sie na seks z roznymi ludzmi i powiem szczerze, ze najlepszy seks (statystycznie) mam nie z tymi,ktorych mega pozadam,tylko z tymi, z ktorymi najpierw obgadalam kwestie wzajemnych granic i tego co lubimy. nie licze ns to, ze jakos to bedzie.
a ludzie rzeczywiście nie rozmawiaja ze sobą praktycznie w ogóle.

280

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Ależ tak... pewnie, że trzeba je obgadać i definiować. Gdzie ja pisałem, że nie? Ja pisałem tylko, że one naprawdę są do zrozumienia i wyczucia jak je ktoś próbuje przejść lub jest do nich blisko.I tu chodzi nie o te 'grube' granice. I pewnie z seksem jest tak, że nie zawsze granice się liczą ale upodobania tongue Granice też, jednak chyba i tam należy do nich dotrzeć aby dobrze je zdefiniować - przynajmniej te 'lżejsze' bo są też takie nienaruszalne i 'niepróbowalne' smile

A tym rozmawianiem to mi się występ jakiegoś standupera przypomniał, coś typu: ...no grzeczny jestem w łóżku, pytam się dziewczyny co i jak lubi a ona do mnie 'a rób jak uważasz, nie będę Ciebie uczyła...' No jak tak to sobie po prostu poużywałem... big_smile

281 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2017-09-09 15:33:54)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Przerazajaco powierzchowne i przedmiotowe traktowanie ludzi sie tu przejawia.
Dla mnie kryterium jest proste: kocham, tak prawdziwie,  zalezy mi na tej drugie osobie,  albo mam ja gdzies i byle powód,  tu na przykład ten nieszczęsny tatuaz, wystarczy by ją rzucic. 
Nie wierze w " obrzydzenie" na widok tatuazu.  To jak z fobiami na punkcie niektorych potraw, pajakow czy innych pierdół, do przetrawienia i usuniecia dla naprawdę chcącego. 
Po cwierćwieczu zwiazku wiem, ze dopoki nie wyjda powazne problemy typu przemoc, nalogi, zdrady jestesmy w stanie zaakceptowac wiele nawet sie nad tym nie zastanawiajac,  a juz na pewno nie licytujac sie, kto daje/ bierze  mniej czy więcej. Ale warunkiem jest bycie dojrzalym czlowiekiem,  który z tą drugą osobą jest z przekonania i chęci, a nie traktuje ją jak zapchajdziurę.

282

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Nie widzę w czym jest problem. Jak masz jakieś tam oczekiwania, z których nie jesteś w stanie zejść, to przecież najlepiej od razu dać to do zrozumienia na samym początku. Np. jak jestem ateistką i chcę, żeby ktoś to zaakceptował i nie próbował mnie zmieniać/przekonywać i ciągnąć do kościoła co tydzień albo mieć potem do mnie jakieś pretensje, że tego nie robię, to mówią o tym potencjalnemu partnerowi wprost na samym początku zanim się cokolwiek zacznie, żeby mógł się wycofać, jak nie pasuje i żeby nie tracić nawzajem swojego czasu.

Postawianie sprawy jasno i uczciwie na samym początku, pozwala uniknąć takich problemów, jak negocjowanie w sprawach, które uważamy, że nie są do negocjacji. Oczywiście może też być tak, że dopiero po latach ktoś sobie jakąś sprawę przemyśli i odkryje, że ma zupełnie inne spojrzenie na daną kwestię niż partner i spojrzenie partnera, a tym samym to co partner robi, będzie dla niego nie do przyjęcia. Wtedy jest problem, który jakoś trzeba będzie rozwiązać, ale nie widzę powodu, dla którego mam sobie życie utrudniać na dzień dobry.

283

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Wielokropek napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Kompromis w związku...
Na czym powinien on Waszym zdaniem polegać? Czy człowiek powinien dostosowywać się do partnera? Czy może jednak w ogóle się nie zmieniać i nie iść na żadne kompromisy?
Przykład:
Kobieta ma marzenia związane z podróżowaniem po świecie, zakupem jakiegoś przedmiotu (np biżuterii, która od zawsze jej się podobała), chce sobie zrobić tatuaż, marzy o wyjeździe na jakiś koncert.
Jej potencjalny partner jest osobą, która nie ma nic przeciwko podróżowaniu po świecie (aczkolwiek nie ciągnie go do tego tak bardzo), ale np. brzydzą go tatuaże (tak jak ludzi brzydzą węże, pająki, smar samochodowy na rękach itp.). Jest to wrodzone i od wielu lat o tym mówi wprost. Dla niego kobieta z tatuażem traci całkowicie na atrakcyjności.

Czy waszym zdaniem w takim przypadku kobieta powinna zrezygnować z tego marzenia, wiedząc że będzie to krzywdziło partnera i będzie się z tym męczył? Czy może powinna poszukać takiego, który zaakceptuje wszystko w niej?

Według mnie sztuka kompromisu w związku być powinna. Oczywiste jest to, że nie można się zmieniać w całości dla 2 osoby, ale zrezygnowanie z 1 czy 2 marzeń to nie jest koniec świata skoro wiemy, że osoba, którą kochamy będzie się z tym źle czuła.

Co o tym sądzicie?

P.S. sytuacja jest czysto teoretyczna i nie ma związku ze mną (tak na wypadek jakby ktoś zaczął przypisywać to do mnie smile ).

Z góry dzięki za odpowiedzi.

Kompromis w związku? Jeden z gorszych pomysłów.
Dlaczego?

SJN PWN napisał/a:

1. porozumienie osiągnięte w wyniku wzajemnych ustępstw
2. odstępstwo od zasad, założeń lub poglądów w imię ważnych celów lub dla praktycznych korzyści.

Dlaczego?

Wikipedia napisał/a:

(...) Wbrew obiegowej opinii kompromis nie jest optymalnym rozwiązaniem konfliktu, ponieważ oznacza konieczność rezygnacji z części interesów każdej ze stron. Taki idealny sposób radzenia sobie z konfliktem stanowi współpraca. (...)

W przytoczonych przykładach kompromis ma polegać na zrezygnowaniu przez jedną osobę ze swych marzeń. To nie jest kompromis, to szantaż emocjonalny zastosowany wobec niej.
Błędem, popełnianym przez wiele osób, jest myślenie, że budowa związku polega na poświęcaniu się (pomijam sytuacje ekstremalne).




"Jezeli ktos chce,znajdzie sposob.
Jezeli ktos nie chce,znajdzie powod."
Piekny cytat;)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Życie to nie wikipedia wink

285 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-09-10 12:18:01)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Dla mnie sprawa jest dosyc prosta. Jezeli masz jakies fundamentalne wymaganie wobec partnerki- ze nie ma tatuazu, nie pali, nie pije, nie chce miec dzieci, lubi podrozowac...(do wyboru)- to wybierasz sobie taka kobiete, ktore te kryteria spelnia, a nie usilujesz wziac ja taka jaka jest i wymagasz "poswiecen". Bo wtedy, to ja normalnie szantazujesz: "Albo zrobisz tak jak ja chce, albo sie pogniewam".

I dziwi mnie, ze takie podstawowe sprawy nie wychodza u Ciebie w pierwszych kilku miesiacach znajomosci. Tak, na moje oko, jak kobieta nie informuje Cie o tym jak kocha tatuaze, albo jak strasznie chce miec dzieci czy tez podrozowac wkolo swiata... to przekalkulowales jak powaznie jest Toba zainteresowana.

286 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2017-09-10 21:48:28)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

W takich wypadkach (gdy ktos mialby zrezygnowac z marzenia) jak wiekszosc pan madrze zauwazyla najlepiej sie rozstac, bo najczesciej konczy sie to wieksza/mniejsza patologia.

287

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Użytkowniczka Wielokropek życzy wszystkim, by byli podobnie jak ona szczęśliwi i by żyli, podobnie jak ona, przez tyle lat w udanym partnerskim związku, u boku kochanego i kochającego człowieka, w związku, w którym jest i wzajemna miłość, i wzajemny szacunek, i wzajemna życzliwość, i miejsce dla odmiennych zdań, i wspólne rozwiązywanie problemów. Wielokropek często korzysta z doświadczenia (swojego, ale także wielu mądrych ludzi), umie też korzystać z wiedzy (i tej podanej w skróconej postaci, i tej z zawartej w opasłych pozycjach naukowych). Doświadczenie to coś, co zdobywa się z wysiłkiem, przez długi czas, czym dzieli się za darmo z innymi, a co niewielu chce przyjąć.

288

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Wielokropek napisał/a:

Użytkowniczka Wielokropek życzy wszystkim, by byli podobnie jak ona szczęśliwi i by żyli, podobnie jak ona, przez tyle lat w udanym partnerskim związku, u boku kochanego i kochającego człowieka, w związku, w którym jest i wzajemna miłość, i wzajemny szacunek, i wzajemna życzliwość, i miejsce dla odmiennych zdań, i wspólne rozwiązywanie problemów. Wielokropek często korzysta z doświadczenia (swojego, ale także wielu mądrych ludzi), umie też korzystać z wiedzy (i tej podanej w skróconej postaci, i tej z zawartej w opasłych pozycjach naukowych). Doświadczenie to coś, co zdobywa się z wysiłkiem, przez długi czas, czym dzieli się za darmo z innymi, a co niewielu chce przyjąć.

a jakas sentencja na te okazje? wink

Odp: Sztuka kompromisu w związku
adiaphora napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Użytkowniczka Wielokropek życzy wszystkim, by byli podobnie jak ona szczęśliwi i by żyli, podobnie jak ona, przez tyle lat w udanym partnerskim związku, u boku kochanego i kochającego człowieka, w związku, w którym jest i wzajemna miłość, i wzajemny szacunek, i wzajemna życzliwość, i miejsce dla odmiennych zdań, i wspólne rozwiązywanie problemów. Wielokropek często korzysta z doświadczenia (swojego, ale także wielu mądrych ludzi), umie też korzystać z wiedzy (i tej podanej w skróconej postaci, i tej z zawartej w opasłych pozycjach naukowych). Doświadczenie to coś, co zdobywa się z wysiłkiem, przez długi czas, czym dzieli się za darmo z innymi, a co niewielu chce przyjąć.

a jakas sentencja na te okazje? wink

Właśnie właśnie gdzie sentencja? Kim jesteś i co zrobiłaś z Wielokropkiem? big_smile

290 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-11 13:16:08)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
adiaphora napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Użytkowniczka Wielokropek życzy wszystkim, by byli podobnie jak ona szczęśliwi i by żyli, podobnie jak ona, przez tyle lat w udanym partnerskim związku, u boku kochanego i kochającego człowieka, w związku, w którym jest i wzajemna miłość, i wzajemny szacunek, i wzajemna życzliwość, i miejsce dla odmiennych zdań, i wspólne rozwiązywanie problemów. Wielokropek często korzysta z doświadczenia (swojego, ale także wielu mądrych ludzi), umie też korzystać z wiedzy (i tej podanej w skróconej postaci, i tej z zawartej w opasłych pozycjach naukowych). Doświadczenie to coś, co zdobywa się z wysiłkiem, przez długi czas, czym dzieli się za darmo z innymi, a co niewielu chce przyjąć.

a jakas sentencja na te okazje? wink

Właśnie właśnie gdzie sentencja? Kim jesteś i co zrobiłaś z Wielokropkiem? big_smile

Sentencja zawarta jest w treści wypowiedzi... Wystarczy uważnie przeczytać tongue wink

291 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-09-11 14:11:33)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Wielokropkowi wyczerpały się cytaty i teraz sentencjami bedą jego wlasne slowa? big_smile

edit: żeby nie było, tak wole smile

292

Odp: Sztuka kompromisu w związku
adiaphora napisał/a:

Wielokropkowi wyczerpały się cytaty i teraz sentencjami bedą jego wlasne slowa? big_smile

edit: żeby nie było, tak wole smile

adiaphora

Za sentencję tematu uznałam " [..] i miejsce dla odmiennych zdań, i wspólne rozwiązywanie problemów [...] wink smile

293 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-09-11 16:49:23)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Tak sobie myślę. że o kompromisy cieżko jest tam, gdzie jedna strona czuje się słabsza, gorsza, nie wie czy bedzie w stanie te granice obronić i nie polec.
Wtedy coś co mogłoby być "siłowaniem się":) w przyjemnej atmosferze zamienia się w walkę na smierć i życie, otwartą lub podjazdową.
Jeśli obie strony czują się jednakowo pewnie, takich obaw nie ma. Ja nie jestem słabą kobietką i niełatwo mnie urazić, fochów też nie stosuję- ale wprost w oczy mówię co myślę  i sama lubię to usłyszeć. Przerażają mnie dwulicowi, skryci ludzie- nieważne czy ta dwulicowość wynika ze słabości czy z wyrachowania.

294

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Yeap, Sony, right! To miejsce dla siebie w związku to trochę tak jak spać razem w łóżku. Ja lubię tak, ty inaczej a facet 'na chrystuska' to taka poduszeczka, że ręka potrafi zdrętwieć aby się 'ona' nie obudziła (no nie poświęcenie, cholerka!) smile I trzeba się ułożyć bo inaczej tylko wstać i wyjść do innego łóżka. sad Jak mi to porównanie przypasiło bo ma w sobie i seks i potrzeby (a jaki problem gdy mała kołderka czyli gorsze warunki życiowe jakoś) i nawet dziecko w to można wpasować jak niektórzy dzieciaka do łóżka wpuszczają zbyt często... Szukam extra słabych stron porównania smile

295

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:
Kinga24 napisał/a:

Powiem Wam tylko na zasadzie dygresji, że fajne jest to forum, bo można podyskutować na różne tematy, nad którymi wcześniej nawet się nie zastanawiało. Albo zastanawiało za mało. A tak to można jeszcze raz zweryfikować swoje poglądu smile

_v_ napisał/a:

bo człowiek nie pomaga i nie poswieca się z altruizmu
tylko po to, zeby poczuc sie lepiej, albo zeby cos dostac w zamian

A to już zależy, bo są ludzie, którzy pomagają po prostu z potrzeby serca, a nie po to, żeby coś mieć w zamian. Np. wpłacając anonimowo na fundację. Albo na czyjeś leczenie. Nikt tego nie zobaczy, nikt nie pochwali. Wie to tylko ta jedna osoba. I co ma w zamian? Radość? Może i tak, ale czy to świadczy o tym, że ta osoba tak naprawdę pomaga z egoizmu? Nie sądzę, bo radość też może mieć z innego powodu, niekoniecznie poświęcając swój czas czy pieniądze obcym ludziom.

A to, że ktoś powinien powiedzieć wprost, że czegoś nie lubi, jest oczywiste (bo inaczej męczy się, a partner nie jest tego świadomy). No ale po obwieszczeniu tego można wspólnie usiąść i zastanowić się, co zrobić, żeby decyzja była jak najlepsza, jak najkorzystniejsza dla obojga. Np. ktoś może mieć chęć robienia czegoś innego niż ja, gadamy o tym i po chwili okazuje się, że mogę przyznać rację tej drugiej osobie, bo czegoś wcześniej nie wzięłam pod uwagę. Da się tak, nikt z nas przecież nie jest nieomylny, a nasze zdanie nie jest jedynym właściwym


co do tego pomagania, widziałam kiedys program, gdzie mówiono o jednej z teorii, która zakłada, ze człowiek niczego nie robi altruistycznie
tylko w ten sposób spełnia swoje potrzeby
czasem te potrzeby są na tyle duże, ze jest w stanie zaryzykowac zycie (podawali przykład strazaka, który za wszelką cenę ratuje kogoś, sam ginąc przy tym - a ratuje dlatego, ze musi myslec o sobie jako o dobrym człowieku, który pomaga innym. ta potrzeba myśleniea o sobie w ten sposób jest na tyle silna, ze moze oddac swoje życie, aby ją zaspokoić - i nie ma to nic wspólnego z chęcią pomocy danej osobie.)

Ciekawa rozmowa czyta się jak dobrą filozoficzna rozprawkę. Do tego wniosku akurat sam doszedłem lubię czasem się wyciszyć joga + stanąć do świata z boku to naprawdę pomaga także wyjść z sytuacji kryzysowych naprawdę kryzysowych gdy wszystko się nie udaje a nie jeden w tym momencie by się zabił np tracisz cały majątek i umierają twoi bliscy siostra, ojciec kuzynka a matka nagle dostaje raka, zostaje brat oraz żona. Mi się udało odbić wrócić przynajmniej połowę pieniędzy dzięki czemu matka przeżyła (zagraniczna klinika) potem znów życie sypnęło piachem w oczy znów problemy i tak w kółko. Warto mieć jakiś osobowy autorytet(nie bóstwo) choćby samego siebie(wiara w siebie) ale do tego trzeba dorosnąć a uwierzcie nie każdemu to jest dane oraz mieć cohones.

296 Ostatnio edytowany przez authority (2017-09-13 01:17:43)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Han_Na napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Pytanie czy granice powinno się przesuwać dla dobra związku, czy też próbować je likwidować (wtedy w grę wchodzi poświęcenie)? Zgadzam się z tym, że szacunek do drugiej osoby jest najważniejszy. Nie powinno się niczego wymuszać (aczkolwiek niektórzy i tak to stosują). Jedynym sposobem jest chyba obszerne obgadanie tematu na początku. Takie trochę zapoznanie 2 stron z oczekiwaniami, zaletami i wadami. Wtedy po "akceptacji" z obu stron można przejść do kolejnego etapu (brzmi trochę jak teleturniej tongue ).

Moim zdaniem nieprzesuwalna granica to nieprzesuwalna granica. Kropka. Bo tak sobie to można przesuwać do końca świata. Aż w końcu tracisz tożsamość. Ewentualnie za plecami masz tylko ścianę i nie dasz rady przesunąć się dalej. Żaden "związek" nie jest ważniejszy niż zdrowo rozumiana miłość własna (zdrowa czy nie naruszająca granic drugiej osoby). Generalnie to kobiety mają tendencję do ciągłego przesuwania swoich granic w imię miłości do Misiaczka. Najczęściej wynika to z braku pewności siebie i strachu przed samotnością "jak powiem, że coś mi się niepodoba to mnie zostawi". Rezygnują z własnych marzeń, z pasji, rezygnują z siebie bo miłość jest najważniejsza. Pewnego dnia budzą się i okazuje się, że nie mają już nic oprócz tego związku i tego Misiaczka. Co więcej ani one nie są szczęśliwe ani Misiaczek ale one Misiaczka nie zostawią bo przecież tyle w ten związek zainwestowały. Ma się zmarnować? I tak tkwią sobie w swoim bagienku.

A jak Misiaczek nauczy się, że granice są cały czas przesuwane tak jak on chce to potem jak kobieta mówi STOP jest foch smile I've been there. I've done that.
W teorii to wszystko jest bardzo ładne, bardzo romantyczne. Love conquers  it all. A życie swoje. Można kogoś bardzo kochać i jednocześnie nie móc z tą osoba wytrzymać na codzień bo jej zwyczaje, przekonania itd w stoją w opozycji do moich. Jak ja się poświęce to będe nieszczęsliwa. Jak on się poświęci to on będzie nieszczęsliwy. Tak sobie będziemy żyli na kupce nieszczęścia.

Tożsamość nie lubię tego słowa tożsamość jest płynna w związku mogą być kryzysy różnice dlatego transcendencja to moim zdaniem jedyna właściwa droga. Immanencja odwrotność transcendencji(pojemne zjawisko które zawiera w sobie tożsamość) jest szkodliwe prowadzi do waśni jak dla mnie to jest opisz większości problemów na tym świecie.

297

Odp: Sztuka kompromisu w związku

ja uważam, że kompromis w związku jest bardzo ważny, jeśli każde będzie ciągnąć w jedną stronę to nigdy nie dojdzie się do porozumienia.

Posty [ 261 do 297 z 297 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Sztuka kompromisu w związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024