Sztuka kompromisu w związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Sztuka kompromisu w związku

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 297 ]

Temat: Sztuka kompromisu w związku

Kompromis w związku...
Na czym powinien on Waszym zdaniem polegać? Czy człowiek powinien dostosowywać się do partnera? Czy może jednak w ogóle się nie zmieniać i nie iść na żadne kompromisy?
Przykład:
Kobieta ma marzenia związane z podróżowaniem po świecie, zakupem jakiegoś przedmiotu (np biżuterii, która od zawsze jej się podobała), chce sobie zrobić tatuaż, marzy o wyjeździe na jakiś koncert.
Jej potencjalny partner jest osobą, która nie ma nic przeciwko podróżowaniu po świecie (aczkolwiek nie ciągnie go do tego tak bardzo), ale np. brzydzą go tatuaże (tak jak ludzi brzydzą węże, pająki, smar samochodowy na rękach itp.). Jest to wrodzone i od wielu lat o tym mówi wprost. Dla niego kobieta z tatuażem traci całkowicie na atrakcyjności.

Czy waszym zdaniem w takim przypadku kobieta powinna zrezygnować z tego marzenia, wiedząc że będzie to krzywdziło partnera i będzie się z tym męczył? Czy może powinna poszukać takiego, który zaakceptuje wszystko w niej?

Według mnie sztuka kompromisu w związku być powinna. Oczywiste jest to, że nie można się zmieniać w całości dla 2 osoby, ale zrezygnowanie z 1 czy 2 marzeń to nie jest koniec świata skoro wiemy, że osoba, którą kochamy będzie się z tym źle czuła.

Co o tym sądzicie?

P.S. sytuacja jest czysto teoretyczna i nie ma związku ze mną (tak na wypadek jakby ktoś zaczął przypisywać to do mnie smile ).

Z góry dzięki za odpowiedzi.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 08:31:45)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Jeśli facet nie cierpi tatuaży, to po co wiąże się z kobietą, która chce sobie taki zrobić?

Zakupu biżuterii nie skomentuję nawet. Co ma partner do mojej biżuterii? Majtki też mi będzie wybierał?

Moim zdaniem w przywołanych sytuacjach nie ma miejsca na kompromis - bo dotyczą jednej osoby, a nie związku. Kompromis to nie jest dostosowanie jednej osoby, żeby drugiej pasowała.

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Bardziej chodzi o to, że np facet wiąże się z kobietą jest im razem dobrze, ale po czasie dowiaduje się, że ona ma plany związane np z tatuażem. Mówi jej, że go to brzydzi i że nie będzie się z tym źle czuł. Czy w takiej sytuacji kobieta powinna go olać i nie liczyć się z tym, że wpłynie to bardzo negatywnie na partnera czy dać sobie z tym spokój?

Nie zawsze wiesz wszystko z góry o drugiej osobie.

4 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 08:51:44)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Ale wytłumacz mi w takim razie, dlaczego kobieta ma wtedy rezygnować z marzenia? Równie dobrze facet może się przełamać, jeśli ją kocha, to co mu tatuaż będzie przeszkadzał?

Żeby nie było, że feministycznie - na odwrót (facet chce zrobić tatuaż, kobieta nie cierpi) uważałabym dokładnie tak samo smile

Kompromis to może być na zasadzie "ja lubię chińszczyznę, ty pizzę, więc pójdziemy dzisiaj na hamburgera, którego lubimy obydwoje". Nie w sytuacji, kiedy ktoś chce decydować o tym, co ja mam zrobić ze SWOIM ciałem czy życiem.

5

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Kompromis w związku...
Na czym powinien on Waszym zdaniem polegać? Czy człowiek powinien dostosowywać się do partnera? Czy może jednak w ogóle się nie zmieniać i nie iść na żadne kompromisy?
Przykład:
Kobieta ma marzenia związane z podróżowaniem po świecie, zakupem jakiegoś przedmiotu (np biżuterii, która od zawsze jej się podobała), chce sobie zrobić tatuaż, marzy o wyjeździe na jakiś koncert.
Jej potencjalny partner jest osobą, która nie ma nic przeciwko podróżowaniu po świecie (aczkolwiek nie ciągnie go do tego tak bardzo), ale np. brzydzą go tatuaże (tak jak ludzi brzydzą węże, pająki, smar samochodowy na rękach itp.). Jest to wrodzone i od wielu lat o tym mówi wprost. Dla niego kobieta z tatuażem traci całkowicie na atrakcyjności.

Czy waszym zdaniem w takim przypadku kobieta powinna zrezygnować z tego marzenia, wiedząc że będzie to krzywdziło partnera i będzie się z tym męczył? Czy może powinna poszukać takiego, który zaakceptuje wszystko w niej?

Według mnie sztuka kompromisu w związku być powinna. Oczywiste jest to, że nie można się zmieniać w całości dla 2 osoby, ale zrezygnowanie z 1 czy 2 marzeń to nie jest koniec świata skoro wiemy, że osoba, którą kochamy będzie się z tym źle czuła.

Co o tym sądzicie?

P.S. sytuacja jest czysto teoretyczna i nie ma związku ze mną (tak na wypadek jakby ktoś zaczął przypisywać to do mnie smile ).

Z góry dzięki za odpowiedzi.

Kompromis w związku? Jeden z gorszych pomysłów.
Dlaczego?

SJN PWN napisał/a:

1. porozumienie osiągnięte w wyniku wzajemnych ustępstw
2. odstępstwo od zasad, założeń lub poglądów w imię ważnych celów lub dla praktycznych korzyści.

Dlaczego?

Wikipedia napisał/a:

(...) Wbrew obiegowej opinii kompromis nie jest optymalnym rozwiązaniem konfliktu, ponieważ oznacza konieczność rezygnacji z części interesów każdej ze stron. Taki idealny sposób radzenia sobie z konfliktem stanowi współpraca. (...)

W przytoczonych przykładach kompromis ma polegać na zrezygnowaniu przez jedną osobę ze swych marzeń. To nie jest kompromis, to szantaż emocjonalny zastosowany wobec niej.
Błędem, popełnianym przez wiele osób, jest myślenie, że budowa związku polega na poświęcaniu się (pomijam sytuacje ekstremalne).

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:

Ale wytłumacz mi w takim razie, dlaczego kobieta ma wtedy rezygnować z marzenia? Równie dobrze facet może się przełamać, jeśli ją kocha, to co mu tatuaż będzie przeszkadzał?

Żeby nie było, że feministycznie - na odwrót (facet chce zrobić tatuaż, kobieta nie cierpi) uważałabym dokładnie tak samo smile

Kompromis to może być na zasadzie "ja lubię chińszczyznę, ty pizzę, więc pójdziemy dzisiaj na hamburgera, którego lubimy obydwoje". Nie w sytuacji, kiedy ktoś chce decydować o tym, co ja mam zrobić ze SWOIM ciałem czy życiem.

Dlaczego ma zrezygnować z 1 marzenia? Bo skrzywdzi tym partnera. Jeżeli ma wrodzony wstręt do czegoś to tego niestety nie zmieni. Ja w takiej sytuacji wiedząc, że by to męczyło 2 osobę zrezygnowałbym z tego. To nie jest koniec świata. Oczywiście w ramach kompromisu w przedstawionej sytuacji kobieta mogłaby poprosić faceta o porzucenie jakiegoś swojego marzenia, które nie daje jej spokoju i które uznaje za irytujące.

Wielokropek - życie każdemu sobie bez pójścia na ustępstwa to nie związek. Takie osoby idealnie oddają status singla, który jeśli już z kimś jest to tylko dla korzyści, albo zaspokajania swoich potrzeb.

7 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-09-04 09:14:24)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

(...) Wielokropek - życie każdemu sobie bez pójścia na ustępstwa to nie związek. Takie osoby idealnie oddają status singla, który jeśli już z kimś jest to tylko dla korzyści, albo zaspokajania swoich potrzeb.

Naprawdę nie widzisz różnicy między kompromisem/poświęcaniem a wspólnymi ustaleniami?

8 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 09:15:39)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Dlaczego ma zrezygnować z 1 marzenia? Bo skrzywdzi tym partnera. Jeżeli ma wrodzony wstręt do czegoś to tego niestety nie zmieni. Ja w takiej sytuacji wiedząc, że by to męczyło 2 osobę zrezygnowałbym z tego. To nie jest koniec świata. Oczywiście w ramach kompromisu w przedstawionej sytuacji kobieta mogłaby poprosić faceta o porzucenie jakiegoś swojego marzenia, które nie daje jej spokoju i które uznaje za irytujące.

Cóż, jeśli Ty masz ochotę na poświęcenie (które nie wiadomo dlaczego nazywasz kompromisem), to Twoja sprawa. Ale nie masz prawa wymagać od kogoś innego, żeby też miał na to ochotę smile
Skrzywdzi partnera? No, biedaczek. A co, ma skrzywdzić siebie, rezygnując z własnych marzeń? I wtedy partner będzie zadowolony? Nazywasz to miłością?

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Dlaczego ma zrezygnować z 1 marzenia? Bo skrzywdzi tym partnera. Jeżeli ma wrodzony wstręt do czegoś to tego niestety nie zmieni. Ja w takiej sytuacji wiedząc, że by to męczyło 2 osobę zrezygnowałbym z tego. To nie jest koniec świata. Oczywiście w ramach kompromisu w przedstawionej sytuacji kobieta mogłaby poprosić faceta o porzucenie jakiegoś swojego marzenia, które nie daje jej spokoju i które uznaje za irytujące.

Cóż, jeśli Ty masz ochotę na poświęcenie (które nie wiadomo dlaczego nazywasz kompromisem), to Twoja sprawa. Ale nie masz prawa wymagać od kogoś innego, żeby też miał na to ochotę smile
Skrzywdzi partnera? No, biedaczek. A co, ma skrzywdzić siebie, rezygnując z własnych marzeń?

Zakładając , że nazwiemy to poświęceniem to uważasz, że w związku nie ma na to miejsca? Jeżeli wiem, że coś będzie męczyć partnera i mu bardzo przeszkadzać to mam mieć na to przysłowiowo "Wyjeb***ne"? Chyba nie tędy droga.

10

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Nie, w normalnym zdrowym związku nikt się dla nikogo nie poświęca.

11 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 09:19:21)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Czyli robi co chce i ma w dupie opinię 2 osoby tak? To idąc tym tokiem rozumowania  można sobie skoczyć w bok z kimś trzecim bo np takie mam marzenie i nic 2 osobie do tego. A jak się będzie czepiała, to powinienem powiedzieć, że nie będzie mnie ograniczać bo mam do tego prawo (w końcu "to moje ciało i robię co chcę").

12 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 09:21:36)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Czyli robi co chce i ma w dupie opinię 2 osoby tak? To idąc tym tokiem rozumowania  można sobie skoczyć w bok z kimś trzecim bo np takie mam marzenie i nic 2 osobie do tego. A jak się będzie czepiała, to powinienem powiedzieć, że nie będzie mnie ograniczać bo mam do tego prawo (w końcu "to moje ciało i robię co chcę").

Generalnie nic drugiej osobie do tego, czy Ty masz ochotę skoczyć w bok i czy to zrobisz. Ale skoro potrzebujesz w takich sprawach wyraźnego zdania partnerki - ma Ci wyraźnie zakazać - to zastanów się, czy w ogóle dorosłeś do jakiegokolwiek związku smile
Dziwaczne pojęcie miłości masz.

13

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Przed podjęciem decyzji o poświęcenie się warto jednak zapytać tę drugą osobę o to, czy owego poświęcenia chce. Bo konsekwencją poświęcenia jest, co często pojawia się także tu na forum, oczekiwanie wdzięczności za nie.


I kolejna 'perełka'

zatroskany internauta napisał/a:

(...) w ramach kompromisu w przedstawionej sytuacji kobieta mogłaby poprosić faceta o porzucenie jakiegoś swojego marzenia, które nie daje jej spokoju i które uznaje za irytujące. (...)

Toż to handel. A co będzie, gdy waluta się wyczerpie?

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Czyli robi co chce i ma w dupie opinię 2 osoby tak? To idąc tym tokiem rozumowania  można sobie skoczyć w bok z kimś trzecim bo np takie mam marzenie i nic 2 osobie do tego. A jak się będzie czepiała, to powinienem powiedzieć, że nie będzie mnie ograniczać bo mam do tego prawo (w końcu "to moje ciało i robię co chcę").

Generalnie nic drugiej osobie do tego, czy Ty masz ochotę skoczyć w bok i czy to zrobisz. Ale skoro potrzebujesz w takich sprawach wyraźnego zdania partnerki - ma Ci wyraźnie zakazać - to zastanów się, czy w ogóle dorosłeś do jakiegokolwiek związku smile
Dziwaczne pojęcie miłości masz.

Nic do tego? Masz strasznie skrzywione pojęcie o miłości. Wypowiadasz się jak singiel, a nie osoba, której zależy na związku i wspólnym podejmowaniu części decyzji. Jeżeli dla Ciebie zdrada jest bo jest bo ktoś ma na to ochotę "bo to jego/jej ciało i robi co chce" to taka osoba nigdy nie powinna być dopuszczona do związku bo tylko zrani tą drugą połowę.

Wielokropek - nikt nie mówi , że musi proponować by 2 osoba też z czegoś zrezygnowała.

15

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Nic do tego? Masz strasznie skrzywione pojęcie o miłości. Wypowiadasz się jak singiel, a nie osoba, której zależy na związku i wspólnym podejmowaniu części decyzji. Jeżeli dla Ciebie zdrada jest bo jest bo ktoś ma na to ochotę "bo to jego/jej ciało i robi co chce" to taka osoba nigdy nie powinna być dopuszczona do związku bo tylko zrani tą drugą połowę.

Tak, nic nikomu do tego. Jeśli kocham, to nie zdradzę. Sama z siebie. A nie dlatego, że druga osoba sobie tego nie życzy i mi zabroni.

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Nic do tego? Masz strasznie skrzywione pojęcie o miłości. Wypowiadasz się jak singiel, a nie osoba, której zależy na związku i wspólnym podejmowaniu części decyzji. Jeżeli dla Ciebie zdrada jest bo jest bo ktoś ma na to ochotę "bo to jego/jej ciało i robi co chce" to taka osoba nigdy nie powinna być dopuszczona do związku bo tylko zrani tą drugą połowę.

Tak, nic nikomu do tego. Jeśli kocham, to nie zdradzę. Sama z siebie. A nie dlatego, że druga osoba sobie tego nie życzy i mi zabroni.

Nikt nie mówił o zabranianiu tylko o tym, że wchodząc w związek należy odzwyczaić się od wielu rzeczy typowo singlowskich. Trzeba zacząć słuchać i dochodzić do wspólnego stanowiska z drugą osobą w wielu kwestiach (tym bardziej jak się zaczyna po czasie razem mieszkać, to trzeba wiedzieć co przeszkadza nam i drugiej osobie, żeby to wszystko ułożyć sensownie, a nie drzeć koty i robić jak nam się podoba). Słuchanie i rozumienie drugiej osoby to podstawa. Będąc w związku bierzemy odpowiedzialność nie tylko za siebie. Musimy mieć świadomość, że jeżeli zrobimy coś złego (np zdrada) to zranimy drugą osobę, na której przecież nam zależy. I nie uważam, że da się żyć bez kompromisów. Bycie w związku to nie życie każdy samemu sobie, ale razem (oczywiście są sytuacje, gdy każdy potrzebuje trochę przestrzeni i nie trzeba każdej rzeczy robić razem).

17 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 09:49:41)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Nikt nie mówił o zabranianiu tylko o tym, że wchodząc w związek należy odzwyczaić się od wielu rzeczy typowo singlowskich. Trzeba zacząć słuchać i dochodzić do wspólnego stanowiska z drugą osobą w wielu kwestiach (tym bardziej jak się zaczyna po czasie razem mieszkać, to trzeba wiedzieć co przeszkadza nam i drugiej osobie, żeby to wszystko ułożyć sensownie, a nie drzeć koty i robić jak nam się podoba). Słuchanie i rozumienie drugiej osoby to podstawa. Będąc w związku bierzemy odpowiedzialność nie tylko za siebie. Musimy mieć świadomość, że jeżeli zrobimy coś złego (np zdrada) to zranimy drugą osobę, na której przecież nam zależy. I nie uważam, że da się żyć bez kompromisów. Bycie w związku to nie życie każdy samemu sobie, ale razem (oczywiście są sytuacje, gdy każdy potrzebuje trochę przestrzeni i nie trzeba każdej rzeczy robić razem).

Słuchanie i rozumienie drugiej osoby to podstawa
Sam to napisałeś. Dlaczego więc chcesz zmuszać drugą osobę do rezygnacji ze swoich marzeń?
Na to jest jedna prosta rada - nie wchodź w związek z kimś, kto Ci nie pasuje i nie będziesz miał problemów ani z poświęcaniem się, ani ze zdradą. Związek nie polega na tym, że Twoja partnerka ma nosić taką biżuterię, jaka Tobie się podoba, tylko na tym, że partnerka podoba Ci się bez względu na to, jaką biżuterię ma na sobie.

18 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 09:49:55)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Słuchanie i rozumienie drugiej osoby to podstawa
Sam to napisałeś. Dlaczego więc chcesz zmuszać drugą osobę do rezygnacji ze swoich marzeń?

Ja zapytałem o to czy w tym przypadku kobieta powinna zignorować to, że to bardzo by przeszkadzało partnerowi (nie chodzi o nie lubienie jakiejś potrawy tylko wrodzony wstręt do czegoś) czy jednak przychylić się do jego prośby by się z tym nie czuł źle i nie męczył, a nie o to czy partner powinien zmuszać do rezygnacji z marzenia.

19 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 09:54:38)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Słuchanie i rozumienie drugiej osoby to podstawa
Sam to napisałeś. Dlaczego więc chcesz zmuszać drugą osobę do rezygnacji ze swoich marzeń?

Ja zapytałem o to czy w tym przypadku kobieta powinna zignorować to, że to bardzo by przeszkadzało partnerowi (nie chodzi o nie lubienie jakiejś potrawy tylko wrodzony wstręt do czegoś) czy jednak przychylić się do jego prośby by się z tym nie czuł źle i nie męczył, a nie o to czy partner powinien zmuszać do rezygnacji z marzenia.

A to już zależy od decyzji tej konkretnie kobiety. Nikt nie ma prawa powiedzieć, że coś powinna lub nie. Są takie, co nie zrobią tatuażu, i są takie, co zmienią partnera.
Akurat tatuaż nie jest moim marzeniem, ale gdyby był, to ja bym poszukała faceta, co tatuaże lubi.

20

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Różnego rodzaju 'powinna/powinien' i poświęcenia nie sprzyjają budowie partnerskiego związku, ale też nie wszyscy związek partnerski uznają za najlepszy i nie wszyscy decydują się go współtworzyć.

21 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-09-04 10:09:38)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Cóż, akurat to co robimy ze swoim ciałem, czyli skórą, włosami, ubiorem jest bardzo imtymną, indywidualna sprawą.
Wyrażamy przez to siebie "bezpośrednio" i nic nikomu do tego.
W tej dziedzinie nie widzę pola na kompromis..
Uciekałabym od partnera, który tak dalece ingeruje.To jest sygnał, ze nie akceptujemy czegoś w osobowosci partnera i zły prognostyk dla związku.

22 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 10:28:41)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Ela210 napisał/a:

Cóż, akurat to co robimy ze swoim ciałem, czyli skórą, włosami, ubiorem jest bardzo imtymną, indywidualna sprawą.
Wyrażamy przez to siebie "bezpośrednio" i nic nikomu do tego.
W tej dziedzinie nie widzę pola na kompromis..
Uciekałabym od partnera, który tak dalece ingeruje.To jest sygnał, ze nie akceptujemy czegoś w osobowosci partnera i zły prognostyk dla związku.

Konkretna i rzeczowa odpowiedź - dzięki wielkie.
Pamiętaj jednak, że wrodzony wstręt do czegoś nie oznacza chęci ingerencji na siłę. To część nas, coś z czym się rodzimy. Nie jest to nawyk nabyty, którego można się oduczyć.

23

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Pamiętaj jednak, że wrodzony wstręt do czegoś nie oznacza chęci ingerencji na siłę. To część nas, coś z czym się rodzimy. Nie jest to nawyk nabyty, którego można się oduczyć.

Jeżeli odczuwasz do czegoś wrodzony wstręt, to nie wiąż się z kimś, kto ma w sobie coś, co ten wstręt powoduje... bo po co?

24

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Sorry, że wtrące się w waszą dysksuję

santapietruszka napisał/a:

Kompromis to może być na zasadzie "ja lubię chińszczyznę, ty pizzę, więc pójdziemy dzisiaj na hamburgera, którego lubimy obydwoje". Nie w sytuacji, kiedy ktoś chce decydować o tym, co ja mam zrobić ze SWOIM ciałem czy życiem.

jeszcze jest

SJN PWN napisał/a:

konsensus, consensus [wym. konsensus]
1. «porozumienie osiągnięte w wyniku dyskusji i kompromisu»
2. «zgodne stanowisko w jakiejś sprawie»

można iść do takiego miejsca, gdzie serwują i pizzę, i chińszczyznę, obie strony wygrywają - tylko muszą się dogadać i znaleźć właściwe rozwiązanie.

Te wszystkie dywagację czy się poświęcać zakładają, że jest tylko jeden, jedyny partner i albo akceptujemy jego warunki/dochodzimy do kompromisu/toczymy wojnę/ albo zmieniamy partnera - to też jest jakieś rozwiązanie!
Nie za bardzo rozumiem sytuację, w której druga strona tak głęboko ingeruję, próbuje wpływać (szantażować?) na moje decyzję nawet w tak osobistych sprawach.
Nie rozumiem również sytuacji, w której nie bierze się pod rozwagę preferencji męża/chłopaka (nie myślę, o przyjęciu cudzej woli, tylko rozważeniu jej na tak lub nie).
Jeśli takie pierdoły powodują spięcia, to może warto zastanowić się nad bardziej dopasowanym partnerem.

25 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 10:34:02)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Averyl napisał/a:

Sorry, że wtrące się w waszą dysksuję

santapietruszka napisał/a:

Kompromis to może być na zasadzie "ja lubię chińszczyznę, ty pizzę, więc pójdziemy dzisiaj na hamburgera, którego lubimy obydwoje". Nie w sytuacji, kiedy ktoś chce decydować o tym, co ja mam zrobić ze SWOIM ciałem czy życiem.

jeszcze jest

SJN PWN napisał/a:

konsensus, consensus [wym. konsensus]
1. «porozumienie osiągnięte w wyniku dyskusji i kompromisu»
2. «zgodne stanowisko w jakiejś sprawie»

można iść do takiego miejsca, gdzie serwują i pizzę, i chińszczyznę, obie strony wygrywają - tylko muszą się dogadać i znaleźć właściwe rozwiązanie.

Podałam pierwszy lepszy przykład, który mi przyszedł do głowy, ale jak najbardziej masz rację smile Generalnie chodziło mi o to, że w przypadku tatuażu nie da się osiągnąć konsensusu - w przypadku opisanego tatuażu, gdzie Autor twierdzi, że do tatuaży ma wrodzony wstręt i na kompromis wcale gotowy nie jest, tylko wymaga od drugiej strony. Bo może w innych przypadkach dałoby się jak najbardziej - zrobić mniejszy tatuaż, w innym miejscu, inny wzór...

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Pamiętaj jednak, że wrodzony wstręt do czegoś nie oznacza chęci ingerencji na siłę. To część nas, coś z czym się rodzimy. Nie jest to nawyk nabyty, którego można się oduczyć.

Jeżeli odczuwasz do czegoś wrodzony wstręt, to nie wiąż się z kimś, kto ma w sobie coś, co ten wstręt powoduje... bo po co?

Słuszna rada. Sytuacja jednak komplikuje się o wiele bardziej gdy np 2 osoby są ze sobą np 2 - 3 lata i nagle wychodzi taki pomysł u kobiety/mężczyzny, a 2 strona nie akceptuje tego. Wtedy ciężej się od tak rozstać i poszukać sobie bardziej dopasowanej partnerki/partnera.
Z doświadczenia wiem, że mimo iż np. rozmawia nam się z kimś bardzo dobrze na wiele tematów to nie wszystkie się porusza i później pojawiają się takie sytuacje.

27

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Pamiętaj jednak, że wrodzony wstręt do czegoś nie oznacza chęci ingerencji na siłę. To część nas, coś z czym się rodzimy. Nie jest to nawyk nabyty, którego można się oduczyć.

Jeżeli odczuwasz do czegoś wrodzony wstręt, to nie wiąż się z kimś, kto ma w sobie coś, co ten wstręt powoduje... bo po co?

Słuszna rada. Sytuacja jednak komplikuje się o wiele bardziej gdy np 2 osoby są ze sobą np 2 - 3 lata i nagle wychodzi taki pomysł u kobiety/mężczyzny, a 2 strona nie akceptuje tego. Wtedy ciężej się od tak rozstać i poszukać sobie bardziej dopasowanej partnerki/partnera.
Z doświadczenia wiem, że mimo iż np. rozmawia nam się z kimś bardzo dobrze na wiele tematów to nie wszystkie się porusza i później pojawiają się takie sytuacje.

No, ale jeśli po 2-3 latach partnerka nie zna Cię na tyle, żeby wiedzieć, że masz wrodzony wstręt do tatuaży, to coś jest nie tak z komunikacją, nie sądzisz? To jest niemożliwe, żeby przez 2-3 lata nawet o tym nie napomknąć przy jakiejś okazji, np. podczas oglądania filmu. 2-3 miesiące rozumiem - ale 2-3 lata nie.

28

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Nie ma związku bez kompromisów. Jeśli ludzie decydują się żyć razem to nie mogą myśleć tylko o sobie. Oczywiście są tacy, co myślą, ale związek długo wtedy nie pociągnie. Podpisuje się pod stwierdzeniem, ze  kompromis jest utrata części swojej autonomii, ze nie ma juz tylko ja, ty, ale jesteśmy my i czasem trzeba iść na ustępstwa i zrezygnować ze swojego "musi byc tak, jak ja chce" bo tak sie po prostu nie da zyc razem. Jeśli planujemy razem urlop i ja chce wyjechać tu a on tam to zamiast sie klocic i dazyc aby stanelo na moim mozna wypracowac jakis kompromis, ze np. tydzień spędzamy tu a tydzień tam albo w tym roku jedziemy gdzie on chce a w przyszłym ja wybieram  miejsce...albo ostatecznie każdy jedzie gdzie chce a następnym razem losujemy.... W kompromisie chodzi o to, aby się nie upierac za kazdym razem przy swojej racji, ale iść na ustępstwa. Dwoje zacietrzewionych i nieskorych do ustępstw ludzi to katastrofa w związku.  Trzeba troche porzucic swoj egoizm i otworzyc sie na partnera i jego potrzeby. Jestem przekonana, ze jeśli ludziom zależy na sobie to zawsze się dogadaja.
W sztuce kompromisu nie chodzi o to, aby w ogóle rezygnować ze swoich potrzeb na rzecz partnera i ciągle ulegać jego woli jak niektórzy błędnie zakładaja. Czesto slysze jakies patetyczne hasla, ze to rezygnowanie ze swego szczescia, jestestwa i w ogóle człowieczeństwa i tym podobne bla bla bla. No bo rzeczywiście, jak on druga sobotę z rzedu nie pójdzie na piwo z kumplami tylko posiedzi z dzieckiem żebym ja mogła spotkać się z dawno nie widziana przyjaciółką z która umowilam się dużo wczesniej to on po prostu poczuje sie skrzywdzony a jego godnosc i czlowieczenstwo legnie w gruzach big_smile  Ja bez problemu  mu sie odwdziecze siedząc trzy soboty pod rząd z dzieckiem jak on będzie chciał iść na mecz czy bilard z kolega...  Tez z tego powodu nie wpadne w rozpacz ani nie poczuje sie jak przegryw.
W fundamentalnych sprawach warto dobrać się tak, aby mieć zbieżny pogląd, żeby potem nie mieć poczucia przegranej, ze zrezygnowalismy z czegoś dla nas istotnego, ale w codziennych sprawach, drobiazgach, z jakich składa się życie, trzeba się dogadywac na różne sposoby a kompromis jest właśnie czymś takim.

29

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Całe szczęscie wstręt nie jest wrodzony. To poważna sprawa- WSTRĘT- nie mylić z brakiem akceptacji- która moze mieć źródło w dzieciństwie- jakimś złym , zapomnianym doswiadczeniu. ale to  jest sprawa do rozwikłania przez tą osobe nie partnera.
Dobry psycholog znajdzie źródło, jeśli to rzeczywiscie wstręt.

30

Odp: Sztuka kompromisu w związku
adiaphora napisał/a:

W fundamentalnych sprawach warto dobrać się tak, aby mieć zbieżny pogląd, żeby potem nie mieć poczucia przegranej, ze zrezygnowalismy z czegoś dla nas istotnego, ale w codziennych sprawach, drobiazgach, z jakich składa się życie, trzeba się dogadywac na różne sposoby a kompromis jest właśnie czymś takim.

Tylko, że kwestia, kto posiedzi z dzieckiem w sobotę, a kto pójdzie pograć w bilard to nie to samo, kiedy ktoś o czymś marzy, a ktoś drugi wymaga, że ma z tego zrezygnować. Tu jest pies pogrzebany - i to są właśnie te fundamentalne sprawy, od których trzeba zacząć. Nie ma sensu związek, jeśli jedna osoba marzy o podróżach, a druga wyłącznie o siedzeniu w kapciach przed tv i żeby ktoś podał piwo - zawsze ktoś będzie pokrzywdzony. Tak samo z tatuażami i wstrętem smile

31 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 11:12:29)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:

No, ale jeśli po 2-3 latach partnerka nie zna Cię na tyle, żeby wiedzieć, że masz wrodzony wstręt do tatuaży, to coś jest nie tak z komunikacją, nie sądzisz? To jest niemożliwe, żeby przez 2-3 lata nawet o tym nie napomknąć przy jakiejś okazji, np. podczas oglądania filmu. 2-3 miesiące rozumiem - ale 2-3 lata nie.

Uwierz zdarzają się i takie sytuacje bo np. 1 z osób w związku nagle stwierdzi, że chce sobie coś takiego zrobić, a że wcześniej tego nie chciała to i o to nie wypytywała partnera. I wtedy pojawia się niestety problem.

@adiaphora - mamy podobne podejście do sprawy. Kompromis w związku musi być i ustępstwa, ale oczywiście po obu stronach, a podejście bo ja chce i koniec nie ma tutaj miejsca.

@Ela210 - niestety nie masz racji. Jeżeli ktoś rodzi się i od małego nie lubi np latania, koloru czerwonego, używania jakichkolwiek kremów do twarzy czy tatuaży to nie jest to nabyte. Jest to część nas i mamy prawo czuć się źle jeżeli mamy z tym czymś do czynienia. I inne osoby powinny to również uszanować skoro my mamy szanować je. A kwestie nabyte jak np. klaustrofobia bo ktoś nas w dzieciństwie trzymał w piwnicy czy niechęć do jedzenia sałatek warzywnych bo kiedyś tam nam nie zasmakowała lub się struliśmy to zupełnie inna sprawa.

32 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 11:15:49)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

No, ale jeśli po 2-3 latach partnerka nie zna Cię na tyle, żeby wiedzieć, że masz wrodzony wstręt do tatuaży, to coś jest nie tak z komunikacją, nie sądzisz? To jest niemożliwe, żeby przez 2-3 lata nawet o tym nie napomknąć przy jakiejś okazji, np. podczas oglądania filmu. 2-3 miesiące rozumiem - ale 2-3 lata nie.

Uwierz zdarzają się i takie sytuacje bo np. 1 z osób w związku nagle stwierdzi, że chce sobie coś takiego zrobić, a że wcześniej tego nie chciała to i o to nie wypytywała partnera. I wtedy pojawia się niestety problem.

Nie chodzi o wypytywanie. Ale nie wierzę, że taka kwestia nie wyszłaby podczas jakiejś innej rozmowy, jeśli wstręt jest autentyczny, a nie udawany. Nie wiem, np. podczas programu w tv o tatuażach, na zakupach podczas przechodzenia obok salonu czy kiedy ktoś znajomy zrobi sobie tatuaż, możliwości jest wiele. To tak, jakbyś twierdził, że przez 3 lata nie było okazji zapytać, czy partner ma może alergię na orzeszki. Jeśli tak faktycznie by było, to znaczy, że wcale nie rozmawia się ze sobą - czyli wracamy do punktu wyjścia - taki związek nie ma sensu.

33

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

(...) Uwierz zdarzają się i takie sytuacje bo np. 1 z osób w związku nagle stwierdzi, że chce sobie coś takiego zrobić, a że wcześniej tego nie chciała to i o to nie wypytywała partnera. I wtedy pojawia się niestety problem. (...)

I wówczas partnerzy wspólnie zastanawiają się nad tym, jak ów problem rozwiązać.

34 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 11:18:07)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:

Nie chodzi o wypytywanie. Ale nie wierzę, że taka kwestia nie wyszłaby podczas jakiejś innej rozmowy, jeśli wstręt jest autentyczny, a nie udawany. Nie wiem, np. podczas programu w tv o tatuażach, na zakupach podczas przechodzenia obok salonu czy kiedy ktoś znajomy zrobi sobie tatuaż, możliwości jest wiele. To tak, jakbyś twierdził, że przez 3 lata nie było okazji zapytać, czy partner ma może alergię na orzeszki.

Z początku ludzie rozmawiają o wielu sprawach, ale z czasem chemia mija i przychodzi rutyna. Miałem taką sytuację, że po dłuższym czasie dowiadywałem się o czymś czego nie akceptowałem a nigdy nie było na ten temat rozmowy bo po prostu nie wchodziło się na taki temat, nie było okazji ku temu. Co prawda związek 2 ludzi to niespodzianka - nigdy nie wiadomo czego człowiek może się po latach dowiedzieć. Oczywiście jak się kocha powinno się starać dogadać najbardziej jak to możliwe, ale jeżeli czegoś czasem się nie akceptuje, wtedy 2 strona też powinna wykazać dobrą wolę.

Wielokropek napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

(...) Uwierz zdarzają się i takie sytuacje bo np. 1 z osób w związku nagle stwierdzi, że chce sobie coś takiego zrobić, a że wcześniej tego nie chciała to i o to nie wypytywała partnera. I wtedy pojawia się niestety problem. (...)

I wówczas partnerzy wspólnie zastanawiają się nad tym, jak ów problem rozwiązać.

Według tego co wcześniej przeczytałem należy się rozstać bo jak można nie zaakceptować integralnych potrzeb swojej partnerki/partnera? Ona/on chce bo chce i nie ma dyskusji. Akceptujesz albo zmień partnera. Tylko gdzie tutaj poszukiwanie rozwiązania problemu?..

35

Odp: Sztuka kompromisu w związku

ogólnie rzecz biorąc jak słyszę o kompromisie w związku, i że "muszą być", to mi się wszystko w środku przewraca, a na wolność wyrywa się dorodny paw.
kompromisy nie są sine qua non udanego związku.
w dobrym związku nie trzeba rezygnować z siebie ani się poświęcać
ani iść na kompromisy

36 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 11:26:52)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

Nie chodzi o wypytywanie. Ale nie wierzę, że taka kwestia nie wyszłaby podczas jakiejś innej rozmowy, jeśli wstręt jest autentyczny, a nie udawany. Nie wiem, np. podczas programu w tv o tatuażach, na zakupach podczas przechodzenia obok salonu czy kiedy ktoś znajomy zrobi sobie tatuaż, możliwości jest wiele. To tak, jakbyś twierdził, że przez 3 lata nie było okazji zapytać, czy partner ma może alergię na orzeszki.

Z początku ludzie rozmawiają o wielu sprawach, ale z czasem chemia mija i przychodzi rutyna. Miałem taką sytuację, że po dłuższym czasie dowiadywałem się o czymś czego nie akceptowałem a nigdy nie było na ten temat rozmowy bo po prostu nie wchodziło się na taki temat, nie było okazji ku temu. Co prawda związek 2 ludzi to niespodzianka - nigdy nie wiadomo czego człowiek może się po latach dowiedzieć. Oczywiście jak się kocha powinno się starać dogadać najbardziej jak to możliwe, ale jeżeli czegoś czasem się nie akceptuje, wtedy 2 strona też powinna wykazać dobrą wolę.

Z tego, co wyczytałam w Twoich postach, byłeś w związku rok i do tego na odległość. W takiej sytuacji rzeczywiście może się zdarzyć, że czegoś o partnerze się nie wie, bo czasu spędzonego ze sobą jest po prostu za mało. Ale to się nijak ma do 2-3 lat normalnego związku.
A z drugiej strony - jesteście 3 lata w związku i nagle dziewczyna wypala ni stąd, ni zowąd, że jej marzeniem jest zrobić sobie tatuaż? Też naciągnięte do granic możliwości... To o czym rozmawialiście przez te 3 lata, jeśli nie o marzeniach?

37 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-09-04 11:30:16)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

No, ale jeśli po 2-3 latach partnerka nie zna Cię na tyle, żeby wiedzieć, że masz wrodzony wstręt do tatuaży, to coś jest nie tak z komunikacją, nie sądzisz? To jest niemożliwe, żeby przez 2-3 lata nawet o tym nie napomknąć przy jakiejś okazji, np. podczas oglądania filmu. 2-3 miesiące rozumiem - ale 2-3 lata nie.

Uwierz zdarzają się i takie sytuacje bo np. 1 z osób w związku nagle stwierdzi, że chce sobie coś takiego zrobić, a że wcześniej tego nie chciała to i o to nie wypytywała partnera. I wtedy pojawia się niestety problem.

@adiaphora - mamy podobne podejście do sprawy. Kompromis w związku musi być i ustępstwa, ale oczywiście po obu stronach, a podejście bo ja chce i koniec nie ma tutaj miejsca.

@Ela210 - niestety nie masz racji. Jeżeli ktoś rodzi się i od małego nie lubi np latania, koloru czerwonego, używania jakichkolwiek kremów do twarzy czy tatuaży to nie jest to nabyte. Jest to część nas i mamy prawo czuć się źle jeżeli mamy z tym czymś do czynienia. I inne osoby powinny to również uszanować skoro my mamy szanować je. A kwestie nabyte jak np. klaustrofobia bo ktoś nas w dzieciństwie trzymał w piwnicy czy niechęć do jedzenia sałatek warzywnych bo kiedyś tam nam nie zasmakowała lub się struliśmy to zupełnie inna sprawa.

Alergia na czynniki chemiczne zawarte w kremie moze byc wrodzona. Latanie moze być zwiazane z wada błednika. ale klaustrofobia, czy wstręt do tatuazy nie ma źródła organicznego. Tu da się coś zrobić, jesli to faktycznie wstręt i szczerze mówiąc przy powszechnosci tatuaży trudno byłoby go wczesniej ukryć..
Jak boisz sie latania, to uginają się Ci nogi, serce wali jak młot, oblewa Cie Pot itp.
Masz tak, gdy widzisz osobe z tatuazami?

38

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

(...) Według tego co wcześniej przeczytałem należy się rozstać bo jak można nie zaakceptować integralnych potrzeb swojej partnerki/partnera? Ona/on chce bo chce i nie ma dyskusji. Akceptujesz albo zmień partnera. Tylko gdzie tutaj poszukiwanie rozwiązania problemu?..

Rozwiązań jest sporo, jednym z nich jest rozstanie, innym oczekiwanie, iż druga osoba zrezygnuje z marzeń, jeszcze inne to znalezienie odpowiedzi na pytanie "W jaki sposób zaspokoić potrzeby obojga?".

Tak, jestem zdania, że albo akceptuje się drugą osobą mimo jej wad, albo rozstaje się z nią. Można kogoś kochać i mimo to zdecydować na życie osobne. Warto jednak przed decyzją o tworzeniu związku poznać sposób myślenie drugiej osoby o związku i wzajemnych relacjach.

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Ela210 napisał/a:

Alergia na czynniki chemiczne zawarte w kremie moze byc wrodzona. Latanie moze być zwiazane z wada błednika. ale klaustrofobia, czy wstręt do tatuazy nie ma źródła organicznego. Tu da się coś zrobić, jesli to faktycznie wstręt i szczerze mówiąc przy powszechnosci tatuaży trudno byłoby go wczesniej ukryć..
Jak boisz sie latania, to uginają się Ci nogi, serce wali jak młot, oblewa Cie Pot itp.
Masz tak, gdy widzisz osobe z tatuazami?

Gdy widzę faceta z tatuażem, odwracam wzrok. Gdy widzę kobietę z tatuażem to jej atrakcyjność dla mnie spada do zera, a nawet poniżej - odpycha mnie. Mam tak od zawsze. Po prostu mnie to odrzuca, czuję wstręt do tego, uważam ,że kobiety są piękne z natury i nie muszą takim dziadostwem się dodatkowo ozdabiać ( jest to na całe życie).
Nie chodzi o czynniki w kremie - ja np nie mam alergii, ale nienawidzę smarować jakimkolwiek kremem buzi. Musisz zrozumieć, że jak czegoś się nie akceptuje/nie lubi/coś obrzydza to tak jest i tyle. Tak samo masz kobietę, która nienawidzi koloru czerwonego bo ... po prostu tak ma bez powodu i nagle każesz jej nosić czerwoną sukienkę. Raczej nie będzie zadowolona. Tak samo jest z tatuażami albo np. kolczykowaniem sobie całego ciała, rozcinaniem języka - kwestie estetyki. Jedni to zaakceptują, a  inni za cholerę nie.

40 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 12:00:32)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

masz kobietę, która nienawidzi koloru czerwonego bo ... po prostu tak ma bez powodu i nagle każesz jej nosić czerwoną sukienkę. Raczej nie będzie zadowolona.

Nie będzie zadowolona z faktu, że coś jej każesz, a nie, że to akurat czerwony kolor. Ja bym Ci radziła przemyśleć swoje podejście do związków w ogóle. Pozwoliłam sobie przeczytać Twoje wcześniejsze tematy i zauważam jedno - masz skłonności do poświęcania się dla kogoś, a w zamian za to oczekujesz poświęcenia drugiej strony... Np. tu: http://www.netkobiety.pl/t101119.html
"Wszystkie te miesiące czas chęci i pieniądze (które nie miały dla mnie znaczenia) na dojazdy i noclegi poszły na marne. Czuje pustkę, smutek, żal o to, co zrobiła, przy okazji zdradzając mnie i nasze tajemnice obcej osobie. Najgorsze, ze ja często bywalem samotny, jestem osobą spokojną, domatorem i każda próba zwiazku kończyła się zranieniem i pogorszeniem samooceny i chęci do dalszych prób. Teraz gdy sądzilem  ze wreszcie się to zmieni, zawiodlem się ponownie. Nawet chciałem w tym roku się przeprowadzić blisko by odległość nie była dłużej problemem. Moje poświęcenie poszło na marne"
Związek nie polega na tym, że coś się poświęca. A już tym bardziej nie na tym, że w zamian oczekuje się, że "inwestycja" się zwróci... I nie na tym, że coś komuś każesz, i nie na tym, że ktoś z czegoś ma dla Ciebie zrezygnować, bo Ty tak chcesz albo czegoś nie lubisz... Związek to wzajemne "uzupełnianie się" dwojga ludzi, z których każde i tak jest odrębną jednostką. Najważniejsze jest znaleźć do związku kogoś, z kim Ci będzie po drodze, a nie wymagać, że ktoś ma dopasować się do Twoich oczekiwań. Ty nie masz prawa wymagać od dziewczyny poświęceń - ale i sam nie musisz się poświęcać... Jeśli robisz coś wbrew sobie i uważasz to za poświęcenie dla dziewczyny - to znak, że ta dziewczyna nie jest dla Ciebie. Tyle.

41

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Jestem wiedźmą (tą, która wie). big_smile

42

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Wielokropek napisał/a:

Jestem wiedźmą (tą, która wie). big_smile

Też jestem wiedźmą, bo wiem - że wiesz big_smile

43

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

masz kobietę, która nienawidzi koloru czerwonego bo ... po prostu tak ma bez powodu i nagle każesz jej nosić czerwoną sukienkę. Raczej nie będzie zadowolona.

Nie będzie zadowolona z faktu, że coś jej każesz, a nie, że to akurat czerwony kolor. Ja bym Ci radziła przemyśleć swoje podejście do związków w ogóle. Pozwoliłam sobie przeczytać Twoje wcześniejsze tematy i zauważam jedno - masz skłonności do poświęcania się dla kogoś, a w zamian za to oczekujesz poświęcenia drugiej strony... Np. tu: http://www.netkobiety.pl/t101119.html
"Wszystkie te miesiące czas chęci i pieniądze (które nie miały dla mnie znaczenia) na dojazdy i noclegi poszły na marne. Czuje pustkę, smutek, żal o to, co zrobiła, przy okazji zdradzając mnie i nasze tajemnice obcej osobie. Najgorsze, ze ja często bywalem samotny, jestem osobą spokojną, domatorem i każda próba zwiazku kończyła się zranieniem i pogorszeniem samooceny i chęci do dalszych prób. Teraz gdy sądzilem  ze wreszcie się to zmieni, zawiodlem się ponownie. Nawet chciałem w tym roku się przeprowadzić blisko by odległość nie była dłużej problemem. Moje poświęcenie poszło na marne"
Związek nie polega na tym, że coś się poświęca. A już tym bardziej nie na tym, że w zamian oczekuje się, że "inwestycja" się zwróci... I nie na tym, że coś komuś każesz, i nie na tym, że ktoś z czegoś ma dla Ciebie zrezygnować, bo Ty tak chcesz albo czegoś nie lubisz... Związek to wzajemne "uzupełnianie się" dwojga ludzi, z których każde i tak jest odrębną jednostką. Najważniejsze jest znaleźć do związku kogoś, z kim Ci będzie po drodze, a nie wymagać, że ktoś ma dopasować się do Twoich oczekiwań. Ty nie masz prawa wymagać od dziewczyny poświęceń - ale i sam nie musisz się poświęcać... Jeśli robisz coś wbrew sobie i uważasz to za poświęcenie dla dziewczyny - to znak, że ta dziewczyna nie jest dla Ciebie. Tyle.

ja bym tylko dodała jedno
w związku naprawdę nie trzeba się uzupełniać
bo zwiazek nie ma być czymś, co uzupełnia czyjes braki

ani w takim sensie, że ja lubię makaron, a ty mnie uzupełniasz i lubisz pizze - wiec razem lubimy włoskie jedzenie

związek to dwie osoby, które zdecydowały się iść przez życie razem - bez zmieniania drugiej strony, bez dostosowywania się, bez poświęcania, bez wymagania czegoś w zamian itp itd.

44 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 12:12:16)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:

ja bym tylko dodała jedno
w związku naprawdę nie trzeba się uzupełniać
bo zwiazek nie ma być czymś, co uzupełnia czyjes braki

ani w takim sensie, że ja lubię makaron, a ty mnie uzupełniasz i lubisz pizze - wiec razem lubimy włoskie jedzenie

związek to dwie osoby, które zdecydowały się iść przez życie razem - bez zmieniania drugiej strony, bez dostosowywania się, bez poświęcania, bez wymagania czegoś w zamian itp itd.

Dlatego "uzupełnianie się" jest w cudzysłowie smile A zarazem zaznaczyłam, że każda z osób w związku jest odrębną jednostką - całością samą w sobie. Nazwijmy to może dla jasności - stworzenie czegoś nowego z dwóch części, z których każda może i powinna funkcjonować również osobno smile
Jeśli coś między tymi częściami nie zatrybi (śrubka nie pasuje do nakrętki) - to mamy zgrzyt i nie ma co pchać na siłę, bo tylko się rozleci big_smile ewentualnie będzie zgrzytać do końca życia i wkurzać...

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

masz kobietę, która nienawidzi koloru czerwonego bo ... po prostu tak ma bez powodu i nagle każesz jej nosić czerwoną sukienkę. Raczej nie będzie zadowolona.

Nie będzie zadowolona z faktu, że coś jej każesz, a nie, że to akurat czerwony kolor. Ja bym Ci radziła przemyśleć swoje podejście do związków w ogóle. Pozwoliłam sobie przeczytać Twoje wcześniejsze tematy i zauważam jedno - masz skłonności do poświęcania się dla kogoś, a w zamian za to oczekujesz poświęcenia drugiej strony... Np. tu: http://www.netkobiety.pl/t101119.html
"Wszystkie te miesiące czas chęci i pieniądze (które nie miały dla mnie znaczenia) na dojazdy i noclegi poszły na marne. Czuje pustkę, smutek, żal o to, co zrobiła, przy okazji zdradzając mnie i nasze tajemnice obcej osobie. Najgorsze, ze ja często bywalem samotny, jestem osobą spokojną, domatorem i każda próba zwiazku kończyła się zranieniem i pogorszeniem samooceny i chęci do dalszych prób. Teraz gdy sądzilem  ze wreszcie się to zmieni, zawiodlem się ponownie. Nawet chciałem w tym roku się przeprowadzić blisko by odległość nie była dłużej problemem. Moje poświęcenie poszło na marne"
Związek nie polega na tym, że coś się poświęca. A już tym bardziej nie na tym, że w zamian oczekuje się, że "inwestycja" się zwróci... I nie na tym, że coś komuś każesz, i nie na tym, że ktoś z czegoś ma dla Ciebie zrezygnować, bo Ty tak chcesz albo czegoś nie lubisz... Związek to wzajemne "uzupełnianie się" dwojga ludzi, z których każde i tak jest odrębną jednostką. Najważniejsze jest znaleźć do związku kogoś, z kim Ci będzie po drodze, a nie wymagać, że ktoś ma dopasować się do Twoich oczekiwań. Ty nie masz prawa wymagać od dziewczyny poświęceń - ale i sam nie musisz się poświęcać... Jeśli robisz coś wbrew sobie i uważasz to za poświęcenie dla dziewczyny - to znak, że ta dziewczyna nie jest dla Ciebie. Tyle.

Wrzucasz stare tematy sprzed prawie roku i po tym mnie oceniasz skoro nawet mnie nie znasz? Słabo. Trochę ma się to nijak do tego o co zapytałem bo nie mam takiej sytuacji w życiu. Interesowała mnie opinia innych osób na temat kompromisów, a ty nie mając już co pisać wracasz do czegoś co było w przeszłości. Sprawa jest prosta - czegoś nie lubię to tego nie akceptuję/nie noszę/nie jem itp. Aczkolwiek jestem w stanie zrezygnować z czegoś jeśli miałoby to negatywnie wpływać na 2 osobę i ja bym o tym wiedział. I uważam, że jeżeli nie jest to negowanie wszystkiego co sobie partnerka/partner wymarzy to można iść na ustępstwa. I owszem nie każdy na nie pójdzie. Taki urok ludzi, że się różnią.

46 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-09-04 12:22:25)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:

(...) związek to dwie osoby, które zdecydowały się iść przez życie razem - bez zmieniania drugiej strony, bez dostosowywania się, bez poświęcania, bez wymagania czegoś w zamian itp itd.

W Twym, moim i wielu osób rozumieniu związku - tak. Ale są też osoby, i jest ich wcale niemało, dla których związek to koniec wolności i samostanowienia o sobie, które oczekują od drugiej osoby podporządkowania się ich wizji związku i zaspokojenia potrzeb. Są osoby, dla których związek to poświęcanie się, by samemu od drugiej osoby otrzymać wymierne korzyści. Jak napisałam wyżej, handel. Gorzej, gdy obie strony są takimi ssawami, bo wcześniej czy później okazuje się, że są biorcy, tylko dawców brak.



Nie bez powodów istnieje zwrot 'zgniły kompromis'.

47

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Słuchanie i rozumienie drugiej osoby to podstawa
Sam to napisałeś. Dlaczego więc chcesz zmuszać drugą osobę do rezygnacji ze swoich marzeń?

Ja zapytałem o to czy w tym przypadku kobieta powinna zignorować to, że to bardzo by przeszkadzało partnerowi (nie chodzi o nie lubienie jakiejś potrawy tylko wrodzony wstręt do czegoś) czy jednak przychylić się do jego prośby by się z tym nie czuł źle i nie męczył, a nie o to czy partner powinien zmuszać do rezygnacji z marzenia.


nie ma czegoś takiego jak wrodzony wstręt do tatuaży - to zaburzenie i się leczy .... więc może Ty się poświęć dla związku i wylecz to tongue


Zalatuje mi jednym kolesiem z forum.. Tokepit ???
albo epidemia..
Co z Wami chłopcy ... kiedy dorośniecie ?????? związek to nie kompromisy ale konsensusy .. ale nie mają nic wspólnego z ograniczeniem drugiej osoby , jej zniewoleniem, rezygnacja z marzeń.

48 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 12:31:55)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
chceuciekacstad napisał/a:

nie ma czegoś takiego jak wrodzony wstręt do tatuaży - to zaburzenie i się leczy .... więc może Ty się poświęć dla związku i wylecz to tongue


Zalatuje mi jednym kolesiem z forum.. Tokepit ???
albo epidemia..
Co z Wami chłopcy ... kiedy dorośniecie ?????? związek to nie kompromisy ale konsensusy .. ale nie mają nic wspólnego z ograniczeniem drugiej osoby , jej zniewoleniem, rezygnacja z marzeń.

Nie uważam tego za chorobę. Jeśli coś mi się nie podoba, powoduje że np dana dziewczyna dla mnie traci na atrakcyjności to nie zmienię tego bo nagle mi się zachce. Sorry, ale ludzie nie tylko akceptują, ale mają też swoje wymogi jeśli szukają partnera. Np. nie przepadam za palaczami, nie lubię osób imprezowych, nie chcę mieć dzieci, nie lubię kobiet ubierających się jak fanki metalu, nie lubię feministek, nie lubię hałasu, nie lubię tatuaży - ile ludzi tyle wymogów. To tak samo jakby ktoś np. powiedział mi, że rozrywka elektroniczna jest be i tej osobie to nie odpowiada i uważa to za dziecinne - to nie znaczy, że ja to za takie uważam prawda? Problemem jest tutaj znalezienie kogoś kto ma podobne zdanie do nas w wielu kwestiach.

Poza tym: Konsensus, (od łac. consensus, czyli zgoda) – w wąskim rozumieniu synonim pojęcia określającego zgodę powszechną między członkami danej społeczności.

Do zgody muszą dążyć DWIE strony. A jakie tu masz dążenie do zgody 2 stron skoro 1 ma się zgadzać na to co 2 chce, a druga nie musi robić nic tylko dać do wiadomości , że zdania nie zmieni? Chyba zamiast konsensusu należy użyć sformułowania - jednostronna akceptacja bez konsensusu.

49

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Zgniłe kompromisy i urabianie drugiej strony na własną modłę to jedno - i Forumowiczki już to zgrabnie omówiły.

Ale moim zdaniem podstawowym problemem w opisanej sytuacji jest brak konfrontowania swoich oczekiwań na wczesnym etapie związku. Skoro masz, Autorze, jakieś kwestie, których absolutnie i nieodwołalnie nie akceptujesz (niech będą te tatuaże), to TWOIM OBOWIĄZKIEM jest poruszyć ten temat w początkowej fazie związku, bo to TY WIESZ, że jest to ważna kwestia. Nie ma sensu dywagować, dlaczego dziewczyna się z marzeń o tatuażu nie zwierzyła - zapewne dla niej to nie był potencjalny punkt zapalny.

Także na przyszłość - zastanów się nad kwestiami, co do których nie widzisz opcji manewrowania w związku i podejmowania jakichś wspólnych usatleń. I rozmawiaj o nich na początku. Nie zamiataj pod dywan, "bo jak powiem teraz, to ucieknie, a jak powiem za pół roku, to już nie będzie miała wyjścia i zostanie". Jak widać za pół roku problem tylko robi się większy i rozwiązanie go trudniejsze.

50

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Wrzucasz stare tematy sprzed prawie roku i po tym mnie oceniasz skoro nawet mnie nie znasz? Słabo. Trochę ma się to nijak do tego o co zapytałem bo nie mam takiej sytuacji w życiu. Interesowała mnie opinia innych osób na temat kompromisów, a ty nie mając już co pisać wracasz do czegoś co było w przeszłości.

Nie oceniłam Cię i nie oceniam. Uważam jednak, że tamten temat - mimo ze sprzed roku - w połączeniu z tym daje jaśniejszy obraz Twojego zdania. I tylko o tym napisałam. Przykro mi, że moja opinia jest niezgodna z Twoją, ale nic na to nie poradzę smile

Odp: Sztuka kompromisu w związku
ruda102 napisał/a:

Zgniłe kompromisy i urabianie drugiej strony na własną modłę to jedno - i Forumowiczki już to zgrabnie omówiły.

Ale moim zdaniem podstawowym problemem w opisanej sytuacji jest brak konfrontowania swoich oczekiwań na wczesnym etapie związku. Skoro masz, Autorze, jakieś kwestie, których absolutnie i nieodwołalnie nie akceptujesz (niech będą te tatuaże), to TWOIM OBOWIĄZKIEM jest poruszyć ten temat w początkowej fazie związku, bo to TY WIESZ, że jest to ważna kwestia. Nie ma sensu dywagować, dlaczego dziewczyna się z marzeń o tatuażu nie zwierzyła - zapewne dla niej to nie był potencjalny punkt zapalny.

Także na przyszłość - zastanów się nad kwestiami, co do których nie widzisz opcji manewrowania w związku i podejmowania jakichś wspólnych usatleń. I rozmawiaj o nich na początku. Nie zamiataj pod dywan, "bo jak powiem teraz, to ucieknie, a jak powiem za pół roku, to już nie będzie miała wyjścia i zostanie". Jak widać za pół roku problem tylko robi się większy i rozwiązanie go trudniejsze.

Dlatego zawsze ważne dla mnie kwestie poruszam na początku. Ciekawił mnie jednak punkt widzenia innych w odniesieniu do kompromisu w wymyślonej przeze mnie sytuacji.

santapietruszka napisał/a:

Nie oceniłam Cię i nie oceniam. Uważam jednak, że tamten temat - mimo ze sprzed roku - w połączeniu z tym daje jaśniejszy obraz Twojego zdania. I tylko o tym napisałam. Przykro mi, że moja opinia jest niezgodna z Twoją, ale nic na to nie poradzę smile

Nie poznasz kogoś po tym jak pisze na forum. Poznać można przez rozmowę w 4 oczy i to nie raz czy 2. Forum może dać jedynie bardzo ogólny pogląd na osobę. A to, że się nie zgadzamy jest jak najbardziej normalne. Każdy ma prawo do własnego zdania.

52

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Wielokropek napisał/a:
_v_ napisał/a:

(...) związek to dwie osoby, które zdecydowały się iść przez życie razem - bez zmieniania drugiej strony, bez dostosowywania się, bez poświęcania, bez wymagania czegoś w zamian itp itd.

W Twym, moim i wielu osób rozumieniu związku - tak. Ale są też osoby, i jest ich wcale niemało, dla których związek to koniec wolności i samostanowienia o sobie, które oczekują od drugiej osoby podporządkowania się ich wizji związku i zaspokojenia potrzeb. Są osoby, dla których związek to poświęcanie się, by samemu od drugiej osoby otrzymać wymierne korzyści. Jak napisałam wyżej, handel. Gorzej, gdy obie strony są takimi ssawami, bo wcześniej czy później okazuje się, że są biorcy, tylko dawców brak.



Nie bez powodów istnieje zwrot 'zgniły kompromis'.

tylko ze to juz wtedy nie powinno się nazywać związkiem, tylko niewolnictwem wink

53

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Alejandro Jodorowsky napisał/a:

Ptaki urodzone w klatce myślą, że latanie to choroba.

54

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Wielokropek dobrze mówisz wink

55

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

nie ma czegoś takiego jak wrodzony wstręt do tatuaży - to zaburzenie i się leczy .... więc może Ty się poświęć dla związku i wylecz to tongue


Zalatuje mi jednym kolesiem z forum.. Tokepit ???
albo epidemia..
Co z Wami chłopcy ... kiedy dorośniecie ?????? związek to nie kompromisy ale konsensusy .. ale nie mają nic wspólnego z ograniczeniem drugiej osoby , jej zniewoleniem, rezygnacja z marzeń.

Nie uważam tego za chorobę. Jeśli coś mi się nie podoba, powoduje że np dana dziewczyna dla mnie traci na atrakcyjności to nie zmienię tego bo nagle mi się zachce. Sorry, ale ludzie nie tylko akceptują, ale mają też swoje wymogi jeśli szukają partnera. Np. nie przepadam za palaczami, nie lubię osób imprezowych, nie chcę mieć dzieci, nie lubię kobiet ubierających się jak fanki metalu, nie lubię feministek, nie lubię hałasu, nie lubię tatuaży - ile ludzi tyle wymogów. To tak samo jakby ktoś np. powiedział mi, że rozrywka elektroniczna jest be i tej osobie to nie odpowiada i uważa to za dziecinne - to nie znaczy, że ja to za takie uważam prawda? Problemem jest tutaj znalezienie kogoś kto ma podobne zdanie do nas w wielu kwestiach.

Poza tym: Konsensus, (od łac. consensus, czyli zgoda) – w wąskim rozumieniu synonim pojęcia określającego zgodę powszechną między członkami danej społeczności.

Do zgody muszą dążyć DWIE strony. A jakie tu masz dążenie do zgody 2 stron skoro 1 ma się zgadzać na to co 2 chce, a druga nie musi robić nic tylko dać do wiadomości , że zdania nie zmieni? Chyba zamiast konsensusu należy użyć sformułowania - jednostronna akceptacja bez konsensusu.

A jak Ty przedstawiasz swoje dążenie do zgody w tym związku ??? może konsensusem było by że tatuaż jest malutki, w niewidocznym miejscu ???
A co do wstrętu - to że Ty nie uważasz tego za "chorobę" nie świadczy że nią nie jest.
Ma z pewnością podłoże psychiczne, podobnie jak strach przed lataniem, klaustrofobia i inne .... Kolejna sprawa - że to już wchodzi na pole tolerancji odmienności innych ludzi i ich praw do tego.
Ogólnie zadziwiają mnie ludzie którzy tak obcesowo tkwią w przekonaniu że mają prawo narzucać innym swoje poglądy.

A może tak ogólnie rzecz biorąc chcesz się wypisać z tego związku i tylko przyczyny szukasz.
Jak dla mnie temat zastępczy tatuaż... nie powinien ważyć być /czy nie być razem.

56

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Zgadzam się z tym, że jeśli się ma jakieś wymagania tzw. 'nie do ruszenia' to powinno się je przegadać już na początku.
Każdy ma pewnie jakieś kryteria, u mnie np nie przejdzie palenie więc mówię o tym już na 1 randce. Ostatnio na trzeciej randce wyciągnęłam od faceta info, że on nie planuje mieszkać na swoim (mieszkanie czy dom) tylko u rodziców (niby osobne wejście itp) ale ja wiem, że u mnie to nie przejdzie (doświadczenie) i przecież nie każę mu zmieniać życiowych planów pod siebie tylko po prostu nasze drogi się rozejdą i niech znajdzie taką, której to pasuje smile

Odp: Sztuka kompromisu w związku
chceuciekacstad napisał/a:

A jak Ty przedstawiasz swoje dążenie do zgody w tym związku ??? może konsensusem było by że tatuaż jest malutki, w niewidocznym miejscu ???
A co do wstrętu - to że Ty nie uważasz tego za "chorobę" nie świadczy że nią nie jest.
Ma z pewnością podłoże psychiczne, podobnie jak strach przed lataniem, klaustrofobia i inne .... Kolejna sprawa - że to już wchodzi na pole tolerancji odmienności innych ludzi i ich praw do tego.
Ogólnie zadziwiają mnie ludzie którzy tak obcesowo tkwią w przekonaniu że mają prawo narzucać innym swoje poglądy.

Kto mówi o narzucaniu? Czy gdzieś zostało napisane, że jest tutaj próba wymuszania czegokolwiek na kimkolwiek? Chodziło o to, czy w takiej sytuacji konfliktu powinno się iść na ustępstwo czy też nie.
Czyli jeżeli ktoś powie, że nie chce mieć np. otyłego faceta/kobiety bo woli szczupłe tzn, że jest chory i powinien to leczyć? oO

A może tak ogólnie rzecz biorąc chcesz się wypisać z tego związku i tylko przyczyny szukasz.
Jak dla mnie temat zastępczy tatuaż... nie powinien ważyć być /czy nie być razem.

P.S. sytuacja jest czysto teoretyczna i nie ma związku ze mną (tak na wypadek jakby ktoś zaczął przypisywać to do mnie smile ).

- sugeruję przeczytać 1 post - sytuacja czysto teoretyczna, a ty przypisujesz ją do mnie. Czytanie ze zrozumieniem nie boli...

58

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Tak, chodziłam na kompromisy w zwiazku.

Z powodu waznych celow - na przyklad chodzilam do kosciola z moim ex, choc jestem ateistka - poniewaz wazniejsze bylo dla mnie jego dobre samopoczucie jakie dawala mu moja obecnosc. On w zamian akceptowal, ze nie bede robic tego zbyt czesto i kiedy nie mialam ochoty - nie nalegal.

On natomiast dla konkretnych celow nigdy nie zapuscil wąsów, bo wiedział, że dla mnie to jest odpychajace (jak dla niektorych tatuaze) wiec dla konkretnego celu - mojego komfortu podczas seksu nigdy na te wasy sie nie zdecydowal, chociaz mu sie podobaly poniewaz wiedzial, że gdyby je zapuscil wywola u mnie dysonans - z jednej strony bede nadal chciala seksu i go pragnela, z drugiej strony musialabym byc dotykana przez cos, do czego czuje awersje. Ale poniewaz wiedzial, ze zle skojarzenia budza u mnie tylko wasy pozwalal sobie czasem zapuscic zarost na calej twarzy, chociaz wiedzial, ze nie bede zadowolona, bo mial bardzo twardy zarost. Z drugiej strony ja dla jego kaprysu (bo to nawet przeciez nie mialo rangi marzenia) bylam gotowa czasem znosic to "rżysko" na twarzy.

I tak, owszem, czesto z czegos tam rezygnowalismy dla korzysci, waznych powodow, celów by nasze życie nie wygladalo jak "to moje cialo/samochod/zycie i moge robic co chce, a ty albo to zaakceptuj, albo sayonara, droga wolna".

59

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:

Tak, chodziłam na kompromisy w zwiazku.

Z powodu waznych celow - na przyklad chodzilam do kosciola z moim ex, choc jestem ateistka - poniewaz wazniejsze bylo dla mnie jego dobre samopoczucie jakie dawala mu moja obecnosc. On w zamian akceptowal, ze nie bede robic tego zbyt czesto i kiedy nie mialam ochoty - nie nalegal.

On natomiast dla konkretnych celow nigdy nie zapuscil wąsów, bo wiedział, że dla mnie to jest odpychajace (jak dla niektorych tatuaze) wiec dla konkretnego celu - mojego komfortu podczas seksu nigdy na te wasy sie nie zdecydowal, chociaz mu sie podobaly poniewaz wiedzial, że gdyby je zapuscil wywola u mnie dysonans - z jednej strony bede nadal chciala seksu i go pragnela, z drugiej strony musialabym byc dotykana przez cos, do czego czuje awersje. Ale poniewaz wiedzial, ze zle skojarzenia budza u mnie tylko wasy pozwalal sobie czasem zapuscic zarost na calej twarzy, chociaz wiedzial, ze nie bede zadowolona, bo mial bardzo twardy zarost. Z drugiej strony ja dla jego kaprysu (bo to nawet przeciez nie mialo rangi marzenia) bylam gotowa czasem znosic to "rżysko" na twarzy.

I tak, owszem, czesto z czegos tam rezygnowalismy dla korzysci, waznych powodow, celów by nasze życie nie wygladalo jak "to moje cialo/samochod/zycie i moge robic co chce, a ty albo to zaakceptuj, albo sayonara, droga wolna".

Iceni, ale robiłaś to, bo CHCIAŁAŚ, czy dlatego, że ex tego WYMAGAŁ? I czy on dla Ciebie nie zapuścił wąsów, bo WYMAGAŁAŚ tego od niego - czy CHCIAŁ to zrobić dla Ciebie?
Bo to jest właśnie różnica.

60 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-09-04 13:14:14)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Między "zrezygnowałem/am" a "on/ona powinien/powinna zrezygnować" jest różnica, na pozór - subtelna.



santapietruszko smile

61

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Tak, zdarzylo sie, ze zadeklarowalam, że albo zrezygnuje z czegos, albo jezeli nie, to dla mnie to bedzie oznaczalo koniec zwiazku bo to dla mnie oznaczalo, ze to cos jest dla niego wazniejsze.

Tak tez sie stalo.

62 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 13:21:42)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:

Tak, chodziłam na kompromisy w zwiazku.

Z powodu waznych celow - na przyklad chodzilam do kosciola z moim ex, choc jestem ateistka - poniewaz wazniejsze bylo dla mnie jego dobre samopoczucie jakie dawala mu moja obecnosc. On w zamian akceptowal, ze nie bede robic tego zbyt czesto i kiedy nie mialam ochoty - nie nalegal.

On natomiast dla konkretnych celow nigdy nie zapuscil wąsów, bo wiedział, że dla mnie to jest odpychajace (jak dla niektorych tatuaze) wiec dla konkretnego celu - mojego komfortu podczas seksu nigdy na te wasy sie nie zdecydowal, chociaz mu sie podobaly poniewaz wiedzial, że gdyby je zapuscil wywola u mnie dysonans - z jednej strony bede nadal chciala seksu i go pragnela, z drugiej strony musialabym byc dotykana przez cos, do czego czuje awersje. Ale poniewaz wiedzial, ze zle skojarzenia budza u mnie tylko wasy pozwalal sobie czasem zapuscic zarost na calej twarzy, chociaz wiedzial, ze nie bede zadowolona, bo mial bardzo twardy zarost. Z drugiej strony ja dla jego kaprysu (bo to nawet przeciez nie mialo rangi marzenia) bylam gotowa czasem znosic to "rżysko" na twarzy.

I tak, owszem, czesto z czegos tam rezygnowalismy dla korzysci, waznych powodow, celów by nasze życie nie wygladalo jak "to moje cialo/samochod/zycie i moge robic co chce, a ty albo to zaakceptuj, albo sayonara, droga wolna".

I powiedz mi czy żałujesz tych kompromisów? Czy uważasz, że związek powinien polegać również na nich i czasem zrezygnowania z czegoś ważnego dla 2 osoby (która powinna być najważniejsza)?

63 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-09-04 13:30:20)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Poza tym w podanej definicji jest jwdynie slowo "ustepstwo" nie "wymuszone ustepstwo"

Czyli fakt wymuszenia to jedynie nadinterpretacja. Zalozenie (moim zdaniem na wyrost) ze ustepstwo nie moze byc dobrowolne.

współpraca
  Słownik języka polskiego
współpraca
1. «działalność prowadzona wspólnie przez jakieś osoby, instytucje lub państwa»
2. «o narządach, mechanizmach: wspólne funkcjonowanie wraz z innymi elementami w ramach całości organizmu lub maszyny»
3. «działalność prowadzona na czyjeś zlecenie, wiążąca się ze zdradą lub z działaniem na czyjąś niekorzyść»

Czy wspolpraca jest naprawde lepszym dzialaniem? Czy w zwiazku chodzi jedynie o to, by on "funkcjonowal" czy tez o jakosc tego funkcjonowania?
Bo na przyklad te tzw "kredytowe malzenstwa" funkcjonuja dobrze - kazdy w ramach wspolpracy dazy do tego samego celu - splaty kredytu.

Istny wzorzec wink

64

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:

Poza tym w podanej definicji jest jwdynie slowo "ustepstwo" nie "wymuszone ustepstwo"

Czyli fakt wymuszenia to jedynie nadinterpretacja. Zalozenie (moim zdaniem na wyrost) ze ustepstwo nie moze byc dobrowolne.

Rozmawiamy o wymuszonym ustępstwie, ponieważ o to właśnie pyta Autor. Czy kobieta powinna. Samo ustępstwo nie jest wcale niczym złym - ale właśnie pod warunkiem, że nie jest wymuszone.

65

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Poza tym w podanej definicji jest jwdynie slowo "ustepstwo" nie "wymuszone ustepstwo"

Czyli fakt wymuszenia to jedynie nadinterpretacja. Zalozenie (moim zdaniem na wyrost) ze ustepstwo nie moze byc dobrowolne.

Rozmawiamy o wymuszonym ustępstwie, ponieważ o to właśnie pyta Autor. Czy kobieta powinna. Samo ustępstwo nie jest wcale niczym złym - ale właśnie pod warunkiem, że nie jest wymuszone.


Czyli nie rozmawiamy o samym kompromisie w zwiazku jako takim, tylko jak daleko sie mozna w tym posunac.

Ewentualnie kwestia rozbija sie o definicje i skojarzenia z samym slowem. Jezwli komus to slowo kojarzy sie zle, to w kazdym przejawie kompromisu bedzie doszukiwal sie zlego, jezeli kompromis to jedynie neutralne okreslenie pewnego dzialania - nie moze byc ani dobre, ani zle. Zle moga byc jedynie intencje.

Posty [ 1 do 65 z 297 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Sztuka kompromisu w związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024